czwartek, 22 marca 2012

Rozdział 7

Dziś byłam bardzo wyspana i podekscytowana. Dziś miałam poznać Liama. Nie jestem jego fanką, ani nawet jego zespołu, ale Jula owszem. Chyba mnie zabije jak się o tym dowie, ale teraz już nie czas na to. Muszę się przygotować na dzisiejszy dzień, dlatego też, czym prędzej wstałam z łóżka i pobiegłam do pokoju Martyny. Kiedy już stałam pod drzwiami – delikatnie zapukałam i uchyliłam drzwi.
- Hej! Śpisz jeszcze? – spytałam.
- Nie. Wchodź – odpowiedziała. – A ty, co tak wcześnie wstałaś? Jest dopiero… - spojrzała na telefon – 11.00 To jeszcze nie twoja pora.
- Też się dziwie, ale jakoś nie jestem już śpiąca.
- Ok. To, co może zjemy śniadanie, a potem przyszykujemy się do wyjścia. Jeszcze tylko zadzwonię do Liama i powiem mu, że wpadniemy ok. 14.00.
- Jasne. Mam nadzieję, że znajdę coś w walizce, bo szczerze to sama nie wiem, co tam wkładałam, więc akurat – w razie, czego – zdążymy polecieć do sklepu – wyszczerzyłam się na samą myśl o zakupach.
- Dobrze, ale teraz chodź do kuchni.
- Ok. O przy okazji przywitam się z twoja ciocią.
Wyszłyśmy z pokoju i poszłyśmy do kuchni, w której już był nie, kto inny jak Justyna. Przywitałyśmy się, po czym podziękowałam jej za możliwość noclegu i przeprosiłam za tak nagłe zrzucenie się na głowę. Justyna powiedziała, że po pierwsze mam mówić do niej po imieniu, a po drugie, że nic się nie stało i, że zawsze służy pomocą. Po krótkiej wymianie zdań zrobiła nam śniadanie, po czym poszłyśmy do mnie do pokoju ogarnąć, co to ja spakowałam do walizki. Zajęło nam to trochę czasu, ale okazało się, że mam sporo przydatnych rzeczy: kilka bluzek, spódniczek, bieliznę, a także wszystko to, co kupiłam na ostatnich zakupach z Martyną, czyli nie było tak źle, ale bez zakupów się nie obejdzie. Martyna poszła do swojego pokoju po jakieś ciuchy, a ja w tym czasie wzięłam prysznic, a po mnie moja przyjaciółka. Ja w tym czasie wybierałam ubranie. Dziś miało być chłodno, dlatego założyłam jasne dżinsowe rurki, cienki, biały T-shirt z flagą UK i białe Conversy, Martyna zaś założyła beżowe rurki, białą bluzkę na ramiączka, na to szary sweterek i krótkie białe Conversy.
Jak byłyśmy już ubrane wzięłyśmy się za makijaż i fryzury. Ja postawiłam na klasyk, czyli tusz na rzęsach, cienkie kreski eyelinerem i bezbarwny, malinowy błyszczyk, a włosy jak zawsze naturalnie, delikatnie pokręcone i rozpuszczone.  Martyna też wytuszowała rzęsy, namalowała cienkie linie eyelinerem i wybrała różowawy błyszczyk, a włosy wyprostowała i rozpuściła.
Byłyśmy gotowe! Zeszłyśmy na dół do salonu, ja usiadłam na sofie i włączyłam telewizję, natomiast Martyna w tym czasie rozmawiała z Liamem przez telefon, po czym się do mnie dołączyła. Miałyśmy sporo czasu, ponieważ jest dopiero 12.30, a z Liamem na 100% jesteśmy umówione o 14.00 u niego. Pewnie i tak się spóźnimy, bo to w końcu ja, ale mniejsza o to. Oglądałyśmy jakieś durny film. Tak naprawdę to nawet nie wiem, o czym on był i co to za film, bo zastanawiałam się czy zadzwonić do mamy. Wiem, że Martyna z nią rozmawiała, ale sama też muszę się z tym zmierzyć. No i jeszcze został Maciek. Zerwaliśmy, ale on ciągle do mnie wydzwania. Mam tego dosyć! Psuje mi tym tylko humor. Nie chcę z nim rozmawia, w ogóle nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Powiedziałabym mu to, ale boję się, że jak odbiorę telefon to mu wybaczę. Nie chcę tego! Wyjechałam do Londynu, by zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć od nowa. Wiem, ze robię z igły widły, ale tu nie chodzi o sam fakt zerwania, w końcu wiele par zrywa, tu chodzi o coś poważniejszego. Nie mówiłam o tym Martynie, bo nie chciałam, aby pokłóciła się ze swoim kuzynem na dobre, przecież jakby się dowiedziała, że mnie zdradził to chyba by go udusiła. On mnie zwyczajnie ośmieszył i upokorzył. Wszyscy o tym wiedzieli z wyjątkiem mnie. Dowiedziałam się, jako ostatnia i tak naprawdę to to był prawdziwy powód mojego wyjazdu. Ja go kocham, tak mi się przynajmniej zdaje… nie jestem do końca pewna uczuć, jakimi go darzę, a raczej darzyłam, bo teraz mam go gdzieś. Mam, więc nadzieję, że więcej go nie spotkam, zwłaszcza, że i tak miałam się tu sprowadzić na stałe.
Z rozmyślań wyrwała mnie Martyna.
- To, co? Czas się zbierać – zerknęłam na telefon była 13.50.
- Ok. Chodźmy.
Wstałyśmy z kanapy i skierowałyśmy się ku drzwiom. Na zewnątrz było trochę cieplej niż rano, dlatego nie wzięłam bluzy. Szłyśmy chodnikiem rozmawiając. Nasz „spacerek” nie trwał długo, bo Liam mieszkał dość blisko. Martyna pokazała mi dom, do którego zmierzałyśmy. Był to duży (ale bez przesad) dwu piętrowy dom z dużym ogrodem. Podeszłyśmy do drzwi i Martyna zapukała, po chwili drzwi się otworzyły. Stał w nich wysoki, bardzo przystojny chłopak. Martyna przywitała się z nim, po czym mnie przedstawiła.
- Liam. To jest moja przyjaciółka Paula, opowiadałam ci o niej. Paula to jest Liam.
- Hej – powiedział chłopak, po czym podszedł do mnie i dał buziaka w policzek.
- Cześć. Miło mi cię poznać – uśmiechnęłam się do niego.
- Mi także – odwzajemnił uśmiech. – Proszę, wejdźcie.
- OK – rzuciła Martyna
Weszłyśmy do środka. Liam zaprowadził nas do salonu, po czym poszedł do kuchni po coś do picia. Kiedy wrócił Martyna zaproponowała, aby chłopak pokazał mi dom. Zgodziliśmy się. Moja przyjaciółka została w salonie, a ja i Liam poszliśmy zwiedzać. Nie wiem, po co, ale widać Martyna coś knuła. Nie wolałam w to nie wnikać. Więc podążałam dzielnie za Liamem. Cały czas rozmawialiśmy, ale o niczym szczególnym. Podczas zwiedzania oczywiście chwaliłam jego dom. Dowiedziałam się, że Liam już tu nie mieszka, ponieważ mieszka z chłopakami z zespołu. Powiedział, ze na razie się tu zatrzymał, bo jego rodzina wyjechała. Zwiedziliśmy prawie cały dom z wyjątkiem jego pokoju. Chciał już abyśmy wrócili do Martyny, ale się mu wymsknęłam i weszłam do jego pokoju. Pokój jak pokój, nie wiem, czego się wstydził. Miał tu dużo zdjęć swojej rodziny, a także bliskich mu osób. Kiedy przeglądałam te zdjęcia, podszedł do szafki nocnej i coś schował. Nie chciałam wnikać, co, więc udałam, że nic nie widziałam. Pogadaliśmy jeszcze chwilę i zeszliśmy na dół do Martyny.
Moja przyjaciółka oglądała jakąś denną komedie romantyczną. W przeszłości pewnie, by mnie to zainteresowało, bo lubiłam tego typu filmy, ale jakoś ostatnio mam dosyć wszystkiego, co ma coś wspólnego z miłością. Kiedy film się skończył zaczęliśmy rozmawiać. Liam opowiadał różne historie związane z trasami koncertowymi i o przygodach, jakie przeżył wraz z pozostałymi członkami grupy, a także o X-Faktorze i o sobie. Dowiedziałam się o nim sporo rzeczy jak na przykład to, ze ma 2 siostry, że bardzo kocha chłopaków z One Direction itd. Potem przyszła kolej na mnie. Liam zadawał mi dużo pytań, na które nie zawsze znałam odpowiedź, wtedy wyręczała mnie Martyna. Gadaliśmy tak i śmialiśmy się, do czasu aż moja przyjaciółka zadała Liamowi pewne pytanie.
- OK, Liam. Wiemy już o tobie sporo i o twojej rodzinie, a może powiesz nam, czy masz dziewczynę lub jakaś wpadła ci w oko? – spojrzała na mnie podejrzliwie. Nie wiedziałam, o, co jej chodzi, więc postanowiłam w to nie wnikać i wysłuchać odpowiedzi Liama.
- No prawda, wiecie już o mnie sporo… Nie chciałem na razie o tym mówić, ale skoro chcecie. Tak. Mam dziewczynę. Nazywa się Danielle.
- Ooo… Jak wam się układa? – zapytała Martyna.
- Nie bądź wścibska. Chyba nauczyłaś się tego ode mnie – skarciłam ją.
- Spoko, nic się nie stało. Jeśli chcesz wiedzieć… Ostatnio jakoś tak oddalamy się od siebie, sam nie wiem, dlaczego. Staram się znajdywać dla niej jak najwięcej czasu, co nie jest łatwe, bo ciągle mamy jakieś koncerty, wywiady, spotkania z fanami itp., ale jej chyba na ty nie zależy – wytłumaczył.
- O to smutne – powiedziałam.
- A ty? – zwrócił się do mnie chłopak. – Masz chłopaka, bo wiem, że Martyna nie ma chłopaka. Więc co z tobą?
I tu właśnie moje serce pękło. Załamałam się. Nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. Widziałam jak przyjaciółka patrzy na mnie spanikowana, a Liam zerka to na nią to na mnie ze zdziwieniem. Widać Martyna nic mu jeszcze nie powiedziała.
- Przepraszam… - wykrztusiłam, po czym pobiegłam do ogrodu.
- Paula… - usłyszałam przyjaciółkę.
- Czy powiedziałem oś nie tak… - próbował dowiedzieć się Liam.
Dalszej rozmowy nie słyszałam. Byłam już w ogrodzie. Nawet nie wiedziałam, kiedy okazało się, że płaczę. Siedziałam na schodach i płakałam. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Czas płynął nieubłaganie szybko. Siedziałam tak sama, widocznie chcieli dać mi trochę prywatności. Cieszyłam się z tego powodu. Powoli zaczęłam się uspokajać, przestałam płakać, mój oddech się wyrównywał… Spojrzałam w niebo i zauważyłam, że się ściemnia. Telefon wskazywał godzinę 19.00. pomyślałam, ze może czas wejść do środka, przeprosić ich za moje zachowanie i za popsucie wieczoru oraz pójść do domu. Jednak nie mogłam wstać. Siedziałam tak jeszcze chwilę sama do czasu, aż ktoś usiadł obok mnie. Myślałam, ze to pewnie Martyna przyszła zabrać mnie do domu, ale okazało się, ze to Liam. Trochę mnie to zdziwiło, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Liam, ja… - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nie to ja przepraszam. To moja wina. Nie powinienem był poruszać tego tematu. Martyna powiedziała mi, o co chodzi.
- Nie, to nie twoja wina. Nic nie wiedziałeś. Nie obwiniaj się.
- Ale to moja wina… - zaczął, ale mu przerwałam.
- Skończ już, bo zaczynasz mnie denerwować, a złość piękności szkodzi. A wracając do tematu, to to moja wina. Jasne? I już daruj sobie obwinianie siebie.
- Dobrze – powiedział. Siedzieliśmy tak w ciszy. Nagle zerwał się delikatny, zimny wiatr. Zrobiło mi się trochę zimno, bo w końcu byłam ubrana w cienką koszulkę. Liam zauważył, że zadrżałam i zdjął swoją bluzę, a następnie mnie nią okrył.
- Nie, naprawdę nie…
- Uspokój się! – warknął przerywając mi. – Jest zimno, a poza tym jesteś osłabiona po płaczu. Nie chcę, abyś mi tu zachorowała.
- Ok. Dziękuję – odpowiedziałam zrezygnowana.
- Żaden problem. Zawsze możesz na mnie liczyć, nie ważne, czy jestem zajęty czy też nie, zawsze cię wysłucham i doradzę jeśli będzie ci to potrzebne.
- Będę pamiętać… - wyjąkałam. Liam objął mnie ramieniem, by mnie jeszcze bardziej ogrzać, bo cały czas drżałam.
- Liam… - przerwałam powstałą ciszę.
- Tak?
- Potrzebuję kogoś, aby się mu wygadać… - powiedziałam nieśmiało. – Martynie, o tym nie mówiłam…
- Spoko. Wysłucham cię i nic jej nie powiem jeśli sobie tego nie zażyczysz.
- Dziękuję. Tak, więc… - zaczęłam mu opowiadać wszystko od początku, nie obyło się bez płaczu i pocieszania. To dziwne uczucie. Znamy się zaledwie 1 dzień. Jakoś poczułam, że mogę mu zaufać, dlatego opowiedziałam mu wszyściuteńko, nawet to, czego nie wiedziała Martyna. Czułam się przy nim bardzo swobodnie i bezpiecznie. Jesteśmy jak starzy dobrzy przyjaciele. Liam jest cudownym chłopakiem, wręcz ideałem. Taki wrażliwy, odpowiedzialny, zabawny i z tego co słyszałam romantyczny. Jak Danielle może go ignorować? Nie mogę tego pojąć.
Siedzieliśmy tak razem przytuleni, aż tu nagle mój brzuch raczył poinformować nas o swojej obecności. Zaczęliśmy się śmiać i weszliśmy do domu. Skierowaliśmy się w stronę kuchni i mnie olśniło.
- Gdzie jest Martyna?
- Justyna dzwoniła. Miała jakąś sprawę do niej. Martyna chciała po ciebie pójść, ale… powiedziałem jej, że muszę z tobą pogadać – wytłumaczył mi.
- Ok. To będę musiała zaraz wracać. Która jest godzina?
- 22.00
-Coo? Tak późno? Znaczy no nie późno, ale… chyba się troszeczkę zasiedziałam.
-Tak. Trochę tam siedziałaś, nie powiem, że nie, ale nic się nie stało. Gadałem z Martyna i umówiliśmy się, że jeśli zechcesz to możesz tu zanocować lub wrócić do niej do domu.
- To ja może lepiej wrócę. Nie chcę się narzucać…
- To żaden problem – przerwał mi. – Moim zdaniem powinnaś zostać. Tam pewnie wszyscy już śpią i nie chcę, żebyś została tam zdana sama na siebie… A z reszta jesteś roztrzęsiona i chcę cię mieć na oku.
- Ok. Skoro nalegasz, ale ja nawet nie mam piżamy, a poza tym nic sobie nie zrobię.
- Tego nie wiem. A do spania coś ci znajdę. Natomiast teraz może zrobię nam kolację. Na co masz ochotę? – zapytał otwierając lodówkę.
- No nie wiem… Może ty cos zaproponujesz?
- Ok. Już wiem co zrobić. Usiądź sobie, a ja wezmę się do roboty.
- Nie ma mowy. Nie będę tu siedzieć i patrzeć. Pomogę ci i koniec. Nie znoszę sprzeciwu! – ostrzegłam go.
- No dobra, dobra.
Podeszłam do niego i po krótkiej wymianie zdań zdecydowaliśmy się, że zjemy mieszankę meksykańską. Strasznie lubiłam kuchnię meksykańską i jak się okazało Liam także. Wzięliśmy się, więc do roboty. Wspólnie uwinęliśmy się bardzo szybko. A kolacja była wyśmienita. Liam bardzo dobrze gotuje. Chłopak miał rację. Nie byłam śpiąca i zapewne nudziłabym się u Martyny. Siedzieliśmy razem w salonie, rozmawialiśmy i śmialiśmy się czasem bez powodu. Dobrze nam było w swoim towarzystwie. Aby się uspokoić włączyliśmy telewizję, ale tak naprawdę jej nie oglądaliśmy. Dochodziła 1.00 kiedy poczuliśmy zmęczenie.
- Chyba już czas się zbierać do spania – powiedział Liam widząc, że ziewam. – Jutro czeka nas bardzo męczący dzień, więc musisz się wyspać.
- Jak to bardzo męczący dzień? Co masz na myśli? – próbowałam się czegoś dowiedzieć. – Czyżbym o czymś nie wiedziała?
- A no tak. Martyna nie miała okazji ci o tym powiedzieć. Tak, więc jutro jedziemy do chłopaków.
- Co? – byłam w szoku. – I ty mi to mówisz dopiero teraz? Przecież jak ja będę jutro wyglądać! Będę niewyspana…
- Uspokój się. Nie idziemy tam wczesnym rankiem. Chłopaki to straszne śpiochy i z tego co słyszałem ty też – zaśmiał się. – Ale muszę przyznać jestem pod wielkim wrażeniem. Nigdy nie znałem nikogo, kto by w ciągu sekundy potrafił zmienić swój nastrój. Niedawno byłaś zrozpaczona, następnie wesoła, zmęczona no i teraz ten wybuch entuzjazmu – uśmiechnął się promiennie.
- Ahh dziękuję. Wezmę to za komplement. Ale to nie jest moja zaleta, a z resztą sam się przekonasz jak mnie lepiej poznasz.
- Mam się bać? – zaśmiał się. – A wracając do jutra, plan jest taki. Teraz idziemy spać, a jutro wstajemy jak się wyśpisz i pojedziemy do chłopaków. Ok?
- Tak. Tylko, że przedtem pójdziemy do Martyny, bo będę musiała się jakoś doprowadzić do ładu.
- Martyna uprzedziła mnie, że to powiesz. A teraz chodź pokażę ci gdzie masz spać.
- Ok.
Poszliśmy na górę do pokoju Liama. Usiadłam na łóżku, a on w tym czasie szukał czegoś w szafie.  Kiedy znalazł to czego szukał, podszedł do mnie i wręczył mi swój szary T-shirt ze SpangeBobem i jakieś spodenki, cały czas się uśmiechając. Wzięłam te rzeczy i poszliśmy do mojego pokoju. Zostawił mnie w nim samą, abym mogła się przebrać. Weszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Kiedy wyszłam z łazienki, usiadłam na łóżku. Siedziałam tak rozmyślając o jutrzejszym dniu, kiedy do pokoju wszedł Liam. Przykryłam się kołdrą, a on w tym czasie usiadł obok mnie. Przyszedł zapytać czy wszystko okej i poinformować mnie, że zrobi mi pobudkę o 10.00. Jak dla mnie to trochę wcześnie, ale przecież miałam jeszcze pójść do Martyny się przebrać no i oczywiście mieliśmy pojechać do chłopaków z One Direction. Dlatego też przytaknęłam mu, po czym powiedział, że lepiej żebym poszła już spać, bo jutro nie wstanę. Położyłam się, a on życzył mi dobrej nocy i poszedł do siebie. Chcąc być jutro wyspaną posłuchałam go i zasnęłam.










No i mamy 7. Zamierzałam dodać rozdział wczoraj, ale nie miałam za dużo czasu. Mam nadzieje, ze rozdział się podoba i z góry uprzedzam, że następny rozdział może być troszeczkę śmieszny.
Bardzo proszę KOMENTUJCIE, bo widzę, że mam sporo wejść, ale nie ma komentarzy.
Mam nadzieję, że się wam spodobał.
Kolejny rozdział powinien ukazać się już jutro.

wtorek, 20 marca 2012

Rozdział 6

*Paula*

               Za 1.5godziny miałam lądować w Anglii. Nie wiem, co mną kierowało. Po prostu wiedziałam, że muszę z stamtąd wyjechać. Nie zniosłabym myśli, że mogę GO spotkać lub, że ludzie zaczną mnie wytykać palcami. Wiem, że to bezsensowne rozmyślania, ale … W tej chwili nie chciałam tam być. Mam nadzieję, że Londyn będzie moim schronieniem, że nigdy GO nie spotkam i zacznę życie od nowa. Podróż strasznie mi się dłużyła. Nie wiedziałam, co mam robić. Próbowałam zasnąć, ale myśli i wspomnienia z tego dnia nie dawały mi spokoju. Jedyną motywacją i sensem mojego życia była dla mnie Martyna. Wiedziałam, że popsuję jej wakacje, ale naprawdę nie mogłam postąpić inaczej.
                Cały czas myślałam, co by było gdybym została… Z zamyślenia wyrwał mnie głos pilota, który powiedział, że za 10 minut lądujemy. Nawet nie zauważyłam, kiedy zapięłam pasy. Jestem zbyt rozkojarzona. Nie mogłam się doczekać spotkania z moja przyjaciółką. Pewnie się przerazi, gdy mnie zobaczy, w końcu całą trasę płakałam, więc pewnie wyglądam potwornie, ale teraz to nie miało dla mnie żadnego znaczenia.
              Po wylądowaniu samolotu na płycie lotniska wszyscy pasażerowie zostali skierowani w kierunku taśm bagażowych, niczym zmora podążałam za ludźmi. Kiedy nadjechała moja walizka zdjęłam ją z taśmy i skierowałam się w kierunku wyjścia. Gdy weszłam do hali przylotów przeleciałam wzrokiem po wszystkich znajdujących się tu ludziach. W pewnym momencie zauważyłam bardzo dobrze znajomą mi twarz – tak mi się przynamniej zdawało, bo przez strugi łez nie byłam w stanie do końca stwierdzić czy to na pewno ona. Nie myliłam się. Kiedy mnie ujrzała podbiegła, czym prędzej i zaczęła coś gadać. Nie chciałam jej teraz słuchać, pewnie zadawała mi milion pytań związanych z moim przylotem tutaj. Martyna chyba zauważyła, że jej nie słucham, więc czym prędzej mnie przytuliła - rozpłakałam się jeszcze bardziej. Po chwili z hałasu panującego w hali, udało mi się dosłyszeć kilka słów, które wymawia moja przyjaciółka.
- Spokojnie. Tu jesteś bezpieczna… Zaraz zabiorę cię do siebie do domu, tam ochłoniesz – pocieszała mnie.
- Liam… mógłbyś wziąć jej walizkę? – zawołała do kogoś, po czym odezwała się do mnie. – Już jedziemy do domu. Chodź, wypłaczesz mi się w samochodzie.
                Posłuchałam jej i uspokoiłam się na chwilę, ale nie do końca. Wciąż miałam łzy w oczach i ledwo widziałam, gdzie idę. Przyjaciółka objęła mnie ręką i skierowałyśmy się do samochodu. W samochodzie, wraz z Martyna, usiadłyśmy z tyłu. Oparłam się o nią i znów zaczęłam płakać. Tym razem mnie nie pocieszała, kazała mi się wypłakać. Byłam strasznie zmęczona podróżą, więc usnęłam. Miałam bardzo delikatny sen, bo pamiętam wszystko, co się później działo.
                Martyna rozmawiała z jakimś chłopakiem o niesamowitej barwie głosu. Nie wiele zrozumiałam z ich rozmowy, ponieważ szeptali, ale wiedziałam, że rozmawiają o mnie – najwyraźniej się martwili, choć ten chłopak nawet mnie nie znał. W pewnym momencie Martyna zaczęła mną delikatnie potrząsać, ale chłopak, który był z nią, zatrzymał ją. Powiedział, żeby mnie nie budziła. Martyna coś tam mu szepnęła, a on odpowiedział jej (z tego, co zrozumiałam), że mnie zaniesie do sypialni. Nagle poczułam jak Martyna delikatnie się ode mnie oddala i w tym samym momencie coś mnie obejmowało z drugiej strony. Zapewne chłopak towarzyszący Martynie, wziął mnie na ręce i skierował się w stronę drzwi, bo gdy poczułam delikatny podmuch wiatru, zaczęłam się budzić. Kiedy chłopak to zauważył, zaczął coś do mnie mówić, ale wychwyciłam tylko kilka słów.
- … śpij. Nic ci się nie stanie… Jesteś wyczerpana… odpocznij… - Posłuchałam go i znów zasnęłam.
                Obudziłam się w jakimś pokoju w łóżku. Poznałam ten pokój. Mieszkałam w nim kiedyś, jak byłam młodsza, podczas wakacji, jak przyjechałyśmy tu razem z Julią i Martyną do cioci Martyny do Londynu. Zastanawiałam się jak ja się tu znalazłam. Kiedy przypomniałam sobie, co się stało, zaczęłam się zastanawiać, która to już godzina. Gdy odwróciłam się na bok zauważyłam leżącą obok mnie Martynę. Dziewczyna cały czas na mnie patrzyła. Kiedy zauważyła, że na nią spoglądam, czym prędzej mnie przytuliła.
- Już się obudziłaś – usłyszałam w jej głosie troskę. – Pewnie jesteś wykończona. Może weź zimny prysznic i prześpij się jeszcze, jest już 22.30.
- Martyna… - zaczęłam, ale mi przerwała.
- Nie musisz mi się teraz tłumaczyć. Jeżeli będziesz chciała będziemy mogły pogadać jutro. Będziemy miały cały dzień – kiwnęłam jej głową i powoli wstałam z łóżka. Trochę mi się zakręciło w głowie, ale nie zważałam na to. Skierowałam się w stronę łazienki. W drodze do łazienki chwyciłam kosmetyczkę, która leżała na walizce. W łazience przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam strasznie, nie byłam w stanie się rozpoznać. Oczy miałam spuchnięte i czerwone od płaczu, tusz rozmazany, natomiast włosy odstawały mi na wszystkie strony, a na dodatek ciuchy miałam całe mokre od łez i pogniecione. Czym prędzej wzięłam zimny prysznic, aby się uspokoić. Zrobiło mi się o wiele lepiej i nawet zaczęłam już wyglądać jak człowiek. Stałam owinięta w ręcznik przy drzwiach i pakowałam kosmetyczkę, gdy usłyszałam Martynę, która zawzięcie coś komuś tłumaczyła. Przybliżyłam się do drzwi i zaczęłam podsłuchiwać. Martyna chyba rozmawiała przez telefon… Zaraz, zaraz, z kim ona rozmawia? Byłam w szoku. Ona rozmawiała z moją mamą. Dziewczyna próbowała jej wszystko wytłumaczyć, chociaż nawet nie wiedziała, co było powodem mojego przyjazdu. Zastanawiałam się właśnie czy wyjść, kiedy usłyszałam jak Martyna obiecuje mojej mamie, że będzie do niej codziennie dzwonić i, że będzie się mną opiekować. Widać mama się o mnie martwi i moja przyjaciółka też. Postanowiłam, że nie zrobię jej awantury tylko podziękuję za to, że mnie wyręczyła, choć wiem, że będę musiała prędzej czy później porozmawiać z mamą.
                W tym samym momencie, w którym wyszłam z łazienki – Martyna skończyła rozmawiać i spojrzała na mnie. Wiedziałam, ze muszę jej wszystko wytłumaczyć. Podeszłam do niej i nieśmiało usiadłam na łóżku i zaczęłam jej wszystko tłumaczyć.
- Martyna… Zerwałam z Maćkiem.
- Co? – spytała zszokowana. – Co się stało?
- Umówiliśmy się wczoraj wieczorem u niego w domu. Miał wolną chatę… i chciał, abyśmy się ze sobą przespali. Powiedziałam mu, że jeszcze nie jestem gotowa…
- I co on na to? – przerwała mi.
- Powiedział, że w takim razie poczeka.
- No to, czemu zerwaliście?
- Rano zadzwonił do mnie i powiedział, ze musimy pogadać. Spotkaliśmy się w parku o 15.00, bo wcześniej musiałam coś załatwić, ale mniejsza o to. Kiedy więc się spotkaliśmy to on… ze mną zerwał.
- A powiedział przynajmniej dlaczego? – dopytywała się moja przyjaciółka.
- Tak. Powiedział: „ Wiesz… Jesteś ładna i w ogóle, ale… Nie możemy być razem… Tu nie chodzi o ciebie, a raczej o mnie. Po prostu już cię nie kocham, więc zapomnij o NAS… Pa”. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. On ze mną zerwał, bo nie chciałam się z nim przespać… A ja głupia myślałam, że on mnie kocha… Niektórzy mnie ostrzegali, ale ja ich nie słuchałam… Wierzyłam, że on się zmienił i, ze to wszystko to kłamstwa, że są o niego zazdrośni, ale… oni chcieli tylko mojego dobra… A on pragnął jedynie mojego ciała… Dlatego wyjechałam… Nie miałam siły spojrzeć nikomu w oczy… - nie wytrzymałam i znów zaczęłam płakać. To mnie przerosło…
- Spokojnie. To palant… Może tu znajdziesz jakiegoś chłopaka, który będzie ciebie wart… - moja przyjaciółka próbowała mnie uspokoić, ale jej to nie wyszło.
- Zrozum! On mnie zranił! Już nigdy się nie zakocham! Nie zaufam już nikomu! Żadnemu facetowi!! – wydarłam się na nią.
- Uspokój się. Na pewno znajdziesz miłość. Jesteś przecież cudowną osobą… Przestań, więc myśleć o tym kretynie. I zacznij żyć a nowo. On nie jest wart twoich łez – przytuliła mnie, a ja odwzajemniłam jej to. Była moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze wiedziała, co ma zrobić, aby mnie ogarnąć. Ona jedyna jest w stanie wydrzeć się na mnie, kiedy ja cierpię, bo wie, ze tylko w ten sposób coś do mnie dotrze.
Płakałam tak jeszcze z dobre 15 minut, kiedy coś mi się przypomniało. Momentalnie się uspokoiłam.
- Martyna. Kto był z tobą po mnie na lotnisku?
- Kolega – powiedziała.
- Kolega? – spytałam podejrzliwie. – Czy ja o czymś nie wiem?
- Nie no weź. Przecież powiedziałabym ci, gdyby to było coś znaczyło.
- Mam nadzieję – roześmiałyśmy się. – Ten chłopak ma niesamowity głos…
- Nie mów na niego „ten chłopak”. On nazywa się Liam.
- Liam? Skądś kojarzę to imię i ten głos… - myślałam na głos.
- A może mówi ci coś One Direction?
- No jasne. Jula często słucha tego zespołu…
- No i Liam właśnie należy do tego zespołu.
- Serio? To… to ten chłopak to… to… to Liam Payne? WOW… Wiedziałam, że skądś kojarzę ten głos, ale jak… ty… on… JAK?!
- Justyna mnie z nim zapoznała. Mieszka niedaleko…
- O mój Boże – przerwałam jej. – On mnie widział w takim stanie? Aaa… I jak ja teraz wyjdę z domu?
- Widzę, że już z tobą lepiej – uśmiechnęła się porozumiewawczo. – Ale nie martw się na pewno to zrozumie…
- Ale… Co on sobie o mnie pomyśli? Wyglądałam jak jakaś fleja, jak bezdomny, jak, jak…
- Oj nie przesadzaj.  Nie wyglądałaś, aż tak źle, a z resztą miałaś prawo tak wyglądać, w końcu byłaś załamana. Ale mniejsza o to. Jutro będziesz miała okazję pokazać mu, jaka jesteś naprawdę.
- Coooooo?.. – wytrzeszczyłam na nią oczy. –Że co? … Ja… go… jak?.. serio?
- Tak. Ale się uspokój, oni nie lubią takich dziewczyn, a z resztą nie wiedziałam, że jesteś ich fanką…
- Bo nie jestem. Ale oni są celebrytami, a poza tym też są chłopakami, nie? I jakoś nie chcę, aby ktoś mnie widział w takim stanie.
- Dobra. Jutro pogadam z Liamem i powiem mu, aby nikomu nic nie mówił, jeżeli tyle to dla ciebie znaczy.
- Ok. Albo nie. Sama z nim pogadam.
- Dobra a teraz chodźmy już spać.
- O tam, bo inaczej będę miała wory po oczami. Dobranoc.
- Jezu. Co ja z tobą mam – zaczęła jęczeć Martyna. – Dobra dobranoc.
Pośmiałyśmy się jeszcze przez chwilę, po czym moja przyjaciółka uściskała mnie na dobranoc i poszła do siebie, a ja zasnęłam.







No i mamy 6 :D, ale jestem szczęśliwa. Przyznam, że rozdział nie zbyt mi się podoba, ale nie jest najgorszy. Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na wasze KOMENTARZE. Kolejny rozdział już niedługo :D haha
PS. Od teraz wszystkie rozdziały będą oczami Pauli.


czwartek, 15 marca 2012

Rozdział 5

*Martyna*
 
Jestem w Londynie już od 2 dni. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Wstaję rano, szykuję się, resztę dnia spędzam z Liamem, wracam późno i zmęczona kładę się spać. W między czasie gadam też z Paulą – pogodziła się z Maćkiem. Znów są razem szczęśliwi, ale Paula stara się na niego uważać. Przestałam się, więc o nią martwić. Ale wracając do Liama. Dzień w dzień próbuje zabrać mnie do chłopaków z grupy, ale ja się nie zgadzam. Obiecałam mu, że z nim do nich pojadę jak tylko dowiem się o nich, co nieco. Dlatego też chłopak próbuje mnie wszystkiego „nauczyć”. Całymi dniami puszcza mi ich piosenki i o nich opowiada. Wydaje mi się, że wiem już o nich wszystko, dlatego zgodziłam się dziś z nimi spotkać. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Rano byłam wyczerpana, nawet się nie spostrzegłam, kiedy wzięłam prysznic. Owinięta w ręcznik poszłam do pokoju po jakieś ciuchy na dzisiejszy dzień. Było dziś trochę cieplej, dlatego zdecydowałam się na ¾ dżinsowe spodnie, czerwony top na ramiączka i koturny. Jeżeli chodzi o makijaż to zdecydowałam się na tusz do rzęs, eyeliner i różowy błyszczyk. Byłam już gotowa. Zeszłam na dół, zjadłam śniadanie i pożegnałam się z Kamilem i Justyną, gdyż wychodzili do pracy. Zostałam sama. Usiadłam przed telewizorem i czekałam na Liama. Przyjechał po 20 min. Jak zwykle powiedział mi, że ładnie wyglądam i porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, po czym ruszyliśmy w drogę. Trochę się denerwowałam, bo w końcu miałam poznać jeden z najlepszych boy bandów w Wielkiej Brytanii. Liam próbował mnie uspokoić i chyba mu się udało, ale do czasu. Gdy dojechaliśmy na miejsce nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Jak oni mogli mieszkać w tak wielkim domu?  Ale czy można to nazwać domem? To raczej jakiś willa, ale powiedzmy, że jest to bardzo duży dom. W końcu musiał pomieścić 5 nastolatków. Moje rozmyślenia przerwał jakiś krzyk. Okazało się, że byli to chłopcy krzyczący ze szczęścia na widok Liama.
- Cześć stary! Stęskniliśmy się za tobą – zaczęli się nawzajem przekrzykiwać.
- Cześć chłopaki! Ja za wami też – odpowiedział rozśmieszony.
Chłopcy rzucili się na siebie. Nie wiedziałam, co mam zrobić, więc stałam i czekałam aż sobie o mnie przypomną. Nagle ktoś krzyknął:
- Liam! Co to za piękność tu stoi?
- A tak, sorry – odpowiedział zakłopotany i podszedł do mnie. – Chłopaki to jest Martyna. Martyno to jest Zayn, Louis, Niall i Harry.
- Hej. Jestem Zayn – przywitał się mulat i dał mi buziaka w policzek.
- Hej, ja jestem Louis – przedstawił się chłopak i pocałował mnie w rękę, co mnie trochę zdziwiło.
- Hej. Ja jestem Niall – powiedział blondyn, machając mi tylko ręką. Zauważyłam, że coś jadł, więc uśmiechnęłam się tylko do niego.
- A ja jestem Harry. Miło mi poznać – powiedział ostatni chłopak dając mi buziaka w policzek. Zarumieniłam się.
- Hej – powiedziałam nieśmiało. – Mi też miło was poznać.
- To, co? Może wejdziemy do środka? – rzucił Louis ratując mnie z opresji.
- Spoko, ale chłopaki mam nadzieję, że jest tam jakiś porządek? – zapytał złośliwie Liam.
Pozostała czwórka spojrzała na siebie przerażona, potem na Liama, a na końcu na mnie. Uśmiechnęli się i czym prędzej pobiegli do domu. Wraz z Liamem widząc to zaczęliśmy się śmiać.
- Tak jak myślałem – rzucił Liam, nie mogąc opanować śmiechu. – Nie ma to jak w domu.
- Widzę, że za nimi tęskniłeś – powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Oczywiście. Nawet nie wiesz jak bardzo. Czasami mam ich dosyć, ale są jak moi bracia. Kocham ich. Nie wyobrażam sobie bez nich życia - uśmiechnął się, a ja mu odpowiedziałam tym samym. – Dobra. Chodźmy do środka. Tylko się nie przeraź.
- Chłopaki! – krzyknął. – Wchodzimy!
- Dobra – odkrzyknął ktoś ze środka. To był chyba Louis.
Wraz z Liamem podeszliśmy do drzwi i weszliśmy do środka. Stała przed nami grupka chłopaków. Wszyscy krzyknęli: „Witaj w domu daddy” i Liam znów zaczął ich przytulać. Gdy skończyli, zaprowadzili mnie do salonu i podczas gdy ja siadałam na sofie, słyszałam jak któryś z chłopaków szepnął do Liama: „ Człowieku! Skąd ty bierzesz takie laski?”. Chłopak chyba zorientował się, że to słyszę, bo odpowiedział: „Same do mnie przychodzą” i puścił mi oczko. Kiedy wszyscy zajęli już swoje miejsca, a mianowicie: Louis z Niallem na podłodze, Zayn na fotelu, a ja pomiędzy Harrym i Liamem, zaczął się spór, co będziemy oglądać.
Niall chciał obejrzeć ,,Never say never", Zayn jakiś horror, Louis ,,Sagę Zmierzch", a Liam ,,Toy Story". Jako jedyny swojego zdania nie wypowiedział Harry. Miałam wrażenie, że cały czas się na mnie patrzy, ale na pewno mi się zdawało. Postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy.
Chłopcy byli w trakcie bitwy o pilota, kiedy nagle odezwał się Harry:
-Hej ludzie, a może by tak nasz gość zadecydowałby, co będziemy oglądać?-zapytał.
W salonie dało się usłyszeć chóralne ,,uuuuuu...". Harry się zarumienił.
-Ty młody! Nie podrywaj mi tu mojej koleżanki-powiedział Liam, a wszyscy zaczęli się śmiać.
Nawet Harry, więc nie zostałam im dłużna i śmiałam się razem z nimi.
Gdy się już wszyscy opanowali wspólnie zadecydowaliśmy, że obejrzymy jakąś komedie. Tak, naprawdę to film był tylko tłem, ponieważ chłopcy cały czas się mnie o coś
pytali, typu: ,,Ile masz lat?" , ,,Masz ładne koleżanki?" itd. A ja biedna z pokorą odpowiadałam na każde pytanie. Najwięcej głupich pytań takich jak:
,,Twoje ulubione warzywo?" słyszałam od Louisa. A pytania najbardziej wścibskie zadawał Harry, tak jakby chciał się wszystkiego o mnie dowiedzieć.
Kiedy chłopakom skończyły się pytania-a myślałam, że to się nigdy nie stanie-kontynuowaliśmy oglądanie filmu. Szczerze to nie wiem, o czym był ten film i zbytnio to on mnie tam nie interesował, ale chłopaków chyba tak, bo siedzieli wpatrzeni w telewizor jak nie wiem, co. Siedzieliśmy tak bez ruchu przez jakiś czas, kiedy nagle jakby ktoś włączył ,,play" -wszyscy zaczęli wariować. Louis bił się z Niallem o jedzenie, Zayn przeglądał się w lusterku. Wydawało mi się, że tylko Harry i Liam są w tej chwili normalni, ale się myliłam.
Harry chciał położyć rękę na oparciu tak jakby chciał mnie objąć, a kiedy Liam to zauważył zrzucił jego rękę. Przepychali się tak przez chwilę, po czym Liam mnie objął kładąc rękę na oparciu sofy, a Harry położył swoją rękę na ręce Liama.
Kiedy reszta przestała się kłócić, obydwaj dalej się przepychali, dźgali itp., a ja biedna siedziałam między nimi przerażona i nie wiedziałam, co mam zrobić. W końcu Louis wstał, zrzucił Zayna z fotela, wziął mnie delikatnie za rękę i posadził w fotelu, a sam zaś usiadł po między Liamem, a Harrym i zaczął ich tłuc poduszką. Widać ta metoda coś dała, bo
po chwili zamiast się przepychać, zaczęli się przytulać i przepraszać. Potem obaj przeprosili mnie i wróciliśmy do oglądania filmu.
Jak film się skończył chłopcy włączyli konsole i zaczęli grać w Fifę. Liam w tym czasie był w kuchni i szykował obiad. Pomyślałam, że mu pomogę, więc z nadzieją poszłam do
kuchni. Niestety Liam nie pozwolił mi sobie pomóc w gotowaniu, ale po wielu prośbach i błaganiach zawołał Harrego i kazał mu pomóc mi nakryć stół. Przynajmniej tak mogłam pomóc.
Kiedy już wszystko było gotowe, Liam zawołał przyjaciół do stołu. Każdy zajął swoje miejsce i zaczęliśmy jeść.
Podczas posiłku nie obyło się bez wygłupów. Chłopcy zaczęli rzucać w siebie nawzajem jedzeniem. Wszystko, co powinno lądować w buzi, lądowało na głowie. Widać było, że mieli ubaw, jednak ich zabawę przerwał dźwięk mojego telefonu. Przeprosiłam chłopaków i poszłam do kuchni odebrać telefon i wyświetlił mi się numer Pauli. Zdenerwowałam się, bo
Pauli nie ma zazwyczaj o tej porze w domu, więc czym prędzej odebrałam telefon.
-Halo!
-Cześć-usłyszałam niewyraźny głos.
-Paula? Gdzie jesteś? Co się stało?-zaczęłam nerwowo chodzić po kuchni, czułam na sobie czyjeś spojrzenia, pewnie to byli chłopcy ciekawi, kto do mnie dzwoni. Ale nie interesowało mnie to teraz. Najważniejsza w tej chwili była Paula.-Mów, co się stało!
-Martyna-płakała-jestem w drodze do Wielkiej Brytanii.Za 2.5 godziny ląduje. Czy mogłabyś po mnie przyjechać?
-Co?-spytałam zszokowana.-Co masz na myśli mówiąc : "Jestem w drodze do Anglii"? Czy ty żartujesz?
-Nie. Proszę przyjedź po mnie. To bardzo ważne.
-No dobrze. Zaraz będę na lotnisku. Będę na ciebie czekała w sali przylotów.
-Dzięki. Pa!-rozłączyła się.
Postałam chwilę zszokowana w kuchni oparta o blat. Myślałam jak ja się teraz dostanę na lotnisko, co spowodowało tak nagły przyjazd Pauli. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Liama:
-Hej. Co się stało? Jesteś zdenerwowana.
-Liam-rzuciłam.-Zawieziesz mnie na lotnisko?
-Teraz? Co się stało?-spytał zszokowany chłopak.
-Paula dzwoniła... Jest w samolocie. Za 2.5 godziny wyląduje w Londynie. Coś się stało, ale nie wiem, co. Muszę po nią jechać.
-Oczywiście-odparł Liam.-Pożegnajmy się z chłopakami i ruszajmy na lotnisko.
Poszliśmy do jadalni i Liam streścił chłopakom, co i jak, bo ja nie byłam w stanie. Chciałam jak najszybciej znaleźć się na lotnisku i dowiedzieć się, co się stało. Chłopaki pożegnali się z nami
i czym prędzej skierowaliśmy się w stronę samochodu Liama. W aucie panowała krępująca cisza, którą przerwał chłopak.
-Spokojnie. Na pewno nic strasznego się nie stało. Może znów pokłóciła się ze swoim chłopakiem. Nie martw się.
Spojrzałam się na niego i posłałam mu uśmiech nadziei.
-Ale może ty mi lepiej, co to było z Harrym?
-Co? Jak? Co? O co ci chodzi? Ja nic...-zaczęłam się tłumaczyć, ale Liam mi przerwał.
-Nie oszukasz mnie. Widziałem jak na siebie patrzycie-uśmiechnął się złowieszczo.
-Ja....ja nic...-wyjąkałam.
-Powiedz mi tak szczerze. Czy Harry ci się podoba?-zarumieniłam się, a Liam dodał.- Spoko, nic mu nie powiem. Jeśli chcesz to mogę z nim pogadać i wyczaić, co i jak. Więc?
-No...Harry nawet mi się podoba, ale...Ale muszę go lepiej poznać.-zawstydziłam się, a Liam anielsko się uśmiechnął.
Przez resztę drogi słuchaliśmy radia. Nikt się nie odzywał . Kiedy dojechaliśmy na lotnisko nie byłam w stanie usiedzieć na miejscu. Liam poszedł do informacji, o której ląduje samolot z Polski. Okazało się, że mamy jeszcze 1.5 godziny. Poszliśmy, więc do restauracji i czekaliśmy na przylot Pauli.















_______________________________________________________________________

No i mamy 5 :D haha. Przepraszam, że nie dodałam wczesniej, ale dostałam szlaban na komputer, dlatego też, nie wiem kiedy dodam nastepny rozdział. Jak widzicie coś się zaczyna dziać. Dodam, że to ostatni rozdział widziany oczami Martyny, następny będzie już o Pauli.
Mam wielką prośbę KOMENTUJCIE!!! Kiedy widzę, że ktos czyta tego bloga to mam zaciesz na mordce. Mam nadzięję że wam się podaba.


sobota, 10 marca 2012

Rozdział 4

*Martyna*

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przede mną stał bardzo przystojny, wysoki chłopak. Skądś kojarzyłam tę twarz, ale w tamtym momencie nie potrafiłam się nad tym zastanowić.
- Hej. Jestem Liam – przywitał się.
To imię coś mi mówiło. Przyjrzałam się mu dokładniej. I mnie olśniło. To jest Liam Payne z zespołu One Direction. Nie znam ich dokładnie, ale Julka coś o nich mówiła.
- Cześć. Jestem Martyna – odpowiedziałam. – Miło mi cię poznać.
- Mi bardziej – uśmiechnął się.
Do rozmowy włączyła się Justyna.
- To może pogadacie sobie sami, a ja pójdę zrobić kolacje – zwróciła się do mnie. – Przyjdź o 20.00 do domu.
- Jeśli można. Martyno może zjesz ze mną kolację? – zapytał się Liam spoglądając na mnie.
Nie byłam w stanie nic z siebie wydusić, więc tylko się potwierdzająco uśmiechnęłam.
- Zgadza się pani? – zwrócił się do Justyny.
- Żadna pani. Umawialiśmy się nie? Masz mi mówić po imieniu –zwróciła mu uwagę.
- Przepraszam. Więc Martyna może zostać u mnie na kolacje? – powtórzył pytanie.
Spojrzałam się tylko na nią prosząco.
- Dobrze – zgodziła się. – Tylko nie wróć za późno i grzecznie mi tu – spojrzała się ostrzegawczo na Liama.
- Ma się rozumieć – uśmiechnął się do niej i puścił mi przelotnie oczko. – Obiecuję nie za późno odstawić ją do domu.
Rozmawiali tak jeszcze przez chwilę przedrzeźniając się nawzajem, a ja stałam tylko zarumieniona i przysłuchiwałam się ich konwersacji. Nim się spostrzegłam Justyna już wyszła i w ten oto sposób zostałam sam na sam z Liamem.
Chłopak zaprosił mnie do salonu. Usiedliśmy razem na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać. Gawędziliśmy o wielu rzeczach. Liam opowiadał głównie o zespole. Słuchałam go z zainteresowaniem. Dowiedziałam się jak się poznali, o swoich występach w X-Faktorze, ale największą frajdę sprawiło mu opowiadanie o pozostałych członkach grupy. Z jego opowieści  wynikało, że są ze sobą bardzo zżyci i, że się o nich troszczy. Kiedy mu powiedziałam, co stwierdziłam – powiedział mi, że mam trochę racji i, że nazywają go Dady Direction, Papa Smerf lub Papa Payne, bo jest z nich najodpowiedzialniejszy. Gdy skończył przyszła kolej na mnie. Strasznie się rozgadałam, choć to do mnie nie podobne. Widocznie za dużo czasu spędzam z Paulą. Ale wracając do naszej rozmowy. Liam z uwagą wysłuchiwał moich opowieści. Mówiłam mu o sobie, o swojej rodzinie, a także o Pauli, o naszych relacjach i przygodach.  Opowiedziałam mu też o jej niezwykle bujnej wyobraźni. Kiedy skończyłam oboje pękaliśmy ze śmiechu. Chłopak dodał, że Paula bardzo, by się odnalazła w towarzystwie chłopaków i powiedział, że musi koniecznie ją poznać. Wydaje mi się, że, pomimo iż znam Liama tak krótko zakolegowaliśmy się. Nie wiem też, dlaczego, ale on strasznie przypomina mi Paule. W sensie, że wiele ich łączy, jeśli chodzi o zachowanie, no może nie do końca, bo Paula jest bardzo rozrywkowa i dowcipna, a Liam taki jakby bardziej spokojny, ale oboje mają w sobie ukrytą swoją drugą stronę. Znając życie Paula, by temu zaprzeczyła, ale możliwe, że po poznaniu Liama sama to przyzna.
Po skończonej rozmowie przeszliśmy do kuchni zrobić kolację. Chciałam pomóc Liamowi, ale powiedział, że cytuję: „ Jesteś moim gościem i dlatego masz usiąść na krześle i siedzieć”. Rozśmieszył mnie tym, ale nie chciałam się z nim kłócić, więc posłuchałam go i usiadłam na krzesełku przy blacie przyglądając się jego poczynaniom. Doszłam do wniosku, że dogadałby się z Paulą. Ona też nie lubi jak ktoś jej pomaga w gotowaniu – strasznie lubi się popisywać.
Kontynuowaliśmy naszą rozmowę. Liam strasznie zdrowo się odżywia i bardzo dobrze gotuje. Zaczął mi właśnie opowiadać o trasie koncertowej po Europie, gdy nagle naszą rozmowę przerwał mój dzwoniący telefon. Pomyślałam, ze to pewnie Justyna dzwoni sprawdzić, co robimy – wydaje mi się, ze Liam też tak myśli, bo się uśmiechnął – jednak okazało się, że to nie ona dzwoni, a Paula. Bez zawahania odebrałam telefon.
- Halo? Paula?
- Hej Martyna – usłyszałam głos koleżanki.
- Hej. Czemu nie odbierałaś? Martwiłam się – ochrzaniłam ja.
- Jesteś sama? Możemy pogadać? – wypytywała niepewnie.
- Jasne. Poczekaj chwilę – odpowiedziałam spoglądając na Liama.
Zauważyłam, że mi się przygląda. Uśmiechnęłam się do niego, jak gdyby nigdy nic i dałam mu sygnał, że to coś ważnego i, że zaraz wracam. Wyszłam z kuchni i wyszłam przed drzwi frontowe. Kiedy byłam już sama od razu zaczęłam wypytywać przyjaciółkę, co spowodowało tak nagły telefon.
- Dobra. Już mogę gadać. Więc co się stało? Masz trochę nie wyraźny głos. Gdzie jesteś?
- Martyna… - zaczęła – Nie wiem… Nie wiem, co mam zrobić.
- Co się stało? – próbowałam się czegoś dowiedzieć.
- Sama nie wiem… - usłyszałam jak zaczyna płakać.
- Spokojnie. Powiedz mi, co się stało, po kolei.
- Ok. Więc po tym jak cię odwiozłam na lotnisko, spotkałam Maćka. Całe popołudnie spędziliśmy razem… Zmusił mnie abym poszła z nim na imprezę…
- No i co się dalej stało? – wypytywałam zdenerwowana.
- Na imprezie próbował mnie upić, ale mu się nie udało, więc sam się upił…
- Coś ci zrobił? – przerwałam jej.
- Chciał, ale nic nie zrobił…
- Mów dalej – głos drżał jej coraz bardziej tak jak i mój tyle, że z gniewu.
- Tak, więc… jak już wspomniałam upił się. Gdy tańczyliśmy… zaczął mnie całować… Z początku nie miałam nic, przeciwko, ale jego ręce… zaczęły schodzić coraz niżej… i niżej… jego pocałunki zmieniły się z delikatnych… w bardzo porywcze… - słuchałam jej przerażonego głosu i wyobrażałam sobie jak ciężko jej się o tym mówi. – Nagle zaczął rozpinać moją sukienkę… - Nie byłam w stanie tego dalej słuchać. To była przesada. Jak on mógł się tak wobec niej zachować? Odbiło mu? I to jeszcze przy ludziach…, Kiedy skończyła zaczęłam ją uspokajać. Miała szczęście, że się nic nie stało. Żałowałam, że mnie tam nie było…
- Spokojnie. Już po wszystkim – uspokajałam ją. – Weź zimny prysznic i połóż się spać. Nie myśl o tym. Nikt nie będzie jutro o tym pamiętał.
- Ale ja będę – wydarła się. Widać już było z nią coraz lepiej.
- Spokojnie. Porozmawiaj z nim jutro i zerwijcie.
- Ale… myślę, że mu wybaczę… - przerwała.
- Słucham? – nie wytrzymałam. – Zamierzasz mu wybaczyć? Po tym wszystkim? On chciał cię ośmieszyć… Wiem, że to ciacho i w ogóle, ale nie zasłużyłaś na takie traktowanie.
- Sama przed chwilą mówiłaś, że nikt nie będzie o tym pamiętał – broniła go. – A poza tym on był pijany…
- Rób jak chcesz! Ja bym mu nie darowała. Jak tylko go spotkam to dam mu popalić – wkurzyłam się, ale gdy usłyszałam jak zaczyna płakać, uspokoiłam się. – Proszę nie płacz. Połóż się spać. Ochłoń i zadzwoń do mnie jutro. Pa
- Dobrze. Do usłyszenia – rozłączyła się.
Nie byłam w stanie z nią dalej rozmawiać. Byłam zbyt zdenerwowana. Wszystko się we mnie gotuje. Jak ona może mu wybaczyć? Dawna Paula nigdy, by tak nie zrobiła. Dałaby mu popalić. Zmieniła się, a to wszystko przez niego. Chciała się mu przypodobać… ślepo się w nim zakochała. Z zamyślenia wyrwał mnie Liam:
- Kolacja gotowa – spojrzał mi w oczy. – Czy cos się stało? Jesteś jakaś taka zdenerwowana…
- Wszystko w porządku – skłamałam. – Chodźmy do środka.
Liam widząc, ze nie chcę mu powiedzieć, co się stało – odpuścił. Weszliśmy do domu i poszliśmy do jadalni. Stół był już nakryty. Wszystko wyglądało smakowicie, ale… jakoś straciłam apetyt. Zrobiło mi się trochę głupio, bo w końcu Liam bardzo się napracował, aby to dal mnie przyrządzić. Dlatego próbowałam coś w siebie wmusić. Liam próbował dowiedzieć się, co się stało. Postanowiłam, że mu powiem pod warunkiem, że nikomu nie powie. Obiecał mi, że będzie jak, gdyby nigdy nic, więc mu powiedziałam, co się stało. Chłopak był trochę w szoku, ale próbował to ukryć. Kiedy już skończyłam, zaczął mnie uspokajać i powiedział, ze zawsze mi doradzi. Jak już trochę ochłonęłam, zjadłam coś i Liam odprowadził mnie do domu. Pożegnaliśmy się i umówiliśmy na jutro na 10.00.
Zaraz po wejściu do domu przywitałam się z Kamilem, który „oglądał” telewizję i od razu poszłam do łazienki wziąć prysznic. Wykąpana i zmęczona padłam zmęczona na łóżko i zasnęłam.








Dzięki wielkie za komentarze i przepraszam, że skończyłam tamten rozdział w takim momencie, ale chciałam wprowadzić mały dreszczyk.
A no i sorry, że nie dodałam rozdziału wcześniej, ale miałam strasznie dużo nauki w tygodniu, a wczoraj był tak ekscytujący dzień, że nie mogłam się skupić. Dziewczyny… ONI TU MOŻLIWE, ŻE PRZYJADĄ. Jestem taka szczęśliwa…
PS. Możliwe, że nowy rozdział ukaże się już jutro, ale nic nie obiecuje. A no i KOMENTUJCIE. Zostawcie jakiś ślad po sobie.
See yaa


poniedziałek, 5 marca 2012

Rozdział 3

*Martyna*

                Dziś wyjątkowo się wyspałam. Wstałam o 8.00 i postanowiłam zacząć szykować się do wyjścia. W końcu na 9.30 umówiłam się z Paulą. Planowałyśmy pójść na nasze ostatnie wspólne, polskie zakupy. Znając życie Paula na pewno jeszcze śpi. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic i poszłam do pokoju, aby się ubrać. Zdecydowałam, że założę krótkie, dżinsowe spodenki, czerwony top w białe kwiaty i krótkie, czerwone Conversy. Włosy postanowiłam związać w koński ogon, wytuszowałam rzęsy, namalowałam cienkie kreski eyelinerem, a usta lekko czerwonym błyszczykiem. Przejrzałam się w lustrze i uznałam, że wszystko do siebie pasuje. Schodząc na dół do kuchni przywitałam się z rodzicami. Na śniadanie zjadłam musli i wypiłam herbatę. Zostało mi jeszcze pół godziny, więc poszłam do salonu pooglądać telewizje. Zanim się spostrzegłam był już czas na wyjście. Zarzuciłam torbę na ramie i wyszłam. Po 5 minutach byłam już u Pauli. Jak zwykle nie była jeszcze gotowa. Weszłyśmy do kuchni, bo musiała jeszcze zjeść śniadanie. Podczas, gady parzyła nam kawę, przyjrzałam się jak dziś wygląda. Ubrana jest w zwiewną, białą sukienkę bez ramiączek i perfekcyjnie do niej dopasowane balerinki na obcasiku. Włosy jak zwykle delikatnie pokręcone i opadające na odkryte ramiona. Lekkie kreski podkreślały jej duże brązowe oczy, a usta delikatny różowy błyszczyk. Jak zwykle wszystko było dopracowane. Ona ma cudowne wyczucie stylu. Moim zdaniem odziedziczyła to po swojej mamie. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwoniący telefon. Jak się okazało, to Maciek dzwonił do Pauli, by umówić się z nią na popołudnie. Po rozmowie Paula usiadła do stołu i zjadła śniadanie. Gdy była już gotowa, wzięłyśmy nasze torebki i pojechałyśmy na zakupy.
                
W centrum handlowym jak zwykle było dużo ludzi. Obeszłyśmy chyba wszystkie sklepy z ubraniami. Kupiłam sobie fioletową sukienkę (bombkę), koturny, białe rurki i kilka topów z fajnymi nadrukami. Paula kupiła masę rzeczy: topy z różnymi nadrukami, czerwone Conversy za kostkę, białe i czarne sandałki na obcasiku, rurki – różne kolory, miniówkę, białą sukienkę bez ramiączek z jasno fioletową kokardą w tali (to suknia typowo wieczorowa), baleriny, dżinsowe szorty i czarne bikini. Gdy obeszłyśmy już wszystkie sklepy z ciuchami, wstąpiłyśmy do jubilera. Kupiłam sobie złote kolczyki, natomiast Paula odebrała jakieś zamówienie dla mamy. Nie wiem, co to było, ale wydaje mi się, że ona cos wiedziała, tylko nie chciała powiedzieć. Po udanych zakupach poszłyśmy do restauracji cos przekąsić. Jedzenie było całkiem smaczne. Po posiłku przyszedł czas na powrót do domu w końcu miałam dziś samolot do Anglii. Wzięłyśmy zakupy i pojechałyśmy do domu. Paula poszła do siebie zostawić rzeczy, a ja poszłam dopakować jeszcze walizki. Po 10 min przyszła do mnie Paula, aby zawieść mnie na lotnisko. Pożegnałam się z rodzicami i ruszyłyśmy na lotnisko. Podróż zajęła nam około 30 minut. Wzięłyśmy moje bagaże i poszłyśmy do sali odpraw.  
- Dobra to chyba tutaj – zaczęłam.
- Tak – odrzekła Paula. – Mam coś dla ciebie – powiedziała wyjmując z torby jakieś pudełeczko. Otworzyłam je i ujrzałam dwie jednakowe srebrne bransoletki z zawieszkami w kształcie połówek serca. Kiedy się je złączy tworzy się serce z napisem „Friends Forever”.
- Ojejciu. Są prześliczne – wyściskałam ją z radości. – Dziękuję.
- To drobiazg. Pomyślałam, że miło by było gdybyś miała jakąś pamiątkę ode mnie – powiedziała.
- Kochana jesteś, ale przecież nie rozstajemy się na zbyt długo. Za 2 miesiące przeprowadzasz się do Londynu.
- Wiem, ale chciałam żebyś pamiętała o mnie i nie zastąpiła kimś innym – uśmiechnęła się.
- Nigdy w życiu – zaprzeczyłam oburzona. – Będę codziennie dzwonić. I pamiętaj zapytaj się mamy, czy możesz mnie odwiedzić w sierpniu.
- Ok, ok. Pamiętam – odparła. – Już nie mogę się doczekać swojej przeprowadzki. Ale teraz lepiej już idź, bo za chwilę masz odprawę.
- Dobrze. Do zobaczenia za 2 miesiące lub wcześniej – puściłam jej oko. – Kocham cię.
- Ja ciebie też – pożegnałam się. – Zadzwoń jak wylądujesz. I pozdrów swoją ciocię.
- Dobrze. Pa. Do zobaczenia – przytuliłam po raz ostatni przyjaciółkę i poszłam do hali odlotów.
        Podróż była przyjemniejsza niż się spodziewałam. Lot trwał 3,5 godziny. Na miejscu w Sali Przylotów czekali na mnie Justyna i Kamil. Są moimi wujkami, ale chcieli, żebym mówiła do nich po imieniu. Od razu się na mnie rzucili. Nie widzieliśmy się od gwiazdki, dlatego tak się za mną stęsknili. Wraz z Justyną skierowałyśmy się w stronę samochodu, a Kamil walczył z moimi bagażami. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, poszłam do łazienki, aby się odświeżyć. W Anglii jest trochę chłodniej niż w Polsce, dlatego założyłam ciemne, dżinsowe rurki, biały top z napisem „I Love Poland”, koturny i oczywiście bransoletkę od Pauli. Jeżeli chodzi o makijaż postawiłam na lekko wytuszowane rzęsy, eyeliner i różowy błyszczyk. Włosy natomiast rozpuściłam. Gdy byłam już gotowa zeszłam do salonu. Usiadłam obok Justyny na sofie i razem oglądałyśmy jakiś film w telewizji. Próbowałam się dodzwonić do Pauli, ale, albo nie odbierała lub było zajęte. Justyna widząc, że się nudzę próbowała mnie zagadać. Kiedy skończyły nam się tematy – Justyna powiedziała, że żebym się nie nudziła, zapozna mnie z synem sąsiadów. Pomyślałam, co mi szkodzi i się zgodziłam. W drodze do sąsiadów dowiedziałam się, że ten chłopak ma osiemnaście lat i jest w zespole.  Pomyślałam, że pewnie wraz z kolegami ma jakąś nieznaną kapelkę. Nawet nie zauważyłam, kiedy doszłyśmy na miejsce. Z rozmyślenia wyrwał mnie głos Justyny, która się z kimś witała. Spojrzałam na tą osobę i mnie zatkało. Nie byłam w stanie wydusić nawet słowa. A on jak gdyby nigdy nic odezwał się do mnie.
- Hej. Jestem Liam.



Ciąg dalszy nastąpi…











Przez kilka przyszłych rozdziałów narratorem będzie Martyna.
W następnym rozdziale będzie trochę więcej One Direction, ale nie pojawią się tam wszyscy członkowie grupy, jeżeli chodzi o Paule to nastąpi mały zwrot akcji :D.
PS. Nowy rozdział dodam w ciągu tego tygodnia, ale kiedy dokładnie to nie wiem. Dziękuję za komentarze i za to, ze czytacie mojego bloga. Chcę pozdrowić wszystkich, którzy mi pomagają tworzyć to dzieło haha :D
Czekam na wasze opinie.

piątek, 2 marca 2012

Rozdział 2


Spałam sobie smacznie, gdy nagle ktoś mnie zaczął budzić. Okazało się, że to była moja mama.
- Wstawaj kochanie. Dziś ostatni dzień szkoły. Jutro sobie pośpisz. Wstawaj.
- Która godzina? – zapytałam zaspana.
- 6.30
- Tak wcześnie?
- Tak kochanie. Posłuchaj. Ja musze już iść do pracy. Obudź siostrę i zróbcie sobie śniadanie, a potem zabierz ją ze sobą do szkoły. A i wrócę późno, nie czekajcie na mnie.
- Dobrze mamusiu – odpowiedziałam.
- Trzymaj się skarbie. Powodzenia w szkole – pożegnała się mama.
- Tak, tak. Pa – dałam jej buziaka w policzek i wyszła.
Ah. Nie ma to jak ostatni dzień roku szkolnego. Jutro zaczynają się wakacje. Bardzo jestem ciekawa, co mama wymyśli w tym roku – w końcu jest mi i Julce winna wyjazd, który przekłada z roku na rok. Rozumiem, że ma dużo pracy, ale bez przesady. Haruje całymi dniami, a czasami nawet nie wraca do domu. Wiem, że trudno jest jej pogodzić prace z rodziną, ale Jula chyba o tym nie zdaje sobie sprawy, bo jak zwykle się na nią focha.  A propos Julki, chyba trzeba ją obudzić.  Wstałam, więc z łóżka, założyłam mój różowy szlafrok oraz pasujące kapcie i poszłam do pokoju siostry.
- Ej mała. Wstawaj – potrząsnęłam nią delikatnie. – Czas do szkoły!
- Daj mi jeszcze pospać 5 min – jęknęła zaspana.
- O nie, nie, nie.  Za godzinkę masz mi się stawić gotowa w kuchni, bo jak nie to będziesz zasuwała do szkoły na piechotę.
- Ok. Ok – wymamrotała.
Poszłam do siebie, aby przygotować się do szkoły. Weszłam do łazienki i, gdy się ujrzałam w lustrze przeraziłam się. Wyglądałam STRASZNIE – wory pod oczami, włosy sterczące na wszystkie strony. Wzięłam zimny prysznic i umyłam głowę. Bardzo dobrze mi to zrobiło. Owinięta w ręcznik wzięłam się za suszenie włosów. Gdy już skończyłam je układać poszłam do pokoju po jakieś ciuchy. Postawiłam na białe rurki, czarny, obcisły top na ramiączka, niebieską koszule w kratę i białe Conversy. Po ubraniu się zrobiłam sobie delikatny makijaż – rzęsy delikatnie wytuszowałam, przypudrowałam nosek i nałożyłam na usta małą ilość bezbarwnego błyszczyku. Poszłam jeszcze do pokoju przejrzeć się w lustrze i doszłam do wniosku, że wszystko pasuje perfect.
Zeszłam na dół do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie. Jak zwykle wzięłam płatki na mleku i kawę. Gdy parzyłam kawę, ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałam na telefon i już wiedziałam, kto przyszedł. Tak jak myślałam była to Martyna – jak zwykle przed czasem. Miałyśmy jechać dziś razem do szkoły, bo Martynie się zepsuł samochód.
- Hej Martyna – przywitałam się z przyjaciółką. – Wchodź. Już prawie jestem gotowa – uśmiechnęłam się.
- Hejka. Spoko poczekam – powiedziała Martyna wchodząc do domu.
- Chcesz może coś do picia? Bo właśnie zaparzyłam kawę.
- O z chęcią – uśmiechnęła się.
Poszłam do kuchni i zrobiłam koleżance kawę. Gdy nagle po schodach zeszła Julka.
- Cześć Julia – przywitała się Martyna.
- Co dłużej się nie dało? Siadaj do stołu tu masz kawę. Zjedz coś i jedziemy – poinformowałam siostrę.
- Hej. Ok., Ok.! Daj mi 5 min i będziemy mogły jechać – powiedziała Julia.
Po zjedzeniu śniadania wzięłyśmy swoje torby i ruszyłyśmy do szkoły. Na miejscu byłyśmy o 7.40. Miałyśmy jeszcze trochę czasu do lekcji, dlatego się rozeszłyśmy. Julia poszła do swoich koleżanek, a ja z Martyną poszłyśmy pod sale, w której mamy 1 lekcje.
- Hej dziewczyny! – podszedł do nas Maciek.
- O! Cześć kochanie. Jak tam samopoczucie? Dziś ostatni dzień szkoły – przywitałam się z nim. Podszedł do mnie i zaczął namiętnie całować. Nagle tą cudowną chwilę przerwała Martyna.
- Gołąbeczki czas na lekcje. Za chwile dzwonek.
Posłuchaliśmy jej i objęci poszliśmy na lekcje. Dzień zleciał nam bardzo szybko. Na lekcjach nic się nie działo, bo w końcu rok szkolny już się zakończył. Na czwartej lekcji wszystkie klasy zebrały się na hali sportowe. Dyrektor wygłosił swoją nudną przemowę, po czym oddał mi głos. Jako przewodnicząca samorządu podziękowałam w imieniu uczniów klas 3 całemu ciału pedagogicznemu. Podziękowałam też kolegom i koleżankom, za udany rok i przekazałam swoje stanowisko mojej siostrze Julii, która została wybrana na nową głowę szkoły. Pomimo tego, że obiecałam sobie, że nie będę płakać – rozpłakałam się ze wzruszenia. Wszyscy od razu rzucili się na mnie, aby mnie pocieszyć.
Gdy już się uspokoiłam, życzyłam wszystkim fajnych wakacji i mikrofon przekazałam dyrektorowi. Po skończonych lekcjach wraz z Julką i Martyną wróciłyśmy do domu. Martyna poszła do siebie się spakować, ponieważ już jutro wyjeżdża do Anglii. Ja z Julą poszłyśmy do siebie. Zjadłyśmy obiad i każda z nas poszła do swojego pokoju. Gdy weszłam do pokoju to od razu wskoczyłam do łóżka, włączyłam laptopa i zaczęłam szwendać się po niecie. Po sprawdzeniu wszystkiego, postanowiłam obejrzeć jakiś film. Zrobiłam sobie popcorn i usiadłam w salonie na sofie. Zaczęłam oglądać przeróżne filmy.
Julka gdzieś wyszła jakiś czas temu, więc siedziałam tak sama, aż do chwili, gdy wybiła 19.00. Zerwałam się szybko z sofy i poleciałam do kuchni coś upichcić. Julka wróciła do domu, gdy wszystko już było gotowe. Po zjedzeniu kolacji posprzątałyśmy po sobie i każda z nas poszła do swojego pokoju. Zmęczona po całym dniu wzięłam prysznic i poszłam spać. Jutro czekał mnie ciekawy dzień.





Hej. Miałam dodać ten rozdział w weekend, ale plany się zmieniły. Nie miałam weny dlatego rozdział jest nijaki :D Tak więc chciałabym podziękować za miłe komentarze i za to, ze czytacie mojego bloga.  Byłabym bardzo wdzięczna gdybyście polecali go znajomym, bo kiedy widzę, że to czytacie to od razu uśmiech nie schodzi mi z buzi :D Jeżeli chodzi o kolejny rozdział to zdradzę wam pewną informacje. W następnym rozdziale narratorem będzie Martyna, a reszty dowiecie się jak przeczytacie.
PS. Nie przyzwyczajajcie się, że rozdziały będą dodawane tak często jak do tej pory. A no i trójeczka powinna ukazać się w niedziele lub w poniedziałek. Pozdrawiam xxx

I jak zawsze wielkie dzięki dla Martyny, Karoliny i Pauli :D
Jeżeli chcecie, abym was informołała o nowych rozdziałach w komentarzach podajcie swoje nazwy twitterów.
Chciałam dodać, że już w nastepnym rozdziale pojawi się wzmianka o 1D...

Rozdział 1 :)

     Mam na imię Paula. Jestem polką. Mieszkam z mamą i młodszą siostrą na obrzeżach Warszawy. Moja mama Sara była kiedyś modelką, ale z upływem czasu rzuciła tą prace, gdyż wiek jej na to nie pozwalał, a poza tym była ze mną w ciąży. Teraz zajmuje się projektowaniem ubrań. Jest bardzo pochłonięta swoją pracą, nie ma dla nas zbyt dużo czasu, ale i tak ją kochamy za to, że się bardzo stara. Robi dla nas wszystko.
     Moja młodsza siostra Julia ma siedemnaście lat i chodzi do 1 liceum. Jest dość lubiana w klasie, ale jej to nie wystarcza. Nie może się doczekać, aż skończę szkołę, ponieważ chce, aby ludzie przestali porównywać ją do mnie - jej starszej siostry, która ma osiemnaście lat i jest w ostatniej klasie liceum.
      Moją najlepszą przyjaciółką jest Martyna, z którą chodzę do klasy, mimo, że jest ode mnie o rok młodsza. Nie to, że kiblowałam, czy coś po prostu Martyna poszła wcześniej do szkoły. Pomimo tej różnicy wieku jesteśmy bardzo zżyte ze sobą. Dobrze się uczymy, dlatego też jesteśmy w klasie dwujęzycznej i dzięki naszym umiejętnościom dostałyśmy się na Oxford w Londynie. Kolegujemy się odkąd pamiętam. Zawsze miałyśmy dobry kontakt. Jesteśmy jak kochające się siostry. Znamy się na wylot i uważam, że będziemy przyjaciółkami na zawsze.
      W moim życiu jest jeszcze jedna bardzo ważna dla mnie osoba, mianowicie mój chłopak Maciek. Jest on największym ciachem w szkole, ale to nie, dlatego z nim jestem – po prostu czuję do niego mięte. Jest cudowny. Przystojny, czuły i po prostu ideał. Szczerze nie wiem, dlaczego się ze mną umawia. Może coś do mnie czuje, a może, dlatego, że jestem popularna, ale nie zastanawiam się nad tym. Co będzie to będzie.









Hej. Mamy już 1 HURRRAAA!!! Mam nadzieję, że się wam spodoba. Jak na razie nic się nie dzieje. Bardzo chciałam abyście zapoznali się z Paulą dlatego też pierwszy rozdział jest taki, a nie inny. Przy okazji bardzo chciałabym podziękować mojej przyjaciółce Martynie (prawdziwej), że pomaga mi pisać to opowiadanie, kiedy nie mam weny. Martyna wielkie dzięki. Wiem, że trudno ze mną wytrzymać, ale ty chyba jakoś sobie radzisz. Mam nadzieję, że nadal tak będzie. A no i jeszcze Karola dziex za korektę :D haha.
PS. Nowy rozdział powinien się ukazać w weekend, a jak nie to na pewno w poniedziałek popołudniu. A i bardzo proszę komentujcie i polecajcie mojego bloga. Obiecuję się rozkręcić haha. A i nastepne rozdziały będą dłuższe :D

Pozdrawiam xxx