środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 54

Edit: 2 część rozdziału została dodana.
Zapraszam :)

Martyna

Dzisiejszy dzień zaczął się jak każdy inny. Obudziłam się w objęciach mojego ukochanego i seksownego chłopaka, co nigdy mi się nie znudzi. Muszę przyznać, że uzależniłam się od tego i gdyby coś uniemożliwiło mi to, załamałabym się... Może dlatego rozumiem co odczuwa Paula i Liam? Niby nie byli ze sobą tak długo jak ja z Harrym, ale byli do siebie bardzo przywiązani.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie jakiś ruch obok mnie, który był spowodowany nie przez kogo innego niż Harry.
- Cześć słońce – wymruczał mi do ucha, okrywając moją szyję ciepłym oddechem.
- Cześć śpiochu – odwróciłam się w jego stronę i złożyłam pocałunek na jego miękki malinowych ustach.
- Ja śpiochem? Zazwyczaj to ja budzę się pierwszy, coś się stało? - zapytał zmartwionym głosem.
- Wszystko w porządku, po prostu... martwię się o nich – przyznałam dobrze wiedząc, że będzie wiedział kogo mam na myśli.
Złapał moją brodę między palec wskazujący i kciuk, i obrócił moją głowę tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nie zadręczaj się, kotuś – pogłaskał mnie po policzku, podpierając się na łokciu drugiej ręki, żeby mieć na mnie lepszy widok. - Wszystko będzie dobrze. Dziś jest sylwester. Może nowy rok będzie dla nich nowym początkiem...
- Obyś miał rację – uśmiechnęłam się do niego, na co Harry przyłożył swoje usta do moich składając na nich pocałunek pełen miłości.
Wtuliłam się w pierś chłopaka dziękując Bogu za to, że trafiłam na tak cudownego mężczyznę jakim jest Harry i mimo że nie życzę tego innym, cieszę się, że to co przytrafiło się Pauli i Liamowi, nie przytrafiło się nam.
- Zastanawia mnie... - przerwałam ciszę, która wcale nie była niezręczna, a wręcz przeciwnie, przyjemna. - Co by było gdybyśmy byli na ich miejscu?
Harry wzmocnił uścisk, w którym mnie trzymał, jakby się bał, że mogę odejść. Może on też się nad tym zastanawiał?
- Nigdy bym do tego nie dopuścił. Za bardzo cię kocham, by cię stracić.
- Wiem, ale... Oni też tego nie chcieli... Co gdyby to były zdjęcia ze mną, a nie Paulą? Co gdybyś zrobił to co Liam? Gdybyśmy zerwali?
- Walczył bym do ostatniej chwili by cię odzyskać, chociaż pewnie nie musiałbym tego robić ponieważ nigdy cię nie zdradzę, nawet jeśli ty zrobisz to mi – zapewnił.
Podniosłam głowę i przyjrzałam się dokładnie jego twarzy, aż moje oczy natrafiły na zielone tęczówki.
- Ja też nigdy ci tego nie zrobię... Jesteś wszystkim czego pragnę – posłałam mu spojrzenie pełne miłości.
- Taa, nikt się ze mną nie równa. Jestem zajebisty w łóżku – zaśmiał się.
- Ty to zawsze potrafisz zniszczyć taki moment – skrzywiłam się.
- Zrobiłem to dla rozluźnienia atmosfery – wywrócił oczami i zaczął mnie głaskać uspokajająco po plecach. - Mamy szczęście, że to nie przytrafiło się nam i jestem przekonany, że gdyby teraz spotkało nas coś podobnego, bylibyśmy bardziej obiektywni co do wydarzeń i dalibyśmy radę jakoś to wszystko powstrzymać.
- Kocham Cię – ponownie spojrzałam w jego przepiękne tęczówki, w których się wręcz topiłam. - Jesteś moim ideałem.
- Ja też cię kocham – złożył namiętny pocałunek na moich ustach, a gdy się od siebie odsunęliśmy, zachichotał. - Bo czego można chcieć więcej? - nawiązał do moich wcześniejszych słów.
- No nie wiem... Może śniadania? - zapytałam i mimo protestów kędzierzawego wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
- Jeśli uważasz, że śniadanie jest lepsze ode mnie, to się grubo mylisz – usłyszałam jego słowa zza drzwi, na które zachichotałam.
- Nie jestem tego pewna – odkrzyknęłam, odkręcając wodę pod prysznicem.
- Mogę cię do tego przekonać – wyszeptał mi wprost i przygryzł mój płatek ucha.
Zapomniałam zamknąć drzwi... ale nie żałuję tego.

Reszta dnia zleciała wręcz spokojnie. Pomijając oczywiście zawzięte przygotowania do powitania Nowego Roku. Chłopaki kilkakrotnie próbowali mnie przekonać byśmy zamówili ekipę, która to dla nas zorganizuje, ale wybiłam im ten pomysł z głowy, bo nie ma nic fajniejszego niż spędzanie razem czasu na dekorowaniu domu. Po cichu miałam również nadzieję, że pozwoli to oderwać się Liamowi od jego myśli, które cały czas krążą mu po głowie.
- O czym znów myślisz? - Harry położył mi głowę na ramieniu i przyciągnął do swojej klatki piersiowej obejmując mnie w tali.
- A jak myślisz? - westchnęłam i splotłam moje palce z palcami Hazzy, które leżą na moim brzuchu. - Dziś jest gorzej niż dotychczas. Nawet gdy się dowiedział, że nie przyleciała, nie wyglądał tak.
- Może za bardzo to analizujesz? Wiesz, że jest przygnębiony...
- Tak, wiem – przerwałam mu, obracając się twarzą do niego. - Ale tylko mu się przyjrzyj. Nie widzisz tego? Coś jest nie tak.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- Planuję zadzwonić do Pauli i z nią pogadać, ale najpierw pogadam z nim – posłałam mojemu ukochanemu uśmiech.
- Jeśli to pozwoli ci się rozluźnić, to dobrze. W razie czego będę na tarasie – musnął moje usta.
- Dobrze – oddałam pocałunek i wyswobodziłam się z jego uścisku.
Poczekałam aż Harry się oddali i podeszłam do siedzącego na kanapie Liama.
- Jak tam? - zapytałam.
- O, hej – spojrzał na mnie i wymusił uśmiech. - Jak zawsze, a u ciebie?
- Liam... Dobrze wiesz, że nie jest „jak zawsze”.
- Wydaje ci się...
- Nie, nie wydaje mi się – przerwałam mu. - Nie jestem ślepa. Dziś jest dużo gorzej, a ja nie wiem dlaczego i to mnie dobija!
- Nie musisz się mną przejmować...
- Owszem, muszę. Jesteś moim przyjacielem i to, że widzę cię w takim stanie, nie jest fajne... Po prostu powiedz o co chodzi.
- A o co może chodzić? - westchnął poddany. - Wiadomo, że o Paule...
- Tego się domyśliłam od razu. Wiem, że jesteś smutny, bo jej tu nie ma, ale przecież ma wrócić pojutrze. Jestem pewna, że wtedy da ci wszystkie odpowiedzi na twoje pytania.
- Ty nic nie rozumiesz... Ona miała mi dać odpowiedź do końca tego roku.
- Może i tak, ale sytuacja się zmieniła. Ona też ma życie, Liam. Poza tym dobrze wiesz, że to nie zależne od niej.
- Wiem, ale... ja tak dłużej nie mogę. Zresztą i tak już postanowiłem, że jeśli nie powie mi co z nami do końca roku, to... wszystko się zmieni.
- Jesteś przewrażliwiony. Nie ma jej tu i już nie zdąży przylecieć. Wszystko będzie dobrze, tylko musisz poczekać... - starałam się mu to jakoś jasno zobrazować, ale... chyba się nie da.
- Nie! - Liam podniósł głos. - Jeśli do północy nie da mi odpowiedzi, z nami koniec... na zawsze – uciął i wyszedł z salonu zapewne udając się do swojego pokoju.
Przez chwilę rozmyślałam co miał na myśli mówiąc, że to już będzie koniec, aż to do mnie dotarło. Szybko zaczęłam szukać telefonu, lecz nigdzie nie mogłam go znaleźć. Pobiegłam na taras, gdzie powinien być Harry. W tej chwili liczy się każda minuta, a nawet sekunda.
- Harry! - krzyknęłam. - Widziałeś mój telefon? - panikowałam.
- Chyba jest w naszym pokoju, coś się stało? - zapytał zmieszany.
Nie odpowiedziałam mu, tylko pobiegłam na górę do naszego pokoju. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam? Kiedy znalazłam się w pokoju zaczęłam się wszędzie rozglądać za białym urządzeniem oraz przekopywać się przez stosy rzeczy, aż w końcu znalazłam go na stoliku nocnym. Szybko wybrałam numer Pauli i czekałam aż odbierze. Pierwszy sygnał... Drugi... Trzeci... Czwarty... Poczta głosowa. Rozłączyłam się i ponownie wybrałam jej numer. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... i gdy już miałam się rozłączyć, ktoś odebrał połączenie.

Paula

To mój żywioł. Jestem w centrum uwagi, na przyjęciu, w pięknej czarnej sukience, w której prezentuję się naprawdę ślicznie... no przynajmniej ja tak myślę. Sukienka idealnie podkreśla moją figurę, która w tym wydaniu, o dziwo, wygląda szczupło, dodatkowo moje włosy miękko opadają falami na moje ramiona. Ale koniec o ubraniach i moim wyglądzie. Mimo że tak jak mówiłam to mój żywioł, nie czuję się tak. Chciałabym być teraz w Londynie ze znajomymi, ale nie mogę nic zrobić. Moja mama strasznie się napracowała by ściągnąć tu tych wszystkich projektantów oraz by to zorganizować. Wiszę więc jej przynajmniej to.
- Kochanie, jak ci się podoba? - zagadnęła mnie mama. W końcu oderwała się od jakiś ludzi, z którymi rozmawiała.
- Jest cudownie, dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś – przytuliłam ją lekko oraz ucałowałam jej policzek.
Przyznam, że trochę za nią tęskniłam podczas mojego pobytu w Anglii. Tak w sumie, to jest to nasza pierwsza rozmowa odkąd Julka wróciła do Londynu. Mama przez cały czas pracowała nad tym przyjęciem i praktycznie jej nie widywałam, więc to, że jej teraz dziękuję jest chyba całkowicie jasne.
- Och skarbie, dla ciebie wszystko – oddała uścisk. - Wiesz, rozmawiałam z pewnym znanym projektantem i bardzo mu się spodobałaś, ale na razie nie powiem ci kto to. Prezentujesz się bardzo dobrze, więc rób tak dalej.
- Oczywiście mamo – uśmiechnęłam się. - Dlaczego nie możesz mi powiedzieć, kto to jest?
- Nie chcę ci robić nadziei... Chociaż to raczej pewne, że da ci kontrakt. To będzie niespodzianka – posłała mi uśmiech.
- No dobrze – westchnęłam.
Poczułam, że mój telefon dzwoni. Dyskretnie zerknęłam do torebki i gdy zobaczyłam, że to Martyna, chciałam odebrać, ale matka mnie zatrzymała.
- Nie odbieraj. Na pewno to nic ważnego i może poczekać. Jesteś teraz zajęta.
- Ale...
- Żadnego „ale” - przerwała mi mama.
Westchnęłam rozdrażniona i poczułam, że telefon przestał dzwonić. Po chwili znów się rozdzwonił i już wiedziałam, że Martyna tak łatwo nie odpuści.
- To pilne, muszę odebrać – posłałam jej poirytowane spojrzenie.
- Dobrze, ale idź gdzieś żeby cię nikt nie widział. Pośpiesz się.
Szybko jej podziękowałam i udałam do holu, którym można dotrzeć do toalet. Pośpiesznie wyciągnęłam telefon i w ostatniej chwili odebrałam.
- Halo? Martyna?
- Paula! Całe szczęście, że odebrałaś – westchnęła z ulgą.
- Martyna? Coś się stało? Nie bardzo mogę rozmawiać, bo jestem już na przyjęciu, więc...
- Wiem, że jesteś zajęta, ale to bardzo ważne – przerwała mi.
- W takim razie, o co chodzi? - zmieszałam się lekko.
- Chodzi o Liama i o... - zaczęła, ale jej przerwałam. Nie chcę o nim znów słuchać.
- Martyna, proszę cię, przynajmniej nie ty... Wiem, że Liam jest w kiepskim stanie, bo chłopaki prawie cały czas do mnie wydzwaniają, ale nic teraz na to nie poradzę. Po prostu... możemy porozmawiać o tym jutro? Jestem trochę... zajęta.
- To nie to o czym myślisz – westchnęła rozdrażniona. - Posłuchaj mnie do końca, okej? - zapytała zniecierpliwiona.
- Dobrze, tylko szybko – jęknęłam. Może jakoś uda mi się to wytrzymać.
- Rozmawiałam z Liamem, bo jest dziś wyjątkowo w kiepskim humorze i... powiedział, że jeżeli do północy nie dasz mu odpowiedzi na pytanie, co z wami dalej... to będzie koniec.
- Czekaj. Jak to do północy, przecież nie mogę tam się teraz pojawić...
- To akurat twój najmniejszy problem! - znów mi przerwała. - Jeśli nie dasz mu tej odpowiedzi do północy, możesz się pożegnać z nim na zawsze.
- Mówił mi coś o tym, ale... - w tej chwili to do mnie dotarło. - O mój Boże! Li faktycznie coś wspominał o końcu roku... Ale przecież... Co ja mam teraz zrobić?! - zaczęłam panikować.
- Nie mam pojęcia! Zadzwoń do niego i powiedź mu co zadecydowa...
- Ale ja jeszcze nic nie postanowiłam! - tym razem ja jej przerwałam. - Tyle się działo, że nawet nie miałam szansy tego przemyśleć... Ja... nie chcę go stracić... - przynajmniej nie na zawsze, a właśnie to miał na myśli.
- Więc daj wam szansę! Masz jeszcze niecałe 4 godziny, by się nad tym zastanowić i zadzwonić do niego – czy ona oszalała? To nie jest rozmowa na telefon!
- Nie mogę mu tego powiedzieć przez telefon! Powinniśmy to obgadać twarzą w twarz, ale nie uda mi się teraz przylecieć... - i już wiedziałam co mam zrobić. - Martyna, muszę kończyć.
- Dobrze... ale proszę cię, zrób z tym coś. Od tego zależy wasza znajomość...
- Tak, wiem. Mam pewien pomysł. Trzymaj kciuki, że się uda i... może niedługo się zobaczymy. Tylko nic...
- Mam mu nic nie mówić, jasne – wpadła mi w słowo, doskonale wiedząc co mam na myśli.
- Dziękuję. Jeśli mi się nie uda... przekonaj go by poczekał.
- Oczywiście. Powodzenia – pożegnała się, a ja się rozłączyłam.
Od razu wybrałam numer na infolinie. Nie mogę tego tak zostawić, mimo że nawet nie wiem jaka jest moja decyzja.
- Tu infolinia, w czym mogę pomóc?
- Proszę mnie połączyć z lotniskiem w Warszawie.
- Już łączę, proszę poczekać – usłyszałam w tym samym czasie, w którym podeszła do mnie matka.
- Co tak długo? Zbladłaś, wszystko w porządku? - dopytywała.
Zakryłam ręką głośnik i przytaknęłam.
- Wszystko dobrze. Muszę teraz lecieć do Londynu.
- Co?! Nie możesz! Polecisz jutro...
- Nie! Muszę teraz, przepraszam. Dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś, ale naprawdę muszę iść. Zadzwonię później – odeszłam od niej w tym samym czasie, w którym usłyszałam przywitanie po drugiej stronie słuchawki.
- Proszę o zabukowanie biletu na najbliższy lot do Anglii...


Północ zbliżała się nieubłaganie. Kiedy taksówka zatrzymała się pod willą One Direction, zostały 2 minuty. Zostawiłam należność taksówkarzowi z wysokim napiwkiem za pośpiech i wybiegłam z taksówki. Szybko udałam się do domu. Całe szczęście, że drzwi były otwarte, to oznacza, że są w domu. Weszłam na korytarz i zrzuciłam z siebie płaszcz, nie interesując się butami i weszłam go salonu, który okazał się pusty. Jako kolejny cel obrałam kuchnię oraz jadalnię. Gdy nikogo nie znalazłam w domu, dotarło do mnie, że mogą być na tarasie. Do północy zostało 10 sekund, więc ruszyłam biegiem w stronę szklanych drzwi prowadzących na taras.

Liam

Kiedy zostały 2 minuty do północy, straciłem wszelkie nadzieje. Paula ani nie przyjechała, ani nie zadzwoniła. Chociaż druga opcja jest wykluczona, ponieważ odkąd wróciłem ze świąt do domu, mój telefon leżał wyłączony w szufladzie w szafce nocnej. Mogłem go włączyć ze względu na Nią, ale stwierdziłem, że raczej będzie chciała o tym porozmawiać twarzą w twarz.
Zaczęło się odliczanie do północy. Przez dosłownie chwilę zacząłem rozważać czy by może nie poczekać jeszcze jednego dnia, lecz moje myśli rozproszyły się gdy gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
- Liam! - usłyszałem najcudowniejszy głos na świecie.
Bez wahania, odwróciłem się w stronę domu, a czas zwolnił. Ujrzałem mojego aniołka, który podążał w moją stronę, ubrany w prześliczną czarną sukienkę, która idealnie opinała jej talię oraz podkreślającą jej wszystkie atuty, a włosy opadały na ramiona delikatnymi falami. Ale to teraz nie istotne. Ważne, że tu jest. Dziewczyna szybko ruszyła w moją stronę podczas gdy nasi znajomi kończyli odliczanie do północy jakby jej nie zauważyli. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc czekałem aż brunetka zrobi pierwszy ruch. W chwili, w której wybiła równo północ, Paula połączyła swoje usta z moimi. Bez wahania oddałem jej pocałunek, który był pełen niewypowiedzianych uczuć oraz przepełniony tęsknotą. Dziewczyna zarzuciła mi ręce na szyję, splatając je na karku, na co ja odpowiedziałem obejmując ją w tali i przyciągając jeszcze bardziej do siebie. Brunetka wplotła swoje palce w moje włosy, a ja korzystając z okazji, pogłębiłem pocałunek jeszcze bardziej. Po kilku chwilach odsunęliśmy się od siebie z powodu braku powietrza. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy. Paula przygryzła dolną wargę, co pokazywało, że jest zdenerwowana, więc postanowiłem przejąć stery.
- Czy to oznacza, że dasz nam jeszcze jedną szansę? - zapytałem z nadzieją, której nawet nie próbowałem ukryć.
- Wyrwałam się z przyjęcia zrobionego specjalnie dla mnie, przyleciałam tu aż z Polski, a ty się jeszcze pytasz, czy do ciebie wrócę? - zapytała zaskoczona. Spojrzałem na nią zdezorientowany, na co tylko się zaśmiała i chwyciła moje policzki w swoje dłonie. - Jasne, że tak.
Gdy tylko te słowa wyszły z jej ust, również objąłem jej policzki dłońmi i tym razem to ja połączyłem nasze wargi w pocałunku. W tym momencie byłem tak szczęśliwy, że aż całkowicie zapomniałem, że nie jesteśmy tu sami i pogłębiłem pocałunek najbardziej jak się dało. Paula od razu oddała pocałunek z identyczną pasją. Gdyby to było możliwe, już nigdy byśmy nie przerwali, ale... niestety tak nie jest.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem – westchnąłem opierając czoło o jej.
- Ja także tęskniłam – musnęła lekko moje usta.
- Przepraszam, że musiałaś przeze mnie urywać się z tego przyjęcia... - skrzywiłem się odsuwając się lekko.
- Nic się nie stało – posłała mi pocieszający uśmiech. - Moja mama mówiła, że i tak mam już załatwiony jakiś kontrakt, więc to, że bym tam została, nic by nie zmieniło.
- Kamień z serca – również się uśmiechnąłem. - Ale i tak przepraszam, że musiałaś tłuc się tutaj samolotem...
- Już przestań – przyłożyła mi palec wskazujący do ust, by mnie uciszyć. - Ciesze się, że to zrobiłam. W sumie, to pewnie gdybym nie pędziła tu, nie podjęłabym decyzji... chociaż podjęłam ją z chwilą gdy cię zobaczyłam.
- Myślę, że nawet gdybyś się nie zgodziła, to i tak bym cię sobie nie odpuścił, nie wytrzymałbym.
- Czyli co? Jeszcze mogę zmienić zdanie?
- Nie! - zaprzeczyłem gwałtownie, mimo że wiedziałem, że tylko żartowała.
- Okej, okej – uniosła ręce w geście poddania. - Ale wiesz, że i tak będziemy musieli obgadać wszystko? Nie chcę znów cierpieć...
- Przysięgam, że nie będziesz, a już na pewno nie przeze mnie – przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
Paula wtuliła się w moją klatę i również mnie objęła. Zmieniam zdanie. To w TEJ chwili jestem najszczęśliwszy. Trzymam w rękach najważniejszy dla mnie skarb na całym świecie i nigdy, ale to nigdy nie mam zamiaru go wypuścić.
- Nie chcemy przerywać momentu, ale my też się stęskniliśmy za Paulą – wtrącił się Niall, na co posłałem mu wrogie spojrzenie. Paula dopiero co wróciła i na dodatek znów jest moja po tak długim czasie czekania, a oni chcą już mi ją odebrać? Nie. Ma. Mowy.
- No dobra, chcieliśmy wam przerwać i wciąż chcemy – odezwał się Louis całkowicie rozbawiony. - Podziel się nią z nami. Nacieszysz się nią w nocy.
Paula zachichotała w moją klatkę i delikatnie zaczęła się ode mnie odsuwać. Jęknąłem niezadowolony, ale również ją wypuściłem z uścisku. Nie chcę być zaborczy czy coś... ale naprawdę za nią tęskniłem, więc by mieć z nią jakikolwiek kontakt, objąłem ją w tali ramieniem.
- Naprawdę się za mną stęskniliście? - zapytała zmieszana.
- No jasne, że tak! Nie widzieliśmy cię od tygodnia – stwierdził Zayn.
- Zdążyliśmy się już do ciebie przyzwyczaić – dodał Harry.
- No ja cię nie widziałam przez 3 dni, ale niech będzie – westchnęła Julka. - Co tam u mamy?
- Oj, założę się, że jest teraz na mnie nieźle wkurzona. W końcu wybiegłam od tak z przyjęcia. Pewnie wymyśla jakieś powody mojej nieobecności lub załatwia mi kontrakt.
- Przepraszam – wyszeptałem jej do ucha, za co zostałem zdzielony w ramię.
- Mówiłam ci coś o tym – posłała mi groźne spojrzenie.
- Już sobie nagrabiłeś? - zakpił Zayn.
- Stary, dopiero co przyleciała, daj jej odpocząć. Później będziesz mógł się z nią zabawić – roześmiał się Louis, na co tylko pokręciłem głową, a chłopak dostał kuksańca w bok od Eleanor oraz po ramieniu od Pauli.
- To wcale nie jest śmieszne – warknęła Paula. - Nie o to chodzi. Liam jest po prostu idiotą.
- Nie jestem – mocniej ją do siebie przyciągnąłem. - Mówię prawdę, a ty mi nie wierzysz.
- Już się kłócicie? - wtrąciła się Martyna. - O co chodzi?
- To nie istotne. Musimy o tym pogadać – stwierdziła moja ukochana brunetka.
- Więc... jesteście razem? - zapytała Julka z nadzieją?
- Tak – przytaknąłem.
- Nie – zaprzeczyła w tym samym czasie Paula.
Jak tylko dotarły do mnie jej słowa, spojrzałem na nią skonsternowany.
- Jak to „nie”? - podkreśliłem ostatnie słowo. - Myślałem, że...
- Liam, mówiłam ci, że musimy jeszcze o tym pogadać – skrzywiła się.
- No tak, ale myślałem, że to, że jesteśmy już razem jest jasne – oburzyłem się.
Paula jedynie jęknęła i odciągnęła mnie z dala od naszych znajomych.
- To nie tak jak myślisz... - zaczęła, ale jej przerwałem.
- A jak? Znów robisz mi nadzieję, a później wszystko niszczysz – spojrzałem na nią niezadowolony.
- Nie! - zaprzeczyła gwałtownie i chwyciła mnie za rękę. - Chce znów z tobą być, ale oficjalnie nie możemy być teraz razem...
- Dlaczego? - zmarszczyłem brwi. Nie rozumiem z tego ani słowa.
- Słuchaj, ty masz dziewczynę, a ja chłopaka. Dopóki z nimi nie zerwiemy, nie możemy być oficjalnie razem, nie jestem taka.
- Masz rację, tyle, że Aurore nie jest moją dziewczyną. Nigdy nie była – wzruszyłem ramionami, a ulga rozlała się po moim całym ciele.
- Ona chyba myśli inaczej... - skrzywiła się, a ja się zaśmiałem.
- Okej, daj mi na chwilę telefon – dziewczyna zawahała się, ale podała mi urządzenie. - Masz numer Aurore?
- Tak, ale co ty... - uciszyłem ją wybierając numer Aurore.
- Halo? Paula?
- Hej Aurore, tu Liam, słuchaj, myślę, że musimy zakończyć naszą znajomość.
- Zrywasz ze mną? - zapytała zaskoczona, no proszę was.
- Nawet nie byliśmy razem. Po prostu kocham kogoś innego, sorki.
- Jesteś okropny – rzuciła i się rozłączyła.
- Sprawa załatwiona – stwierdziłem i zacząłem przeglądać kontakty brązowookiej w poszukiwaniu pewnej osoby.
- To było trochę chamskie.
- Przeżyje. Zostało jeszcze tylko jedno – wcisnąłem numer do odpowiedniej osoby, która od razu odebrała.
- Paula? - usłyszałem głos Alexa.
- Nie, Liam. Słuchaj Paula chce z tobą ze... - nie zdążyłem odebrać, dziewczyna zabrała mi telefon i posłała groźne spojrzenie. Założę się, że gdyby spojrzenie mogło zabić, już bym nie żył.
- Alex? Hej – Paula odwróciła się do mnie plecami i kontynuowała rozmowę z chłopakiem. - Przepraszam za Liama, jest pijany – serio? Pijany? Nic lepszego nie mogła wymyślić? - Tak... Możemy się jutro spotkać? Musimy porozmawiać... Okej, to jutro w Starbucksie o 16?.. Tak, tam gdzie zawsze... Okej, pa – rozłączyła się. - Co to było? - odwróciła się do mnie.
- A to, to co? Miałaś z nim zerwać, a nie umówić! - podniosłem głos.
- Zerwę z nim, jutro. Alex zasłużył na coś więcej niż zerwanie przez telefon. Byliśmy wcześniej przyjaciółmi...
- Niech ci będzie, nie chcę się kłócić, ale masz to jutro załatwić – objąłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie.
- Dobrze – uśmiechnęła się.
- Ale to, że oficjalnie nie jesteśmy razem, nie oznacza, że nie mogę cię całować, przytulać i tak dalej? - zapytałem z cwaniackim uśmieszkiem.
- Tak, możesz to robić – wywróciła oczami i uroczo zachichotała.
- Kocham cię – musnąłem jej wargi swoimi.
- Ja też cię kocham – wtuliła się we mnie, a ja już wiedziałem, że będzie dobrze.


Hej :)
No i mamy już cały 54 rozdział. Chciałam wam powiedzieć, że to jeszcze nie koniec opowiadania, ale zbliżamy się do niego coraz większymi krokami. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca tej historii.
UWAGA! Pod postem pojawiło się coś takiego jak „Reakcja: Czytam”. Bardzo was proszę, żebyście to zaznaczyli, nawet jeśli nie skomentujecie bloga. W ten sposób będę mogła stwierdzić ile osób wciąż tu jest.
Proszę też o KOMENTARZE i... do zobaczenia mam nadzieję niedługo.
Całuski xx


PS. Zaznaczcie przynajmniej, że czytacie, to dla mnie bardzo ważne. Sorki za błędy jeśli jakieś są.

1 komentarz:

  1. Świetne jak zawsze :D już się nie mogę doczekać nexta :* Pls dodaj szybko :P
    Zapraszam http://still-the-one-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń