środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 54

Edit: 2 część rozdziału została dodana.
Zapraszam :)

Martyna

Dzisiejszy dzień zaczął się jak każdy inny. Obudziłam się w objęciach mojego ukochanego i seksownego chłopaka, co nigdy mi się nie znudzi. Muszę przyznać, że uzależniłam się od tego i gdyby coś uniemożliwiło mi to, załamałabym się... Może dlatego rozumiem co odczuwa Paula i Liam? Niby nie byli ze sobą tak długo jak ja z Harrym, ale byli do siebie bardzo przywiązani.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie jakiś ruch obok mnie, który był spowodowany nie przez kogo innego niż Harry.
- Cześć słońce – wymruczał mi do ucha, okrywając moją szyję ciepłym oddechem.
- Cześć śpiochu – odwróciłam się w jego stronę i złożyłam pocałunek na jego miękki malinowych ustach.
- Ja śpiochem? Zazwyczaj to ja budzę się pierwszy, coś się stało? - zapytał zmartwionym głosem.
- Wszystko w porządku, po prostu... martwię się o nich – przyznałam dobrze wiedząc, że będzie wiedział kogo mam na myśli.
Złapał moją brodę między palec wskazujący i kciuk, i obrócił moją głowę tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nie zadręczaj się, kotuś – pogłaskał mnie po policzku, podpierając się na łokciu drugiej ręki, żeby mieć na mnie lepszy widok. - Wszystko będzie dobrze. Dziś jest sylwester. Może nowy rok będzie dla nich nowym początkiem...
- Obyś miał rację – uśmiechnęłam się do niego, na co Harry przyłożył swoje usta do moich składając na nich pocałunek pełen miłości.
Wtuliłam się w pierś chłopaka dziękując Bogu za to, że trafiłam na tak cudownego mężczyznę jakim jest Harry i mimo że nie życzę tego innym, cieszę się, że to co przytrafiło się Pauli i Liamowi, nie przytrafiło się nam.
- Zastanawia mnie... - przerwałam ciszę, która wcale nie była niezręczna, a wręcz przeciwnie, przyjemna. - Co by było gdybyśmy byli na ich miejscu?
Harry wzmocnił uścisk, w którym mnie trzymał, jakby się bał, że mogę odejść. Może on też się nad tym zastanawiał?
- Nigdy bym do tego nie dopuścił. Za bardzo cię kocham, by cię stracić.
- Wiem, ale... Oni też tego nie chcieli... Co gdyby to były zdjęcia ze mną, a nie Paulą? Co gdybyś zrobił to co Liam? Gdybyśmy zerwali?
- Walczył bym do ostatniej chwili by cię odzyskać, chociaż pewnie nie musiałbym tego robić ponieważ nigdy cię nie zdradzę, nawet jeśli ty zrobisz to mi – zapewnił.
Podniosłam głowę i przyjrzałam się dokładnie jego twarzy, aż moje oczy natrafiły na zielone tęczówki.
- Ja też nigdy ci tego nie zrobię... Jesteś wszystkim czego pragnę – posłałam mu spojrzenie pełne miłości.
- Taa, nikt się ze mną nie równa. Jestem zajebisty w łóżku – zaśmiał się.
- Ty to zawsze potrafisz zniszczyć taki moment – skrzywiłam się.
- Zrobiłem to dla rozluźnienia atmosfery – wywrócił oczami i zaczął mnie głaskać uspokajająco po plecach. - Mamy szczęście, że to nie przytrafiło się nam i jestem przekonany, że gdyby teraz spotkało nas coś podobnego, bylibyśmy bardziej obiektywni co do wydarzeń i dalibyśmy radę jakoś to wszystko powstrzymać.
- Kocham Cię – ponownie spojrzałam w jego przepiękne tęczówki, w których się wręcz topiłam. - Jesteś moim ideałem.
- Ja też cię kocham – złożył namiętny pocałunek na moich ustach, a gdy się od siebie odsunęliśmy, zachichotał. - Bo czego można chcieć więcej? - nawiązał do moich wcześniejszych słów.
- No nie wiem... Może śniadania? - zapytałam i mimo protestów kędzierzawego wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
- Jeśli uważasz, że śniadanie jest lepsze ode mnie, to się grubo mylisz – usłyszałam jego słowa zza drzwi, na które zachichotałam.
- Nie jestem tego pewna – odkrzyknęłam, odkręcając wodę pod prysznicem.
- Mogę cię do tego przekonać – wyszeptał mi wprost i przygryzł mój płatek ucha.
Zapomniałam zamknąć drzwi... ale nie żałuję tego.

Reszta dnia zleciała wręcz spokojnie. Pomijając oczywiście zawzięte przygotowania do powitania Nowego Roku. Chłopaki kilkakrotnie próbowali mnie przekonać byśmy zamówili ekipę, która to dla nas zorganizuje, ale wybiłam im ten pomysł z głowy, bo nie ma nic fajniejszego niż spędzanie razem czasu na dekorowaniu domu. Po cichu miałam również nadzieję, że pozwoli to oderwać się Liamowi od jego myśli, które cały czas krążą mu po głowie.
- O czym znów myślisz? - Harry położył mi głowę na ramieniu i przyciągnął do swojej klatki piersiowej obejmując mnie w tali.
- A jak myślisz? - westchnęłam i splotłam moje palce z palcami Hazzy, które leżą na moim brzuchu. - Dziś jest gorzej niż dotychczas. Nawet gdy się dowiedział, że nie przyleciała, nie wyglądał tak.
- Może za bardzo to analizujesz? Wiesz, że jest przygnębiony...
- Tak, wiem – przerwałam mu, obracając się twarzą do niego. - Ale tylko mu się przyjrzyj. Nie widzisz tego? Coś jest nie tak.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- Planuję zadzwonić do Pauli i z nią pogadać, ale najpierw pogadam z nim – posłałam mojemu ukochanemu uśmiech.
- Jeśli to pozwoli ci się rozluźnić, to dobrze. W razie czego będę na tarasie – musnął moje usta.
- Dobrze – oddałam pocałunek i wyswobodziłam się z jego uścisku.
Poczekałam aż Harry się oddali i podeszłam do siedzącego na kanapie Liama.
- Jak tam? - zapytałam.
- O, hej – spojrzał na mnie i wymusił uśmiech. - Jak zawsze, a u ciebie?
- Liam... Dobrze wiesz, że nie jest „jak zawsze”.
- Wydaje ci się...
- Nie, nie wydaje mi się – przerwałam mu. - Nie jestem ślepa. Dziś jest dużo gorzej, a ja nie wiem dlaczego i to mnie dobija!
- Nie musisz się mną przejmować...
- Owszem, muszę. Jesteś moim przyjacielem i to, że widzę cię w takim stanie, nie jest fajne... Po prostu powiedz o co chodzi.
- A o co może chodzić? - westchnął poddany. - Wiadomo, że o Paule...
- Tego się domyśliłam od razu. Wiem, że jesteś smutny, bo jej tu nie ma, ale przecież ma wrócić pojutrze. Jestem pewna, że wtedy da ci wszystkie odpowiedzi na twoje pytania.
- Ty nic nie rozumiesz... Ona miała mi dać odpowiedź do końca tego roku.
- Może i tak, ale sytuacja się zmieniła. Ona też ma życie, Liam. Poza tym dobrze wiesz, że to nie zależne od niej.
- Wiem, ale... ja tak dłużej nie mogę. Zresztą i tak już postanowiłem, że jeśli nie powie mi co z nami do końca roku, to... wszystko się zmieni.
- Jesteś przewrażliwiony. Nie ma jej tu i już nie zdąży przylecieć. Wszystko będzie dobrze, tylko musisz poczekać... - starałam się mu to jakoś jasno zobrazować, ale... chyba się nie da.
- Nie! - Liam podniósł głos. - Jeśli do północy nie da mi odpowiedzi, z nami koniec... na zawsze – uciął i wyszedł z salonu zapewne udając się do swojego pokoju.
Przez chwilę rozmyślałam co miał na myśli mówiąc, że to już będzie koniec, aż to do mnie dotarło. Szybko zaczęłam szukać telefonu, lecz nigdzie nie mogłam go znaleźć. Pobiegłam na taras, gdzie powinien być Harry. W tej chwili liczy się każda minuta, a nawet sekunda.
- Harry! - krzyknęłam. - Widziałeś mój telefon? - panikowałam.
- Chyba jest w naszym pokoju, coś się stało? - zapytał zmieszany.
Nie odpowiedziałam mu, tylko pobiegłam na górę do naszego pokoju. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam? Kiedy znalazłam się w pokoju zaczęłam się wszędzie rozglądać za białym urządzeniem oraz przekopywać się przez stosy rzeczy, aż w końcu znalazłam go na stoliku nocnym. Szybko wybrałam numer Pauli i czekałam aż odbierze. Pierwszy sygnał... Drugi... Trzeci... Czwarty... Poczta głosowa. Rozłączyłam się i ponownie wybrałam jej numer. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... i gdy już miałam się rozłączyć, ktoś odebrał połączenie.

Paula

To mój żywioł. Jestem w centrum uwagi, na przyjęciu, w pięknej czarnej sukience, w której prezentuję się naprawdę ślicznie... no przynajmniej ja tak myślę. Sukienka idealnie podkreśla moją figurę, która w tym wydaniu, o dziwo, wygląda szczupło, dodatkowo moje włosy miękko opadają falami na moje ramiona. Ale koniec o ubraniach i moim wyglądzie. Mimo że tak jak mówiłam to mój żywioł, nie czuję się tak. Chciałabym być teraz w Londynie ze znajomymi, ale nie mogę nic zrobić. Moja mama strasznie się napracowała by ściągnąć tu tych wszystkich projektantów oraz by to zorganizować. Wiszę więc jej przynajmniej to.
- Kochanie, jak ci się podoba? - zagadnęła mnie mama. W końcu oderwała się od jakiś ludzi, z którymi rozmawiała.
- Jest cudownie, dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś – przytuliłam ją lekko oraz ucałowałam jej policzek.
Przyznam, że trochę za nią tęskniłam podczas mojego pobytu w Anglii. Tak w sumie, to jest to nasza pierwsza rozmowa odkąd Julka wróciła do Londynu. Mama przez cały czas pracowała nad tym przyjęciem i praktycznie jej nie widywałam, więc to, że jej teraz dziękuję jest chyba całkowicie jasne.
- Och skarbie, dla ciebie wszystko – oddała uścisk. - Wiesz, rozmawiałam z pewnym znanym projektantem i bardzo mu się spodobałaś, ale na razie nie powiem ci kto to. Prezentujesz się bardzo dobrze, więc rób tak dalej.
- Oczywiście mamo – uśmiechnęłam się. - Dlaczego nie możesz mi powiedzieć, kto to jest?
- Nie chcę ci robić nadziei... Chociaż to raczej pewne, że da ci kontrakt. To będzie niespodzianka – posłała mi uśmiech.
- No dobrze – westchnęłam.
Poczułam, że mój telefon dzwoni. Dyskretnie zerknęłam do torebki i gdy zobaczyłam, że to Martyna, chciałam odebrać, ale matka mnie zatrzymała.
- Nie odbieraj. Na pewno to nic ważnego i może poczekać. Jesteś teraz zajęta.
- Ale...
- Żadnego „ale” - przerwała mi mama.
Westchnęłam rozdrażniona i poczułam, że telefon przestał dzwonić. Po chwili znów się rozdzwonił i już wiedziałam, że Martyna tak łatwo nie odpuści.
- To pilne, muszę odebrać – posłałam jej poirytowane spojrzenie.
- Dobrze, ale idź gdzieś żeby cię nikt nie widział. Pośpiesz się.
Szybko jej podziękowałam i udałam do holu, którym można dotrzeć do toalet. Pośpiesznie wyciągnęłam telefon i w ostatniej chwili odebrałam.
- Halo? Martyna?
- Paula! Całe szczęście, że odebrałaś – westchnęła z ulgą.
- Martyna? Coś się stało? Nie bardzo mogę rozmawiać, bo jestem już na przyjęciu, więc...
- Wiem, że jesteś zajęta, ale to bardzo ważne – przerwała mi.
- W takim razie, o co chodzi? - zmieszałam się lekko.
- Chodzi o Liama i o... - zaczęła, ale jej przerwałam. Nie chcę o nim znów słuchać.
- Martyna, proszę cię, przynajmniej nie ty... Wiem, że Liam jest w kiepskim stanie, bo chłopaki prawie cały czas do mnie wydzwaniają, ale nic teraz na to nie poradzę. Po prostu... możemy porozmawiać o tym jutro? Jestem trochę... zajęta.
- To nie to o czym myślisz – westchnęła rozdrażniona. - Posłuchaj mnie do końca, okej? - zapytała zniecierpliwiona.
- Dobrze, tylko szybko – jęknęłam. Może jakoś uda mi się to wytrzymać.
- Rozmawiałam z Liamem, bo jest dziś wyjątkowo w kiepskim humorze i... powiedział, że jeżeli do północy nie dasz mu odpowiedzi na pytanie, co z wami dalej... to będzie koniec.
- Czekaj. Jak to do północy, przecież nie mogę tam się teraz pojawić...
- To akurat twój najmniejszy problem! - znów mi przerwała. - Jeśli nie dasz mu tej odpowiedzi do północy, możesz się pożegnać z nim na zawsze.
- Mówił mi coś o tym, ale... - w tej chwili to do mnie dotarło. - O mój Boże! Li faktycznie coś wspominał o końcu roku... Ale przecież... Co ja mam teraz zrobić?! - zaczęłam panikować.
- Nie mam pojęcia! Zadzwoń do niego i powiedź mu co zadecydowa...
- Ale ja jeszcze nic nie postanowiłam! - tym razem ja jej przerwałam. - Tyle się działo, że nawet nie miałam szansy tego przemyśleć... Ja... nie chcę go stracić... - przynajmniej nie na zawsze, a właśnie to miał na myśli.
- Więc daj wam szansę! Masz jeszcze niecałe 4 godziny, by się nad tym zastanowić i zadzwonić do niego – czy ona oszalała? To nie jest rozmowa na telefon!
- Nie mogę mu tego powiedzieć przez telefon! Powinniśmy to obgadać twarzą w twarz, ale nie uda mi się teraz przylecieć... - i już wiedziałam co mam zrobić. - Martyna, muszę kończyć.
- Dobrze... ale proszę cię, zrób z tym coś. Od tego zależy wasza znajomość...
- Tak, wiem. Mam pewien pomysł. Trzymaj kciuki, że się uda i... może niedługo się zobaczymy. Tylko nic...
- Mam mu nic nie mówić, jasne – wpadła mi w słowo, doskonale wiedząc co mam na myśli.
- Dziękuję. Jeśli mi się nie uda... przekonaj go by poczekał.
- Oczywiście. Powodzenia – pożegnała się, a ja się rozłączyłam.
Od razu wybrałam numer na infolinie. Nie mogę tego tak zostawić, mimo że nawet nie wiem jaka jest moja decyzja.
- Tu infolinia, w czym mogę pomóc?
- Proszę mnie połączyć z lotniskiem w Warszawie.
- Już łączę, proszę poczekać – usłyszałam w tym samym czasie, w którym podeszła do mnie matka.
- Co tak długo? Zbladłaś, wszystko w porządku? - dopytywała.
Zakryłam ręką głośnik i przytaknęłam.
- Wszystko dobrze. Muszę teraz lecieć do Londynu.
- Co?! Nie możesz! Polecisz jutro...
- Nie! Muszę teraz, przepraszam. Dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś, ale naprawdę muszę iść. Zadzwonię później – odeszłam od niej w tym samym czasie, w którym usłyszałam przywitanie po drugiej stronie słuchawki.
- Proszę o zabukowanie biletu na najbliższy lot do Anglii...


Północ zbliżała się nieubłaganie. Kiedy taksówka zatrzymała się pod willą One Direction, zostały 2 minuty. Zostawiłam należność taksówkarzowi z wysokim napiwkiem za pośpiech i wybiegłam z taksówki. Szybko udałam się do domu. Całe szczęście, że drzwi były otwarte, to oznacza, że są w domu. Weszłam na korytarz i zrzuciłam z siebie płaszcz, nie interesując się butami i weszłam go salonu, który okazał się pusty. Jako kolejny cel obrałam kuchnię oraz jadalnię. Gdy nikogo nie znalazłam w domu, dotarło do mnie, że mogą być na tarasie. Do północy zostało 10 sekund, więc ruszyłam biegiem w stronę szklanych drzwi prowadzących na taras.

Liam

Kiedy zostały 2 minuty do północy, straciłem wszelkie nadzieje. Paula ani nie przyjechała, ani nie zadzwoniła. Chociaż druga opcja jest wykluczona, ponieważ odkąd wróciłem ze świąt do domu, mój telefon leżał wyłączony w szufladzie w szafce nocnej. Mogłem go włączyć ze względu na Nią, ale stwierdziłem, że raczej będzie chciała o tym porozmawiać twarzą w twarz.
Zaczęło się odliczanie do północy. Przez dosłownie chwilę zacząłem rozważać czy by może nie poczekać jeszcze jednego dnia, lecz moje myśli rozproszyły się gdy gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
- Liam! - usłyszałem najcudowniejszy głos na świecie.
Bez wahania, odwróciłem się w stronę domu, a czas zwolnił. Ujrzałem mojego aniołka, który podążał w moją stronę, ubrany w prześliczną czarną sukienkę, która idealnie opinała jej talię oraz podkreślającą jej wszystkie atuty, a włosy opadały na ramiona delikatnymi falami. Ale to teraz nie istotne. Ważne, że tu jest. Dziewczyna szybko ruszyła w moją stronę podczas gdy nasi znajomi kończyli odliczanie do północy jakby jej nie zauważyli. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc czekałem aż brunetka zrobi pierwszy ruch. W chwili, w której wybiła równo północ, Paula połączyła swoje usta z moimi. Bez wahania oddałem jej pocałunek, który był pełen niewypowiedzianych uczuć oraz przepełniony tęsknotą. Dziewczyna zarzuciła mi ręce na szyję, splatając je na karku, na co ja odpowiedziałem obejmując ją w tali i przyciągając jeszcze bardziej do siebie. Brunetka wplotła swoje palce w moje włosy, a ja korzystając z okazji, pogłębiłem pocałunek jeszcze bardziej. Po kilku chwilach odsunęliśmy się od siebie z powodu braku powietrza. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy. Paula przygryzła dolną wargę, co pokazywało, że jest zdenerwowana, więc postanowiłem przejąć stery.
- Czy to oznacza, że dasz nam jeszcze jedną szansę? - zapytałem z nadzieją, której nawet nie próbowałem ukryć.
- Wyrwałam się z przyjęcia zrobionego specjalnie dla mnie, przyleciałam tu aż z Polski, a ty się jeszcze pytasz, czy do ciebie wrócę? - zapytała zaskoczona. Spojrzałem na nią zdezorientowany, na co tylko się zaśmiała i chwyciła moje policzki w swoje dłonie. - Jasne, że tak.
Gdy tylko te słowa wyszły z jej ust, również objąłem jej policzki dłońmi i tym razem to ja połączyłem nasze wargi w pocałunku. W tym momencie byłem tak szczęśliwy, że aż całkowicie zapomniałem, że nie jesteśmy tu sami i pogłębiłem pocałunek najbardziej jak się dało. Paula od razu oddała pocałunek z identyczną pasją. Gdyby to było możliwe, już nigdy byśmy nie przerwali, ale... niestety tak nie jest.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem – westchnąłem opierając czoło o jej.
- Ja także tęskniłam – musnęła lekko moje usta.
- Przepraszam, że musiałaś przeze mnie urywać się z tego przyjęcia... - skrzywiłem się odsuwając się lekko.
- Nic się nie stało – posłała mi pocieszający uśmiech. - Moja mama mówiła, że i tak mam już załatwiony jakiś kontrakt, więc to, że bym tam została, nic by nie zmieniło.
- Kamień z serca – również się uśmiechnąłem. - Ale i tak przepraszam, że musiałaś tłuc się tutaj samolotem...
- Już przestań – przyłożyła mi palec wskazujący do ust, by mnie uciszyć. - Ciesze się, że to zrobiłam. W sumie, to pewnie gdybym nie pędziła tu, nie podjęłabym decyzji... chociaż podjęłam ją z chwilą gdy cię zobaczyłam.
- Myślę, że nawet gdybyś się nie zgodziła, to i tak bym cię sobie nie odpuścił, nie wytrzymałbym.
- Czyli co? Jeszcze mogę zmienić zdanie?
- Nie! - zaprzeczyłem gwałtownie, mimo że wiedziałem, że tylko żartowała.
- Okej, okej – uniosła ręce w geście poddania. - Ale wiesz, że i tak będziemy musieli obgadać wszystko? Nie chcę znów cierpieć...
- Przysięgam, że nie będziesz, a już na pewno nie przeze mnie – przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
Paula wtuliła się w moją klatę i również mnie objęła. Zmieniam zdanie. To w TEJ chwili jestem najszczęśliwszy. Trzymam w rękach najważniejszy dla mnie skarb na całym świecie i nigdy, ale to nigdy nie mam zamiaru go wypuścić.
- Nie chcemy przerywać momentu, ale my też się stęskniliśmy za Paulą – wtrącił się Niall, na co posłałem mu wrogie spojrzenie. Paula dopiero co wróciła i na dodatek znów jest moja po tak długim czasie czekania, a oni chcą już mi ją odebrać? Nie. Ma. Mowy.
- No dobra, chcieliśmy wam przerwać i wciąż chcemy – odezwał się Louis całkowicie rozbawiony. - Podziel się nią z nami. Nacieszysz się nią w nocy.
Paula zachichotała w moją klatkę i delikatnie zaczęła się ode mnie odsuwać. Jęknąłem niezadowolony, ale również ją wypuściłem z uścisku. Nie chcę być zaborczy czy coś... ale naprawdę za nią tęskniłem, więc by mieć z nią jakikolwiek kontakt, objąłem ją w tali ramieniem.
- Naprawdę się za mną stęskniliście? - zapytała zmieszana.
- No jasne, że tak! Nie widzieliśmy cię od tygodnia – stwierdził Zayn.
- Zdążyliśmy się już do ciebie przyzwyczaić – dodał Harry.
- No ja cię nie widziałam przez 3 dni, ale niech będzie – westchnęła Julka. - Co tam u mamy?
- Oj, założę się, że jest teraz na mnie nieźle wkurzona. W końcu wybiegłam od tak z przyjęcia. Pewnie wymyśla jakieś powody mojej nieobecności lub załatwia mi kontrakt.
- Przepraszam – wyszeptałem jej do ucha, za co zostałem zdzielony w ramię.
- Mówiłam ci coś o tym – posłała mi groźne spojrzenie.
- Już sobie nagrabiłeś? - zakpił Zayn.
- Stary, dopiero co przyleciała, daj jej odpocząć. Później będziesz mógł się z nią zabawić – roześmiał się Louis, na co tylko pokręciłem głową, a chłopak dostał kuksańca w bok od Eleanor oraz po ramieniu od Pauli.
- To wcale nie jest śmieszne – warknęła Paula. - Nie o to chodzi. Liam jest po prostu idiotą.
- Nie jestem – mocniej ją do siebie przyciągnąłem. - Mówię prawdę, a ty mi nie wierzysz.
- Już się kłócicie? - wtrąciła się Martyna. - O co chodzi?
- To nie istotne. Musimy o tym pogadać – stwierdziła moja ukochana brunetka.
- Więc... jesteście razem? - zapytała Julka z nadzieją?
- Tak – przytaknąłem.
- Nie – zaprzeczyła w tym samym czasie Paula.
Jak tylko dotarły do mnie jej słowa, spojrzałem na nią skonsternowany.
- Jak to „nie”? - podkreśliłem ostatnie słowo. - Myślałem, że...
- Liam, mówiłam ci, że musimy jeszcze o tym pogadać – skrzywiła się.
- No tak, ale myślałem, że to, że jesteśmy już razem jest jasne – oburzyłem się.
Paula jedynie jęknęła i odciągnęła mnie z dala od naszych znajomych.
- To nie tak jak myślisz... - zaczęła, ale jej przerwałem.
- A jak? Znów robisz mi nadzieję, a później wszystko niszczysz – spojrzałem na nią niezadowolony.
- Nie! - zaprzeczyła gwałtownie i chwyciła mnie za rękę. - Chce znów z tobą być, ale oficjalnie nie możemy być teraz razem...
- Dlaczego? - zmarszczyłem brwi. Nie rozumiem z tego ani słowa.
- Słuchaj, ty masz dziewczynę, a ja chłopaka. Dopóki z nimi nie zerwiemy, nie możemy być oficjalnie razem, nie jestem taka.
- Masz rację, tyle, że Aurore nie jest moją dziewczyną. Nigdy nie była – wzruszyłem ramionami, a ulga rozlała się po moim całym ciele.
- Ona chyba myśli inaczej... - skrzywiła się, a ja się zaśmiałem.
- Okej, daj mi na chwilę telefon – dziewczyna zawahała się, ale podała mi urządzenie. - Masz numer Aurore?
- Tak, ale co ty... - uciszyłem ją wybierając numer Aurore.
- Halo? Paula?
- Hej Aurore, tu Liam, słuchaj, myślę, że musimy zakończyć naszą znajomość.
- Zrywasz ze mną? - zapytała zaskoczona, no proszę was.
- Nawet nie byliśmy razem. Po prostu kocham kogoś innego, sorki.
- Jesteś okropny – rzuciła i się rozłączyła.
- Sprawa załatwiona – stwierdziłem i zacząłem przeglądać kontakty brązowookiej w poszukiwaniu pewnej osoby.
- To było trochę chamskie.
- Przeżyje. Zostało jeszcze tylko jedno – wcisnąłem numer do odpowiedniej osoby, która od razu odebrała.
- Paula? - usłyszałem głos Alexa.
- Nie, Liam. Słuchaj Paula chce z tobą ze... - nie zdążyłem odebrać, dziewczyna zabrała mi telefon i posłała groźne spojrzenie. Założę się, że gdyby spojrzenie mogło zabić, już bym nie żył.
- Alex? Hej – Paula odwróciła się do mnie plecami i kontynuowała rozmowę z chłopakiem. - Przepraszam za Liama, jest pijany – serio? Pijany? Nic lepszego nie mogła wymyślić? - Tak... Możemy się jutro spotkać? Musimy porozmawiać... Okej, to jutro w Starbucksie o 16?.. Tak, tam gdzie zawsze... Okej, pa – rozłączyła się. - Co to było? - odwróciła się do mnie.
- A to, to co? Miałaś z nim zerwać, a nie umówić! - podniosłem głos.
- Zerwę z nim, jutro. Alex zasłużył na coś więcej niż zerwanie przez telefon. Byliśmy wcześniej przyjaciółmi...
- Niech ci będzie, nie chcę się kłócić, ale masz to jutro załatwić – objąłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie.
- Dobrze – uśmiechnęła się.
- Ale to, że oficjalnie nie jesteśmy razem, nie oznacza, że nie mogę cię całować, przytulać i tak dalej? - zapytałem z cwaniackim uśmieszkiem.
- Tak, możesz to robić – wywróciła oczami i uroczo zachichotała.
- Kocham cię – musnąłem jej wargi swoimi.
- Ja też cię kocham – wtuliła się we mnie, a ja już wiedziałem, że będzie dobrze.


Hej :)
No i mamy już cały 54 rozdział. Chciałam wam powiedzieć, że to jeszcze nie koniec opowiadania, ale zbliżamy się do niego coraz większymi krokami. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca tej historii.
UWAGA! Pod postem pojawiło się coś takiego jak „Reakcja: Czytam”. Bardzo was proszę, żebyście to zaznaczyli, nawet jeśli nie skomentujecie bloga. W ten sposób będę mogła stwierdzić ile osób wciąż tu jest.
Proszę też o KOMENTARZE i... do zobaczenia mam nadzieję niedługo.
Całuski xx


PS. Zaznaczcie przynajmniej, że czytacie, to dla mnie bardzo ważne. Sorki za błędy jeśli jakieś są.

wtorek, 24 grudnia 2013

Mery Christmas


Święta, święta 
i po świetach
Nikt już o nich nie pamięta,
bo SYLWESTER już zapasem,
bawmy OSTRO się w tym czasie!!


Mam nadzieję, że spędzicie święta w miłym, rodzinnym gronie oraz żeby podobały się wam moje rozdziały :)
Całuski xx

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 53

Dziś Wigilia. Paula, Julia i Martyna wróciły do Polski, aby spędzić święta wraz z rodzinami, tak samo jak i One Direction, które udało się do rodzinnych miejscowości. Wszyscy spędzają święta w rodzinnej, radosnej atmosferze... Prawie wszyscy. Jedynie Liam nie jest przepełniony przyjemnymi emocjami. W jego głowie wciąż siedzi Paula i jej decyzja. Od tego co zadecyduje, według Liama, zależy wszystko. Jeśli odmówi, nie będą w stanie się przyjaźnić, bo to kosztowało by bruneta zbyt wiele. Jeśli się zgodzi, będzie go czekała masa pracy, by odbudować w Pauli zaufanie do siebie, a także zrobić wszystko by nie żałowała swojej decyzji. Te całe nerwy spowodowane oczekiwaniem, nie dają mu żyć. Najbardziej jednak martwi go to, że dziewczyna obiecała zadzwonić, ale tego nie zrobiła. Praktycznie co chwilę, Liam, sięga po telefon i wybiera jej numer, jednak ani razu nie dzwoni. Obiecał brunetce, że da jej przestrzeń i to ona miała się odezwać, jako pierwsza, ale on już tego nie wytrzymuje. Chłopak lekko się poddaje, ale przed depresją chroni go jeszcze odrobina nadziei, którą zapewniła mu Paula przed wyjazdem...
~Flashback~
- Osoby lecące do Polski, zapraszam do podejścia do wejścia numer 3 – w głośnikach dało się słyszeć komunikat.
Wszyscy od razu oklapli. Każdy miał świadomość, że ta rozłąka nie potrwa długo, ale mimo to był smutny. One Direction bardzo zżyło się z dziewczynami i nie chcieli ich opuszczać choćby na chwilę, a co dopiero na kilka dni.
- Czas na nas – uśmiechnęła się Paula.
Wszyscy zaczęli się przytulać z dziewczynami i z nimi żegnać. Gdy przyszedł czas na Paule i Liama, zrobiło się trochę niezręcznie.
- Wesołych świąt – posłał dziewczynie szczery uśmiech chłopak.
- Nawzajem – oddała uśmiech i została przyciągnięta przez chłopaka do uścisku.
- Kocham cię – wyznał Liam patrząc brunetce w oczy.
- Ja ciebie też – wyszeptała spuszczając wzrok nie chcąc by chłopak to usłyszał, jednak było odwrotnie. - Zadzwonię – spojrzała mu w oczy posyłając uśmiech.
- Proszę cię, pomyśl nad wszystkim, nie chcę by to było nasze pożegnanie – spuścił wzrok.
- Dobrze – Paula wyszeptała mu do ucha i gdy spojrzeli sobie w oczy, pocałowała go w policzek. - Pa – wyswobodziła się z jego objęć i udała do wyjścia bez słowa.
~Flashback end~
Ja ciebie też” te słowa ciągle krążą mu po głowie i tylko one trzymają go przy zdrowych zmysłach.
- Liam, skarbie, wszystko okej? - do pokoju chłopaka zagląda jego matka.
- Tak mamo, wszystko w porządku – odpowiedział otrząsając się ze wspomnień.
- Kochanie, przecież widzę, że coś cię trapi... Co się stało? - kobieta weszła do środka i usiadła na łóżku obok syna.
- To... skomplikowane – westchnął poddany.
Liam doskonale wie, że jego matka łatwo nie odpuści i nie ma co próbować ukryć przed nią prawdę.
- Chodzi o tą dziewczynę, Paule? - zapytała nim chłopak zdążył jej cokolwiek wyjaśnić.
- Co? Skąd o niej wiesz? - zmarszczył brwi.
- Liam, trąbili o tym wszędzie. Ja i twoje siostry oglądamy telewizję, a także przeglądamy strony internetowe, zwłaszcza gdy chodzi o ciebie i twój zespół. Jak mogłam się więc o tym nie dowiedzieć?
- Masz rację, przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć, ale w sumie nie było kiedy. Nasze chodzenie nie trwało zbyt długo...
- Wiem skarbie – westchnęła. - Dlatego też nie mam do ciebie pretensji, tak samo i twoje siostry. Wiemy, że jesteś zapracowany i mogłeś nie znaleźć chwili by nam to powiedzieć lub chciałeś sprawdzić czy to nie była ściema...
- To nie była ściema! - przerwał matce. - Zależy jej na mnie, tak samo jak mi na niej.
- Więc dlaczego zerwaliście? Przecież widać, że dla obojga z was było to bardzo ciężkie.
- Wciąż jest... Rozstaliśmy się, bo... bardzo ją skrzywdziłem...
- Nie możesz się obwiniać. Może wina leży pośrodku?
- Nie mamo, nie leży. To ja wszystko zepsułem. Nasz związek...ją... przeze mnie się zmieniła, na gorsze.
- Cokolwiek się stało, na pewno da się to naprawić.
- Da, jeśli tylko Paula tak postanowi – chłopak wzruszył ramionami.
- Liam, to nie zależy tylko od niej, a od was obojga..
- Nie mamo, to zależy tylko i wyłącznie od niej. Paula wie czego chcę ja, teraz musi się tylko dowiedzieć, czego pragnie ona sama.
- W takim razie... musisz dać jej czas do namysłu i być dobrej myśli. Nie możesz się tak zadręczać, bo to do niczego cię nie zaprowadzi, a jedynie zdołuje.
- Wiem... - westchnął.


Liam
~2 dni później~

Dziś 2 dzień świąt. Całą piątką udaliśmy się na lotnisko by odebrać dziewczyny. Wszyscy jesteśmy zniecierpliwieni, ale ja chyba najbardziej. Mam ogromną nadzieję, że Paula już zadecydowała... Chociaż ważniejsze jest to, że będę blisko niej i może będę miał szansę by jakoś na nią wpłynąć.
- Samolot z Polski wylądował... - usłyszałem z głośników komunikat.
Napięcie i radość wzrosły. Po kilku chwilach do sali przylotów zaczęli wchodzić ludzie. Wszyscy zaczęliśmy się rozglądać, aż w końcu dostrzegliśmy znajome twarze..
- Martyna! - krzyknął Harry i po chwili miał już dziewczynę w swoich ramionach, tak samo jak Niall swoją.
Wciąż rozglądałem się za brunetką, którą tak bardzo pragnąłem teraz ujrzeć, jednak nigdzie jej nie zauważyłem.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale gdzie Paula? - odezwałem się zdesperowany.
Ta niecierpliwość mnie wykończy. Dziewczyny oderwały się od chłopaków i spojrzały na siebie. Wszyscy się im przyglądaliśmy. Każdy jest ciekawy gdzie podziała się brązowooka.
- Nie przyleciała – odpowiedziała mi Julka.
- Okej... A kiedy przyleci? Dziś? Jutro? - wypytywałem.
- Liam... ona nie przyjedzie – skrzywiła się Martyna.
- Ale jak to? - zapytał Zayn.
W sumie powinienem mu podziękować za to pytanie, bo sam nie byłem w stanie się odezwać, gdy dotarły do mnie słowa Martyny.
- Paula ma dużo spraw do załatwienia w Polsce. Wiesz, nasza mama chce ją wkręcić w jakiś tam pokaz by odbudować jej karierę – Julka się skrzywiła.
- Jej mama rozmawiała z naszym szefostwem o jej karierze i wyszło na to, że jeśli się teraz postara, to uda im się wszystko naprawić.
- I Paula się na to zgodziła? - zapytał zaskoczony Harry.
- Nie zbyt, ale matka ją zmusiła – westchnęła Julka.
- Poza tym, to nie tak, że nie wróci. Załatwi co ma załatwić i przyleci. Nie zostawi szkoły i was – stwierdziła Martyna.
Przyznam, że na te słowa, trochę mi się polepszyło, ale to nie oznacza, że już jest dobrze. To całe „załatwianie spraw” może trwać dość długo. Nie dość, że przez długi czas jej nie zobaczę, to jeszcze nie wiadomo kiedy dokładnie wróci. Może nie przejmowałbym się tym tak bardzo, gdyby w końcu dała mi odpowiedź. Pewnie wtedy tylko bym za nią tęsknił lub pojechał do niej, a tak to nie wiem co robić.
- W takim razie, powinniśmy się zbierać, pewnie jesteście wykończone podróżą – stwierdził Louis, który dotychczas ani razu się nie odezwał.
- Raczej wątpię czy Niall i Harry im na to pozwolą – stwierdził Zayn. - Pewnie będą chcieli się nimi nacieszyć na osobności...
- Czyli raczej nie odpoczną – westchnął szatyn z udawaną rozpaczą.
- Po prostu już chodźmy – rzuciłem wnerwiony i ruszyłem w stronę wyjścia by udać się do czekającego na nas vana.
Reszta podążyła za mną i już po chwili jechaliśmy do domu. Przez całą podróż zastanawiałem się co teraz będzie. Martyna siedzi wtulona w Harrego, tak samo Julka w Nialla, natomiast Zayn i Louis rozprawiali na przeróżne tematy, w tym także o osobie, o której myślałem ja. Czy tak to będzie wyglądać? Oni będą szczęśliwi, a ja będę się zamartwiał co z Paulą i czy ją kiedykolwiek jeszcze zobaczę? To się nie może tak skończyć. Naprawdę nie jest nam pisany ten tak zwany Happy End? A może za bardzo panikuję? Może ona wróci i jednak będzie tak jak kiedyś? Aby się o tym przekonać, pozostaje mi tylko czekać...
- Jesteśmy – odezwał się Preston – nasz kierowca.
Przez to całe zamartwianie, nawet nie zauważyłem kiedy dojechaliśmy. Czas tak szybko mi leci na zamartwianiu się. Może powinienem przestać, by nic mi nie uciekło? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi... oby na długo.
Kiedy już znaleźliśmy się w apartamencie, od razu udałem się do swojego pokoju. Oczywiście nie uśmiecha mi się siedzieć w nim sam na sam z myślami, ale nie chcę również zepsuć humoru pozostałym domownikom. Dlatego też pierwsze co zrobiłem, to walnąłem się na łóżko i zacząłem wpatrywać się w sufit. Może jak się zdrzemnę to wszystko będzie okej? Nikt nie będzie musiał się mną przejmować i uwolnię się od niepotrzebnych myśli... Gdy już miałem zasypiać, usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
- Proszę – rzuciłem, żeby osoba po drugiej stronie drzwi usłyszała, ale sam się nie podniosłem.
Mam nadzieję, że osoba, która mi przeszkodziła, szybko sobie pójdzie i będę mógł odpocząć.
- Hej Liam. Nie przeszkadzam? - do pokoju zajrzała Martyna.
- Nie, wchodź – westchnąłem i usadowiłem się na łóżku tak by dziewczyna miała gdzie usiąść, a także żeby dobrze ją widzieć.
Gdyby to był któryś z chłopaków, pewnie bym go stąd wyrzucił, ale jej tego nie zrobię.
- Nie powinnaś czasem być teraz z Harrym? - zapytałem, gdy zajęła miejsce obok mnie.
- Jeszcze zdążę się nim nacieszyć... Bardziej zastanawia mnie co z tobą?
- A co ma być? - wzruszyłem ramionami.
- Liam... nie przejmuj się tak, przecież ona przyjedzie – wiedziałem, że dlatego tu przyszła.
- Słuchaj, tobie łatwo to mówić, bo to nie dotyczy ciebie. Ja mam już dosyć czekania. To mnie dobija – wyżaliłem się. - Mówiła ci coś może?
- Nic mi nie mówiła... przykro mi – na jej twarzy pojawił się grymas.
Wiem, że naprawdę jej przykro, ale to nic nie zmieni... Nagle coś sobie uświadomiłem i wiedziałem, że tylko Martyna może mi to wyjaśnić.
- Mówiłaś, że Paula musiała zostać w Polsce by załatwić sobie jakiś pokaz by odbudować swoją karierę... - zmarszczyłem brwi.
- Tak? - odpowiedziała niepewnie.
- Dlaczego musi naprawiać swoją karierę? Coś się stało? - zapytałem.
Od początku mnie to dręczyło, ale bardziej zamartwiałem się tym, że jej tu nie ma.
- Wiesz... - zmieszała się. - Były małe... komplikacje – spojrzałem na nią pytająco z uniesioną prawą brwią. - Dowiedzieli się i... chcieli z niej zrezygnować – westchnęła poddana.
- Możesz jaśniej? - zmarszczyłem brwi.
- Okej. Do sieci trafiły zdjęcia Pauli i jej poranionych nadgarstków i się zrobiła afera – patrzyłem na nią zaskoczony. Czemu ja do cholery o tym nie wiedziałem?!
- I co dalej? - zapytałem jeszcze spokojny... jeszcze.
- Szefostwo się tym zainteresowało i przy okazji odkryli dlaczego Paula traciła do szpitala. Na szczęście postanowili to utajnić żeby nic nie wyszło na jaw... jednak ludzie coś sobie ubzdurali i zaczęli snuć niestworzone historie o tym dlaczego trafiła do szpitala.
- Kiedy to się działo? Czemu nic o tym nie wiedziałem?
- Zdjęcia wyciekły jak jeszcze Paula była w Polsce, po... no wiesz, ale wszyscy zwrócili na to uwagę po jej wyjściu ze szpitala. A nie dowiedziałeś się tego, bo nikt o tym nie mówił. Tylko Paula o tym wiedziała, ja też się dowiedziałam niedawno.
- Okej... A co stało się później?
- Stwierdzili, że nikt nie będzie jej teraz chciał, a jak jej matka się o tym dowiedziała, obiecała jej, że coś na to poradzi, no i mimo że Paula miała to gdzieś, poszła na to i została w Polsce. Koniec historii.
- Czemu mi o tym nie powiedziała? Przecież bym jej z tym pomógł.
- Nie pamiętasz, że byliście na wojennej ścieżce? Poza tym Paula się poddała i nie chciała tego naprawiać. Ty najlepiej wiesz dlaczego...
Martyna ma rację, doskonale wiem dlaczego. Paula nie czuła się za dobrze ze sobą, a to, że choruje na anoreksje-bulimiczną, wcale jej nie pomagało.
~Flashback~
- Czy tylko odwodnienie było przyczyną mojego zemdlenia? - zapytała szeptem.
- Nie – odpowiedziałem zrozpaczony. - To też przez twoją... chorobę.
- Rozmawiałeś z lekarzami? - zapytała z nadzieją.
- Tak.
- I wiesz co mi jest?
- Tak.
Wciąż nie docierają do mnie słowa lekarza, ale muszę jej o tym powiedzieć... Może dowiem się prawdy.
- Jesteś chora na anoreksję bulimiczną – odpowiedziałem, a Paula zachłysnęła się powietrzem.
- To nie prawda. Nie mam problemu z odżywianiem się... - zaprzeczyła automatycznie się tłumaczyć.
- Nie musisz kłamać. Dlaczego wmawiasz sobie, że jesteś gruba? Jesteś przecież idealna, mówiłem ci to!
- Ale ci nie wystarczyłam... - wyszeptała najciszej jak się dało.
- To głupie! Kocham cię taką jaką jesteś i zawsze cię taką kochałem! - zacząłem się bronić.
- Zdradziłeś mnie... Nie wystarczałam ci...
- To nie prawda! Ja tego nie chciałem.
- Ale to zrobiłeś. Mogliśmy być razem, ale ty to zniszczyłeś!
Myśl, że to przeze mnie, mnie dobijała.
- Paula... - jęknąłem i spuściłem głowę. - Więc to przeze mnie? - spojrzałem na nią by zobaczyć jej reakcję. - Przeze mnie leżysz w szpitalu?
- Nie! - pisnęła spanikowana. - Liam... to nie twoja wina! Nawet tak nie myśl!
~Flashback end~
To wszystko jest po prostu niemożliwe... Teoretycznie, całe jej życie zostało przeze mnie zniszczone. Jej kariera... zdrowie fizyczne... i psychiczne też... Po tym wszystkim, nie dziwię się, że nie chce do mnie wrócić, ale co ja na to poradzę? Zależy mi tylko na tym by tu wróciła, niezależnie od jej decyzji. Ważne, że będę mógł ją codziennie widzieć i będę miał pewność, że nic jej nie jest, a także że jest szczęśliwa... Jestem egoistą.


__________________________________________________________________________

Hej :)
Miało być w piątek wieczorem, a jest po północy... Przepraszam za spóźnienie, ale naprawdę, siedziałam nad tym rozdziałem spory kawał czasu i się udało.

Mamy trochę zdarzeń z perspektywy Liama i trochę zamieszania co do Pauli...
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i, że skomentujecie, bo ostatnio coś kiepsko z tymi komentarzami... naprawdę, zbliżamy się do końca opowiadania coraz większymi krokami i liczyłam, że może jednak wytrwacie do końca...
Więc PROSZĘ, KOMENTUJCIE!!
Jeśli będzie minimum 5 komentarzy, to rozdział dodam jeszcze przed Wigilią lub w Wigilie.
Całuję xx

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Informacja

Hej
Wiem, że dawno nic nie dodawałam, ale nie za bardzo miałam kiedy.
Postaram się to nadrobić w przyszłości. 
Kolejny rozdział pojawi się w piątek pod wieczór.
Mam nadzieję, że wytrzymacie do tego czasu i mnie nie zabijecie :)
Pozdrawiam i do zobaczenia
Całuski xx

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 52


Liam

Paula nacisnęła na klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- Zamknięte – warknęła sama do siebie i zaczęła w nie walić. - Louis! Otwórz!
Nie wiem czemu myślała, że to on, ale tak po dłuższym zastanowieniu, miało to sens. On jest do tego zdolny.
- Wypuścimy was stamtąd jak się już pogodzicie – usłyszeliśmy zza drzwi jego głos. - Skąd wiedziałaś, że to ja?
- To było logiczne – jęknęła. - Otwórz te drzwi.
- Nie! - odpowiedział, a ja postanowiłem wkroczyć.
- Stary, nie wygłupiaj się i je otwórz!
- Chyba już powiedziałem, że nie – rzucił rozbawiony.
- A niby dlaczego nie? - zapytała Paula.
- Bo musicie pogadać, a po dobroci nie chcieliście tego zrobić – zapewne wywrócił oczami.
To dziwne, że znam go aż tak dobrze... Chociaż nie za bardzo. Mieszkamy razem od jakiegoś czasu, więc to chyba samo wyszło.
- Nie mam zamiaru się do niego odezwać – od razu zaprzeczyła.
- Tym bardziej ja się nie odezwę do niej – zaplotłem ramiona na piersi.
- Jeszcze przed chwilą się do siebie odzywaliście – zauważył Tommo.
- Nie będę rozmawiać z nadętymi gwiazdorzynami – oburzyła się brunetka.
- A ja nie mam zamiaru powiedzieć choć słowa do zakłamanej egoistki.
- Nie jestem egoistką – warknęła na mnie.
- A ja gwiazdorzyną – fuknąłem.
- Otwórz te drzwi – zawołaliśmy w tym samym czasie.
- Widzicie? Właśnie się do siebie odezwaliście. I na dodatek mówicie równocześnie – zagruchał za drzwiami.
Na pewno świetnie się bawi.
- Wcale nie – znów powiedzieliśmy to w tym samym czasie.
- Jakie to słodkie – przeciągał. - Jesteście na dobrej drodze to pojednania.
- Świetnie się bawisz, prawda? - westchnąłem.
- Jak najbardziej – zaśmiał się. - Wiecie co? Zostawię was tu samych...
- Nie – zawołaliśmy razem.
- I znowu to samo – zaśmiał się. - To tak urocze. Ale okej, zasługujecie na trochę prywatność. Możecie tam siedzieć ile chcecie, a nami się nie przejmujcie.
- Zamierzasz nas w ogóle stąd wypuścić? – jęknąłem.
- Nie jest tyranem – westchnęła Paula. - Będzie nas tu trzymał tak długo, aż pogadamy.
- Masz rację.
- Tylko dlaczego ci tak zależy? - zapytałem. - Reszta o tym wie?
- Martyna i Harry, a reszta pewnie już też. Zresztą to nie istotne. Po prostu pogadajcie, wyjaśnijcie wszystko sobie, pogódźcie się i tak dalej. Wtedy was stąd wypuszczę. A teraz pa.
Po chwili usłyszeliśmy stukot kroków. Faktycznie nas zostawił.
- Jeśli to twój kolejny cudowny plan bym do ciebie wróciła, to na nic nie licz i mnie stąd wypuść! - Paula wydarła się na mnie.
- Skąd pomysł, że ja to wymyśliłem? Ja też nie chcę tu być – nie zostawię tak tego.
- Kiedy to w końcu do ciebie dotrze? Nie wrócę do ciebie!
- Skoro już przy tym jesteśmy, to oświeć mnie, dlaczego nie? - zapytałem spokojnie.
Od dawna nurtuje mnie to pytanie i jeszcze nigdy nie dostałem na nie konkretnej odpowiedzi.
- Ponieważ nigdy ci nie wybaczę...
- Wydawało mi się, że już to do ciebie dotarło. Nie zrobiłem tego celowo! Nie chciałem cię zdradzić! Danielle mnie czymś nafaszerowała! W ogóle tamtego nie pamiętam!
- Tu nie chodzi o to! - zamurowało mnie.
- Więc wyjaśnij mi o co? - domagałem się odpowiedzi. - Co znów źle zrobiłem?
- Wszystko! To przez ciebie taka jestem! To twoja wina!
- Jasne, tak sobie wmawiaj. Sama się stoczyłaś – zacząłem się bronić.
Z tym akurat nie mam nic wspólnego.
- Chciałam jedynie by ktoś ze mną pogadał, jak przyjaciel, ale nie. Wszyscy jedynie namawiali mnie bym do ciebie wróciła.
- Więc to wszystko przez to, że nie miałaś z kim pogadać?!
- Oczywiście, że nie! Zacząłeś mi mieszać w głowie. Jedyną odskocznią były używki, wtedy miałam kontrolę, robiłam się odporniejsza na twoje wpływy... Wszyscy widzieli co się dzieje, ale nikt nie zareagował. Żadnemu z was na mnie tak naprawdę nie zależy. Myśleliście, że jak wyślecie mnie do psychologa, to wszystko się polepszy, gówno prawda!
- Wiedziałaś jak to się wszystko może skończyć, a i tak to ciągnęłaś. Może trafienie do szpitala też było specjalnie? Jesteś żałosna. Powinnaś była martwić się o swoje zdrowie!
- To, że trafiłam do szpitala to był zwykły wypadek. Nie planowałam tego. Gdy myślałam, że już wszystko będzie okej, znów to zniszczyłeś! Zabrałeś mi wszystko przyjaciół, chłopaka... A to wszystko dla własnej radości.
- To nie prawda! Zaprzeczałaś swoim uczuciom i to sprowadziło cię tu gdzie teraz jesteś!
- Jesteś zwykłym egoistą! Myślałeś tylko o sobie. Nie interesowało cię co czuję ja lub jak mnie tym ranisz! Chciałeś mnie jedynie zdobyć, jak jakieś trofeum! Uczucia się nie liczyły! Przez to wszystko... przez ciebie zaczęłam...
- Się puszczać? Tego słowa szukasz? Liżesz się ze mną, z Alexem i pewnie z całą szkołą! Twoja przeszłość podrzuca tylko to określenie! Już wtedy byłaś zepsuta. To nie moja wina, że jesteś dziwką!! - wrzasnąłem i gdy tylko te słowa wyszły z moich ust, poczułem mocne pieczenie na twarzy.
Spoliczkowała mnie! Spojrzałem na nią z niedowierzaniem i zobaczyłem, że siedzi skulona na łóżku z twarzą w dłoniach. Przyjrzałem się jej i okazało się, że się trzęsie, płacze. Przez moją głowę zaczęły przepływać przeróżne emocje. Jednak najbardziej czułem złość zarówno na Paule jak i na siebie. Poniosło mnie... Nie wiedziałem co mam zrobić. Wziąłem kilka głębokich oddechów i niepewnie podszedłem do Pauli. Usiadłem obok niej na łóżku i pogłaskałem ją po ramieniu.
- Przepraszam... naprawdę przepraszam. Nie chciałem tego mówić, sprowokowałaś mnie, a moje zapory puściły i... powiedziałem to czego nie chciałem. Przepraszam – westchnąłem. - Zasłużyłem sobie na ten policzek, a nawet na więcej.
W odpowiedzi dostałem tylko głośniejszy szloch.
- Paula, przepraszam. Naprawdę mi przykro... - spróbowałem jeszcze raz i objąłem ją ramieniem.
- Nie... masz rację. Jestem... dziwką – zacięła się przy ostatnim słowie i znów zaniosła się płaczem.
- Nie jesteś! Pogubiłaś się i ja to rozumiem.
- Kogo próbujesz oszukać? Sam to przed chwilą powiedziałeś – spojrzała na mnie i od razu spuściła głowę. - Wszyscy tak myślą i mają rację, zeszmaciłam się...
- Nie mów tak! To wszystko moja wina. Prowokowałem cię i nie docierało do mnie, że może ty tego nie chcesz... Próbowałaś mi to pokazać na różne sposoby, ale nie pozwoliłem temu do mnie dotrzeć. Przepraszam – przyciągnąłem ją do siebie i tym razem mi na to pozwoliła.
Wtuliła się we mnie i wypłakiwała się w moje ramię. Stwierdziłem, że powinienem jej na to pozwolić, ponieważ jest to jej pierwsza tak wrażliwa emocja od dawna...

Harry

- Jak myślicie, długo to jeszcze potrwa? - zapytała zniecierpliwiona Martyna. - Chyba się nie zabili nie?
- Na pewno nie, skarbie – przytuliłem ją. - Liam nie jest damskim bokserem ani mordercą, nic jej nie zrobi.
- Ale mówimy o Pauli, ona jest do wszystkiego zdolna – zauważył Niall.
- Nie róbcie z niej potwora – stanął w jej obronie Zayn. - Nic im nie będzie, obojgu, ewentualnie się pogodzą.
Kiedy tak o tym myślałem, coś przykuło moją uwagę. Przez cały czas było słychać z góry jakieś odgłosy, a teraz cisza... niepokojąca cisza.
- Słyszycie to? - zapytałem, a wszyscy zaczęli nasłuchiwać.
- Ja nic nie słyszę – stwierdził Louis.
- No właśnie – odezwałem się. - Cisza. Nie słychać żadnych krzyków.
- W tym pokoju nie było żadnych nożyczek i tym podobnych, tak? - upewniał się Niall.
- Coś jest nie tak. Nie słychać krzyków czy miłosnych pojękiwań... Trzeba sprawdzić co się tam dzieje – od razu po wypowiedzianych słowach Zayn wstał z kanapy.
- Może lepiej ja tam pójdę – zgłosiłem się. - Bez obrazy, ale Liam nie za bardzo jest zadowolony z twojej obecności w pobliżu Pauli.
Mulat pokręci oczami i z powrotem opadł na kanapę, a ja udałem się do schodów po drodze zgarniając klucze do pokoju. Kiedy dostałem się na górę, również nic nie usłyszałem. Nie powiem, ale zacząłem się lekko martwić. Co jeśli faktycznie się pozabijali? Podszedłem do drzwi i jak najciszej się dało, otworzyłem drzwi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i mój wzrok padł łóżko, na którym siedział Liam z Paulą na kolanach. Od razu domyśliłem się co jest grane i opuściłem pokój, nie zamykając drzwi na klucz. Szybko zszedłem na dół i wpadłem do salonu.
- Nie uwierzycie co się tam dzieje... - uśmiechnąłem się.
- Siedzą po dwóch stronach pokoju i liczą na zbawienie? - zaśmiał się Louis.
- Wręcz przeciwnie. Siedzą bardzo, bardzo blisko siebie, a mianowicie Paula siedzi na jego kolanach – znów się wyszczerzyłem.
- I dusi go własnymi rękami – podrzucił Niall.
- Co ty tak w kółko gadasz o morderstwie? Ona go nie zamorduje... Nawet ona nie jest do tego zdolna – pokręcił głową Zayn. - Co żeś narobił?
- Ja? Nic – gwałtownie zaprzeczył.
To jasne, że coś ukrywa, ale teraz to nie istotne.
- Wracając do naszych więźniów. Oni się chyba obściskują...
- Że co? - szybko zareagował Lou. - Przecież dziś są moje urodziny. Działa kodeks, a to wbrew regułom.
- Nie sam zaproponowałeś ten cały plan? To było logiczne, że mogą tak skończyć.
- Nie mają mojej zgody. Mimo że nie mam nic przeciwko, to powinni przestrzegać reguł! - wykłócał się.
- To napisz liścik i wsunie się go pod drzwiami. Jak na razie się tylko całują, tak? - wtrącił się Zayn.
- Chyba tak... - mruknąłem.
- No to żaden problem. Pisz ten liścik – zarządził Zayn, a Tommo wykonał jego polecenie.

Liam

Paula zaczęła się uspokajać, co wziąłem za dobry znak. Udało mi się wzbudzić w niej jakieś emocje, co jest ogromnym postępem. Oby teraz wszystko się zmieniło na lepsze.
- Już lepiej? - zapytałem odsuwając ją lekko od siebie, tak by nie spadła z moich kolan, na których siedziała.
- Lepiej – wyszeptała.
Pewnie chciała sprawdzić czy jej głos nie drży i o dziwo nie.
- Jeszcze raz przepraszam, za wszystko co ci zrobiłem. Powinienem był cię wysłuchać...
- Ja też przepraszam. Mogłam dać szansę byś wyjaśnił mi co zaszło tamtej nocy... Gdyby nie to, może nic by nie miało miejsca.
- Nie. Gdybym się dowiedział, że mnie zdradziłaś, a przez chwilę tak myślałem, to pewnie też bym tak zareagował... To naturalna reakcja.
- Zdecydowanie mogłam to inaczej rozegrać. Mogłam z tobą pogadać po powrocie z Polski.
- Nie dałem ci dojść do słowa. Po prostu się na ciebie rzuciłem – westchnąłem. - To nie ma sensu. Uznajmy, że wina leży pośrodku.
- Okej, niech będzie.
Między nami zapanowała cisza. Była ona niezwykle krępująca, więc postanowiłem ją przerwać.
- Co teraz będzie... z nami? - Paula posłała mi dziwne spojrzenie, którego nie byłem w stanie odczytać.
- Co masz przez to na myśli? - odpowiedziała pytaniem.
- Dobrze wiesz co. Musimy o tym pogadać, to nas nie ominie. Co nas łączy?
Nim zdążyła odpowiedzieć, ktoś zapukał do drzwi i gdy spojrzeliśmy w ich kierunku nasze oczy padły na białą kartkę leżącą na podłodze Paula niczym poparzona wstała z moich kolan i podniosła kartkę. Myślę, że ucieszyła się, że coś, a raczej ktoś, nam przerwał i nie dał jej odpowiedzieć. Usiadła obok mnie na łóżku i podała mi kartkę.
- Wrócimy do tego – westchnąłem spoglądając jej w oczy i rozwinąłem kartkę, na której znajdowało się pismo Louisa. - Niniejszym ogłaszam, że jako iż dziś są moje urodziny, teoretycznie, wyrażam pisemną zgodę na seks na zgodę. Z poważaniem Louis – przeczytałem na głos i spojrzałem zdziwiony na Paule.
Oboje jak na zawołanie wybuchliśmy śmiechem i zaczęliśmy przyglądać się kartce.
- Tak, zdecydowanie Louis był do tego zdolny – stwierdziła brunetka.
- Czy oni myślą, że my... - nie wiedziałem jak to określić.
- Myślą, że rżniemy się jak króliki i to, że zamknęli nas w jednym pomieszczeniu spowoduje nie wiadomo co – podsumowała dziewczyna.
- Taa, chyba masz rację, choć ja bym tak tego nie powiedział.
- Wiesz, trzeba by ich oświecić, że to nie prawda. Pewnie drzwi są otwarte – gdy to powiedziała, podeszła do nich i gdy już miała nacisnąć na klamkę, złapałem ją za nadgarstek.
- Zastanów się nad moim pytaniem. Będę czekał na odpowiedź do nowego roku. Potem... - pokręciłem głową.
- Dobrze – pokiwała głową i znów chciała otworzyć drzwi, jednak ja jeszcze nie skończyłem.
- Wiesz na jaką odpowiedź liczę... - spojrzałem jej w oczy, a ona pokiwała głową również zatopiona w moim spojrzeniu.
Przysunąłem się do niej i musnąłem wargami jej czoło. Sięgnąłem po klamkę i otworzyłem drzwi. Przepuściłem ją przodem w drzwiach i razem zeszliśmy na dół i całkowitej leczy tym razem wygodnej ciszy.
- I jak tam gołąbeczki? - zagruchał Louis. - Już po bzykanku?
- Pewnie ich spłoszyłeś tą wiadomością – zaśmiał się Hazza.
- Co to w ogóle miało być? - zapytała Paula. - Za kogo wy nas macie?
- Nie wierzę, że serio myśleliście, że tak to się skończy – pokręciłem głową. - Jesteście kretynami, czy jak?
- Pogodziliście się? - zapytała Martyna z nadzieją.
- Pogadaliśmy trochę i wszystko sobie wyjaśniliśmy – odpowiedziała jej Paula.
- I co teraz jest między wami? - zapytała Julka.
- Powiedzmy, że jesteśmy na pokojowej drodze – wyprzedziłem brunetkę z odpowiedzią.
- Dobry początek – podsumował Niall.
- Ale spodziewaliśmy się czegoś więcej – dorzucił Louis.
- Musimy poczekać na to co przyniesie nam przyszłość – mówiąc to skierowałem swój wzrok na Paule i posłałem jej uśmiech pełen nadziei.
- Okej, to co teraz robimy? - wtrąciła Martyna.
- Idziemy do klubu świętować urodziny Louisa – odpowiedziała Paula, na co wszyscy jej przytaknęliśmy i udaliśmy się do wyjścia.
Mam nadzieję, że Paula nie karze mi długo czekać na odpowiedź oraz, że pozwoli mi ze sobą zatańczyć.

Hejka :D
Na reszcie skończyłam. Bardzo się starałam by napisać ten rozdział i dodać go w tym tygodniu i mi się udało. Jak widzicie wszystko powoli się prostuje między Piamem. Jak myślicie, co się dalej stanie? Pogodzą się, czy nie?
Dziękuję za cierpliwość i wejścia. Czekam na KOMENTARZE i cóż... do zobaczenia przy następnym rozdziale.
Całuski xx

PS. Co sądzicie o Story of My Life? Bo ja uważam, że ta piosenka jest BOSKA tak jak i teledysk. A także, że to niezły wyciskacz łez.

sobota, 5 października 2013

Rozdział 51

Narrator

Harry wraz z Louisem wyszli na miasto się przejść. Była to przykrywka do pozbycia się Lou z domu, by pozostali przyjaciele byli w stanie przygotować dla niego przyjęcie niespodziankę. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że Hazza najlepiej wywiąże się z tego zadania i jak na razie szło mu dobrze.
- Więc o której mamy wrócić? - zapytał nagle Louis.
- Co masz przez to na myśli? - zdziwił się młodszy chłopak.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Wszyscy wiemy, że szykujecie dla mnie przyjęcie urodzinowe.
- Skąd taki pomysł? - próbował nic nie zdradzić.
- A stąd, że 2 razy w ciągu 2 tygodni wyciągałeś mnie na spacer oraz często się naradzacie za moimi plecami plus zbliżają się moje urodziny. To raczej logiczne.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Ta, jasne. A ja jestem królową Elżbietą – zakpił szatyn. - Wszyscy wiemy, że przede mną nie da się nic ukryć. Jestem spostrzegawczy.
- To jest nie fair! - warknął lokowany. - Nie mogę ci przyznać racji.
- Nikomu nie powiem i będę nawet udawał zaskoczonego – posła mu uśmiech.
- Okej. Masz rację – westchnął. - Ale więcej nie powiem.
- Zgaduję, że impreza będzie spokojna w gronie najbliższych przyjaciół oraz u nas w domu – Harry nie odpowiedział mu wiedząc, że nie może zdradzić żadnych szczegółów, w ogóle nie powinien był nic mówić. - Nie zamierzasz mi odpowiedzieć, nie?
Harry w odpowiedzi pokiwał głową, jednak starszy chłopak nie dawał za wygraną.
- Jestem przekonany, że Liam jest organizatorem. To do niego bardzo podobne.
- Niby dlaczego? - zainteresował się brunet. Po jego głowie latało tylko pytanie 'skąd on to wie?'.
- Po pierwsze do roli organizatora pasuje tylko Liam i Paula, ale Paula jest ostatnio w kiepskim humorze, więc ona odpada.
- A ja? Ja nie mógłbym tego zorganizować? - zapytał zaskoczony.
- Nie do końca. Zrobili z ciebie kozła ofiarnego. Gdybyś był organizatorem to byłbyś na miejscu by wszystkiego dopilnować – wyjaśnił jakby to była najbardziej oczywista odpowiedź. - Paula dodatkowo odpada, bo zamknęła się w sobie i wydaje się, że jest na wszystkich obrażona, a zwłaszcza na Li, a gdyby to była ona, musiałaby się z nim komunikować, a tego nie robi w ogóle... Tak więc to Payne.
Hazza znów postanowił nie odpowiadać. Nie może mu wszystkiego zdradzić, mimo iż sam się tego domyślił.
- Uznam twoje milczenie jako potwierdzenie.
- Dlaczego tak bardzo zależy ci by poznać szczegóły? Czemu nie chcesz mieć niespodzianki? To bez sensu.
- Lubię wszystko wiedzieć wcześniej. Nie lubię być zaskakiwany – stwierdził.
- Wiesz co? - zapytał, na co niższy chłopak kiwnął głową by kontynuował. - Jesteś idiotą i nigdy cię nie zrozumiem – westchnął.
- Nie musisz, kocie – objął go ramieniem. - Ale i tak do tego przywykniesz – poczochrał jego włosy i się zaśmiał.
- Będą mi wisieli sporą przysługę za to co dla nich robię. Nie dość, że muszę chodzić po mieście nie wiadomo ile, w tym zimnie, to jeszcze muszę to robić z tobą, a serio jest ostatnią osobą, z którą chciałbym tu marznąć.
- Dlatego powiedziałem, że zrobili z ciebie kozła ofiarnego. Ale nie martw się, miło spędzimy ten czas – posłał mu uśmiech. - Tak w ogóle, to ile jeszcze musimy być poza domem?
- Mają mi dać znać jak wszystko będzie gotowe. Możemy zmienić temat? W ogóle nie powinniśmy o tym gadać, a ty nie powinieneś nic wiedzieć.
- Okej – westchnął. - A będzie Eleonor?
- Koniec tematu! - warknął ostrzegawczo Harry. - Formalnie nie masz dziś urodzin, więc mogę ci z czystym sumieniem przywalić. Uważaj! Chyba nie chcesz iść na własne przyjęcie urodzinowe z poobijaną mordą, nie?
- Dobra, uspokój się. Już nie będę – odsunął się od niego Lou. - Jak tam z Martyną?
- Dobrze – uciął krótko.
- Jakieś problemy w raju?
- Nie, okej? Wszystko jest w porządku. Po prostu Martyna jest taka... taka trochę dziwna...
- Dlaczego tak mówisz? - zmarszczył brwi nie rozumiejąc.
- Nie wiem jak to wyjaśnić. Jest strasznie spięta, denerwuje się o wszystko, zamartwia...
- Może jest w ciąży? - rzucił żartobliwie, ale z lekką nutką niepokoju Louis. Dziecko to ostatnia rzecz, która jest im wszystkim potrzebna.
- Nie, nie jest – wywrócił oczami. - Ona się strasznie martwi o Paule. Zresztą nie tylko ona. Wszyscy to robimy. Tylko pytanie, dlaczego się martwimy, a nic nie usiłujemy zdziałać?
- Doskonale wiesz dlaczego – stwierdził. - Liam próbował coś zrobić i zmarnował szansę. Jeśli my też popełnimy błąd, możemy ją stracić na zawsze... Na razie pozostaje nam czekać. Jeśli stanie się coś naprawdę poważnego... nie pozostanie nam nic do stracenia.
- Jak możesz tak myśleć? Co jeśli będzie już za późno? Co jeśli już jest?
- Już sam nie wiem co o tym myśleć... Wiem tylko tyle, że trzeba ich pogodzić.
- Masz na myśli Liama i Paule?
- Nie, Świętego Mikołaja i Zająca Wielkanocnego, oczywiście, że Paule i Liama.
- Coś dzisiaj dużo ironizujesz...
- Dlatego, że zadajesz dziwne pytania.
- Jak chcesz to zrobić? - postanowił przejść do rzeczy Styles.
- Mam pewien pomysł... I będę potrzebował do niego pomocy, ale opowiem ci o nim później.
- Okej. Myślisz, że to zadziała? - zapytał niepewnie brunet.
- Mam taką nadzieję... - westchnął Tommo.

~*~

Przez następną godzinę spacerowali po mieście bez jakiegoś konkretnego celu. Zrobiło im się zimno, więc postanowili wstąpić do Starbucksa aby się ogrzać. Złożyli swoje zamówienia i zajęli miejsca przy stoliku w kącie pomieszczenia. Jako iż na dworze jest zimno, liczyli, że nie spotkają żadnych fanów i dużo się nie pomylili, bo spotkali ich niewielką ilość. Mogli więc swobodnie się poruszać. Kiedy kelnerka przyniosła im ich zamówienie, Harry dostał SMS-a, że już mogą wracać. Wzięli swoje gorące napoje i ruszyli w drogę powrotną do domu.
- Pamiętaj, że masz być zaskoczony. Oni się starali – przypomniał Louisowi, Harry.
- Spoko, jestem dobrym aktorem – żachnął się.
Loczek tylko pokręcił głową i więcej się już nie odezwał.
 
~*~

- Wszystko już gotowe? - pyta Liam.
Jest lekko podenerwowany, ale nie z powodu przyjęcia...
- Tak, gotowe – westchnął Zayn.
- Gdzie jest Paula? - Payne spytał szeptem Martynę, która akurat obok niego przechodziła.
- Jest w kuchni. Nie martw się...
- Nie martwię się! Wiem, że wszystko się uda – oburzył się mając na myśli przyjęcie.
- Nie mam na myśli przyjęcia. Przejdzie jej – próbowała go przekonać.
- Nie jestem tego taki pewien – westchnął. - Dostałem od niej wiele szans zarówno na związek, jak i na przyjaźń, ale wszystkie zmarnowałem.
- Da ci kolejną szansę...
- Nie, nie da – przerwał jej. - Każda dana mi przez nią szansa, powoduje, że ona cierpi. Paula nie zniesie więcej bólu.
- Nie znasz jej – stwierdziła. - Ona daje ci szansę, bo liczy, że może wam się w końcu uda. Gdyby tak nie było, dałaby sobie z tym spokój. I wiesz co? Masz rację, ją to boli. Boli, ale nie to, że daje ci szansę, a to, że oboje ją marnujecie. Jest w stanie znieść ten ból, bo cię kocha i chce być znowu tobą.
- Skąd możesz to wiedzieć? - zapytał niepewnie brunet.
- A stąd, że z nią rozmawiam. Co prawda nie powiedziała mi tego tak wprost, ale to się da zauważyć. Oczywiście tym swoim popisowym numerem z wygadaniem wszystkiego Alexowi nawaliłeś, ale to nie oznacza koniec. Nie da się odkochać z dnia na dzień, zwłaszcza, że ciągle cię widzi.
- Więc co twoim zdaniem mam zrobić by to naprawić?
- Szczerze? Nic. Musisz dać jej czas na przemyślenia i gdy już to zrobi, powinieneś przedstawić jej motywy tego co zrobiłeś. A później znów czekać.
- Mam zwyczajnie czekać? Jak długo? Ile to może jej zająć?
- Tyle ile jej potrzeba. Może rok, a może kilka dni. Tego się nie da przewidzieć. Po prostu nie możesz na nią naciskać. To dla niej trudna sytuacja.
- Ja tego nie wytrzymam. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy by ją odzyskać, a ona to wszystko niszczyła. Czemu to ja jestem temu winien? Ona myśli, że ja nie cierpię?
- Liam... - prosiła Martyna. Nie miała pojęcia, że ta rozmowa zmieni się w coś takiego.
- Nie. Ja też jestem zraniony, chociaż tego nie pokazuję. Mam swoją dumę i nie muszę błagać o litość innych, tak jak ona. Wiesz co? Niech sobie myśli i focha się na mnie tyle ile chce, ja mam to gdzieś. Robi mi tylko złudne nadzieje, których mam już dosyć. Jeśli jej zależy, to niech sama zawalczy – westchnął poirytowany i odszedł od zaszokowanej dziewczyny.
- Co to było? - zapytał Niall podchodząc do brunetki.
- Chyba wszystko zniszczyłam – westchnęła.
- A może to naprawiłaś? - zaproponował.
- Jak to?
- Oboje teraz wiedzą co czuje druga strona, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.
- Mam już tego dość, wiesz? Ta ich ciągła walka.
- W ten sposób okazują sobie miłość. Zanim się zeszli, też się ciągle kłócili.
- Jak możemy im pomóc?
- Nie mam pojęcia... - westchnął i wyciągnął telefon, który poinformował go, że ma nową wiadomość. - To Harry, mówi, że są już blisko.
- To zaczynamy – Martyna wymusiła uśmiech i ruszyła do salonu by powiedzieć, że czas zacząć.

~*~

Kiedy Louis wraz z Harrym wchodzą do domu, wszyscy wyskakują z salonu.
- Niespodzianka! - krzyknęli. - Wszystkiego najlepszego.
- Zupełnie się tego nie spodziewałem – udaje zaskoczonego, jubilat.
- Marny z ciebie aktor – westchnęła Paula. - My wiemy, że ty wiedziałeś – zaśmiała się. - Przewidzieliśmy to.
- Co? - zdziwił się szatyn.
- Proszę cię, Louis. Masz do czynienia z zawodowcem – żachnęła się. - Chcieliśmy byś myślał, że nas przejrzałeś. To taki prezencik urodzinowy – wyszczerzyła się.
- Jak to? - wciąż to do niego nie docierało.
- Myślisz, że gdybym ja była organizatorem głównym, zrobiłabym to tak do przewidzenia?
- No raczej nie. Kurczę, zniszczyłaś moją iluzję!
- Wiem o tym – uśmiechnęła się szeroko. - W zamian za to po tym co zostało tu przygotowane, przenosimy się do jakiegoś klubu, na prawdziwą imprezę, więc nie schlejcie się tu za bardzo. Ps. Jeśli planujecie grać w jakąś butelkę, czy tym podobne, ja odpadam.
- Jeśli o mnie chodzi, to przyznam, że trochę mi się znudziło – stwierdził szatyn. - Chociaż obiecałaś nam, że kiedyś się rozbierzesz – poruszył znacząco brwiami.
- Z tego co pamiętam, powiedziałam również żebyście na to raczej nie liczyli – pokręciła głową rozbawiona.
- Ale dodałaś słowo raczej oraz może – zauważył Zayn. - To oznacza, że mogłaś zmienić zdanie.
- Ale go nie zmieniłam – westchnęła. - Dlaczego to was tak interesuje? Macie dziewczyny.
- Bo jesteś laską – poruszył brwiami Louis.
- Poza tym czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – zaśmiał się Niall.
- A ja to niby co? Ja tu jestem – obruszyła się Julka.
- Przepraszam kotku. To było z myślą o chłopakach – przyciągnął ją do swojego boku i objął w tali.
- Powiedzmy, że ci wierzę – westchnęła blondynka.
- Louis, miałeś coś zrobić – przypomniał koledze Harry.
- A tak! Martyna, chodź ze mną po jakiś alkohol. Trzeba oblać moje urodzinki – złapał dziewczynę za rękę i pociągnął w stronę kuchni.
- Okej? O co chodzi? - zapytała brunetka, kiedy już byli sami. - Alkohol jest w salonie...
- Nie chodzi o procenty. Mam dla ciebie misje... – wyjaśnił szatyn.
Wedle ustaleń z Louisem, Martyna, o ustalonej wcześniej godzinie, podeszła do Pauli.
- Hej kochana – posłała jej uśmiech brunetka.
- Hej – przywitała się. - Mogłabyś mi w czymś pomóc?
- Jasne, o co chodzi? - zgodziła się Paula.
- W pokoju gościnnym jest prezent dla Louisa od Eleanor. Mogłabyś go tu przynieść?
- Żaden problem, ale czemu ty tego nie zrobisz?
- Ponieważ... Nie będę ci kłamać – westchnęła. - Obiecałam Harremu, że z nim zatańczę. Zamówił dla nas piosenkę. Rozumiesz – posłała jej błagające spojrzenie.
- Okej – zaśmiała się. - Miłego gruchania gołąbki – pokręciła rozbawiona głową i ruszyła w stronę schodów.

~*~

Chwilę wcześniej...
- Ej, Liam – Louis zawołał Payne'a.
- Co tam? - odwrócił się do niego.
- Słuchaj, chciałem z tobą pogadać... - zawahał się szatyn.
- No problem. Mów o co chodzi – uśmiechnął się do niego brunet.
- W cztery oczy – zrobił zniesmaczoną minę. - Idź do pokoju gościnnego i tam na mnie poczekaj, za chwilę przyjdę, okej?
- Spoczko, tylko nie każ mi długo czekać – zaśmiał się i ruszył do odpowiedniego pokoju.

~*~

Paula weszła do pokoju i zaczęła się rozglądać za czymś co mogło być prezentem od Eleanor. Kiedy zwróciła wzrok na łóżko, przeżyła szok. Na meblu siedział Liam, który patrzył się na nią również zaskoczony.
- Co ty tu robisz? - zapytała Paula.
- Czekam na Louisa. Chciał ze mną pogadać, czy coś... A ty? - odpowiedział jej Li.
- Przyszłam po jakiś prezent dla Louisa, Martyna mi... - nagle urwała i wytrzeszczyła oczy.
- Co się stało? - zapytał zaalarmowany brunet i wstał z łóżka.
- Nie wierze – westchnęła. - Wrobili nas – jęknęła i gdy już zmierzała w stronę drzwi, zamknęły się one z hukiem. - Tylko nie to! - rzuciła i szybko do nich podeszła.
Nacisnęła na klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- Zamknięte – Paula warknęła sama do siebie i zaczęła walić w drzwi. - Louis! Otwórz!
- Wypuścimy was stamtąd jak się już pogodzicie – usłyszeli zza drzwi głos chłopaka. - Skąd wiedziałaś, że to ja?
- To było logiczne – jęknęła. - Otwórz te drzwi.
- Nie! - odpowiedział zza drzwi Louis.
- Stary, nie wygłupiaj się i je otwórz! - wtrącił się Liam.



Hejka :)

W końcu udało mi się coś dodać. Przyznam, że trwało to tak długo, ponieważ nie umiem pisać narracji trzecioosobowej. Nie mogłam tego inaczej napisać, bo nie wiedziałam z czyjej perspektywy ma się to odbywać, więc wybrałam wersję narratora.

Liczę, że rozdział się wam spodobał i, że SKOMENTUJECIE. Nie jest to co prawda najlepszy rozdział jaki napisałam, ale najgorszy chyba też nie. Dodam też, że wasze komentarze niezwykle motywują mnie do pisania, na które teraz mam coraz mniej czasu. Mimo to staram się coś dodać rzadko, bo rzadko, ale przynajmniej nie zawiesiłam bloga.

No więc nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział. Musicie cierpliwie czekać.

Pozdrawiam i całuje xx

niedziela, 1 września 2013

Versatile Blogger Award


Hejka :)
Chciałam Wam oznajmić, że zostałam nominowana do The Versatile Blogger przez Molly z bloga Niezwykła Codzienność. Na początek bardzo dziękuję za nominację. Serio się nie spodziewałam i jestem bardzo mile zaskoczona, że doceniłaś moją pracę. To wiele dla mnie znaczy.




Zasady:
1. Podziękować za nominację osobie, przez którą zostałeś włączony do gry.
2. Pokazać na blogu nagrodę Versatile Blogger Award
3. Ujawnić 7 faktów dotyczących własnej osoby.
4. Nominować 15 blogów, które według nominowanego na to zasługują.
5. Poinformować o fakcie nominowania autorów blogów.      



Informacje o mnie:
1. Mam na imię Paulina.
2. 13 stycznia skończę 17 lat.
3. Jestem fanką One Direction, Justina Biebera, Ed'a Sheerana,
Macklemora, Enrique Iglesiasa, Olly'ego Mursa, Big Time Rush
i Justina Timberlake.
4. Moim ulubieńcem wśród One Direction jest Liam.
5. Directioner jestem od prawie 2 lat.
6. Lubię słuchać muzyki, czytać książki, grać w kosza, oglądać
piłkę nożną (kibicuję FC Barcelonie),
jeździć konno i pisać blogi oraz je czytać.
7. Byłam kiedyś fanką RBD i przyznam, że wciąż czekam na ich powrót.



Moje nominacje:
 
 
PS. Niedługo pojawi się rozdział na http://theydontknowabouttheiloveyouss.blogspot.com/. Natomiast tutaj w niedalekiej przyszłości (postaram się w tym tygodniu).