niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 56

Do rzeczywistości ściągnęło mnie coś dziwnego. Najmocniej jak się dało usiłowałam z powrotem popaść w sen, ale wiedziałam, że ta walka jest skazana na porażkę od samego początku. Po kilku chwilach dotarło do mnie co to takiego i kto jest tego sprawcą. Liam, któremu niestety pozwoliłam spać ze mną, składa mi pocałunki na całej twarzy. Czoło, skronie, powieki, nos, policzki, kąciki ust i brodę... omijając usta. Mruczę niezadowolona, bo mimo iż mi się to podoba, to wybudził mnie ze snu, co jest niewybaczalne.
- Liam – warknęłam i machnęłam na niego ręką.
Obróciłam twarz w lewą stronę, aby utrudnić mu dostęp do niej, jednak nie było to najlepsze posunięcie. Zamiast tego zyskał dostęp do mojej szyi, za którą od razu się zabrał. Zaczął składać czułe pocałunki wzdłuż linii mojej szczęki, po czym przeniósł się na szyję. Obcałowywał każdy jej centymetr, aż do obojczyka. Kiedy dotarł do mojego czułego punktu, którego miejsce znał doskonale, zassał skórę, na co gwałtownie otworzyłam oczy i mimowolnie jęknęłam.
- Strasznie trudno cię obudzić – tchnął mi gorącym powietrzem na podrażnioną skórę, w miejscu którym przed chwileczką były jego wargi i spogląda mi w oczy.
- A tobie strasznie trudno zrozumieć, że chcę jeszcze spać – przymknęłam powieki by odizolować się od jasności jaka panuje w pokoju.
Poczułam jak Liam porusza się obok mnie, a następnie muska delikatnie ustami moje powieki, które od razu otwieram.
- Dzień dobry kotek – złożył na moich ustach słodki pocałunek.
- Dzień dobry – posłałam mu nieśmiały uśmiech. - Powiesz mi dlaczego mnie budzisz?
- Jest już 9 i myślę, że już wystarczająco długo śpisz – zaśmiał się ze mnie.
- Dla mnie wystarczająco to 10, albo 11, więc dobranoc – uśmiechnęłam się, przekręciłam na brzuch i wtuliłam twarz w poduszkę, by nie miał sposobności znów mnie obudzić.
Nie dane mi było długo tak poleżeć. Liam ściągnął ze mnie kołdrę i usiadł na mnie okrakiem, umieszczając kolana po moich bokach.
- Dlaczego mi to robisz? - jęknęłam w poduszkę na tyle głośno by mnie usłyszał.
W zamian za to, położył się na mnie podpierając się na łokciach by mnie nie przygnieść.
- A dlaczego ty robisz to mi? - wyszeptał mi do ucha, a następnie je przygryzł.
- Bo nie dajesz mi spać – oburzyłam się i spróbowałam go z siebie zrzucić, lecz na nic się to zdało.
Li już nic nie odpowiedział, tylko podniósł się i znów siedział na mnie. W sumie to da się to przeżyć. Stwierdziłam, że jeśli uda mi się zasnąć, to da sobie spokój. Chłopak zaczął pocierać dłońmi moje plecy, całkowicie nie świadomy, że pozwalało mi się to zrelaksować i przysypiać. Kiedy byłam już na granicy świadomości, poczułam jego dłonie pod moją koszulką. Podwijał ją coraz wyżej i wyżej, aż w końcu zatrzymał się na łopatkach. Zaczął pieścić palcami moją skórę, a następnie składać na niej drobne całusy wzdłuż kręgosłupa. Nieświadomie mruknęłam z przyjemności i przekręciłam głowę na bok, by było mi wygodniej. Mimo że naprawdę mnie to uspokajało, to i tak nie byłam w stanie zasnąć. Jego dotyk powodował, że czułam dreszczyk podniecenia i przyznam, że nie jestem w stanie się temu oprzeć. Jego ręce zaczęły jeździć po moich bokach. Gdy jego palce dotknęły moich piersi, z moich ust chciał się wydostać jęk przyjemności, ale nie pozwoliłam na to, przygryzając dolną wargę. Liam nałożył większy nacisk na swoje ręce, przez co czułam więcej przyjemności oraz dołożył język do swoich pocałunków. Kiedy przygryzł mi skórę między łopatkami, po całym kręgosłupie przeszły mi iskierki. Nie mogąc przetrzymać przyjemności, jęknęłam. Z jego ust wydobył się zadowolony śmiech.
- Nie musisz udawać obojętnej – usadowił się w poprzedniej pozycji, obciągnął mi bluzkę w dół i z powrotem się pochylił. - Mam pewne plany dla nas na dzisiaj, więc... - wyszeptał mi do ucha, a następnie zszedł ze mnie. - Wstawaj – klepnął mnie mocno w tyłek, na co pisnęłam zaskoczona i od razu się podniosłam.
- Liam – warknęłam. - Jesteś okropny, wiesz?
- Dlaczego? - zmarszczył, zdziwiony, brwi.
- Bo najpierw jesteś uroczo delikatny, a później wręcz brutalny. Zdecyduj się!
- Lubię być i taki i taki – zaśmiał się. - Poza tym, gdybyś od razu wstała, gdy byłem delikatny, to nie spotkałabyś się z moją brutalną, jak to określasz, stroną.
Przewróciłam na jego słowa oczami i wstałam z łóżka, by udać się do garderoby po jakieś ubrania.
- Więc jakie masz na dzisiaj plany? Bo nie wiem jak mam się ubrać – westchnęłam.
- Załóż coś normalnego. Wyjdziemy na miasto – wyszczerzył się do mnie.
- Na miasto? Przecież jest zimno... - marudziłam.
- Ogrzeję cię – uśmiechnął się cwaniacko i puścił do mnie oczko.
- Może się po prostu ciepło ubiorę – wzruszyłam ramionami i zaczęłam szukać bluzki w szafie.
- Powinnaś tak zrobić, ale to nie zmienia faktu, że i tak będę do ciebie przyklejony.
- Sama nie wiem... - skrzywiłam się, ale chłopak nie mógł tego zobaczyć, gdyż wciąż stałam do niego tyłem i grzebałam w szafie.
Liam podszedł do mnie i obrócił przodem do siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Wiem, że mi nie ufasz, ale proszę cię, daj się ponieść. Nie analizuj za bardzo moich pomysłów – uśmiechnął się, mimo że jego spojrzenie było bardzo poważne. - Chcę odbudować twoje zaufanie do mnie, więc mi na to pozwól.
- Spróbuję – westchnęłam, ale się uśmiechnęłam. - Ale wiesz, że to również łączy się z zaufaniem?
- Tak. To taki punkt podparcia – przytaknął.
- Ok, to idę się ubrać – odwróciłam się do niego z powrotem plecami, wzięłam przygotowane ubrania i ruszyłam do łazienki.
- Pójdę zrobić śniadanie – rzucił i ruszył w stronę drzwi od pokoju.
Kiedy weszłam do łazienki, zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam się rozbierać z piżamy, na którą składał się T-shirt Liama i krótkie czarne spodenki. Następnie wzięłam prysznic, co pozwoliło mi się trochę rozluźnić. Odświeżona, wytarłam się ręcznikiem i założyłam czarną bieliznę. Później wysuszyłam i wymodelowałam włosy. Nałożyłam na twarz delikatny makijaż, który podkreślały przydymione oczy. Kiedy skończyłam, ubrałam się i zeszłam do kuchni, gdzie czekało na mnie gotowe śniadanie oraz ubrany Liam. Nie zwróciłam wcześniej uwagi, że był już ubrany.
- Ślicznie wyglądasz – przejechał po mnie palącym wzrokiem.
- Dziękuję, ty też nieźle wyglądasz – przygryzłam wargę by podkreślić moje słowa.
Usiadłam na krzesełku przy stole, gdzie po chwili pojawił się talerz z naleśnikami.
- Wygląda smakowicie, ale nie dam rady tyle zjeść – przyjrzałam się trzem leżącym na talerzu plackom.
- To ci pomogę – dosiadł się do mnie i pokazał widelec.
Od razu dotarło do mnie co ma na myśli, gdyż ja nie dostałam sztućca. Przyciągnął do siebie talerz i zaczął dzielić potrawę na części.
- Nie sądzę by to był dobry pomysł – zmarszczyłam brwi.
- Rozmawialiśmy o tym – stwierdził i przysunął mi do ust widelec z kawałkiem naleśnika. - Otwórz buzię – powiedział jak do dziecka, a ja posłusznie otworzyłam usta. - Grzeczna dziewczynka – uśmiechnął się i sam również się poczęstował.
- Wiesz, że sama mogę jeść? - zapytałam jakby to nie było oczywiste.
- Wolę cię nakarmić – wzruszył ramionami. - W ten sposób mam większą pewność, że coś zjesz. Później niestety już nie będę cię karmił.
- Mieliśmy nie rozmawiać na temat mojego jedzenia – obruszyłam się.
- To było zanim do mnie wróciłaś. Teraz moim obowiązkiem jest opiekowanie się tobą.
- Okej, ale ten temat uznajmy za zamknięty, sama sobie z tym poradzę.
- Wrócimy jeszcze do tego, a teraz otwieraj buziaka – nim zdążyłam coś odpowiedzieć, wcisnął mi kolejny kawałek do buzi, a następnie sam się poczęstował.
Po jakichś 10 minutach, śniadanie było zjedzone.
- Powiedź mi, jakimi środkami transportu poruszałaś się po Londynie odkąd tu przyjechałaś? - zapytał jakby od nie chcenia sprzątając ze stołu.
- Taksówką i samochodem, a co? - zapytałam zdziwiona.
Po co mu to wiedzieć?
- Tak z ciekawości pytałem – spojrzał na zegarek na ścianie i szybko dokończył to co robił. - Chodź, czas już na nas – chwycił mnie za rękę i zaciągnął do przedpokoju.
Do mojego stroju założyłam jeszcze kurtkę i byłam gotowa. Gdy chciałam sięgnąć po torebkę, zobaczyłam fioletową różę. Zmieszana, podniosłam ją i pokazałam ją Liamowi, posyłając mu pytające spojrzenie. Chłopak tylko wzruszył ramionami.
- Weź ją – mruknął otwierając drzwi wyjściowe i pokazując mi, żebym szła pierwsza.
Kiedy mijam próg, od razu staję zaczarowana. Wszędzie leży dużo puchu.
- Czemu nie mówiłeś, że padał śnieg? - odwróciłam się przodem do Liama.
- Jakoś tak wyszło, myślałem, że wiesz – posłał mi uśmiech.
- Kiedy zaczęło padać, że jest go aż tyle?
- Wczoraj kilka minut po naszym powrocie i padało przez całą noc. Chodź do samochodu, bo się spóźnimy.
Spoglądam na podjazd i widzę czarne BMW, jeśli się nie mylę, oraz Andiego stojącego przy tylnych drzwiach.
- Kierowca? - zapytałam cicho Payne'a. - Po co?
- Bo będziemy świętować – podał jeden szczegół a propos naszych dzisiejszych planów.
Wiedząc, że nic więcej mi nie powie, podeszłam do Andiego.
- Cześć – przywitałam się i posłałam mu uśmiech.
- Witaj – również się uśmiechnął i otworzył mi tylne drzwi.
Gdy usiadłam i myślałam, że mężczyzna zamknie drzwi, on pochylił się do mnie i dał mi czerwoną różę, nie mówiąc przy tym ani słowa. Spojrzałam zmieszana na Liama, który również zajął swoje miejsce w samochodzie. Chłopak kiwnął głową, więc spojrzałam na Andiego i posłałam mu delikatny uśmiech.
- Dziękuję – przyjęłam różę i dołączyłam do fioletowej.
Mężczyzna kiwnął w odpowiedzi głową, zamknął moje drzwi i udał się na miejsce kierowcy.
- O co chodzi? - zapytałam Liama, na co pokręcił głową. Czyli mi nie powie? - Okej, to dokąd jedziemy?
- Pozwiedzać Londyn – odpowiedział uśmiechając się. Wie, że wolę być poinformowana o tym co mam robić.
- Już zwiedzaliśmy miasto – zauważyłam.
- Ale nie w ten sposób. Poznasz dziś wszelkie możliwości transportu.
- Transportu? Czyli będziemy w miejscach publicznych? - zapytałam marszcząc brwi i przygryzając wargę.
Dopiero co dałam nam szansę, a on już chce „nas” ujawnić...
- Nie martw się, ok? Wszystko będzie dobrze – chwycił moją rękę w swoją i pogłaskał moje knykcie kciukiem. - A nawet ci się spodoba.
- Czy ja wiem? Znów będą o mnie gadać...
- Będą mówić o nas. Wiem, że nie przepadasz za tym, ale to nieodłączna część mnie. Nic na to nie mogę poradzić a na pewno nie będę spędzać całego dnia w domu. Przywykniesz do tego.
- Możliwe... Ale moglibyśmy też chodzić do miejsc, w których nie ma dużo ludzi...
- Paula, zrozum. Jestem sławny, ale to nie zmienia tego, że... chcę żyć jak normalny chłopak, który może zabrać swoją miłość do kina czy na spacer po parku abo po mieście, nie patrząc na to czy są tam ludzie czy nie.
- Ja to rozumiem... ale ty także musisz mnie zrozumieć. Nie chcę by paparazzi ingerowali w moje życie. Może ty faktycznie do tego przywykłeś, ale ja nie. Czuje się dziwnie czytając w gazetach lub w internecie, co robiłam dzień wcześniej.
- Rozumiem, też tak miałem na początku, więc wiem co czujesz...
- Skoro tak, to powinieneś wiedzieć, że to stanie się stopniowo a nie z dnia na dzień.
- Dobrze – westchnął. - Mogę wszystko odwołać – wyciągnął telefon i zaczął szukać jakiegoś numeru. - Co więc chcesz robić? Wrócić do domu czy iść do kina?..
- Liam – zatrzymałam go i drugą ręką opuściłam tą, w której trzymał urządzenie, gdyż drugą wciąż miałam w jego uścisku. - Nic nie odwołuj.
Ta jego smutna mina mnie dobija. Chyba dam radę to jakoś wytrzymać...
- przecież nie chcesz być w miejscach publicznych a to co zaplanowałem je obejmuje p wzruszył ramionami.
- Jakoś to wytrzymam – posłałam mu pokrzepiający uśmiech.
- Nie – pokręcił głową. - Nie chcę żebyś się męczyła. To miał być dla ciebie mile spędzony dzień.
- I taki będzie – ścisnęłam jego rękę. - Ale tylko wtedy, kiedy będziesz tam ze mną.
- Jesteś cudowna – cmoknął mnie w policzek, a co się zarumieniłam. - Ale jesteś pewna, że to ci nie będzie przeszkadzać? Na pewno? Bo wiesz, możemy to przełożyć na kiedy indziej...
- Już skończ. Jestem pewna – wyszczerzyłam się do niego co od razu oddał. - Więc od czego zaczynamy? - zapytałam w tym samym momencie, w którym samochód się zatrzymał.
Kiedy my w ogóle ruszyliśmy? Chłopak nie odpowiadając mi, wysiadł z samochodu i po chwili otworzył mi drzwi.
- Pierwszy przystanek, metro – złapał mnie za rękę i pomógł wysiąść z pojazdu.
Przed moimi oczami ukazała się stacja najstarszego metra na świecie. Liam od razu zaczął ciągnąć mnie w stronę wejścia, a ja wcale nie zamierzałam stawiać mu oporu. Kiedy już znaleźliśmy się na dole i czekaliśmy na naszą linię, podeszła do nas jakaś dziewczyna. Wyglądała na 13, może 14 lat. Jak mniemam jest fanką One Direction. Skąd to wiem? Ma przyczepione do torebki przypinki z podobizną chłopców. Nie wiem czy kiedyś wspominałam, ale... jestem dość spostrzegawcza. Wracając jednak do dziewczynki. Uśmiechnęła się do mnie i wyciągnęła w moją stronę kolejną czerwoną różę. Coś czuję, że te róże to zasługa Liama.
- Proszę, to dla ciebie – uśmiechnęła się do mnie i wręczyła kwiatek.
- Dziękuję – oddałam uśmiech i przyjęłam go od niej.
W momencie, w którym chciałam zapytać ją z jakiej to okazji, podjechała nasza linia, a dziewczynka odeszła od nas. Liam pociągnął mnie w stronę pojazdu, więc nie miałam szansy niczego się dowiedzieć, bo wiem, że on mi nic nie powie... Przynajmniej nie teraz. Po 5 minutach, podeszła do mnie jakaś dziewczyna w moim wieku, tak myślę, również trzymając różę. O co chodzi?
- To dla ciebie – powie działa, o dziwo, po polsku i podała mi kwiatka.
- Dziękuję – odpowiedziałam również po polsku i nim Liam by mnie zatrzymał lub dziewczyna by odeszła, zapytałam. - Powiesz mi z jakiej to okazji?
- Mogę ci tylko powiedzieć, że dowiesz się później, ale... - spojrzała na Payne'a, co również poczyniłam. Patrzył na nas z zmarszczonymi brwiami, ponieważ nic nie rozumiał z naszej rozmowy. Dziewczyna z powrotem spojrzała na mnie z uśmiechem. - Trzymaj go blisko siebie. Taki chłopak to skarb.
- Wiem o tym i na pewno to zrobię – oddałam jej uśmiech i znów zerknęłam na Liama. - Dziękuję, jeszcze raz – dodałam, a dziewczyna odeszła od nas wciąż się uśmiechając.
- O czym z nią rozmawiałaś? - zapytał zmieszany chłopak. Czyżby się martwił, że coś mi powiedziała?
- Nie martw się, nic mi nie zdradziła a propos twojej niespodzianki – uśmiechnęłam się do niego szeroko i przytuliłam do jego ramienia. - Kocham cię – wyszeptałam mu do ucha, by tylko on mógł mnie usłyszeć.
- Też cię kocham – odszepnął mi do ucha i objął ramieniem w tali. - Ale powiedź mi co ci powiedziała...
- Że nie może mi powiedzieć o co chodzi, ale że dowiem się później – wzruszyłam ramionami.
- Ale później powiedziała ci też coś o mnie, bo się na mnie patrzyłyście, obie – zauważył.
Mimo że nic nie rozumie, to i tak wszystko wie... Cieszę się, że jest taki spostrzegawczy, ale czasami chciałabym by było inaczej.
- Nic takiego, później ci powiem – posłałam mu uśmiech i cmoknęłam go w policzek.
- Okej, zaraz wysiadamy – przycisnął mnie do siebie trochę mocniej, a później puścił, jednak wciąż trzymaliśmy się za ręce.
Liam w pewnym momencie pociągnął mnie do drzwi, co jak sądzę oznacza, że to już czas by wysiąść. Jak tylko znaleźliśmy się na stacji, znów podeszła do nas fanka chłopaków, a wiem to tym razem stąd, że miała koszulkę z ich podobiznami oraz była trochę młodsza od tej poprzedniej, a mianowicie miała z 6 lat i owszem, także trzymała czerwoną różę.
- To dla ciebie – wyciągnęła do mnie rączkę, w której trzymała kwiatka.
Przykucnęłam do niej i uśmiechnęłam się szeroko.
- Hej skarbie, dziękuję – pogłaskałam ją po główce. - Jest śliczna.
- Ty też jesteś śliczna – przytuliła się do mnie, co odwzajemniłam. - Lubie cie bardziej niż Danielle – powiedziała cichutko żeby Liam nie usłyszał.
- Dziękuję – zaśmiałam się. - Nie powiem mu tego, zostanie to naszą tajemnicą, okej?
- Tak – uśmiechnęła się i zahaczyłyśmy swoje małe palce o siebie na znak obietnicy.
Później dziewczynka pobiegła do jak mniemam swojej mamy, a ja z powrotem stanęłam na prostych nogach obok Liama.
- Dużo jeszcze tego będzie? - zapytałam wskazując na różę trzymane przeze mnie w ręce. - Nie długo nie będę miała jak je trzymać, jednocześnie trzymając cię za rękę.
- To najwyżej ci pomogę, ale myślę, że je pomieścisz.
- Czyli nie powiesz mi ile ich jeszcze będzie?
- A skąd mam to wiedzieć? - spojrzał na mnie jak jakieś niewiniątko. - Rozdałem chyba z milion róż w całym mieście, a ile ludzi postanowi ci je dać to ja nie wiem – spojrzałam na niego oniemiała nie mogąc uwierzyć w jego słowa, na co chłopak się zaśmiał. - Żartuję. Nic ci nie powiem, sama się dowiesz.
- Dobrze, co teraz? - zapytałam gdy szliśmy do wyjścia z metra.
Niestety nie otrzymałam odpowiedzi, jednak wszystko stało się jasne po dziesięciominutowym spacerku. Zatrzymaliśmy się na przystanku autobusowym.
- Będziemy jechać piętrowym autobusem? - zapytałam szczerząc się jak jakieś dziecko, które nie może się doczekać aż dostanie lizaka.
- Oczywiście, że tak. Czerwony, piętrowy autobus to najważniejszy symbol Londynu. Grzechem byłoby nieskorzystanie z możliwości przejechania się nim – zaśmiał się z mojego entuzjazmu.
- Już się nie mogę doczekać – klasnęłam w dłonie i zaczęłam z niecierpliwością czekać na nasz pojazd.
Po 5 minutach podjechał nasz autobus, więc do niego wsiedliśmy i zgadnijcie co. Kierowca trzymał czerwoną różę, którą od razu mi podał. Podziękowałam mu, po czym udaliśmy się zająć nasze miejsca. Z początku siedzieliśmy na dole, ale później przenieśliśmy się na piętro, gdzie dostałam następną różę od jakiegoś pana, który był turystą. Wysiedliśmy kilka przystanków dalej, niedaleko parku, przez który przeszliśmy po drodze spotykając kobietę z wózkiem, od której dostałam ósmą różę. Kiedy wyszliśmy z parku, dostrzegłam piękną czarną dorożkę przyozdobioną białymi kwiatami z dwoma srokatymi końmi fryzyjskimi.
- Nie wierze – stanęłam jak wrośnięta w ziemię. - Te fryzy są przepiękne.
- Znasz się na koniach? - Liam zapytał zaskoczony.
- Tak, od małego jeżdżę konno. Pamiętam, że jak byłam bardzo mała, tata zabrał mnie na przejażdżkę konną i od tamtej pory je uwielbiam – uśmiechnęłam się.
- Cieszę się, że udało mi się, choć przyznam, że nieświadomie, przywrócić ci chociaż jedno szczęśliwe wspomnienie związane z twoim ojcem – również się uśmiechnął.
- Nie jest ich dużo, ale w to trafiłeś idealnie. Zgaduję, że ty nie jeździsz konno? - zapytałam z ciekawości gdy podchodziliśmy do dorożki.
- Nie, szczerze to trochę się ich boje. No wiesz, konie są takie wielkie i w ogóle...
- Nie są wcale straszne – zaoponowałam. - Może kiedyś nauczę cię jeździć konno – wzruszyłam ramionami.
- Nie sądzę by to był najlepszy pomysł – stwierdził marszcząc brwi.
Przerwaliśmy na chwilę rozmowę, gdyż doszliśmy już do woźnicy, który wręczył mi białą różę. Gdy mu podziękowałam, zajęliśmy miejsca w rykszy.
- Wiesz, że srokate fryzy to rzadkość? - zapytałam powracając do poprzedniej rozmowy.
- Srokate, czyli że w łaty? - zapytał dla pewności, na co się zaśmiałam.
- Wiesz, że jak koń jest czarny lub biały, to tak naprawdę to nie jest określenie jego maści?
- Nie, nie wiem, bo ja z końmi nie miałem do czynienia. W tej chwili to ty jesteś ekspertem.
- Dobrze, więc zmieńmy temat, o koniach porozmawiamy jeszcze przy okazji twojej lekcji...
- Mój manager się na to nie zgodzi – od razu zaprzeczył, a ja już wiedziałam, że on naprawdę jest przerażony na myśl o wsiąściu na konia.
- Niech ci będzie – westchnęłam, ale tak łatwo się nie poddam i on o tym wie. - Gdzie jedziemy?
- Zgłodniałaś może? - odpowiedział pytaniem na moje pytanie.
- Muszę się przyznać, że trochę tak – wiedziałam do czego pije.
- To dobrze – uśmiechnął się.
Czyli następnym przystankiem jest jakaś restauracja lub coś podobnego. W końcu wiem co będziemy robić. Po kilkuminutowej romantycznej przejażdżce, zatrzymaliśmy się przed, tak jak sądziłam, restauracją. Podziękowaliśmy woźnicy i udaliśmy się do budynku, gdzie zostaliśmy zaprowadzeni do naszego stolika. Liam jak na dżentelmena przystało, odsunął dla mnie krzesło. Gdy zajęliśmy swoje miejsca, podszedł do nas kelner i podał nam karty oraz... czerwoną różę. Li zamówił dla nas jakieś czerwone wino, które muszę przyznać smakuje wybornie oraz złożył nasze zamówienia. W połowie posiłku do stolika podszedł mężczyzna sprzedający róże i wręczył mi jedną. No tak. Mogłam się tego spodziewać. Po zjedzonym obiedzie, chłopak zapłacił za posiłek i udaliśmy się do czekającego już na nas samochodu. Liam otworzył mi drzwi i gdy zajęłam swoje miejsce, dostrzegłam na bukiet 12 róż, z czego jedna była różowa. Wzięłam je do ręki i spojrzałam na chłopaka, który zdążył już zając swoje miejsce.
- Chciałem by było romantycznie i w sumie nie wiem czy mi się udało, ale... mam do ciebie pytanie – spojrzał mi w oczy. - Zostaniesz moją dziewczyną? Znowu? - wyciągnął do mnie rękę ze złotą różą.
- Myślałam, że to jasne, że jesteśmy razem – zauważyłam zaskoczona.
- Dałaś mi szansę i w ogóle, ale... chciałem to zrobić jak należy, więc... – przysunął się bliżej mnie, chwycił moją dłoń i wsadził do niej różę. - Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak – uśmiechnęłam się do niego, a chłopak od razu przyciągnął mnie do siebie i połączył nasze usta w pocałunku.
Kiedy skończyliśmy się całować, przytuliłam się do boku mojego chłopaka, a on objął mnie ramieniem. Położyliśmy róże które dostałam na naszych kolanach, przyglądając się im.
- Wiesz co one oznaczają? - zapytał spoglądając na mnie, na co pokręciłam przecząco głową. - Fioletowa – uniósł odpowiednią różę i przyglądał się jej uważnie – mówi, że od razu mnie zachwyciłaś oraz zasługujesz na to co najwspanialsze – odłożył ją i wziął czerwoną. - Ta mówi „Kocham Cię” - odłożył ją i wziął kolejny kolor. - Biała mówi, że jesteś aniołem oraz że bardzo za tobą tęskniłem – wziął kolejną. - Różowa jest podziękowaniem za to, że dałaś mi kolejną szansę oraz mówi, że jesteś cudowna, natomiast ta... - bierze złotą. - Symbolizuje niepowtarzalną i niezniszczalną miłość. Ta róża mówi, że cię kocham oraz „razem na zawsze”.
- Liam to... to jest niesamowite – zatkało mnie. - Jestem ci tak bardzo wdzięczna za to wszystko co dla mnie zrobiłeś... Ten dzień był niesamowity... i jeszcze te róże... - pokręciłam głową. - Dziewczyna w metrze miała rację i choć wiedziałam to od początku, to co dziś zrobiłeś, bardzo... umocniło mnie w tym przekonaniu. Tak bardzo cię kocham – wpiłam się w jego usta, bo chyba tylko to mi dobrze w tej chwili wychodzi.
Ledwo jestem w stanie stworzyć jakieś spójne zdanie.
- Czyli podobało ci się? - zapytał gdy się od siebie odsunęliśmy.
- I to bardzo – przytaknęłam. - Kiedy ty to wszystko zorganizowałeś?
- Wczoraj jak byłaś na spotkaniu z Alexem. Chciałem byś poczuła się wyjątkowo oraz zobaczyła jak bardzo cię kocham.
- Z tobą zawsze czuję się wyjątkowa... wiesz to. Jesteś cudowny.
- Powiesz mi teraz co ci powiedziała ta dziewczyna w metrze? - zapytał zainteresowany.
- Powiedziała, że mam cie trzymać blisko siebie, bo taki facet jak ty to skarb – posłałam mu lekki uśmiech.
- Twój skarb – znów się do mnie przybliżył, a nasze usta dzieliły centymetry.
- Mój – przysunęłam się bliżej i po raz kolejny nasze usta się złączyły w pocałunku.
- Nigdy nie będę miał dosyć całowania się z tobą – stwierdził z uśmiechem.
- I bardzo dobrze, bo ja też – oddałam uśmiech.
Po kilkunastominutowej podróży, dotarliśmy do domu i od razu udaliśmy się do kuchni po wazon na róże, które dziś dostałam. Kiedy kwiaty już stały w wodzie, poszliśmy do naszego pokoju, czyli Liama. Postawiłam je na biurku i przysiadłam obok Liama na łóżku, nie spuszczając z nich wzroku.
- Wiesz... - chłopak przerwał ciszę spoglądając na mnie niepewnie. - Chciałem z tobą o czymś pogadać, ale nie wiem czy to odpowiedni moment...
- Śmiało, mów o co chodzi – posłałam mu uśmiech i wdrapałam się na środek łóżka by mieć na niego dobry widok.
- Ale to może ci zepsuć humor... - zawahał się i również usiadł na łóżku by mieć na mnie dobry widok, ale również tak, że się nie dotykaliśmy, co mnie zdziwiło, bo tak to cały czas jakaś część naszego ciała się ze sobą stykała.
- Po prostu mi powiedz – zaczęłam się denerwować.
Było tak cudownie i już musiało się coś zepsuć? Wiedziałam, że tak to się właśnie potoczy. Jestem taka naiwna...
- Uspokój się, to nie to co myślisz – od razu zaprzeczył i złapał mnie za rękę, którą zaczął pocierać uspokajająco kciukiem. - Chciałem żebyś mi jedynie powiedziała, dlaczego tak dziwnie na mnie reagujesz.
- Co masz na myśli? - udałam głupią, doskonale wiem o co mu chodzi.
- Wiem, że udajesz... Po prostu porozmawiajmy o tym – przed nim nic się nie da ukryć. - Chciałbym byśmy nie mieli przed sobą żadnych sekretów i żebyś znów mi zaufała, ale... żeby tak się stało, musisz mi powiedzieć, co jest nie tak i nawet nie zaprzeczaj. Wczoraj bardzo dosadnie dałaś mi do zrozumienia, że jest jakiś problem.
- Wcale nic ci dosadnie nie dałam do zrozumienia. Gdybyś mnie tak dobrze nie znał, nic byś nie zauważył – zabrałam rękę.
- Po prostu powiedź co się dzieje – nalegał, ale nie złapał mnie za rękę ponownie.
- Boję się, okej? - westchnęłam zamykając oczy. - Nie chcę to wszystko się powtórzyło... Nie wytrzymam kolejnego razu.
- Ale czego dokładnie się boisz? Jeśli chodzi o zdradę, to na pewno to się nie powtórzy, przysięgam...
- To nie to, po prostu... Nie chcę się śpieszysz, wiesz? Mój poprzedni związek z tobą oraz z Maćkiem teoretycznie zaczął się od tego i no cóż, nie trwały one długo. Mój pierwszy związek, o którym w sumie rzadko rozmawiamy, tak się nie zaczął i trwał... długo. Może to dziwne, ale uważam, że to właśnie złoty środek.
- Czemu od razu mi o tym nie powiedziałaś? Nie musimy się z niczym śpieszyć. Gdybyś od razu o tym wspomniała, nie byłoby żadnego problemu...
- Właśnie jest problem. Ja... chcę ale i nie chcę. Tak bardzo się za tobą stęskniłam i tego pragnę, dlatego cię prowokuję – zarumieniłam się. Nie lubię o tym gadać... - Ale mam jakąś blokadę i... nie mogę.
- Skarbie, nic na siłę, tak? Tylko proszę, nie uciekaj ode mnie. Już nigdy cię nie skrzywdzę i możesz mieć stuprocentową pewność, że choćbyś była z chlana i bardzo, ale to bardzo byś nalegała, to i tak nie dopuszczę do niczego. Nawet jeśli mi stanie – zaśmiał się, na co walnęłam go w klatę.
- Bardzo śmieszne. Ja ci się tu zwierzam, a ty ze mnie żartujesz... Masz wyczucie, wiesz? - wstałam z łóżka z naburmuszoną miną i ruszyłam w stronę łazienki, ale tak by chłopak był w stanie mnie zatrzymać, co oczywiście zrobił.
- Przepraszam, jestem dupkiem – przyciągnął mnie do swojej klatki i mocno przytulił. - Chciałem jedynie rozluźnić atmosferę – ujął moją twarz w dłonie i zmusił do spojrzenia mu w oczy.
Jak tylko w nie spojrzałam, nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam ogromnym śmiechem. Może wygląda to tak jakbym lubiła się naśmiewać z jego wrażliwości, ale bądźmy szczerzy. On się ze mnie nabija, to czemu ja też nie mogę? Nigdy nie zaprzeczałam, że nie gram ludziom na emocjach.
- Znów mi to zrobiłaś – pokręcił z niedowierzaniem głową. - Czemu mi to robisz?
- To zemsta za to, że się ze mnie naśmiewasz – pokazałam mu język.
- Lepiej tak nie rób, bo zaraz znajdę inne zajęcie dla tego twojego języczka – uniósł jedną brew do góry i uśmiechnął się cwanie.
- Och, jestem tego pewna – zaśmiałam się i pozwoliłam mu połączyć nasze usta w pocałunku.
- Skoro nie masz ochoty na numerek, to możemy się chociaż po obściskiwać, ale wiesz, jeśli zmienisz zdanie, daj mi znać – uśmiechnął się i znów mnie pocałował, na co zaśmiałam mu się w usta.
Może nie będzie tak źle?


Hej :)
Przepraszam za tak długi czas nieobecności :)
W ramach przeprosin dodaję trochę dłuższy rozdział niż poprzednie.
Mam nadzieję, że wam się spodoba, choć jak dla mnie końcówka mi nie wyszła.... ale mam nadzieję, że pominiecie ten szczególik i się na mnie nie obrazicie.
Do zobaczenia mam nadzieję, za niedługo
Całuski xx


PS. Sorki za błędy xx
PPS. Wiem, że koń na zdjęciu nie jest srokaty, ale z początku miał taki być, więc miłośników koni, przepraszam za złe określenie maści konia :)

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 55

Paula

Kiedy poczułam ciepło rozprzestrzeniające się po moim ciele, chciałam przekręcić się na bok jednak coś mi to uniemożliwiło. Zdziwiona uchyliłam oczy i spojrzałam w dół by zobaczyć obejmujące mnie w tali umięśnione męskie ramię. Podążyłam wzrokiem ręce by dowiedzieć się do kogo ono należy i tak jak myślałam, zobaczyłam... Liama. Chłopak uśmiechał się szeroko przyglądając mi się. Jak zobaczył, że ja także na niego patrzę, złożył na moim policzku miękki pocałunek.
- Hej piękna – przyciągnął mnie mocniej do swojej, jak się okazało, nagiej klatki piersiowej.
- Co ty tu robisz? - zapytałam wciąż zdziwiona jego obecnością tutaj.
Wczoraj wieczorem, jak tylko wróciliśmy z klubu, do którego poszliśmy jakiś czas po uzgodnieniu z Liamem, co dalej z nami będzie, oboje postanowiliśmy, że zaczniemy powoli i... tę noc spędzimy osobno, ale jak widać ktoś tu nie dotrzymał słowa.
- Nie mogłem zasnąć z myślą, że jesteś w pokoju obok i to beze mnie, więc postanowiłem się do ciebie zakraść.
- Mogłeś mnie obudzić – posłałam mu delikatny uśmiech.
- Wiem, ale wyglądałaś tak uroczo i nie miałem serca by cię obudzić.
- Dlaczego tak słodzisz? Przecież już jestem twoja – odwróciłam się na bok przodem do niego.
- Bo zasługujesz na te wszystkie słodkie słówka. Chcę żebyś tym razem była ze mną szczęśliwa – potarł mój nos swoim nosem.
- Byłam szczęśliwa, jestem a także będę, nawet bez tego.
- Obiecałem, że tym razem cię nie zranię i zamierzam tego dokonać. Sprawię, że każdego dnia będziesz się we mnie coraz bardziej zakochiwać – musnął kącik moich ust.
- Trzymam cię za słowo – zachichotałam.
- Kocham cię kotku – westchnął cmokając mnie w usta.
- Myślę, że się do tego przyzwyczaję – zaśmiałam się i przygryzłam dolną wargę. - Też cię kocham.
- Może wybierzemy się gdzieś dzisiaj? Tylko we dwoje? - wymruczał przygryzając płatek mojego ucha.
- W sensie randka? - przymknęłam oczy gdy chłopak zjechał swoimi ustami na moją szyję.
- Mhm – mruknął na potwierdzenie nie przerywając swoich czynności. - Co ty na to?
- Nie wiem... Umówiłam się o 16 z Alexem... - jęknęłam.
- Znów on – warknął i odsunął się ode mnie. - Myślałem, że wybrałaś mnie.
- Bo wybrałam – westchnęłam rozdrażniona. - Już to przerabialiśmy wczoraj. Umówiłam się z nim by z nim zerwać, czy to dla ciebie aż taki problem?
- Tak – podkreślił wstając z łóżka. - Powinniśmy spędzać razem czas by wszystko wróciło do normy, a zamiast tego ty odrzucasz mnie dla niego – skrzywił się wspominając o Alexie.
- Li... - jęknęłam wstając z łóżka i podeszłam do niego. - Przecież robię to dla nas. Im szybciej się z tym pogodzisz, tym lepiej. Zostało nam parę godzin do mojego wyjścia. Spędźmy je w miłej atmosferze, a nie kłócąc się. Natomiast jeśli chodzi o randkę, to możemy pójść kiedy indziej. Nie próbuj robić nic na siłę. Mamy dużo czasu.
- Masz rację – westchnął i przyciągnął mnie do uścisku. - Przepraszam... Po prostu... wciąż do mnie nie dociera,że znów jesteś moja.
- Teoretycznie nie jestem, ale praktycznie zawsze byłam i będę. Moje serce należy do ciebie i tylko ciebie.
- A moje należy do ciebie – połączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Nasz uroczy moment przerwało chrząknięcie dobiegające od strony drzwi.
- Później się poobmacujecie, teraz chodźcie na śniadanie – zakpił Zayn i wyszedł znów zostawiając nas samych.
- Nie będziesz więcej zazdrosny o Alexa i o żadnego innego chłopaka? - zapytałam z nadzieją.
- Postaram się, ale nic nie obiecuję, zwłaszcza jeśli będą cię pożerać wzrokiem – spoważniał, na co się zaśmiałam. - To wcale nie jest śmieszne – naburmuszył się, a ja dostałam jeszcze większego napadu śmiechu.
- Jest – stwierdziłam między spazmami śmiechu.
- Ach tak? - uniósł brew do góry. - Ciekawe co powiesz na to.
Nim się zorientowałam o co mu chodzi, złapał mnie pod kolanami i przerzucił sobie przez ramię. Pisnęłam i zaczęłam uderzać go pięściami po plecach.
- Liam, puść mnie! Wiesz, że tego nie lubię – dałam mu klapsa w tyłek w nadziei, że mnie puści, ale się pomyliłam.
- Trzeba było się ze mnie nie śmiać, a teraz idziemy na śniadanie – zaśmiał się i ruszył w kierunku drzwi. - A i zapomniałbym – stwierdził i klepnął mnie w tyłek, na co znów pisnęłam. - Wiesz, że jak tak piszczysz to brzmisz bardzo seksownie?
- Liam! - po raz kolejny pisnęłam.
- O teraz to już całkowicie. Jeśli nie chcesz byśmy tu zostali, tylko poszli zjeść śniadanie, to przestań tak piszczeć.
- To mnie puść – jęknęłam.
- Tak lepiej też nie rób – drugi raz klepnął mnie w tyłek i wyniósł mnie z mojego pokoju, a następnie zszedł po schodach i wszedł do kuchni, gdzie byli już wszyscy.
- Możesz mnie już postawić? - warknęłam. - Naprawdę nie lubię gdy to robisz!
- A dostanę coś w zamian?
- Pomyślę nad tym – mruknęłam, ale chłopak mnie nie puścił.
- To ja pomyślę czy cię postawić – jestem na sto procent pewna, że na jego twarzy widnieje łobuzerski uśmieszek.
- Okej, zrobię co zechcesz – westchnęłam i po chwili znów stałam na ziemi.
- Trzymam cię za słowo – wyszeptał mi do ucha i klepnął w tyłek, na co podskoczyłam zaskoczona, a w kuchni rozniósł się śmiech wszystkich znajdujących się w niej chłopaków.
- Dojrzale – przewróciłam oczami patrząc na całą piątkę z pogardą.
Usiadłam przy stole i zaraz przy moim boku pojawił się Liam. Po dosłownie minucie, zostałam przyciągnięta przez bruneta na jego kolana.
- Co ty robisz? - zapytałam zaskoczona.
- Lubię mieć cię blisko – uśmiechnął się uroczo.
- Przecież siedziałeś dokładnie obok mnie – zauważyłam marszcząc brwi.
- To było wciąż za daleko – musnął moje czoło, a po pomieszczeniu rozniosło się „aww”.
- Jesteście tacy uroczy – westchnęła Julka.
- Jak na moje oko Liam jest zbyt słodki – Louis zrobił zamyśloną minę.
- Taa, też tak myślę – przytaknął mu Niall i pozostała dwójka.
- Przesadzacie – brunet pokręcił głową.
- A jak tam sex na zgodę? Coś dzisiaj cicho było – Louis spojrzał na nas podejrzliwym wzrokiem.
- Nie chcemy się śpieszyć – wyjaśnił Liam i pocałował mnie we włosy.
- I wszystko jasne – zawołał Harry, a reszta wybuchła śmiechem.
- Jestem ciekaw jak długo wytrzymacie – poruszył porozumiewawczo brwiami Louis.
- Zróbmy zakład – zaproponował Niall, na co zmroziłam go wzrokiem.
- Nie jesteśmy końmi na wyścigach, że można się o nas zakładać – przymrużyłam oczy i zmroziłam ich wzrokiem.
- Oj daj spokój – jęknął Louis. - Będzie fajnie.
- Chyba dla ciebie – prychnęłam.
- Po prostu zostawcie nas w spokoju – westchnął Liam. - Lepiej nam będzie bez waszej ingerencji i tym podobnych.
- On ma rację, dorośnijcie – podsumowała Martyna.
- Psujecie zabawę – pokręcił głową Lou.
- Zabawić to ty się możesz rączką – zakpiłam na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Wolę kiedy ktoś się ze mną zabawia – odszczeknął mi się.
- To sobie kogoś znajdź do tego, a nie wykorzystujesz nas – obronił mnie mój brunet. - Bo dostaniesz.
- Okej – jęknął poddany Tommo.
- Co dzisiaj robimy? - zapytał Zayn by zmienić temat.
- A która tak w ogóle jest godzina? - zapytałam marszcząc brwi.
O dziwo jestem wyspana, a przecież późno położyliśmy się spać.
- Trzynasta, kotek – pogłaskał mnie po plecach mój chłopak.
- O Boże, ale późno! Wy możecie robić co chcecie, ja już się umówiłam – przyznałam przypominając sobie, że miałam coś do zrobienia.
- Z kim? - zapytała ciekawska Julka.
- Z Alexem – na to imię Liam napiął wszystkie mięśnie.
- Co? Po co? - zdziwiła się Martyna i zmarszczyła brwi.
- Muszę z nim coś obgadać... Po części jestem jego dziewczyną – skrzywiłam się mówiąc to, bo wiedziałam, że Li nie będzie zadowolony z moich słów.
- O Boże, ty masz rację! - zawołała Julka. - Jesteście parą – no pięknie, teraz Payne jest na maksa wkurzony.
- Jesteś niewierna – zauważył Louis oczywiście żartując. - Zdradzasz go, ze swoim ex... - Lou urwał wiedząc, że powiedział o kilka słów za dużo i walnął się ręką w czoło. - Przepraszam... - westchnął.
- Nic się nie stało – skłamałam. Mój dobry humor uleciał od razu. - Już się najadłam – wyplątałam się z uchwytu Liama, do którego chyba jeszcze nie dotarło co się dzieje, po wzmiance o Alexie, i ruszyłam w stronę schodów.
- Paula... - usłyszałam Martynę, która próbowała mnie zatrzymać, jednak to spowodowało, że ruszyłam biegiem po schodach i zamknęłam się w pokoju.
Po dosłownie 2 minutach do pokoju wszedł Liam zastając mnie siedzącą tyłem do drzwi. Skąd wiem, że to on? Prawdopodobnie dlatego, że od razu poczułam otulające mnie, od tyłu, męskie ramiona, albo dlatego, że gdyby to był ktoś inny od samego początku zacząłby mnie pocieszać i tym podobne, ale nie on. Łącząc to wszystko w całość byłam na 100% pewna, że to on. Przekręciłam się by być do niego przodem. Wdrapałam się mu na kolana i wtuliłam się w jego klatkę piersiową, chowając głowę między jego szyję a obojczyk. Chłopak od razu objął mnie ramionami w tali, przyciągając bliżej do siebie, i oparł głowę o moją całując mnie we włosy. Zaciągnęłam się jego zapachem, co spowodowało, że w moich oczach pojawiły się łzy. Nieświadomie pociągnęłam nosem, przez co uścisk Liama się wzmocnił.
-Ciii – zamruczał. - Mała... Louis tylko żartował. Nie miał tego na myśli.
- W-wiem – zająknęłam się.
- To dlaczego płaczesz? - pogłaskał mnie po plecach.
- J-Ja nie wiem – odsunęłam się od niego i przetarłam nosa. - Chyba po prostu za tobą tęskniłam – wzruszyłam ramionami, na co chłopak się zaśmiał.
- I dlatego płaczesz? - otarł moje policzki z łez i uśmiechnął się do mnie. - Kochanie, to nie powód do płaczu – musnął moje czoło.
- Wiem – zaśmiałam się. - Po prostu... zrobiło mi się trochę smutno po tym co powiedział Louis i jak tu przyszedłeś i mnie przytuliłeś, to jakoś tak... no wiesz.
- Och Boże, kicia – zaśmiał się. - Wiesz, że mnie przestraszyłaś? Bałem się, że naprawdę cię to zraniło i będę musiał nie wiadomo jak się napracować by cię uspokoić – pokręcił rozbawiony głową.
- Czy możesz przestać się śmiać? - wydęłam dolną wargę. - Przez to czuję się jak idiotka...
- Przepraszam misiu, ale naprawdę, nie możesz mi tak robić – pokręcił głową od razu się uspokajając. - Nie jesteś idiotką. Po prostu się za mną stęskniłaś, to normalne. Ja też za tobą tęskniłem.
- Ale ty się na mnie nie rzucasz i nie płaczesz mi w szyję – stwierdziłam łącząc usta w jedną linię.
- Tak, ale to tylko dlatego, że jestem facetem, a faceci nie płaczą – zaśmiał się próbując przyciągnąć mnie bliżej do siebie, ale mu na to nie pozwoliłam.
- Widziałam jak płaczesz... i w sumie nie chcę do tego wspomnienia wracać, ale widziałam – uniosłam jedną brew do góry. - Jak widać nie jesteś prawdziwym mężczyzną – wystawiłam mu język.
- A chcesz się przekonać, że jestem? - zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach, a ja już wiedziałam do czego pije.
- Liam! - pisnęłam i odsunęłam się od niego. - Jak możesz się mnie o coś takiego pytać? - udałam oburzoną i przerażoną jednocześnie.
- Przepraszam kochanie... wiem, że mieliśmy się nie śpieszyć... - zaczął się bronić. Złapał haczyk.
- Wybaczę ci tym razem – odetchnęłam głęboko dalej grając w tę grę. - Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy – pokręciłam głową rozczarowana.
- Oczywiście, że nie – od razu zaprzeczył przysuwając się do mnie, ale nie tak żebym znów coś sobie pomyślała... jaki on jest naiwny...
- Dobrze. Nigdy mnie o to nie pytaj, tylko od razu bierz się do roboty – uśmiechnęłam się zadziornie z powrotem wchodząc na jego kolana i nim się zorientował o co mi chodzi, popchnęłam go tak żeby leżał na łóżku, a ja na nim i złączyłam nasze usta w pocałunku, który po kilku sekundach dopiero odwzajemnił.
Po chwili gdy dotarło do niego co powiedziałam, odsunął mnie delikatnie od siebie i spojrzał w oczy.
- Mówisz poważnie? - zapytał, a ja pokiwałam głową na potwierdzenie. - Czyli, że... nabrałaś mnie wcześniej? - ponownie potwierdziłam to kiwnięciem głowy posyłając mu cwany uśmieszek. - Wiesz co? Jesteś bardzo, ale to bardzo przebiegłym, lecz seksownym diabełkiem... i za to cię kocham – przyciągnął mnie do siebie i połączył ponownie nasze usta na co zachichotałam, ale oddałam pocałunek.
Ręce chłopaka zaczęły błądzić po całym moim ciele, a ja wcale nie byłam mu dłużna. Moje ręce również krzątały się po całym jego ciele. Możecie uznać mnie za dziwną, ale naprawdę się za nim stęskniłam. Niby cały czas przebywaliśmy w swoim towarzystwie, ale to nie było to. Brakowało mi... jego... tej naszej bliskości... wszystkiego. Bez niego czułam się jak bez serca i och, naprawdę mam ochotę wleźć z nim do łóżka, ale... nie mogę. Może brzmię jak tchórz, ale nie chcę by historia się powtórzyła. Nie chcę go znów stracić, bo tym razem tego nie wytrzymam. Więc mimo że naprawdę, naprawdę bardzo chcę to zrobić, bo strasznie mi go brakuje, to nie mogę. Dlatego też gdy tylko Li próbował ściągnąć moją koszulkę, odsunęłam się od niego przerywając naszą sesję obściskiwania się, przyznam, że bardzo namiętną.
- Sorki kotek, ale straciłeś swoją szansę – wstałam z łóżka i wzruszyłam ramionami. - Może innym razem.
- Co? Dlaczego? - uniósł się na łokciach wpatrując się we mnie i wydął dolną wargę, co spowodowało, że wyglądał jak taki mały, uroczy chłopiec.
- Jest już późno, a ja jestem umówiona. Muszę się wyszykować – przypomniałam mu.
- Znam cię doskonale i wiem, że to nie jest powód. O co chodzi? - usiadł na łóżku z poważną miną. - Poza tym jest wcześnie, powiedź mi, proszę.
- Nic się nie stało. Doskonale wiesz, że potrafię długo siedzieć w łazience, a nie chcę się spóźnić – ruszyłam do szafy by wybrać jakieś ubrania.
Kiedy szukałam bluzki z flagą USA, poczułam ramiona oplatające moją talię oraz ciepły oddech na szyi. Nie zwracając na to uwagi wciąż szukałam bluzki i gdy ją znalazłam wzięłam jeszcze wyjęte wcześniej pozostałe części ubrania i ruszyłam do łazienki, jednak zostałam zatrzymana.
- Dlaczego się zamykasz? Chyba umówiliśmy się, że będziemy o wszystkim sobie mówić, tak? - zapytał brunet przyciągając mnie do siebie.
- Nie zamykam się – zaprzeczyłam. - Muszę się przebrać. To nic takiego...
- Okej – westchnął poddany i poluźnił uścisk. - Ale porozmawiamy o tym wieczorem. Zawieźć cię?
- Wiesz... może lepiej będzie jak się przejdę. Muszę mu wszystko delikatnie przekazać, bo nie chcę żeby był na mnie zły czy coś... Chciałabym się z nim przyjaźnić.
- Jeśli o mnie chodzi, to ja nie będę miał nic przeciwko jeśli nie będziecie się przyjaźnić – uśmiechnął się.
- Liam – jęknęłam. - Nie chcę znów tego przerabiać. Jestem mu dużo winna...
- Nie jesteś mu nic winna – przerwał mi.
- Jestem. Dzięki niemu wyszłam z wiesz czego – spojrzałam na niego spod rzęs.
- Wiem, ale już mu się wystarczająco odpłaciłaś. Przez około 3 miesiące byłaś jego i doskonale wiemy co robiliście. Aż na tyle nie zasłużył.
- Jesteś zazdrosny? - zakpiłam.
- No jasne, że tak! Chodziłaś ze mną 19 dni, to jest różnica i to bardzo duża.
- Ale teraz znów jestem z tobą – uśmiechnęłam się.
- I tym razem to potrwa dużo dłużej – cmoknął mnie w czoło.
- Zgadzam się z tym – przytuliłam się do Liama. - Muszę już iść się szykować – przygryzłam dolną wargę.
- Okej, idź – westchnął. - A i jeśli nie będzie chciał się z tobą przyjaźnić, to pamiętaj, że to jego strata i mi to nawet pasuje – oparł swoje czoło o moje nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Dobrze – przytaknęłam. - Przyjedziesz po mnie?
- Jasne, jak skończycie rozmawiać to do mnie zadzwoń – położył swoje usta na moich składając czuły pocałunek.
Po chwili odsunęliśmy się od siebie i udałam się do łazienki by się wyszykować.
O godzinie 15.30 byłam już gotowa, więc wyszłam z domu i ruszyłam w stronę Starbucksa, w którym się umówiłam z Alexem. Po półgodzinnym spacerze, dotarłam na miejsce, gdzie już czekał na mnie jak zawsze świetnie wyglądający brunet.
- Cześć – uśmiechnęłam się do niego.
- Hej – oddał uśmiech i chciał mnie pocałować w usta, ale się odwróciłam i wyszło na pocałunek w policzek. - Wszystko okej? - zmarszczył brwi.
- Powiedźmy... - mruknęłam. - Raczej nie będziesz szczęśliwy...
- Tak coś myślałem, że to nie będzie ciekawa rozmowa – odsunął mi krzesełko, na którym usiadłam i przysunął mnie do stolika. - Zrywasz ze mną? - to nie bardzo brzmiało jak pytanie.
- Może najpierw pogadamy, napijemy się czegoś – zaproponowałam, by złagodzić sytuację.
- Okej – westchnął. - Czego się napijesz?
- White Caffe Mocha – rzuciłam.
- Jak zawsze – mruknął i poszedł złożyć zamówienie, a ja zaczęłam zastanawiać się jak delikatnie to rozegrać.
Po dwóch minutach chłopak wrócił, postawił przede mną moje zamówienie i usiadł z powrotem na swoim miejscu wraz ze swoją kawą.
- Dzięki – podziękowałam na co kiwnął głową.
- Czyli... zrywasz ze mną? - zapytał wpatrując się we mnie.
- Czy to aż tak oczywiste? - przygryzłam wargę.
- Już mieliśmy kilka sytuacji, że musieliśmy „pogadać”, więc to było do przewidzenia, że kiedyś nadejdzie ten moment. Czyli, że tak? - zapytał by się upewnić.
- Alex – jęknęłam.
Nienawidzę gdy to robi. Udaje, że mu nie zależy, a wiem, że jest inaczej. Widzę to w jego oczach.
- Nie zaprzeczyłaś – stwierdził spoglądając na swój kubek z kawą. - Po prostu to powiedź.
- Tak – westchnęłam.
- Wiedziałem – posłał mi sztuczny uśmiech i zaczął się bawić nakładką od kubka. - Wybaczyłaś mu? - nie musiał wymawiać tego imienia. Doskonale wiem o kogo mu chodzi.
- Tak – stwierdziłam, że nie ma co go okłamywać, i tak by się dowiedział. - Nie będę cię okłamywać... myślę, że byłeś tak jakby moją opcją na zapomnienie... Przepraszam, że cię wykorzystałam... Ja... nie wiedziałam, że tak to się skończy.
- Wiem o tym. W sumie to nawet się cieszę, że to ja mogłem pomóc ci zapomnieć... chociaż w sumie się nie udało – posłał mi lekki uśmiech, który tym razem był szczery.
- Przepraszam... nie potrzebnie to wszystko zaczynałam. Naprawdę myślałam, że cię kocham – wyznałam.
- Ale tak nie jest. To jego kochasz... - przytaknęłam mu spuszczając wzrok. - Cóż... najważniejsze, że teraz jesteś szczęśliwa... bo jesteś, tak? - znów przytaknęłam. - Jest okej.
- Dlaczego tak dobrze to znosisz? - nie mogłam wytrzymać by o to nie zapytać.
- Bo wiem, że to dla ciebie trudne – zaśmiał się. - Wciąż mi się podobasz i nie będę ukrywał, że coś do ciebie czuję, ale jeśli taka jest twoja decyzja to nic na to nie poradzę.
- Przepraszam... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Przestań już przepraszać. Wiedziałem w co się pakuję od samego początku. Cały czas przygotowywałem się na tę chwilę, bo wiedziałem, że nadejdzie.
- To dlaczego w to wszedłeś? To nie ma sensu – zmarszczyłam brwi.
- Miałem cichą nadzieję, że może się uda... Poza tym nie żałuję. Świetnie się z tobą bawiłem... no może z wyjątkiem dzisiejszego dnia no i tego kiedy mnie zdradziłaś... - zmarszczył brwi, ale po chwili się zaśmiał. - Naprawdę nie żałuję, że ze sobą chodziliśmy. Było fajnie – uśmiechnął się całkowicie szczerze, a mi kamień spadł z serca.
- Ja też się dobrze bawiłam – oddałam uśmiech. - Więc... zostaniemy przyjaciółmi?
- Jasne, że tak, chociaż może nie tak od razu. Muszę się no wiesz... odzwyczaić – zachichotał uroczo, co mnie rozczuliło. - Okej, muszę zapytać – spoważniał. - Wróciliście do siebie, czy do tego dążycie?
- Skąd pomysł, że do niego wracam?
- Spójrzmy na to. Zerwałaś ze mną i powiedziałaś, że mu wybaczyłaś... zresztą to było wiadome, że się nie podda. Za bardzo mu na tobie zależy.
- Oficjalnie nie jesteśmy razem, ale...
- Nie oficjalnie tak – dokończył za mnie. - To nawet dobrze, że poczekałaś aż mnie rzucisz. Uznam to za chęć dobroci w moją stronę.
- Cieszę się, że nie jesteś na mnie zły – uśmiechnęłam się.
- Nie potrafiłbym się na ciebie złościć – powiedział w tym samym momencie, w którym przyszedł do mnie SMS oczywiście od Liama.
Od Liam <3:
Jak tam kochanie? Wszystko dobrze poszło? Strasznie za
tobą tęsknię. O której przyjechać? Kocham Cię xx”
Na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech, który nie uszedł uwadze mojego towarzysza.
- Liam? - zapytał mając na myśli nadawcę wiadomości.
- Tak – spojrzałam na niego. - Pyta się o której ma po mnie przyjechać.
- Stęsknił się? - zainteresował się.
- Tak i to bardzo – przewróciłam oczami, ale zachichotałam.
- To powiedź mu żeby już po ciebie przyjechał. Długo się nie widzieliście, więc powinniście spędzać razem jak najwięcej czasu.
- Nic mu się nie stanie jak poczeka jeszcze trochę...
- Powiedź mu. Ja i tak już muszę iść – wzruszył ramionami, na co jęknęłam i wybrałam numer Liama.
- Hej kotek – gdy tylko usłyszałam jego głos, uśmiechnęłam się.
- Hej. Przyjedziesz po mnie teraz? - przygryzłam wargę patrząc na Alexa, który tylko przytaknął.
- No jasne. Coś się stało? Jak ci poszło? - dopytywał na co jęknęłam wewnętrznie.
- Dobrze i nic się nie stało.
- Okej. Zaraz będę. Kocham cię.
- Dobrze, ja ciebie też – rozłączyłam się i znów spojrzałam na Alexa. - Zaraz przyjedzie.
- Okej, to poczekam z tobą na niego – uśmiechnął się, ale po chwili spoważniał. - Wiesz, że jeśli coś to zawsze możesz na mnie liczyć?
- Oczywiście – przytaknęłam.
- Jeśli znów coś odwali to zamiast zamykać się w sobie masz przyjść do mnie, okej? - zapytał brzmiąc bardzo poważnie, co mnie trochę zawstydziło, więc opuściłam głowę.
- Nie sądzę by Liam dopuścił by coś podobnego się stało. On także przez to cierpiał...
- Możliwe, ale i tak mi to obiecaj. Wolę mieć pewność, że znów nie zrobisz jakiejś głupoty.
- Dobra – westchnęłam. - Obiecuję, zadowolony?
- Nawet nie wiesz jak – posłał mi zawadiacki uśmiech na co zachichotałam.
Gdy chciałam coś odpowiedzieć, przeszkodził mi dźwięk klaksonu, więc spojrzałam przez okno i dostrzegłam, opierającego się o drzwi samochodu od strony kierowcy, Liama, który gdy tylko skrzyżował ze mną spojrzenia, uśmiechnął się.
- To do zobaczenia w szkole – Alex wstał od stołu co spowodowało, że zwróciłam na niego swój wzrok.
- Okej – uśmiechnęłam się i również wstałam. - Mogę cię przytulić? - zapytałam niepewnie.
- Jeśli Liam nie będzie miał nic przeciwko, to tak – uśmiechnął się i rozłożył ramiona, w których po chwili się znalazłam.
- Odrobina zazdrości mu nie zaszkodzi – zaśmiałam się mu w szyję i mocno objęłam.
- Ale mi może – mruknął i odsunął się ode mnie. - Lepiej już idź, bo zaraz tu przyjdzie i zrobi aferę.
- Okej – uśmiechnęłam się szeroko na jego komentarz, bo oboje wiemy, że właśnie tak by to wyglądało. - Cześć.
- Pa – pożegnał się, więc udałam się do drzwi, przy których od razu pojawił się Liam i otworzył mi drzwi.
- Dłużej się nie dało? - zapytał na wejściu gdy podążaliśmy do drzwi samochody od strony pasażera.
- Nie bądź zazdrosny – zaśmiałam się do niego i musnęłam jego wargi, gdy wsiadałam do auta.
- Już ci mówiłem, że mam takie prawo – mruknął i zamknął moje drzwi, po czym zajął miejsce kierowcy.
- A ja ci mówię, że nie masz o co – posłałam mu uśmiech.
- Więc jak poszło? - zmienił temat.
- Dobrze. Bałam się, że będzie gorzej, ale Alex mi wszystko ułatwił. Powiedział, że spodziewał się tego i podświadomie przygotowywał się na ten moment.
- Serio? Przynajmniej w tej sprawie się z nim zgadzam – rozpromienił się.
- W jakiej? - zapytałam skonsternowana.
- Że powinniśmy być razem – połączył nasze usta w krótkim pocałunku i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.


Hejka :)
Mamy kolejny rozdzialik. Przyznam, że planowałam dodać go tydzień temu w sobotę, ale niestety nie udało mi się go napisać, a w niedziele wyjechałam na ferie i w sumie też pisałam tylko gdy miałam chwilę wolną, ale w końcu się udało :)

Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad (czyt. zaznaczycie pod rozdziałem „czytam” i/lub dodacie komentarz).
Bardzo was proszę KOMENTUJCIE!! Wystarczy choćby kropka bym wiedziała, że ktoś to jeszcze czyta. Opowieść i tak już powoli dobiega końca, ale zostało jeszcze kilka rozdziałów i mam nadzieję, że wytrzymacie do końca.

Całuję i pozdrawiam xx

PS. Sorki za błędy jeśli są :P

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 54

Edit: 2 część rozdziału została dodana.
Zapraszam :)

Martyna

Dzisiejszy dzień zaczął się jak każdy inny. Obudziłam się w objęciach mojego ukochanego i seksownego chłopaka, co nigdy mi się nie znudzi. Muszę przyznać, że uzależniłam się od tego i gdyby coś uniemożliwiło mi to, załamałabym się... Może dlatego rozumiem co odczuwa Paula i Liam? Niby nie byli ze sobą tak długo jak ja z Harrym, ale byli do siebie bardzo przywiązani.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie jakiś ruch obok mnie, który był spowodowany nie przez kogo innego niż Harry.
- Cześć słońce – wymruczał mi do ucha, okrywając moją szyję ciepłym oddechem.
- Cześć śpiochu – odwróciłam się w jego stronę i złożyłam pocałunek na jego miękki malinowych ustach.
- Ja śpiochem? Zazwyczaj to ja budzę się pierwszy, coś się stało? - zapytał zmartwionym głosem.
- Wszystko w porządku, po prostu... martwię się o nich – przyznałam dobrze wiedząc, że będzie wiedział kogo mam na myśli.
Złapał moją brodę między palec wskazujący i kciuk, i obrócił moją głowę tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nie zadręczaj się, kotuś – pogłaskał mnie po policzku, podpierając się na łokciu drugiej ręki, żeby mieć na mnie lepszy widok. - Wszystko będzie dobrze. Dziś jest sylwester. Może nowy rok będzie dla nich nowym początkiem...
- Obyś miał rację – uśmiechnęłam się do niego, na co Harry przyłożył swoje usta do moich składając na nich pocałunek pełen miłości.
Wtuliłam się w pierś chłopaka dziękując Bogu za to, że trafiłam na tak cudownego mężczyznę jakim jest Harry i mimo że nie życzę tego innym, cieszę się, że to co przytrafiło się Pauli i Liamowi, nie przytrafiło się nam.
- Zastanawia mnie... - przerwałam ciszę, która wcale nie była niezręczna, a wręcz przeciwnie, przyjemna. - Co by było gdybyśmy byli na ich miejscu?
Harry wzmocnił uścisk, w którym mnie trzymał, jakby się bał, że mogę odejść. Może on też się nad tym zastanawiał?
- Nigdy bym do tego nie dopuścił. Za bardzo cię kocham, by cię stracić.
- Wiem, ale... Oni też tego nie chcieli... Co gdyby to były zdjęcia ze mną, a nie Paulą? Co gdybyś zrobił to co Liam? Gdybyśmy zerwali?
- Walczył bym do ostatniej chwili by cię odzyskać, chociaż pewnie nie musiałbym tego robić ponieważ nigdy cię nie zdradzę, nawet jeśli ty zrobisz to mi – zapewnił.
Podniosłam głowę i przyjrzałam się dokładnie jego twarzy, aż moje oczy natrafiły na zielone tęczówki.
- Ja też nigdy ci tego nie zrobię... Jesteś wszystkim czego pragnę – posłałam mu spojrzenie pełne miłości.
- Taa, nikt się ze mną nie równa. Jestem zajebisty w łóżku – zaśmiał się.
- Ty to zawsze potrafisz zniszczyć taki moment – skrzywiłam się.
- Zrobiłem to dla rozluźnienia atmosfery – wywrócił oczami i zaczął mnie głaskać uspokajająco po plecach. - Mamy szczęście, że to nie przytrafiło się nam i jestem przekonany, że gdyby teraz spotkało nas coś podobnego, bylibyśmy bardziej obiektywni co do wydarzeń i dalibyśmy radę jakoś to wszystko powstrzymać.
- Kocham Cię – ponownie spojrzałam w jego przepiękne tęczówki, w których się wręcz topiłam. - Jesteś moim ideałem.
- Ja też cię kocham – złożył namiętny pocałunek na moich ustach, a gdy się od siebie odsunęliśmy, zachichotał. - Bo czego można chcieć więcej? - nawiązał do moich wcześniejszych słów.
- No nie wiem... Może śniadania? - zapytałam i mimo protestów kędzierzawego wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
- Jeśli uważasz, że śniadanie jest lepsze ode mnie, to się grubo mylisz – usłyszałam jego słowa zza drzwi, na które zachichotałam.
- Nie jestem tego pewna – odkrzyknęłam, odkręcając wodę pod prysznicem.
- Mogę cię do tego przekonać – wyszeptał mi wprost i przygryzł mój płatek ucha.
Zapomniałam zamknąć drzwi... ale nie żałuję tego.

Reszta dnia zleciała wręcz spokojnie. Pomijając oczywiście zawzięte przygotowania do powitania Nowego Roku. Chłopaki kilkakrotnie próbowali mnie przekonać byśmy zamówili ekipę, która to dla nas zorganizuje, ale wybiłam im ten pomysł z głowy, bo nie ma nic fajniejszego niż spędzanie razem czasu na dekorowaniu domu. Po cichu miałam również nadzieję, że pozwoli to oderwać się Liamowi od jego myśli, które cały czas krążą mu po głowie.
- O czym znów myślisz? - Harry położył mi głowę na ramieniu i przyciągnął do swojej klatki piersiowej obejmując mnie w tali.
- A jak myślisz? - westchnęłam i splotłam moje palce z palcami Hazzy, które leżą na moim brzuchu. - Dziś jest gorzej niż dotychczas. Nawet gdy się dowiedział, że nie przyleciała, nie wyglądał tak.
- Może za bardzo to analizujesz? Wiesz, że jest przygnębiony...
- Tak, wiem – przerwałam mu, obracając się twarzą do niego. - Ale tylko mu się przyjrzyj. Nie widzisz tego? Coś jest nie tak.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- Planuję zadzwonić do Pauli i z nią pogadać, ale najpierw pogadam z nim – posłałam mojemu ukochanemu uśmiech.
- Jeśli to pozwoli ci się rozluźnić, to dobrze. W razie czego będę na tarasie – musnął moje usta.
- Dobrze – oddałam pocałunek i wyswobodziłam się z jego uścisku.
Poczekałam aż Harry się oddali i podeszłam do siedzącego na kanapie Liama.
- Jak tam? - zapytałam.
- O, hej – spojrzał na mnie i wymusił uśmiech. - Jak zawsze, a u ciebie?
- Liam... Dobrze wiesz, że nie jest „jak zawsze”.
- Wydaje ci się...
- Nie, nie wydaje mi się – przerwałam mu. - Nie jestem ślepa. Dziś jest dużo gorzej, a ja nie wiem dlaczego i to mnie dobija!
- Nie musisz się mną przejmować...
- Owszem, muszę. Jesteś moim przyjacielem i to, że widzę cię w takim stanie, nie jest fajne... Po prostu powiedz o co chodzi.
- A o co może chodzić? - westchnął poddany. - Wiadomo, że o Paule...
- Tego się domyśliłam od razu. Wiem, że jesteś smutny, bo jej tu nie ma, ale przecież ma wrócić pojutrze. Jestem pewna, że wtedy da ci wszystkie odpowiedzi na twoje pytania.
- Ty nic nie rozumiesz... Ona miała mi dać odpowiedź do końca tego roku.
- Może i tak, ale sytuacja się zmieniła. Ona też ma życie, Liam. Poza tym dobrze wiesz, że to nie zależne od niej.
- Wiem, ale... ja tak dłużej nie mogę. Zresztą i tak już postanowiłem, że jeśli nie powie mi co z nami do końca roku, to... wszystko się zmieni.
- Jesteś przewrażliwiony. Nie ma jej tu i już nie zdąży przylecieć. Wszystko będzie dobrze, tylko musisz poczekać... - starałam się mu to jakoś jasno zobrazować, ale... chyba się nie da.
- Nie! - Liam podniósł głos. - Jeśli do północy nie da mi odpowiedzi, z nami koniec... na zawsze – uciął i wyszedł z salonu zapewne udając się do swojego pokoju.
Przez chwilę rozmyślałam co miał na myśli mówiąc, że to już będzie koniec, aż to do mnie dotarło. Szybko zaczęłam szukać telefonu, lecz nigdzie nie mogłam go znaleźć. Pobiegłam na taras, gdzie powinien być Harry. W tej chwili liczy się każda minuta, a nawet sekunda.
- Harry! - krzyknęłam. - Widziałeś mój telefon? - panikowałam.
- Chyba jest w naszym pokoju, coś się stało? - zapytał zmieszany.
Nie odpowiedziałam mu, tylko pobiegłam na górę do naszego pokoju. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam? Kiedy znalazłam się w pokoju zaczęłam się wszędzie rozglądać za białym urządzeniem oraz przekopywać się przez stosy rzeczy, aż w końcu znalazłam go na stoliku nocnym. Szybko wybrałam numer Pauli i czekałam aż odbierze. Pierwszy sygnał... Drugi... Trzeci... Czwarty... Poczta głosowa. Rozłączyłam się i ponownie wybrałam jej numer. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... i gdy już miałam się rozłączyć, ktoś odebrał połączenie.

Paula

To mój żywioł. Jestem w centrum uwagi, na przyjęciu, w pięknej czarnej sukience, w której prezentuję się naprawdę ślicznie... no przynajmniej ja tak myślę. Sukienka idealnie podkreśla moją figurę, która w tym wydaniu, o dziwo, wygląda szczupło, dodatkowo moje włosy miękko opadają falami na moje ramiona. Ale koniec o ubraniach i moim wyglądzie. Mimo że tak jak mówiłam to mój żywioł, nie czuję się tak. Chciałabym być teraz w Londynie ze znajomymi, ale nie mogę nic zrobić. Moja mama strasznie się napracowała by ściągnąć tu tych wszystkich projektantów oraz by to zorganizować. Wiszę więc jej przynajmniej to.
- Kochanie, jak ci się podoba? - zagadnęła mnie mama. W końcu oderwała się od jakiś ludzi, z którymi rozmawiała.
- Jest cudownie, dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś – przytuliłam ją lekko oraz ucałowałam jej policzek.
Przyznam, że trochę za nią tęskniłam podczas mojego pobytu w Anglii. Tak w sumie, to jest to nasza pierwsza rozmowa odkąd Julka wróciła do Londynu. Mama przez cały czas pracowała nad tym przyjęciem i praktycznie jej nie widywałam, więc to, że jej teraz dziękuję jest chyba całkowicie jasne.
- Och skarbie, dla ciebie wszystko – oddała uścisk. - Wiesz, rozmawiałam z pewnym znanym projektantem i bardzo mu się spodobałaś, ale na razie nie powiem ci kto to. Prezentujesz się bardzo dobrze, więc rób tak dalej.
- Oczywiście mamo – uśmiechnęłam się. - Dlaczego nie możesz mi powiedzieć, kto to jest?
- Nie chcę ci robić nadziei... Chociaż to raczej pewne, że da ci kontrakt. To będzie niespodzianka – posłała mi uśmiech.
- No dobrze – westchnęłam.
Poczułam, że mój telefon dzwoni. Dyskretnie zerknęłam do torebki i gdy zobaczyłam, że to Martyna, chciałam odebrać, ale matka mnie zatrzymała.
- Nie odbieraj. Na pewno to nic ważnego i może poczekać. Jesteś teraz zajęta.
- Ale...
- Żadnego „ale” - przerwała mi mama.
Westchnęłam rozdrażniona i poczułam, że telefon przestał dzwonić. Po chwili znów się rozdzwonił i już wiedziałam, że Martyna tak łatwo nie odpuści.
- To pilne, muszę odebrać – posłałam jej poirytowane spojrzenie.
- Dobrze, ale idź gdzieś żeby cię nikt nie widział. Pośpiesz się.
Szybko jej podziękowałam i udałam do holu, którym można dotrzeć do toalet. Pośpiesznie wyciągnęłam telefon i w ostatniej chwili odebrałam.
- Halo? Martyna?
- Paula! Całe szczęście, że odebrałaś – westchnęła z ulgą.
- Martyna? Coś się stało? Nie bardzo mogę rozmawiać, bo jestem już na przyjęciu, więc...
- Wiem, że jesteś zajęta, ale to bardzo ważne – przerwała mi.
- W takim razie, o co chodzi? - zmieszałam się lekko.
- Chodzi o Liama i o... - zaczęła, ale jej przerwałam. Nie chcę o nim znów słuchać.
- Martyna, proszę cię, przynajmniej nie ty... Wiem, że Liam jest w kiepskim stanie, bo chłopaki prawie cały czas do mnie wydzwaniają, ale nic teraz na to nie poradzę. Po prostu... możemy porozmawiać o tym jutro? Jestem trochę... zajęta.
- To nie to o czym myślisz – westchnęła rozdrażniona. - Posłuchaj mnie do końca, okej? - zapytała zniecierpliwiona.
- Dobrze, tylko szybko – jęknęłam. Może jakoś uda mi się to wytrzymać.
- Rozmawiałam z Liamem, bo jest dziś wyjątkowo w kiepskim humorze i... powiedział, że jeżeli do północy nie dasz mu odpowiedzi na pytanie, co z wami dalej... to będzie koniec.
- Czekaj. Jak to do północy, przecież nie mogę tam się teraz pojawić...
- To akurat twój najmniejszy problem! - znów mi przerwała. - Jeśli nie dasz mu tej odpowiedzi do północy, możesz się pożegnać z nim na zawsze.
- Mówił mi coś o tym, ale... - w tej chwili to do mnie dotarło. - O mój Boże! Li faktycznie coś wspominał o końcu roku... Ale przecież... Co ja mam teraz zrobić?! - zaczęłam panikować.
- Nie mam pojęcia! Zadzwoń do niego i powiedź mu co zadecydowa...
- Ale ja jeszcze nic nie postanowiłam! - tym razem ja jej przerwałam. - Tyle się działo, że nawet nie miałam szansy tego przemyśleć... Ja... nie chcę go stracić... - przynajmniej nie na zawsze, a właśnie to miał na myśli.
- Więc daj wam szansę! Masz jeszcze niecałe 4 godziny, by się nad tym zastanowić i zadzwonić do niego – czy ona oszalała? To nie jest rozmowa na telefon!
- Nie mogę mu tego powiedzieć przez telefon! Powinniśmy to obgadać twarzą w twarz, ale nie uda mi się teraz przylecieć... - i już wiedziałam co mam zrobić. - Martyna, muszę kończyć.
- Dobrze... ale proszę cię, zrób z tym coś. Od tego zależy wasza znajomość...
- Tak, wiem. Mam pewien pomysł. Trzymaj kciuki, że się uda i... może niedługo się zobaczymy. Tylko nic...
- Mam mu nic nie mówić, jasne – wpadła mi w słowo, doskonale wiedząc co mam na myśli.
- Dziękuję. Jeśli mi się nie uda... przekonaj go by poczekał.
- Oczywiście. Powodzenia – pożegnała się, a ja się rozłączyłam.
Od razu wybrałam numer na infolinie. Nie mogę tego tak zostawić, mimo że nawet nie wiem jaka jest moja decyzja.
- Tu infolinia, w czym mogę pomóc?
- Proszę mnie połączyć z lotniskiem w Warszawie.
- Już łączę, proszę poczekać – usłyszałam w tym samym czasie, w którym podeszła do mnie matka.
- Co tak długo? Zbladłaś, wszystko w porządku? - dopytywała.
Zakryłam ręką głośnik i przytaknęłam.
- Wszystko dobrze. Muszę teraz lecieć do Londynu.
- Co?! Nie możesz! Polecisz jutro...
- Nie! Muszę teraz, przepraszam. Dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś, ale naprawdę muszę iść. Zadzwonię później – odeszłam od niej w tym samym czasie, w którym usłyszałam przywitanie po drugiej stronie słuchawki.
- Proszę o zabukowanie biletu na najbliższy lot do Anglii...


Północ zbliżała się nieubłaganie. Kiedy taksówka zatrzymała się pod willą One Direction, zostały 2 minuty. Zostawiłam należność taksówkarzowi z wysokim napiwkiem za pośpiech i wybiegłam z taksówki. Szybko udałam się do domu. Całe szczęście, że drzwi były otwarte, to oznacza, że są w domu. Weszłam na korytarz i zrzuciłam z siebie płaszcz, nie interesując się butami i weszłam go salonu, który okazał się pusty. Jako kolejny cel obrałam kuchnię oraz jadalnię. Gdy nikogo nie znalazłam w domu, dotarło do mnie, że mogą być na tarasie. Do północy zostało 10 sekund, więc ruszyłam biegiem w stronę szklanych drzwi prowadzących na taras.

Liam

Kiedy zostały 2 minuty do północy, straciłem wszelkie nadzieje. Paula ani nie przyjechała, ani nie zadzwoniła. Chociaż druga opcja jest wykluczona, ponieważ odkąd wróciłem ze świąt do domu, mój telefon leżał wyłączony w szufladzie w szafce nocnej. Mogłem go włączyć ze względu na Nią, ale stwierdziłem, że raczej będzie chciała o tym porozmawiać twarzą w twarz.
Zaczęło się odliczanie do północy. Przez dosłownie chwilę zacząłem rozważać czy by może nie poczekać jeszcze jednego dnia, lecz moje myśli rozproszyły się gdy gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
- Liam! - usłyszałem najcudowniejszy głos na świecie.
Bez wahania, odwróciłem się w stronę domu, a czas zwolnił. Ujrzałem mojego aniołka, który podążał w moją stronę, ubrany w prześliczną czarną sukienkę, która idealnie opinała jej talię oraz podkreślającą jej wszystkie atuty, a włosy opadały na ramiona delikatnymi falami. Ale to teraz nie istotne. Ważne, że tu jest. Dziewczyna szybko ruszyła w moją stronę podczas gdy nasi znajomi kończyli odliczanie do północy jakby jej nie zauważyli. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc czekałem aż brunetka zrobi pierwszy ruch. W chwili, w której wybiła równo północ, Paula połączyła swoje usta z moimi. Bez wahania oddałem jej pocałunek, który był pełen niewypowiedzianych uczuć oraz przepełniony tęsknotą. Dziewczyna zarzuciła mi ręce na szyję, splatając je na karku, na co ja odpowiedziałem obejmując ją w tali i przyciągając jeszcze bardziej do siebie. Brunetka wplotła swoje palce w moje włosy, a ja korzystając z okazji, pogłębiłem pocałunek jeszcze bardziej. Po kilku chwilach odsunęliśmy się od siebie z powodu braku powietrza. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy. Paula przygryzła dolną wargę, co pokazywało, że jest zdenerwowana, więc postanowiłem przejąć stery.
- Czy to oznacza, że dasz nam jeszcze jedną szansę? - zapytałem z nadzieją, której nawet nie próbowałem ukryć.
- Wyrwałam się z przyjęcia zrobionego specjalnie dla mnie, przyleciałam tu aż z Polski, a ty się jeszcze pytasz, czy do ciebie wrócę? - zapytała zaskoczona. Spojrzałem na nią zdezorientowany, na co tylko się zaśmiała i chwyciła moje policzki w swoje dłonie. - Jasne, że tak.
Gdy tylko te słowa wyszły z jej ust, również objąłem jej policzki dłońmi i tym razem to ja połączyłem nasze wargi w pocałunku. W tym momencie byłem tak szczęśliwy, że aż całkowicie zapomniałem, że nie jesteśmy tu sami i pogłębiłem pocałunek najbardziej jak się dało. Paula od razu oddała pocałunek z identyczną pasją. Gdyby to było możliwe, już nigdy byśmy nie przerwali, ale... niestety tak nie jest.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem – westchnąłem opierając czoło o jej.
- Ja także tęskniłam – musnęła lekko moje usta.
- Przepraszam, że musiałaś przeze mnie urywać się z tego przyjęcia... - skrzywiłem się odsuwając się lekko.
- Nic się nie stało – posłała mi pocieszający uśmiech. - Moja mama mówiła, że i tak mam już załatwiony jakiś kontrakt, więc to, że bym tam została, nic by nie zmieniło.
- Kamień z serca – również się uśmiechnąłem. - Ale i tak przepraszam, że musiałaś tłuc się tutaj samolotem...
- Już przestań – przyłożyła mi palec wskazujący do ust, by mnie uciszyć. - Ciesze się, że to zrobiłam. W sumie, to pewnie gdybym nie pędziła tu, nie podjęłabym decyzji... chociaż podjęłam ją z chwilą gdy cię zobaczyłam.
- Myślę, że nawet gdybyś się nie zgodziła, to i tak bym cię sobie nie odpuścił, nie wytrzymałbym.
- Czyli co? Jeszcze mogę zmienić zdanie?
- Nie! - zaprzeczyłem gwałtownie, mimo że wiedziałem, że tylko żartowała.
- Okej, okej – uniosła ręce w geście poddania. - Ale wiesz, że i tak będziemy musieli obgadać wszystko? Nie chcę znów cierpieć...
- Przysięgam, że nie będziesz, a już na pewno nie przeze mnie – przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
Paula wtuliła się w moją klatę i również mnie objęła. Zmieniam zdanie. To w TEJ chwili jestem najszczęśliwszy. Trzymam w rękach najważniejszy dla mnie skarb na całym świecie i nigdy, ale to nigdy nie mam zamiaru go wypuścić.
- Nie chcemy przerywać momentu, ale my też się stęskniliśmy za Paulą – wtrącił się Niall, na co posłałem mu wrogie spojrzenie. Paula dopiero co wróciła i na dodatek znów jest moja po tak długim czasie czekania, a oni chcą już mi ją odebrać? Nie. Ma. Mowy.
- No dobra, chcieliśmy wam przerwać i wciąż chcemy – odezwał się Louis całkowicie rozbawiony. - Podziel się nią z nami. Nacieszysz się nią w nocy.
Paula zachichotała w moją klatkę i delikatnie zaczęła się ode mnie odsuwać. Jęknąłem niezadowolony, ale również ją wypuściłem z uścisku. Nie chcę być zaborczy czy coś... ale naprawdę za nią tęskniłem, więc by mieć z nią jakikolwiek kontakt, objąłem ją w tali ramieniem.
- Naprawdę się za mną stęskniliście? - zapytała zmieszana.
- No jasne, że tak! Nie widzieliśmy cię od tygodnia – stwierdził Zayn.
- Zdążyliśmy się już do ciebie przyzwyczaić – dodał Harry.
- No ja cię nie widziałam przez 3 dni, ale niech będzie – westchnęła Julka. - Co tam u mamy?
- Oj, założę się, że jest teraz na mnie nieźle wkurzona. W końcu wybiegłam od tak z przyjęcia. Pewnie wymyśla jakieś powody mojej nieobecności lub załatwia mi kontrakt.
- Przepraszam – wyszeptałem jej do ucha, za co zostałem zdzielony w ramię.
- Mówiłam ci coś o tym – posłała mi groźne spojrzenie.
- Już sobie nagrabiłeś? - zakpił Zayn.
- Stary, dopiero co przyleciała, daj jej odpocząć. Później będziesz mógł się z nią zabawić – roześmiał się Louis, na co tylko pokręciłem głową, a chłopak dostał kuksańca w bok od Eleanor oraz po ramieniu od Pauli.
- To wcale nie jest śmieszne – warknęła Paula. - Nie o to chodzi. Liam jest po prostu idiotą.
- Nie jestem – mocniej ją do siebie przyciągnąłem. - Mówię prawdę, a ty mi nie wierzysz.
- Już się kłócicie? - wtrąciła się Martyna. - O co chodzi?
- To nie istotne. Musimy o tym pogadać – stwierdziła moja ukochana brunetka.
- Więc... jesteście razem? - zapytała Julka z nadzieją?
- Tak – przytaknąłem.
- Nie – zaprzeczyła w tym samym czasie Paula.
Jak tylko dotarły do mnie jej słowa, spojrzałem na nią skonsternowany.
- Jak to „nie”? - podkreśliłem ostatnie słowo. - Myślałem, że...
- Liam, mówiłam ci, że musimy jeszcze o tym pogadać – skrzywiła się.
- No tak, ale myślałem, że to, że jesteśmy już razem jest jasne – oburzyłem się.
Paula jedynie jęknęła i odciągnęła mnie z dala od naszych znajomych.
- To nie tak jak myślisz... - zaczęła, ale jej przerwałem.
- A jak? Znów robisz mi nadzieję, a później wszystko niszczysz – spojrzałem na nią niezadowolony.
- Nie! - zaprzeczyła gwałtownie i chwyciła mnie za rękę. - Chce znów z tobą być, ale oficjalnie nie możemy być teraz razem...
- Dlaczego? - zmarszczyłem brwi. Nie rozumiem z tego ani słowa.
- Słuchaj, ty masz dziewczynę, a ja chłopaka. Dopóki z nimi nie zerwiemy, nie możemy być oficjalnie razem, nie jestem taka.
- Masz rację, tyle, że Aurore nie jest moją dziewczyną. Nigdy nie była – wzruszyłem ramionami, a ulga rozlała się po moim całym ciele.
- Ona chyba myśli inaczej... - skrzywiła się, a ja się zaśmiałem.
- Okej, daj mi na chwilę telefon – dziewczyna zawahała się, ale podała mi urządzenie. - Masz numer Aurore?
- Tak, ale co ty... - uciszyłem ją wybierając numer Aurore.
- Halo? Paula?
- Hej Aurore, tu Liam, słuchaj, myślę, że musimy zakończyć naszą znajomość.
- Zrywasz ze mną? - zapytała zaskoczona, no proszę was.
- Nawet nie byliśmy razem. Po prostu kocham kogoś innego, sorki.
- Jesteś okropny – rzuciła i się rozłączyła.
- Sprawa załatwiona – stwierdziłem i zacząłem przeglądać kontakty brązowookiej w poszukiwaniu pewnej osoby.
- To było trochę chamskie.
- Przeżyje. Zostało jeszcze tylko jedno – wcisnąłem numer do odpowiedniej osoby, która od razu odebrała.
- Paula? - usłyszałem głos Alexa.
- Nie, Liam. Słuchaj Paula chce z tobą ze... - nie zdążyłem odebrać, dziewczyna zabrała mi telefon i posłała groźne spojrzenie. Założę się, że gdyby spojrzenie mogło zabić, już bym nie żył.
- Alex? Hej – Paula odwróciła się do mnie plecami i kontynuowała rozmowę z chłopakiem. - Przepraszam za Liama, jest pijany – serio? Pijany? Nic lepszego nie mogła wymyślić? - Tak... Możemy się jutro spotkać? Musimy porozmawiać... Okej, to jutro w Starbucksie o 16?.. Tak, tam gdzie zawsze... Okej, pa – rozłączyła się. - Co to było? - odwróciła się do mnie.
- A to, to co? Miałaś z nim zerwać, a nie umówić! - podniosłem głos.
- Zerwę z nim, jutro. Alex zasłużył na coś więcej niż zerwanie przez telefon. Byliśmy wcześniej przyjaciółmi...
- Niech ci będzie, nie chcę się kłócić, ale masz to jutro załatwić – objąłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie.
- Dobrze – uśmiechnęła się.
- Ale to, że oficjalnie nie jesteśmy razem, nie oznacza, że nie mogę cię całować, przytulać i tak dalej? - zapytałem z cwaniackim uśmieszkiem.
- Tak, możesz to robić – wywróciła oczami i uroczo zachichotała.
- Kocham cię – musnąłem jej wargi swoimi.
- Ja też cię kocham – wtuliła się we mnie, a ja już wiedziałem, że będzie dobrze.


Hej :)
No i mamy już cały 54 rozdział. Chciałam wam powiedzieć, że to jeszcze nie koniec opowiadania, ale zbliżamy się do niego coraz większymi krokami. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca tej historii.
UWAGA! Pod postem pojawiło się coś takiego jak „Reakcja: Czytam”. Bardzo was proszę, żebyście to zaznaczyli, nawet jeśli nie skomentujecie bloga. W ten sposób będę mogła stwierdzić ile osób wciąż tu jest.
Proszę też o KOMENTARZE i... do zobaczenia mam nadzieję niedługo.
Całuski xx


PS. Zaznaczcie przynajmniej, że czytacie, to dla mnie bardzo ważne. Sorki za błędy jeśli jakieś są.