poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozdział 40


Paula
 
Czy ja naprawdę muszę mieć takiego farta? Gdzie nie pójdę, widzę, albo Ją, albo Jego. To takie dręczące... Niby ja i Liam jesteśmy przyjaciółmi, ale po naszej poniedziałkowej rozmowie, źle się czuję. Byliśmy tak blisko siebie... na dodatek on był NAGI! Nooo, ja też, ale to inna historia. Wciąż do mnie nie dociera, że to zrobiłam. Równie dobrze mogłam z nim porozmawiać na przerwie. Alex nie może mną rządzić. Tak jak już kiedyś powiedziałam, nie jestem jego własnością, NICZYJĄ! Mogę rozmawiać z kim chcę, gdzie chcę i kiedy chcę... Ale czy aby na pewno to dlatego nie rozmawiam z Liamem? Przez Alexa? To logiczne, znam odpowiedź... Zbyt na mnie działa...
Rozglądam się po korytarzu w poszukiwaniu mojego chłopaka, z którym, nawiasem mówiąc, miałam się tu spotkać, mój wzrok padł Liama idącego w stronę Aurore. Postanowiłam przyjrzeć się chłopakowi i zauważyłam, że oczy niepokojąco mu się świecą. Znam to... Coś planuje. Nie wiem dlaczego, może to wina moich rozmyślań na jego temat, ale zapragnęłam dowiedzieć się o co chodzi. Dyskretnie zbliżyłam się do szafek i ukryłam za nimi tak by mnie nikt nie zauważył.
Podszedł od tyłu, do stojącej przy swojej szafce w towarzystwie „świty”, blondynki, obrócił ją do siebie twarzą i namiętnie pocałował. Koleżanki Aurore patrzyły na to z zachwytem i zazdrością, a mnie zachciało się rzygać. Skrzywiłam się i gdy już miałam odejść, coś mnie zatrzymało, a mianowicie Liam, przechylił Aurore i przestali się całować.
- Czym sobie zasłużyłam na takie powitanie? – zaświergotała blondynka.
Nie wiem czy powinnam podsłuchiwać... ale to silniejsze ode mnie.
- Tak jakoś wyszło... - uniósł brew. - A tak z innej przy okazji. Słyszałaś coś może o zbliżającym się balu? - zapytał niewinnie.
No tak, mogłam się tego domyślić. Bal Jesienny. Kiedyś z chęcią bym na coś takiego poszła, ale... Kogo ja chcę oszukać? Oczywiście, że bym poszła! Nie mam jednak z kim... Co prawda jest Alex, ale on nie lubi takich rzeczy, prawda?
- A i owszem – uśmiechnęła się promiennie, kolejny paw...
- Wybierasz się może z kimś?
- Na razie nic mi o tym nie wiadomo...
- W takim razie już wiesz – uśmiecha się promiennie. Zdecydowanie nie jest to taki zwyczajny uśmiech radości... - Pójdziesz ze mną na bal? - pyta stawiając ją prosto na nogi.
- Oczywiście, że tak – uśmiecha się i rzuca mu w ramiona.
Jakie szczęście, że mam pusty żołądek... inaczej byłoby kiepsko...
Nie chcąc słuchać dłużej tych miłosnych lamentów, wracam do miejsca, w którym umówiłam się ze swoim chłopakiem. Idąc na miejsce spotkania, zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim.
Liam zdecydowanie coś kombinuje. Ale w sumie to nie powinno mnie interesować. Niby się przyjaźnimy, ale to nie oznacza, że muszę się wtrącać w jego sprawy. Ja nie lubię gdy on to robi. Mimo to nie mogę przestać o tym myśleć. Pewnie chce się z nią przespać na balu, jak większość facetów, tyle, że to nie jest bal maturalny. No, ale on nigdy nie był na takim balu... To nie zmienia jednak faktu, że zachowuje się idiotycznie. On NIE ma 15 lat! Nie musi zachowywać się jak dziecko! Każda dziewczyna z wielką chęcią poszłaby z nim do łóżka. No oczywiście poza mną... Ale czy na pewno?.. Nie, STOP! Ja tak nie myślę, to nie prawda!
Po co ja o nim w ogóle myślę?! To wszystko miesza mi w głowie.
- Cholera...
- Co się stało? - usłyszałam znajomy głos.
Podniosłam do góry głowę i zobaczyłam stojącego przede mną Alexa. Czyżbym powiedziała o na głos?
- Nic, po prostu mam dosyć patrzenia jak niektórzy kretyni – głównie jeden – zapraszają dziewczyny na bal by tylko je zaliczyć. To żałosne.
- To nie liceum, już się tak nie robi – no tak, męska solidarność...
- Bez obrazy, ale tylko nieliczni wyrastają z przyzwyczajeń. I ty niby serio wierzysz, że to tylko potańcówka? Gdyby tak było, nie byłoby żadnych wyborów na króla i królową. Szczerze, myślałam, że będę miała to już za sobą, ale jak widać wszystko jest przeciwko mnie – krzywię się.
- Dlaczego tak sądzisz? - przytula mnie do siebie, po czym patrzy prosto w oczy. Nie umiem mu znów skłamać... - O co chodzi?
- Mam Go dosyć. Ślini się do Niej, a przecież powiedział mi, że nie są razem.
- Czemu się nim przejmujesz? - no oczywiście wie o kim mówię. Jestem aż tak przewidywalna?
- Bo wbrew wszystkiemu przyjaźnimy się, powinieneś to zrozumieć – czasami się zastanawiam, czy mówiąc to mówię to jemu czy raczej sobie...
- Dobrze, nie będę w to wnikał. Może od urodzin Nialla coś się między nimi zmieniło.
Patrzę na niego z powątpiewaniem. On go nie zna...
- Oj proszę cię, w cuda wierzysz? - pytam z niedowierzaniem.
- Jesteś zazdrosna!
CO?!
- Wcale nie! - bronię się.
- Owszem, jesteś. Inaczej by cię to nie interesowało. Paula, odpuść go sobie. Zranił cię – a co ma piernik do wiatraka? - Sama powiedziałaś, że go nie kochasz – posyłam mu minę mówiącą „no właśnie”, ale on ją ewidentnie ignoruje. - Nawet jeśli uważasz, że to co robi jest złe, pozwól mu na to. Niech sam cierpi.
- Cierpiał stratą mnie – kurcze, zachowuję się jak jakieś nadąsane dziecko. Skąd mogę mieć taką pewność? A tak, powiedział mi to. - zresztą nie chcę o tym już gadać – trzeba zmienić strategię. - Po prostu nie tego oglądać. Niech sobie robi co chce, nie będę patrzeć jak wygrywają i liżą się na scenie, a potem idą gdzieś się „zabawić” - nie koniecznie tak myślę, ale niech Alex myśli, że tak jest.
- Jeśli nie chcesz, to nie będziesz na to patrzeć. Nie musimy iść na ten bal.
- Jesteś kochany – całuję go. Jedno pytanie, po co ja się tak cieszę? Przecież i tak nie musiałabym iść, nawet bez jego aprobaty. - Poza tym wiem, że tego nie lubisz... Męczyłbyś się.
- Nie ma po co o tym rozmawiać, wszystko ustalone – uśmiecha się krzywo.
Mam dziwne wrażenie, że jest rozdrażniony i lekko zasmucony. Ciekawe dlaczego? Sądziłam, że się ucieszy na myśl, że nie musi mnie zabierać na bal.
- Nie cieszysz się, że tam nie idziemy? - nie mogę wytrzymać, muszę wiedzieć.
- Dla mnie ważne jest żebyś ty była szczęśliwa. Jeśli chcesz iść na bal, to cię na niego zabiorę, jeśli nie, to nie ma sprawy, nie pójdziemy.
- Jesteś uroczy – uśmiecham się i daję mu soczystego buziaka w usta.
- Idziemy na lunch? - pyta kiedy się od siebie odrywamy.
- Okej – uśmiecham się, choć nie na myśl o jedzeniu i chwytam go za rękę, po czym udajemy się na stołówkę.
 
Liam

To cały czas siedzi mi w głowie. Doskonale widziałem, że Paula obserwuje mnie zza szafek, gdy zapraszałem Aurore na bal. Od tamtej chwili mam wątpliwości. Czy mój plan wypali? Przecież nie mam zielonego pojęcia czy Ona idzie w ogóle na ten głupi bal. Co prawda, nie byłby głupi, gdyby to Paula mi towarzyszyła. Z nią wszędzie bym się dobrze bawił, ale nie mogę jej zaprosić. Sama musi się tam zjawić, a ja muszę nakłonić ją by ze mną zatańczyła i w ten sposób wykonać kolejny krok. Od naszej rozmowy pod prysznicem, praktycznie ze sobą nie rozmawiamy. Sam nie wiem czemu. Wygląda jakby była zażenowana tą sytuacją, ale czy tak jest? Przecież nie ma powodu do...
- Skarbie, coś się stało? - z zamyśleń wyrywa mnie głos Aurore. Odwracam na nią wzrok. Czy zauważyła, że przyglądam się Pauli?
- Nie, nic się nie stało. Po prostu się zamyśliłem – jest w tym krzyna prawdy.
- Dlaczego tak intensywnie wpatrywałeś się w Paule? - o, czyli jednak zauważyła.
- Tak się zastanawiam, czy idzie z tym swoim chłoptasiem na bal. Wiesz coś może? - o tak. Jeśli ktoś ma coś na ten temat wiedzieć, to przede wszystkim ona. To w końcu blond zbiór ploteczek.
- Nie, niestety nic nie wiem. Chociaż powinna iść. Jest w końcu nominowana do korony.
- Serio? - tego się nie spodziewałem.
- No jasne. Jest przecież bardzo ładna, co sam przecież wiesz i jest w drużynie cheerleaderek. To taki jakby automat.
- Ona serio chodzi jeszcze na te wasze zajęcia? To trochę nie w jej stylu – przynajmniej teraz...
- Teoretycznie tak. Ostatnio narzekała, że coś ją boli czy coś i od tamtej pory rzadko się zjawia, a jeśli już to czasami nie ćwiczy, za to nam pomaga. Dzięki temu wciąż jest w drużynie.
A to ciekawe. Jak to cudownie wiedzieć wszystko z dobrego źródła.
Uśmiecham się promiennie do dziewczyny, po czym zaczynam ją namiętnie całować.
- Muszę lecieć, zobaczymy się później – mówię po oderwaniu się od niej.
Z trudem łapie powietrze, więc zamiast coś powiedzieć, kiwa głową, a ja się od niej oddalam.
Mimo wszystko, wciąż nie uzyskałem odpowiedzi. Wiem, że Paula powinna być na balu, ale nie wiem czy będzie. Jest jeszcze tylko jedne źródło, które może coś wiedzieć, a raczej na pewno wie...
- Cześć Martyna – uśmiecham się do brunetki.
- O, hej Liam. Co tam? - oddaje uśmiech.
- Chciałbym cię o coś zapytać – rozglądam się po otaczającym ją towarzystwie – na osobności.
- Jasne – uśmiecha się i oboje oddalamy się od stolika zajętego przez moich kumpli z zespołu. Nie ma z nimi Pauli i Alexa... - No więc o co chodzi? - pyta gdy jesteśmy już sami.
- Obiecaj mi, że to zostanie między nami.
- No oczywiście. Chodzi o Paule? - czy serio jestem aż tak przewidywalny?
- Tak... Wiesz może czy wybiera się na bal jesienny? - pytam jak gdyby nigdy nic.
- Po co pytasz? Chyba nie chcesz jej zaprosić? Myślałam, że idziesz z Aurore.
- Tak, idę, ale po prostu chciałem się dowiedzieć. Ciekawość – uśmiecham się konspiracyjnie.
- Nie, nie idzie. Z tego co mi mówiła, Alex nie lubi tego typu rzeczy – czyżby oddała kontrolę facetowi? Serio się zmieniła.
- I to dlatego nie idzie? Bo jej chłoptaś nie chce? - pytam zaskoczony. - Ona przecież ubóstwiała takie, jak to określiłaś, rzeczy.
- Kiedyś tak było. Poza tym, to nie tylko przez Alexa. Powiedziała, że jest jeszcze jakiś powód, ale mi go nie zdradziła. Po prostu określiła, że sama też nie chce iść, ale znasz mnie, nie uwierzyłam jej.
- I słusznie. O coś na pewno musi iść. Może namówisz ją by poszła na ten bal. Nawet jeśli Alex nie chce, może iść sama lub z którymś z chłopaków, przecież zdaje się, że Zayn i Lou idą sami.
- Mówiłam jej, ale ona wciąż trzyma się swego. Nie mogę jej przekonać.
- Masz już sukienkę? - wpadłem na pewien pomysł.
- Nie, dzisiaj miałam się wybrać na zakupy z Julką, a co?
- Weście ze sobą Paule, może uda ci się ją nakłonić na kupno jakiejś sukienki i ulegnie.
- Nie sądzę żeby to wypaliło... Ona już nie lubi zakupów.
- Oj daj spokój. Może to ukrywa, ale ona przecież ubóstwia zakupy i modę. Na pewno się zgodzi.
- I co ja mam jej powiedzieć? Hej, pójdziesz z nami na zakupy, bo same nie chcemy? Nie pójdzie na to.
- Pójdzie jeśli powiesz, że potrzebujesz jej pomocy, bo ma niezły gust. Zawsze możesz wspomnieć o jej matce. Powinna się zgodzić.
- Mogę spróbować – westchnęła. - A co jeśli się nie zgodzi?
- Na pewno się zgodzi, a jeśli nie to trudno.
- Po co ci ona potrzebna na balu? Planujesz coś?
- Nie, po prostu jako jej przyjaciel chcę aby była szczęśliwa, a to na pewno jej pozwoli. Chcę dla niej jak najlepiej.
- Załóżmy, że wierzę. Mam nadzieję, że nic nie knujesz. Doskonale wiesz, że jestem po twojej stronie, ale kocham ją i jeśli jest z tobą nie szczęśliwa, to muszę temu zaradzić.
- Tak, wiem. Idź z nią pogadać, a no i wtajemnicz Julkę, może ci pomoże.
- Taki miałam zamiar – uśmiechnęła się i i odeszła.
No, może uda się jakoś ją namówić by przyszła na bal. Może uda mi się z nią pogadać i może tym razem mi wybaczy...

Paula

- Nie, nie ma mowy. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
- No weź, proszę. Bez ciebie nie damy rady. Połazisz z nami po sklepach, pomożesz coś wybrać...
Martyna próbuje mnie przekonać bym poszła z nią na zakupy, ale ja serio nie mam na to ochoty.
- Julka ci może pomóc. Mamy te same geny...
- Ale inne gusta. No weź! Chcę zrobić wrażenie na Hazzie...
- Uwierz, bez sukienki zrobisz większe wrażenie.
- Ale z ciebie przyjaciółka...
- No dobrze. Niech stracę – wywracam oczami.
- Dziękuję ci – Martyna rzuca się na mnie by mnie uściskać.
- Serio, nie wiem po co wam jestem tam potrzebna, ale skoro mi nie zamierzasz odpuścić, to nie mam wyboru.
- Uwielbiasz przecież zakupy. Może sama też coś sobie kupisz – wyszczerzyła się.
- Mówiłam, ja na bal nie idę!
- A kto ci każe kupować coś na bal? Może kiedyś ci się przyda jakaś sukienka... Poza tym możesz sobie kupić co chcesz.
- Wiem i nie zamierzam kupować żadnej sukienki! Jeszcze bym zmieniła zdanie – krzywię się.
- Taa, a to byłby dramat – wywróciła oczami. To jest strasznie frustrujące.
- Już sobie nie żartuj, bo zmienię zdanie i nigdzie z wami nie pójdę.
- No dobrze, to po lekcjach spotkamy się przed szkołą, chłopaki nas podrzucą.
- CO?! Mam jeszcze z Liamem jechać samochodem?! Chyba sobie żartujesz! Nie ma to jak dwa dramaty naraz.
- Nie przesadzaj – uśmiechnęła się i zaczęła odchodzić w stronę sali, w której miała mieć następną lekcję. Nawet się nie skapnęłam, że dzwonił dzwonek. - Pamiętaj, przed szkołą! - krzyknęła i zniknęła w klasie.
Zniechęcona udałam się do swojej klasy. Czy jeszcze mnie coś dzisiaj spotka ciekawego?
- Paula – no i chyba wykrakałam...
- Hej Aurore, coś chcesz?
- W sumie to tak. Słyszałam, że nie idziesz na bal.
- Dobrze słyszałaś – przytaknęłam jej. - Nigdzie się nie wybieram.
- Szkoda. Miałaś nominację na królową balu, ale skoro cię nie będzie to odpadniesz.
- Będziesz miała większe szanse by wygrać – uśmiecham się nieszczerze.
- I tak bym pewnie wygrała. Ty jesteś tu nowa i nie masz żadnej pozycji, więc i tak dużych szans byś nie miała.
- Oj, bardzo się mylisz. Jestem przyjaciółką One Direction i byłą dziewczyną Liama oraz dziewczyną Alexa. Nie sądzę by to nic nie znaczyło, a co do tego, że jestem tu „nowa”, to powiem ci coś. Ludzie lubią świeżość.
- Ty jesteś byłą dziewczyną Liama, a ja jestem obecną.
- O nie. Nie jesteście parą. Liam by mi powiedział, poza tym nie chcę się z tobą kłócić. Nie wiemy jak by było, bo ja nie idę na bal.
- Szkoda. Miałabym przynajmniej jakąś konkurencję – wzruszyła ramionami i zaczęła się oddalać.
Co jej odbiło? Wydawała się być spoko... Tak bardzo mi szkoda Liama. Nie wie jaka ona jest, a jest zwykłą szmatą. Przydałoby się go ostrzec, ale pewnie nie będzie chciał mnie słuchać. Na pewno nie zrobię tego co mi doradził Alex, czyli nie zostawię go na lodzie...

Lekcje minęły dość szybko. Teraz czeka mnie katorga dotycząca zakupów. Kiedyś je uwielbiałam i pewnie wciąż by tak było, ale jakoś przez to wszystko, nie mogę się rozluźnić. Teraz muszę tylko zamienić kilka słów z Liamem. O wilku mowa. - Hej Paula – przywitała się cała piątka One Direction.
- Hej chłopaki – uśmiecham się do nich.
- Słyszeliśmy, że z nami jedziesz – zagadnął Louis.
- Niestety – mruczę.
- Ej, nie bądź taka. Zaszalejecie na zakupach – Zayn podszedł do mnie i przytulił.
- O, możesz sam z nimi pójść, a ja wrócę do domu...
- Nie! - przerwał mi Liam. Spojrzałam na niego zaskoczona, tak jak i reszta. - W sensie... Ty na pewno bardziej im się przydasz. Masz doskonały gust, no wiesz...
- Zayn też ma dobry gust.
- Ale on jest facetem. Widzi wszystko z jednej strony.
- Dzięki stary – uśmiechnął się do niego krzywo, mulat.
- Oj wiesz co mam na myśli – Liam przewrócił oczami.
- W sumie to możesz z nami iść. Fajnie będzie usłyszeć ocenę z ust faceta – odezwała się Martyna.
- Spoko – uśmiechnął się promiennie Zayn.
- To jedziemy – zakomenderował Harry i obejmując swoją dziewczynę, udał się w stronę podstawionego minivana.
- Liam, możemy usiąść razem? Chciałabym z tobą pogadać – nie wierzę, że to powiedziałam...
- Jasne – uśmiechnął się i ruszyliśmy za resztą.
Liam pogadał z chłopakami, dzięki czemu siedzimy teraz na samym końcu pojazdu i mamy trochę prywatności.
- Więc o czym chciałaś pogadać? - zapytał z uśmiechem na twarzy. Ciekawe o czym myśli...
- Raczej o kim... - spojrzał na mnie zaskoczony. - O Aurore.
- Och... Co z nią nie tak?
- Wszystko. Dzisiaj na mnie naskoczyła mówiąc, że szkoda, że nie będzie mnie na balu, bo tak to miałaby jakąś konkurencję.
- Chciała być miła. Obie jesteście śliczne, więc walka byłaby wyrównana.
- Ta. Powiedziała, że jest twoją dziewczyną i, że ma status, a ja jestem nowa i go nie mam, więc i tak bym przegrała.
- Na pewno ją źle zrozumiałaś. My przecież nie jesteśmy razem.
- No właśnie jej to powiedziałam i dodałam, że się nie przekonamy która z nas by wygrała, bo mnie nie będzie, a ona stwierdziła, że to i tak nie prawda i, że jesteście parą.
- Jakoś nie mogę w to uwierzyć. Ona taka nie jest... Chyba sobie tego nie wymyśliłaś nie? Nie jesteś zazdrosna?
- No co ty?! Skąd! Nie mam o co być zazdrosna, ewentualnie to ona może być zazdrosna... Zresztą to nie istotne. Chciałam ci jedynie powiedzieć, żebyś na nią uważał...
- Na pewno będę. Dzięki za troskę.
- W końcu jesteśmy przyjaciółmi – wymuszam uśmiech.
- Wiesz... tylko nikomu nie mów... - w odpowiedzi kiwam głową. - Uważam, że miałabyś większe szanse na wygraną niż ona. Jesteś lubiana.
- Dzięki – zarumieniłam się. Dlaczego? O boże, niee...
- Mówiłem ci już, że ładnie ci w rumieńcach?
- Przestań, bo zaraz znów się zarumienię.
- Okej, ale wiesz, że mówię prawdę – patrzy mi w oczy.
Nie jestem w stanie wytrzymać tego spojrzenia. Jest takie... głębokie. Dlatego uśmiecham się tylko i odwracam twarz w stronę szyby, by nie musieć na niego patrzeć. Co się ze mną dzieje?

Po 10 minutach samochód się zatrzymuje i ja, Martyna, Zayn i Julka, którą w międzyczasie zabraliśmy spod szkoły, opuszczamy pojazd. Nie wiem dlaczego, ale znów czuję radość z robienia zakupów... No może nie taką jak kiedyś, ale też na pewno nie jest to takie złe jak sądziłam. Chodzimy po różnych sklepach i przeglądamy ubrania. Jak na razie nic nie wpadło nam w oko. Co jakiś czas wpadają na nas fanki One Direction i proszą Zayna oraz dziewczyny o fotki lub autografy, a co najdziwniejsze, mnie też. Julka i Martyna są dziewczynami członków zespołu, więc po części nic w tym dziwnego, ale ja? Przecież już nie chodzę z Liamem, ani też nie jestem sławna. Nie widzę w tym żadnego sensu. Spodziewałam się, że fanki Liama będą na mnie złe lub coś, a nie, że wciąż będą mnie lubić... No bo skoro proszą mnie o zdjęcie, to mnie lubią, nie? W pewnym momencie moja ciekawość zwyciężyła.
- Możemy sobie zrobić z tobą zdjęcie? - zapytała mnie jedna z dwóch brunetek.
- Okej, tylko odpowiedzcie mi na jedno pytanie. Strasznie mnie to ciekawi – w odpowiedzi pokiwały głową. - Dlaczego chcecie ze mną zdjęcie? Nie chodzę już przecież z Liamem no i sławna też nie jestem. Nie to żeby mi to przeszkadzało, po prostu jestem ciekawa – uśmiechnęłam się do nich.
- Ponieważ jesteś fajna – odpowiedziała młodsza brunetka.
- Dzięki – posłałam jej szeroki uśmiech.
- Większość Directionerek uważa, że pomiędzy wami coś jeszcze będzie. Widać było, że się kochacie i trochę trudno nam uwierzyć, że się rozstaliście – wyjaśniła starsza dziewczynka.
Muszę jej przyznać rację, mi też czasami trudno uwierzyć, że zerwaliśmy. Nie sądziłam, że Liam mnie zdradzi...
- To miłe z waszej strony, ale nie wiem czy tak się stanie... - posłałam im niewiedzący uśmiech.
- To wielka szkoda, ale i tak będziemy miały nadzieję – uśmiechnęły się szeroko.
Oddałam uśmiech i aby już bardziej się nie zagłębiać, zrobiłam sobie z nimi zdjęcia.
Kiedy dziewczynki się od nas oddaliły udaliśmy się do ostatniego sklepu. Przyznam, że trochę mnie już znudziło te łażenie po sklepach. Nie raz starałam się dziewczynom wcisnąć jakieś całkiem ładne sukienki, ale zawsze coś musiało je powstrzymywać, głównie Zayn. Nie potrzebnie go ze sobą wzięłyśmy. Julka i Martyna udały się z kilkoma sukienkami do przebieralni, a ja i mulat usadowiliśmy się w wygodnych fotelach czekając na nie.
- Czemu nie idziesz na bal? - zagadną ni z tego, ni z owego Zayn.
- Po prostu nie idę. Skąd to pytanie? - serio mnie tym trochę zaskoczył.
- Bo wiesz... słyszałem pewne plotki... że no... - dukał.
- Powiedź. Nie będę zła, przynajmniej nie na ciebie – posłałam mu pokrzepiający uśmiech.
- Dobra. Słyszałem jak ktoś mówił, że Aurore powiedziała, że nie idziesz na bal, bo nie chcesz się ośmieszyć, bo nie masz z nią szans. Wiesz, chodzi o wybory na króla i królową.
Normalnie mnie zatkało. Zayn spojrzał na mnie niepewnie i widząc moją minę zaczął się tłumaczyć. Pewnie siedzę przed niż z wybałuszonymi oczami i otwartą buzią.
- Jeśli o mnie chodzi, to powinnaś wygrać. Jesteś bezkonkurencyjna. Nikt nie byłby w stanie cię pokonać.
- Nie musisz mi słodzić. To nie dlatego nie idę na bal.
- A dlaczego?
- To skomplikowane. Nie chcę o tym gadać. Może... - chciałam jak najszybciej odwrócić jego uwagę. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i wpadłam na genialny pomysł. - Obejrzę sukienki. Może coś sobie kupię.
- Bardzo dobry pomysł. Może jednak pójdziesz na ten bal...
- Pomyśle nad tym... - musiałam go jakoś powstrzymać.
Nie chcę by się czegoś dowiedział... Pośpiesznie wstałam z fotela i udałam się poprzeglądać sukienki.
- Paula, jak wyglądam? - zawołała Martyna, która nagle wyłoniła się zza ściany. - Wow, ta sukienka jest boska, musisz ją przymierzyć.
- Co? To? - zapytałam zaszokowana, na sukienkę, którą akurat oglądałam. Faktycznie jest całkiem fajna, ale nie sądzę by mi się przydała...
- Tak! Musisz ją przymierzyć. Będziesz w niej pięknie wyglądać.
- Nie odpuścisz mi prawda? - pokręciła głową. - Okej. Ta twoja sukienka też jest super. Świetnie w niej wyglądasz. Powinnaś ją kupić.
- Serio tak myślisz? - zaczęła się sobie przyglądać.
- Zdecydowanie. A co Zayn na nią?
- Też uważa, że jest niezła.
- NO! Musisz ją kupić!
- Okej, ale ty musisz przymierzyć tą sukienkę – przewróciłam oczami i przytaknęłam jej.
Uradowana chwyciła mnie pod rękę i zaprowadziła do przebieralni. Nie zwracając uwagi na resztę, weszłam do jednej z przegródek i założyłam sukienkę. Zaczęłam się sobie przyglądać i niepewnie wychyliłam głowę do poczekalni.
- No pokaż się – uśmiechnął się do mnie Zayn.
Martyna i Julka stały już ubrane w swoje ciuchy z sukienkami w rękach. Cała trójka wpatrywała się we mnie ze zniecierpliwieniem. Odetchnęłam głęboko i wyszłam z boksu.
- Wyglądasz świetnie – wyznał, z otwartymi szeroko oczami, Zayn.
- On ma racje. To super sukienka – przytaknęła mu Julka.
- Mówiłam, że będziesz wyglądać olśniewająco – dodała Martyna.
- No nie wiem... Nie potrzebuję takiej sukienki... - wahałam się.
- Nie gadaj! Kup ją i wybierz się na bal – odezwała się Martyna.
- Ja nie... - zaczęłam, ale przerwał mi Zayn.
- W ten sposób zadasz kres wszystkim plotkom. Zwłaszcza jeśli wygrasz, a gwarantuję ci, że w tej kiecce masz wygraną w kieszeni...
W sumie to Zayn ma rację... Kiedyś uwielbiałam bale. Nie ważne z jakiego powodu. Z drugiej strony, jeśli nie pójdę na ten bal, to wszyscy wezmą mnie za mięczaka. Zawsze miałam dobrą reputację w szkole... Chyba chłopak nie powinien być powodem obniżenia mojego statusu... Wszyscy patrzą na mnie z nadzieją, nie mogę im tego zrobić, nawet jeśli mnie samej się to nie podoba. Mam nadzieję, że później nie będę tego żałować...
- Dobrze. Pójdę na ten bal – wywróciłam oczami.
- Tak – zawołała Martyna i podbiegła mnie przytulić.
Uśmiechnęłam się szeroko i oddałam uścisk.
- Dobra, wystarczy. Bo zniszczymy sukienkę...
Posłusznie się ode mnie oderwała i mogłam w spokoju wrócić do swojej kabiny.

Teraz czeka mnie najgorsze zadanie... Rozmowa z Alexem. Muszę mu powiedzieć, że zmieniłam zdanie, ale... strasznie się tego boję. On nie lubi takich rzeczy... Chociaż dzisiaj w szkole, nie wyglądał na jakoś bardzo zachwyconego wiadomością, że nie chcę nigdzie iść. Muszę się przekonać. Odebrał po 3 sygnale. - Hej skarbie – usłyszałam jego uradowany głos.
- Hej kocie. Słuchaj, mam do ciebie sprawę... Nie wiem czy się ucieszysz...
- Co się stało?
- Nic po prostu... Zmieniłam zdanie... - zawahałam się.
- Na temat czego? - zmartwił się.
- Mam na myśli ten bal jesienny... Wiesz, w szkole jata mnóstwo plotek, że to przez Aurore nie idę i... chciałabym to jakoś zakończyć... Nie jesteś zły prawda?
- Oczywiście, że nie! Z chęcią zabiorę cię na bal – dało się słyszeć, że się uśmiecha.
Nie sądziłam, że aż tak bardzo się ucieszy...
- Czyli... Idziemy na bal, tak oficjalnie? - upewniał się.
- Tak, idziemy.
 
 _______________________________________________________________________________
Witam :D
Wiem, miało być tydzień temu, ale... nie wyrobiłam się. PRZEPRASZAM!
Tyle mi się zwaliło nauki na głowę, że to SZOK! Jeszcze na dodatek zaczęłam czytać genialną książkę, od której nie byłam w stanie się oderwać...
Ale może teraz przejdźmy do konkretów. Jak zwykle czekam na waszą opinię dotyczącą tego rozdziału. Nie wiem jak wy, ale ja się strasznie nie mogę doczekać tego balu... Coś się wydarzy... Ale nic nie powiem! To będzie niespodzianka :D
Dla tych, którzy nie wiedzą!
To link do mojego nowego bloga: theydontknowabouttheiloveyouss.blogspot.com
Bardzo serdecznie zapraszam do przeczytania. Jest już 1 rozdział i możliwe, że niedługo pojawi się 2 :D
No i na koniec, rutyna: 10 komentarzy → NOWY ROZDZIAŁ!
Nie powiem wam kiedy będzie, ale... na pewno niedługo. Może w ten piątek... albo sobotę...
Pozdrawiam i całuję xx

Sukienki:
Martyna:
 
Julka:

Paula:

sobota, 16 lutego 2013

WAŻNE!!

Witam :)

Pod poprzednim postem dostałam pytanie czy już jestem.
Otóż chciałam Was po informować, że TAK :)
Ale przejdźmy do konkretów.
Piszę tę notkę, by zaprosić Was na mojego NOWEGO bloga.
Pojawił się już na nim prolog oraz bohaterowie.
Liczę, że ta historia spodoba się Wam tak jak i ta
(o ile tak jest), i również będziecie ją czytać i komentować :)
Jeśli chodzi o dodawanie rozdziałów na nowego bloga,
to JESZCZE nic nie ustaliłam, ale zajmę się tym w najbliższym czasie.
Bardzo bym się ucieszyła, gdybyście skomentowali
nowe posty i powiedzieli mi czy to ma sens, czy nie.
 
Jeśli chodzi o tego bloga, NIE zamierzam go jeszcze opuszczać.
Sprawy między Liamem i Paulą się komplikują, ale jestem pewna, że już niedługo
osiągną jakiś kompromis lub coś się stanie...
Rozdział postaram się dodać jutro wieczorem (lub w nocy)
albo ostatecznie w poniedziałek również wieczorem.
Jedna żeby to zrobić, potrzebuję Waszej pomocy.
Jeśli możecie, to napiszcie mi w komentarzach
czy nowy rozdział (40) ma być w formie:
PIERWSZOOSOBOWEJ (np. oczami Pauli lub Liama)
czy
TRZECIOOSOBOWEJ (czyli autora)
 
TO BARDZO WAŻNE!!
Mam ogromny dylemat i, żebyście mogli właściwie mi podpowiedzieć,
zdradzę Wam, że w przypadku 1-osoby, musiałabym co
chwilę zmieniać bohatera.
Oczywiście jeśli napiszę w 3-osobie to i tak później (jakoś w połowie)
zmienię to na bohatera.
Tak, więc doradźcie, jeśli możecie :)
 
Jeszcze raz zapraszam na nowego bloga
i
cóż mogę rzec?
DO PRZECZYTANIA xx