czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 55

Paula

Kiedy poczułam ciepło rozprzestrzeniające się po moim ciele, chciałam przekręcić się na bok jednak coś mi to uniemożliwiło. Zdziwiona uchyliłam oczy i spojrzałam w dół by zobaczyć obejmujące mnie w tali umięśnione męskie ramię. Podążyłam wzrokiem ręce by dowiedzieć się do kogo ono należy i tak jak myślałam, zobaczyłam... Liama. Chłopak uśmiechał się szeroko przyglądając mi się. Jak zobaczył, że ja także na niego patrzę, złożył na moim policzku miękki pocałunek.
- Hej piękna – przyciągnął mnie mocniej do swojej, jak się okazało, nagiej klatki piersiowej.
- Co ty tu robisz? - zapytałam wciąż zdziwiona jego obecnością tutaj.
Wczoraj wieczorem, jak tylko wróciliśmy z klubu, do którego poszliśmy jakiś czas po uzgodnieniu z Liamem, co dalej z nami będzie, oboje postanowiliśmy, że zaczniemy powoli i... tę noc spędzimy osobno, ale jak widać ktoś tu nie dotrzymał słowa.
- Nie mogłem zasnąć z myślą, że jesteś w pokoju obok i to beze mnie, więc postanowiłem się do ciebie zakraść.
- Mogłeś mnie obudzić – posłałam mu delikatny uśmiech.
- Wiem, ale wyglądałaś tak uroczo i nie miałem serca by cię obudzić.
- Dlaczego tak słodzisz? Przecież już jestem twoja – odwróciłam się na bok przodem do niego.
- Bo zasługujesz na te wszystkie słodkie słówka. Chcę żebyś tym razem była ze mną szczęśliwa – potarł mój nos swoim nosem.
- Byłam szczęśliwa, jestem a także będę, nawet bez tego.
- Obiecałem, że tym razem cię nie zranię i zamierzam tego dokonać. Sprawię, że każdego dnia będziesz się we mnie coraz bardziej zakochiwać – musnął kącik moich ust.
- Trzymam cię za słowo – zachichotałam.
- Kocham cię kotku – westchnął cmokając mnie w usta.
- Myślę, że się do tego przyzwyczaję – zaśmiałam się i przygryzłam dolną wargę. - Też cię kocham.
- Może wybierzemy się gdzieś dzisiaj? Tylko we dwoje? - wymruczał przygryzając płatek mojego ucha.
- W sensie randka? - przymknęłam oczy gdy chłopak zjechał swoimi ustami na moją szyję.
- Mhm – mruknął na potwierdzenie nie przerywając swoich czynności. - Co ty na to?
- Nie wiem... Umówiłam się o 16 z Alexem... - jęknęłam.
- Znów on – warknął i odsunął się ode mnie. - Myślałem, że wybrałaś mnie.
- Bo wybrałam – westchnęłam rozdrażniona. - Już to przerabialiśmy wczoraj. Umówiłam się z nim by z nim zerwać, czy to dla ciebie aż taki problem?
- Tak – podkreślił wstając z łóżka. - Powinniśmy spędzać razem czas by wszystko wróciło do normy, a zamiast tego ty odrzucasz mnie dla niego – skrzywił się wspominając o Alexie.
- Li... - jęknęłam wstając z łóżka i podeszłam do niego. - Przecież robię to dla nas. Im szybciej się z tym pogodzisz, tym lepiej. Zostało nam parę godzin do mojego wyjścia. Spędźmy je w miłej atmosferze, a nie kłócąc się. Natomiast jeśli chodzi o randkę, to możemy pójść kiedy indziej. Nie próbuj robić nic na siłę. Mamy dużo czasu.
- Masz rację – westchnął i przyciągnął mnie do uścisku. - Przepraszam... Po prostu... wciąż do mnie nie dociera,że znów jesteś moja.
- Teoretycznie nie jestem, ale praktycznie zawsze byłam i będę. Moje serce należy do ciebie i tylko ciebie.
- A moje należy do ciebie – połączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Nasz uroczy moment przerwało chrząknięcie dobiegające od strony drzwi.
- Później się poobmacujecie, teraz chodźcie na śniadanie – zakpił Zayn i wyszedł znów zostawiając nas samych.
- Nie będziesz więcej zazdrosny o Alexa i o żadnego innego chłopaka? - zapytałam z nadzieją.
- Postaram się, ale nic nie obiecuję, zwłaszcza jeśli będą cię pożerać wzrokiem – spoważniał, na co się zaśmiałam. - To wcale nie jest śmieszne – naburmuszył się, a ja dostałam jeszcze większego napadu śmiechu.
- Jest – stwierdziłam między spazmami śmiechu.
- Ach tak? - uniósł brew do góry. - Ciekawe co powiesz na to.
Nim się zorientowałam o co mu chodzi, złapał mnie pod kolanami i przerzucił sobie przez ramię. Pisnęłam i zaczęłam uderzać go pięściami po plecach.
- Liam, puść mnie! Wiesz, że tego nie lubię – dałam mu klapsa w tyłek w nadziei, że mnie puści, ale się pomyliłam.
- Trzeba było się ze mnie nie śmiać, a teraz idziemy na śniadanie – zaśmiał się i ruszył w kierunku drzwi. - A i zapomniałbym – stwierdził i klepnął mnie w tyłek, na co znów pisnęłam. - Wiesz, że jak tak piszczysz to brzmisz bardzo seksownie?
- Liam! - po raz kolejny pisnęłam.
- O teraz to już całkowicie. Jeśli nie chcesz byśmy tu zostali, tylko poszli zjeść śniadanie, to przestań tak piszczeć.
- To mnie puść – jęknęłam.
- Tak lepiej też nie rób – drugi raz klepnął mnie w tyłek i wyniósł mnie z mojego pokoju, a następnie zszedł po schodach i wszedł do kuchni, gdzie byli już wszyscy.
- Możesz mnie już postawić? - warknęłam. - Naprawdę nie lubię gdy to robisz!
- A dostanę coś w zamian?
- Pomyślę nad tym – mruknęłam, ale chłopak mnie nie puścił.
- To ja pomyślę czy cię postawić – jestem na sto procent pewna, że na jego twarzy widnieje łobuzerski uśmieszek.
- Okej, zrobię co zechcesz – westchnęłam i po chwili znów stałam na ziemi.
- Trzymam cię za słowo – wyszeptał mi do ucha i klepnął w tyłek, na co podskoczyłam zaskoczona, a w kuchni rozniósł się śmiech wszystkich znajdujących się w niej chłopaków.
- Dojrzale – przewróciłam oczami patrząc na całą piątkę z pogardą.
Usiadłam przy stole i zaraz przy moim boku pojawił się Liam. Po dosłownie minucie, zostałam przyciągnięta przez bruneta na jego kolana.
- Co ty robisz? - zapytałam zaskoczona.
- Lubię mieć cię blisko – uśmiechnął się uroczo.
- Przecież siedziałeś dokładnie obok mnie – zauważyłam marszcząc brwi.
- To było wciąż za daleko – musnął moje czoło, a po pomieszczeniu rozniosło się „aww”.
- Jesteście tacy uroczy – westchnęła Julka.
- Jak na moje oko Liam jest zbyt słodki – Louis zrobił zamyśloną minę.
- Taa, też tak myślę – przytaknął mu Niall i pozostała dwójka.
- Przesadzacie – brunet pokręcił głową.
- A jak tam sex na zgodę? Coś dzisiaj cicho było – Louis spojrzał na nas podejrzliwym wzrokiem.
- Nie chcemy się śpieszyć – wyjaśnił Liam i pocałował mnie we włosy.
- I wszystko jasne – zawołał Harry, a reszta wybuchła śmiechem.
- Jestem ciekaw jak długo wytrzymacie – poruszył porozumiewawczo brwiami Louis.
- Zróbmy zakład – zaproponował Niall, na co zmroziłam go wzrokiem.
- Nie jesteśmy końmi na wyścigach, że można się o nas zakładać – przymrużyłam oczy i zmroziłam ich wzrokiem.
- Oj daj spokój – jęknął Louis. - Będzie fajnie.
- Chyba dla ciebie – prychnęłam.
- Po prostu zostawcie nas w spokoju – westchnął Liam. - Lepiej nam będzie bez waszej ingerencji i tym podobnych.
- On ma rację, dorośnijcie – podsumowała Martyna.
- Psujecie zabawę – pokręcił głową Lou.
- Zabawić to ty się możesz rączką – zakpiłam na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Wolę kiedy ktoś się ze mną zabawia – odszczeknął mi się.
- To sobie kogoś znajdź do tego, a nie wykorzystujesz nas – obronił mnie mój brunet. - Bo dostaniesz.
- Okej – jęknął poddany Tommo.
- Co dzisiaj robimy? - zapytał Zayn by zmienić temat.
- A która tak w ogóle jest godzina? - zapytałam marszcząc brwi.
O dziwo jestem wyspana, a przecież późno położyliśmy się spać.
- Trzynasta, kotek – pogłaskał mnie po plecach mój chłopak.
- O Boże, ale późno! Wy możecie robić co chcecie, ja już się umówiłam – przyznałam przypominając sobie, że miałam coś do zrobienia.
- Z kim? - zapytała ciekawska Julka.
- Z Alexem – na to imię Liam napiął wszystkie mięśnie.
- Co? Po co? - zdziwiła się Martyna i zmarszczyła brwi.
- Muszę z nim coś obgadać... Po części jestem jego dziewczyną – skrzywiłam się mówiąc to, bo wiedziałam, że Li nie będzie zadowolony z moich słów.
- O Boże, ty masz rację! - zawołała Julka. - Jesteście parą – no pięknie, teraz Payne jest na maksa wkurzony.
- Jesteś niewierna – zauważył Louis oczywiście żartując. - Zdradzasz go, ze swoim ex... - Lou urwał wiedząc, że powiedział o kilka słów za dużo i walnął się ręką w czoło. - Przepraszam... - westchnął.
- Nic się nie stało – skłamałam. Mój dobry humor uleciał od razu. - Już się najadłam – wyplątałam się z uchwytu Liama, do którego chyba jeszcze nie dotarło co się dzieje, po wzmiance o Alexie, i ruszyłam w stronę schodów.
- Paula... - usłyszałam Martynę, która próbowała mnie zatrzymać, jednak to spowodowało, że ruszyłam biegiem po schodach i zamknęłam się w pokoju.
Po dosłownie 2 minutach do pokoju wszedł Liam zastając mnie siedzącą tyłem do drzwi. Skąd wiem, że to on? Prawdopodobnie dlatego, że od razu poczułam otulające mnie, od tyłu, męskie ramiona, albo dlatego, że gdyby to był ktoś inny od samego początku zacząłby mnie pocieszać i tym podobne, ale nie on. Łącząc to wszystko w całość byłam na 100% pewna, że to on. Przekręciłam się by być do niego przodem. Wdrapałam się mu na kolana i wtuliłam się w jego klatkę piersiową, chowając głowę między jego szyję a obojczyk. Chłopak od razu objął mnie ramionami w tali, przyciągając bliżej do siebie, i oparł głowę o moją całując mnie we włosy. Zaciągnęłam się jego zapachem, co spowodowało, że w moich oczach pojawiły się łzy. Nieświadomie pociągnęłam nosem, przez co uścisk Liama się wzmocnił.
-Ciii – zamruczał. - Mała... Louis tylko żartował. Nie miał tego na myśli.
- W-wiem – zająknęłam się.
- To dlaczego płaczesz? - pogłaskał mnie po plecach.
- J-Ja nie wiem – odsunęłam się od niego i przetarłam nosa. - Chyba po prostu za tobą tęskniłam – wzruszyłam ramionami, na co chłopak się zaśmiał.
- I dlatego płaczesz? - otarł moje policzki z łez i uśmiechnął się do mnie. - Kochanie, to nie powód do płaczu – musnął moje czoło.
- Wiem – zaśmiałam się. - Po prostu... zrobiło mi się trochę smutno po tym co powiedział Louis i jak tu przyszedłeś i mnie przytuliłeś, to jakoś tak... no wiesz.
- Och Boże, kicia – zaśmiał się. - Wiesz, że mnie przestraszyłaś? Bałem się, że naprawdę cię to zraniło i będę musiał nie wiadomo jak się napracować by cię uspokoić – pokręcił rozbawiony głową.
- Czy możesz przestać się śmiać? - wydęłam dolną wargę. - Przez to czuję się jak idiotka...
- Przepraszam misiu, ale naprawdę, nie możesz mi tak robić – pokręcił głową od razu się uspokajając. - Nie jesteś idiotką. Po prostu się za mną stęskniłaś, to normalne. Ja też za tobą tęskniłem.
- Ale ty się na mnie nie rzucasz i nie płaczesz mi w szyję – stwierdziłam łącząc usta w jedną linię.
- Tak, ale to tylko dlatego, że jestem facetem, a faceci nie płaczą – zaśmiał się próbując przyciągnąć mnie bliżej do siebie, ale mu na to nie pozwoliłam.
- Widziałam jak płaczesz... i w sumie nie chcę do tego wspomnienia wracać, ale widziałam – uniosłam jedną brew do góry. - Jak widać nie jesteś prawdziwym mężczyzną – wystawiłam mu język.
- A chcesz się przekonać, że jestem? - zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach, a ja już wiedziałam do czego pije.
- Liam! - pisnęłam i odsunęłam się od niego. - Jak możesz się mnie o coś takiego pytać? - udałam oburzoną i przerażoną jednocześnie.
- Przepraszam kochanie... wiem, że mieliśmy się nie śpieszyć... - zaczął się bronić. Złapał haczyk.
- Wybaczę ci tym razem – odetchnęłam głęboko dalej grając w tę grę. - Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy – pokręciłam głową rozczarowana.
- Oczywiście, że nie – od razu zaprzeczył przysuwając się do mnie, ale nie tak żebym znów coś sobie pomyślała... jaki on jest naiwny...
- Dobrze. Nigdy mnie o to nie pytaj, tylko od razu bierz się do roboty – uśmiechnęłam się zadziornie z powrotem wchodząc na jego kolana i nim się zorientował o co mi chodzi, popchnęłam go tak żeby leżał na łóżku, a ja na nim i złączyłam nasze usta w pocałunku, który po kilku sekundach dopiero odwzajemnił.
Po chwili gdy dotarło do niego co powiedziałam, odsunął mnie delikatnie od siebie i spojrzał w oczy.
- Mówisz poważnie? - zapytał, a ja pokiwałam głową na potwierdzenie. - Czyli, że... nabrałaś mnie wcześniej? - ponownie potwierdziłam to kiwnięciem głowy posyłając mu cwany uśmieszek. - Wiesz co? Jesteś bardzo, ale to bardzo przebiegłym, lecz seksownym diabełkiem... i za to cię kocham – przyciągnął mnie do siebie i połączył ponownie nasze usta na co zachichotałam, ale oddałam pocałunek.
Ręce chłopaka zaczęły błądzić po całym moim ciele, a ja wcale nie byłam mu dłużna. Moje ręce również krzątały się po całym jego ciele. Możecie uznać mnie za dziwną, ale naprawdę się za nim stęskniłam. Niby cały czas przebywaliśmy w swoim towarzystwie, ale to nie było to. Brakowało mi... jego... tej naszej bliskości... wszystkiego. Bez niego czułam się jak bez serca i och, naprawdę mam ochotę wleźć z nim do łóżka, ale... nie mogę. Może brzmię jak tchórz, ale nie chcę by historia się powtórzyła. Nie chcę go znów stracić, bo tym razem tego nie wytrzymam. Więc mimo że naprawdę, naprawdę bardzo chcę to zrobić, bo strasznie mi go brakuje, to nie mogę. Dlatego też gdy tylko Li próbował ściągnąć moją koszulkę, odsunęłam się od niego przerywając naszą sesję obściskiwania się, przyznam, że bardzo namiętną.
- Sorki kotek, ale straciłeś swoją szansę – wstałam z łóżka i wzruszyłam ramionami. - Może innym razem.
- Co? Dlaczego? - uniósł się na łokciach wpatrując się we mnie i wydął dolną wargę, co spowodowało, że wyglądał jak taki mały, uroczy chłopiec.
- Jest już późno, a ja jestem umówiona. Muszę się wyszykować – przypomniałam mu.
- Znam cię doskonale i wiem, że to nie jest powód. O co chodzi? - usiadł na łóżku z poważną miną. - Poza tym jest wcześnie, powiedź mi, proszę.
- Nic się nie stało. Doskonale wiesz, że potrafię długo siedzieć w łazience, a nie chcę się spóźnić – ruszyłam do szafy by wybrać jakieś ubrania.
Kiedy szukałam bluzki z flagą USA, poczułam ramiona oplatające moją talię oraz ciepły oddech na szyi. Nie zwracając na to uwagi wciąż szukałam bluzki i gdy ją znalazłam wzięłam jeszcze wyjęte wcześniej pozostałe części ubrania i ruszyłam do łazienki, jednak zostałam zatrzymana.
- Dlaczego się zamykasz? Chyba umówiliśmy się, że będziemy o wszystkim sobie mówić, tak? - zapytał brunet przyciągając mnie do siebie.
- Nie zamykam się – zaprzeczyłam. - Muszę się przebrać. To nic takiego...
- Okej – westchnął poddany i poluźnił uścisk. - Ale porozmawiamy o tym wieczorem. Zawieźć cię?
- Wiesz... może lepiej będzie jak się przejdę. Muszę mu wszystko delikatnie przekazać, bo nie chcę żeby był na mnie zły czy coś... Chciałabym się z nim przyjaźnić.
- Jeśli o mnie chodzi, to ja nie będę miał nic przeciwko jeśli nie będziecie się przyjaźnić – uśmiechnął się.
- Liam – jęknęłam. - Nie chcę znów tego przerabiać. Jestem mu dużo winna...
- Nie jesteś mu nic winna – przerwał mi.
- Jestem. Dzięki niemu wyszłam z wiesz czego – spojrzałam na niego spod rzęs.
- Wiem, ale już mu się wystarczająco odpłaciłaś. Przez około 3 miesiące byłaś jego i doskonale wiemy co robiliście. Aż na tyle nie zasłużył.
- Jesteś zazdrosny? - zakpiłam.
- No jasne, że tak! Chodziłaś ze mną 19 dni, to jest różnica i to bardzo duża.
- Ale teraz znów jestem z tobą – uśmiechnęłam się.
- I tym razem to potrwa dużo dłużej – cmoknął mnie w czoło.
- Zgadzam się z tym – przytuliłam się do Liama. - Muszę już iść się szykować – przygryzłam dolną wargę.
- Okej, idź – westchnął. - A i jeśli nie będzie chciał się z tobą przyjaźnić, to pamiętaj, że to jego strata i mi to nawet pasuje – oparł swoje czoło o moje nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- Dobrze – przytaknęłam. - Przyjedziesz po mnie?
- Jasne, jak skończycie rozmawiać to do mnie zadzwoń – położył swoje usta na moich składając czuły pocałunek.
Po chwili odsunęliśmy się od siebie i udałam się do łazienki by się wyszykować.
O godzinie 15.30 byłam już gotowa, więc wyszłam z domu i ruszyłam w stronę Starbucksa, w którym się umówiłam z Alexem. Po półgodzinnym spacerze, dotarłam na miejsce, gdzie już czekał na mnie jak zawsze świetnie wyglądający brunet.
- Cześć – uśmiechnęłam się do niego.
- Hej – oddał uśmiech i chciał mnie pocałować w usta, ale się odwróciłam i wyszło na pocałunek w policzek. - Wszystko okej? - zmarszczył brwi.
- Powiedźmy... - mruknęłam. - Raczej nie będziesz szczęśliwy...
- Tak coś myślałem, że to nie będzie ciekawa rozmowa – odsunął mi krzesełko, na którym usiadłam i przysunął mnie do stolika. - Zrywasz ze mną? - to nie bardzo brzmiało jak pytanie.
- Może najpierw pogadamy, napijemy się czegoś – zaproponowałam, by złagodzić sytuację.
- Okej – westchnął. - Czego się napijesz?
- White Caffe Mocha – rzuciłam.
- Jak zawsze – mruknął i poszedł złożyć zamówienie, a ja zaczęłam zastanawiać się jak delikatnie to rozegrać.
Po dwóch minutach chłopak wrócił, postawił przede mną moje zamówienie i usiadł z powrotem na swoim miejscu wraz ze swoją kawą.
- Dzięki – podziękowałam na co kiwnął głową.
- Czyli... zrywasz ze mną? - zapytał wpatrując się we mnie.
- Czy to aż tak oczywiste? - przygryzłam wargę.
- Już mieliśmy kilka sytuacji, że musieliśmy „pogadać”, więc to było do przewidzenia, że kiedyś nadejdzie ten moment. Czyli, że tak? - zapytał by się upewnić.
- Alex – jęknęłam.
Nienawidzę gdy to robi. Udaje, że mu nie zależy, a wiem, że jest inaczej. Widzę to w jego oczach.
- Nie zaprzeczyłaś – stwierdził spoglądając na swój kubek z kawą. - Po prostu to powiedź.
- Tak – westchnęłam.
- Wiedziałem – posłał mi sztuczny uśmiech i zaczął się bawić nakładką od kubka. - Wybaczyłaś mu? - nie musiał wymawiać tego imienia. Doskonale wiem o kogo mu chodzi.
- Tak – stwierdziłam, że nie ma co go okłamywać, i tak by się dowiedział. - Nie będę cię okłamywać... myślę, że byłeś tak jakby moją opcją na zapomnienie... Przepraszam, że cię wykorzystałam... Ja... nie wiedziałam, że tak to się skończy.
- Wiem o tym. W sumie to nawet się cieszę, że to ja mogłem pomóc ci zapomnieć... chociaż w sumie się nie udało – posłał mi lekki uśmiech, który tym razem był szczery.
- Przepraszam... nie potrzebnie to wszystko zaczynałam. Naprawdę myślałam, że cię kocham – wyznałam.
- Ale tak nie jest. To jego kochasz... - przytaknęłam mu spuszczając wzrok. - Cóż... najważniejsze, że teraz jesteś szczęśliwa... bo jesteś, tak? - znów przytaknęłam. - Jest okej.
- Dlaczego tak dobrze to znosisz? - nie mogłam wytrzymać by o to nie zapytać.
- Bo wiem, że to dla ciebie trudne – zaśmiał się. - Wciąż mi się podobasz i nie będę ukrywał, że coś do ciebie czuję, ale jeśli taka jest twoja decyzja to nic na to nie poradzę.
- Przepraszam... - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Przestań już przepraszać. Wiedziałem w co się pakuję od samego początku. Cały czas przygotowywałem się na tę chwilę, bo wiedziałem, że nadejdzie.
- To dlaczego w to wszedłeś? To nie ma sensu – zmarszczyłam brwi.
- Miałem cichą nadzieję, że może się uda... Poza tym nie żałuję. Świetnie się z tobą bawiłem... no może z wyjątkiem dzisiejszego dnia no i tego kiedy mnie zdradziłaś... - zmarszczył brwi, ale po chwili się zaśmiał. - Naprawdę nie żałuję, że ze sobą chodziliśmy. Było fajnie – uśmiechnął się całkowicie szczerze, a mi kamień spadł z serca.
- Ja też się dobrze bawiłam – oddałam uśmiech. - Więc... zostaniemy przyjaciółmi?
- Jasne, że tak, chociaż może nie tak od razu. Muszę się no wiesz... odzwyczaić – zachichotał uroczo, co mnie rozczuliło. - Okej, muszę zapytać – spoważniał. - Wróciliście do siebie, czy do tego dążycie?
- Skąd pomysł, że do niego wracam?
- Spójrzmy na to. Zerwałaś ze mną i powiedziałaś, że mu wybaczyłaś... zresztą to było wiadome, że się nie podda. Za bardzo mu na tobie zależy.
- Oficjalnie nie jesteśmy razem, ale...
- Nie oficjalnie tak – dokończył za mnie. - To nawet dobrze, że poczekałaś aż mnie rzucisz. Uznam to za chęć dobroci w moją stronę.
- Cieszę się, że nie jesteś na mnie zły – uśmiechnęłam się.
- Nie potrafiłbym się na ciebie złościć – powiedział w tym samym momencie, w którym przyszedł do mnie SMS oczywiście od Liama.
Od Liam <3:
Jak tam kochanie? Wszystko dobrze poszło? Strasznie za
tobą tęsknię. O której przyjechać? Kocham Cię xx”
Na mojej twarzy pojawił się mimowolny uśmiech, który nie uszedł uwadze mojego towarzysza.
- Liam? - zapytał mając na myśli nadawcę wiadomości.
- Tak – spojrzałam na niego. - Pyta się o której ma po mnie przyjechać.
- Stęsknił się? - zainteresował się.
- Tak i to bardzo – przewróciłam oczami, ale zachichotałam.
- To powiedź mu żeby już po ciebie przyjechał. Długo się nie widzieliście, więc powinniście spędzać razem jak najwięcej czasu.
- Nic mu się nie stanie jak poczeka jeszcze trochę...
- Powiedź mu. Ja i tak już muszę iść – wzruszył ramionami, na co jęknęłam i wybrałam numer Liama.
- Hej kotek – gdy tylko usłyszałam jego głos, uśmiechnęłam się.
- Hej. Przyjedziesz po mnie teraz? - przygryzłam wargę patrząc na Alexa, który tylko przytaknął.
- No jasne. Coś się stało? Jak ci poszło? - dopytywał na co jęknęłam wewnętrznie.
- Dobrze i nic się nie stało.
- Okej. Zaraz będę. Kocham cię.
- Dobrze, ja ciebie też – rozłączyłam się i znów spojrzałam na Alexa. - Zaraz przyjedzie.
- Okej, to poczekam z tobą na niego – uśmiechnął się, ale po chwili spoważniał. - Wiesz, że jeśli coś to zawsze możesz na mnie liczyć?
- Oczywiście – przytaknęłam.
- Jeśli znów coś odwali to zamiast zamykać się w sobie masz przyjść do mnie, okej? - zapytał brzmiąc bardzo poważnie, co mnie trochę zawstydziło, więc opuściłam głowę.
- Nie sądzę by Liam dopuścił by coś podobnego się stało. On także przez to cierpiał...
- Możliwe, ale i tak mi to obiecaj. Wolę mieć pewność, że znów nie zrobisz jakiejś głupoty.
- Dobra – westchnęłam. - Obiecuję, zadowolony?
- Nawet nie wiesz jak – posłał mi zawadiacki uśmiech na co zachichotałam.
Gdy chciałam coś odpowiedzieć, przeszkodził mi dźwięk klaksonu, więc spojrzałam przez okno i dostrzegłam, opierającego się o drzwi samochodu od strony kierowcy, Liama, który gdy tylko skrzyżował ze mną spojrzenia, uśmiechnął się.
- To do zobaczenia w szkole – Alex wstał od stołu co spowodowało, że zwróciłam na niego swój wzrok.
- Okej – uśmiechnęłam się i również wstałam. - Mogę cię przytulić? - zapytałam niepewnie.
- Jeśli Liam nie będzie miał nic przeciwko, to tak – uśmiechnął się i rozłożył ramiona, w których po chwili się znalazłam.
- Odrobina zazdrości mu nie zaszkodzi – zaśmiałam się mu w szyję i mocno objęłam.
- Ale mi może – mruknął i odsunął się ode mnie. - Lepiej już idź, bo zaraz tu przyjdzie i zrobi aferę.
- Okej – uśmiechnęłam się szeroko na jego komentarz, bo oboje wiemy, że właśnie tak by to wyglądało. - Cześć.
- Pa – pożegnał się, więc udałam się do drzwi, przy których od razu pojawił się Liam i otworzył mi drzwi.
- Dłużej się nie dało? - zapytał na wejściu gdy podążaliśmy do drzwi samochody od strony pasażera.
- Nie bądź zazdrosny – zaśmiałam się do niego i musnęłam jego wargi, gdy wsiadałam do auta.
- Już ci mówiłem, że mam takie prawo – mruknął i zamknął moje drzwi, po czym zajął miejsce kierowcy.
- A ja ci mówię, że nie masz o co – posłałam mu uśmiech.
- Więc jak poszło? - zmienił temat.
- Dobrze. Bałam się, że będzie gorzej, ale Alex mi wszystko ułatwił. Powiedział, że spodziewał się tego i podświadomie przygotowywał się na ten moment.
- Serio? Przynajmniej w tej sprawie się z nim zgadzam – rozpromienił się.
- W jakiej? - zapytałam skonsternowana.
- Że powinniśmy być razem – połączył nasze usta w krótkim pocałunku i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.


Hejka :)
Mamy kolejny rozdzialik. Przyznam, że planowałam dodać go tydzień temu w sobotę, ale niestety nie udało mi się go napisać, a w niedziele wyjechałam na ferie i w sumie też pisałam tylko gdy miałam chwilę wolną, ale w końcu się udało :)

Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad (czyt. zaznaczycie pod rozdziałem „czytam” i/lub dodacie komentarz).
Bardzo was proszę KOMENTUJCIE!! Wystarczy choćby kropka bym wiedziała, że ktoś to jeszcze czyta. Opowieść i tak już powoli dobiega końca, ale zostało jeszcze kilka rozdziałów i mam nadzieję, że wytrzymacie do końca.

Całuję i pozdrawiam xx

PS. Sorki za błędy jeśli są :P

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 54

Edit: 2 część rozdziału została dodana.
Zapraszam :)

Martyna

Dzisiejszy dzień zaczął się jak każdy inny. Obudziłam się w objęciach mojego ukochanego i seksownego chłopaka, co nigdy mi się nie znudzi. Muszę przyznać, że uzależniłam się od tego i gdyby coś uniemożliwiło mi to, załamałabym się... Może dlatego rozumiem co odczuwa Paula i Liam? Niby nie byli ze sobą tak długo jak ja z Harrym, ale byli do siebie bardzo przywiązani.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie jakiś ruch obok mnie, który był spowodowany nie przez kogo innego niż Harry.
- Cześć słońce – wymruczał mi do ucha, okrywając moją szyję ciepłym oddechem.
- Cześć śpiochu – odwróciłam się w jego stronę i złożyłam pocałunek na jego miękki malinowych ustach.
- Ja śpiochem? Zazwyczaj to ja budzę się pierwszy, coś się stało? - zapytał zmartwionym głosem.
- Wszystko w porządku, po prostu... martwię się o nich – przyznałam dobrze wiedząc, że będzie wiedział kogo mam na myśli.
Złapał moją brodę między palec wskazujący i kciuk, i obrócił moją głowę tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nie zadręczaj się, kotuś – pogłaskał mnie po policzku, podpierając się na łokciu drugiej ręki, żeby mieć na mnie lepszy widok. - Wszystko będzie dobrze. Dziś jest sylwester. Może nowy rok będzie dla nich nowym początkiem...
- Obyś miał rację – uśmiechnęłam się do niego, na co Harry przyłożył swoje usta do moich składając na nich pocałunek pełen miłości.
Wtuliłam się w pierś chłopaka dziękując Bogu za to, że trafiłam na tak cudownego mężczyznę jakim jest Harry i mimo że nie życzę tego innym, cieszę się, że to co przytrafiło się Pauli i Liamowi, nie przytrafiło się nam.
- Zastanawia mnie... - przerwałam ciszę, która wcale nie była niezręczna, a wręcz przeciwnie, przyjemna. - Co by było gdybyśmy byli na ich miejscu?
Harry wzmocnił uścisk, w którym mnie trzymał, jakby się bał, że mogę odejść. Może on też się nad tym zastanawiał?
- Nigdy bym do tego nie dopuścił. Za bardzo cię kocham, by cię stracić.
- Wiem, ale... Oni też tego nie chcieli... Co gdyby to były zdjęcia ze mną, a nie Paulą? Co gdybyś zrobił to co Liam? Gdybyśmy zerwali?
- Walczył bym do ostatniej chwili by cię odzyskać, chociaż pewnie nie musiałbym tego robić ponieważ nigdy cię nie zdradzę, nawet jeśli ty zrobisz to mi – zapewnił.
Podniosłam głowę i przyjrzałam się dokładnie jego twarzy, aż moje oczy natrafiły na zielone tęczówki.
- Ja też nigdy ci tego nie zrobię... Jesteś wszystkim czego pragnę – posłałam mu spojrzenie pełne miłości.
- Taa, nikt się ze mną nie równa. Jestem zajebisty w łóżku – zaśmiał się.
- Ty to zawsze potrafisz zniszczyć taki moment – skrzywiłam się.
- Zrobiłem to dla rozluźnienia atmosfery – wywrócił oczami i zaczął mnie głaskać uspokajająco po plecach. - Mamy szczęście, że to nie przytrafiło się nam i jestem przekonany, że gdyby teraz spotkało nas coś podobnego, bylibyśmy bardziej obiektywni co do wydarzeń i dalibyśmy radę jakoś to wszystko powstrzymać.
- Kocham Cię – ponownie spojrzałam w jego przepiękne tęczówki, w których się wręcz topiłam. - Jesteś moim ideałem.
- Ja też cię kocham – złożył namiętny pocałunek na moich ustach, a gdy się od siebie odsunęliśmy, zachichotał. - Bo czego można chcieć więcej? - nawiązał do moich wcześniejszych słów.
- No nie wiem... Może śniadania? - zapytałam i mimo protestów kędzierzawego wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
- Jeśli uważasz, że śniadanie jest lepsze ode mnie, to się grubo mylisz – usłyszałam jego słowa zza drzwi, na które zachichotałam.
- Nie jestem tego pewna – odkrzyknęłam, odkręcając wodę pod prysznicem.
- Mogę cię do tego przekonać – wyszeptał mi wprost i przygryzł mój płatek ucha.
Zapomniałam zamknąć drzwi... ale nie żałuję tego.

Reszta dnia zleciała wręcz spokojnie. Pomijając oczywiście zawzięte przygotowania do powitania Nowego Roku. Chłopaki kilkakrotnie próbowali mnie przekonać byśmy zamówili ekipę, która to dla nas zorganizuje, ale wybiłam im ten pomysł z głowy, bo nie ma nic fajniejszego niż spędzanie razem czasu na dekorowaniu domu. Po cichu miałam również nadzieję, że pozwoli to oderwać się Liamowi od jego myśli, które cały czas krążą mu po głowie.
- O czym znów myślisz? - Harry położył mi głowę na ramieniu i przyciągnął do swojej klatki piersiowej obejmując mnie w tali.
- A jak myślisz? - westchnęłam i splotłam moje palce z palcami Hazzy, które leżą na moim brzuchu. - Dziś jest gorzej niż dotychczas. Nawet gdy się dowiedział, że nie przyleciała, nie wyglądał tak.
- Może za bardzo to analizujesz? Wiesz, że jest przygnębiony...
- Tak, wiem – przerwałam mu, obracając się twarzą do niego. - Ale tylko mu się przyjrzyj. Nie widzisz tego? Coś jest nie tak.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- Planuję zadzwonić do Pauli i z nią pogadać, ale najpierw pogadam z nim – posłałam mojemu ukochanemu uśmiech.
- Jeśli to pozwoli ci się rozluźnić, to dobrze. W razie czego będę na tarasie – musnął moje usta.
- Dobrze – oddałam pocałunek i wyswobodziłam się z jego uścisku.
Poczekałam aż Harry się oddali i podeszłam do siedzącego na kanapie Liama.
- Jak tam? - zapytałam.
- O, hej – spojrzał na mnie i wymusił uśmiech. - Jak zawsze, a u ciebie?
- Liam... Dobrze wiesz, że nie jest „jak zawsze”.
- Wydaje ci się...
- Nie, nie wydaje mi się – przerwałam mu. - Nie jestem ślepa. Dziś jest dużo gorzej, a ja nie wiem dlaczego i to mnie dobija!
- Nie musisz się mną przejmować...
- Owszem, muszę. Jesteś moim przyjacielem i to, że widzę cię w takim stanie, nie jest fajne... Po prostu powiedz o co chodzi.
- A o co może chodzić? - westchnął poddany. - Wiadomo, że o Paule...
- Tego się domyśliłam od razu. Wiem, że jesteś smutny, bo jej tu nie ma, ale przecież ma wrócić pojutrze. Jestem pewna, że wtedy da ci wszystkie odpowiedzi na twoje pytania.
- Ty nic nie rozumiesz... Ona miała mi dać odpowiedź do końca tego roku.
- Może i tak, ale sytuacja się zmieniła. Ona też ma życie, Liam. Poza tym dobrze wiesz, że to nie zależne od niej.
- Wiem, ale... ja tak dłużej nie mogę. Zresztą i tak już postanowiłem, że jeśli nie powie mi co z nami do końca roku, to... wszystko się zmieni.
- Jesteś przewrażliwiony. Nie ma jej tu i już nie zdąży przylecieć. Wszystko będzie dobrze, tylko musisz poczekać... - starałam się mu to jakoś jasno zobrazować, ale... chyba się nie da.
- Nie! - Liam podniósł głos. - Jeśli do północy nie da mi odpowiedzi, z nami koniec... na zawsze – uciął i wyszedł z salonu zapewne udając się do swojego pokoju.
Przez chwilę rozmyślałam co miał na myśli mówiąc, że to już będzie koniec, aż to do mnie dotarło. Szybko zaczęłam szukać telefonu, lecz nigdzie nie mogłam go znaleźć. Pobiegłam na taras, gdzie powinien być Harry. W tej chwili liczy się każda minuta, a nawet sekunda.
- Harry! - krzyknęłam. - Widziałeś mój telefon? - panikowałam.
- Chyba jest w naszym pokoju, coś się stało? - zapytał zmieszany.
Nie odpowiedziałam mu, tylko pobiegłam na górę do naszego pokoju. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam? Kiedy znalazłam się w pokoju zaczęłam się wszędzie rozglądać za białym urządzeniem oraz przekopywać się przez stosy rzeczy, aż w końcu znalazłam go na stoliku nocnym. Szybko wybrałam numer Pauli i czekałam aż odbierze. Pierwszy sygnał... Drugi... Trzeci... Czwarty... Poczta głosowa. Rozłączyłam się i ponownie wybrałam jej numer. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... i gdy już miałam się rozłączyć, ktoś odebrał połączenie.

Paula

To mój żywioł. Jestem w centrum uwagi, na przyjęciu, w pięknej czarnej sukience, w której prezentuję się naprawdę ślicznie... no przynajmniej ja tak myślę. Sukienka idealnie podkreśla moją figurę, która w tym wydaniu, o dziwo, wygląda szczupło, dodatkowo moje włosy miękko opadają falami na moje ramiona. Ale koniec o ubraniach i moim wyglądzie. Mimo że tak jak mówiłam to mój żywioł, nie czuję się tak. Chciałabym być teraz w Londynie ze znajomymi, ale nie mogę nic zrobić. Moja mama strasznie się napracowała by ściągnąć tu tych wszystkich projektantów oraz by to zorganizować. Wiszę więc jej przynajmniej to.
- Kochanie, jak ci się podoba? - zagadnęła mnie mama. W końcu oderwała się od jakiś ludzi, z którymi rozmawiała.
- Jest cudownie, dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś – przytuliłam ją lekko oraz ucałowałam jej policzek.
Przyznam, że trochę za nią tęskniłam podczas mojego pobytu w Anglii. Tak w sumie, to jest to nasza pierwsza rozmowa odkąd Julka wróciła do Londynu. Mama przez cały czas pracowała nad tym przyjęciem i praktycznie jej nie widywałam, więc to, że jej teraz dziękuję jest chyba całkowicie jasne.
- Och skarbie, dla ciebie wszystko – oddała uścisk. - Wiesz, rozmawiałam z pewnym znanym projektantem i bardzo mu się spodobałaś, ale na razie nie powiem ci kto to. Prezentujesz się bardzo dobrze, więc rób tak dalej.
- Oczywiście mamo – uśmiechnęłam się. - Dlaczego nie możesz mi powiedzieć, kto to jest?
- Nie chcę ci robić nadziei... Chociaż to raczej pewne, że da ci kontrakt. To będzie niespodzianka – posłała mi uśmiech.
- No dobrze – westchnęłam.
Poczułam, że mój telefon dzwoni. Dyskretnie zerknęłam do torebki i gdy zobaczyłam, że to Martyna, chciałam odebrać, ale matka mnie zatrzymała.
- Nie odbieraj. Na pewno to nic ważnego i może poczekać. Jesteś teraz zajęta.
- Ale...
- Żadnego „ale” - przerwała mi mama.
Westchnęłam rozdrażniona i poczułam, że telefon przestał dzwonić. Po chwili znów się rozdzwonił i już wiedziałam, że Martyna tak łatwo nie odpuści.
- To pilne, muszę odebrać – posłałam jej poirytowane spojrzenie.
- Dobrze, ale idź gdzieś żeby cię nikt nie widział. Pośpiesz się.
Szybko jej podziękowałam i udałam do holu, którym można dotrzeć do toalet. Pośpiesznie wyciągnęłam telefon i w ostatniej chwili odebrałam.
- Halo? Martyna?
- Paula! Całe szczęście, że odebrałaś – westchnęła z ulgą.
- Martyna? Coś się stało? Nie bardzo mogę rozmawiać, bo jestem już na przyjęciu, więc...
- Wiem, że jesteś zajęta, ale to bardzo ważne – przerwała mi.
- W takim razie, o co chodzi? - zmieszałam się lekko.
- Chodzi o Liama i o... - zaczęła, ale jej przerwałam. Nie chcę o nim znów słuchać.
- Martyna, proszę cię, przynajmniej nie ty... Wiem, że Liam jest w kiepskim stanie, bo chłopaki prawie cały czas do mnie wydzwaniają, ale nic teraz na to nie poradzę. Po prostu... możemy porozmawiać o tym jutro? Jestem trochę... zajęta.
- To nie to o czym myślisz – westchnęła rozdrażniona. - Posłuchaj mnie do końca, okej? - zapytała zniecierpliwiona.
- Dobrze, tylko szybko – jęknęłam. Może jakoś uda mi się to wytrzymać.
- Rozmawiałam z Liamem, bo jest dziś wyjątkowo w kiepskim humorze i... powiedział, że jeżeli do północy nie dasz mu odpowiedzi na pytanie, co z wami dalej... to będzie koniec.
- Czekaj. Jak to do północy, przecież nie mogę tam się teraz pojawić...
- To akurat twój najmniejszy problem! - znów mi przerwała. - Jeśli nie dasz mu tej odpowiedzi do północy, możesz się pożegnać z nim na zawsze.
- Mówił mi coś o tym, ale... - w tej chwili to do mnie dotarło. - O mój Boże! Li faktycznie coś wspominał o końcu roku... Ale przecież... Co ja mam teraz zrobić?! - zaczęłam panikować.
- Nie mam pojęcia! Zadzwoń do niego i powiedź mu co zadecydowa...
- Ale ja jeszcze nic nie postanowiłam! - tym razem ja jej przerwałam. - Tyle się działo, że nawet nie miałam szansy tego przemyśleć... Ja... nie chcę go stracić... - przynajmniej nie na zawsze, a właśnie to miał na myśli.
- Więc daj wam szansę! Masz jeszcze niecałe 4 godziny, by się nad tym zastanowić i zadzwonić do niego – czy ona oszalała? To nie jest rozmowa na telefon!
- Nie mogę mu tego powiedzieć przez telefon! Powinniśmy to obgadać twarzą w twarz, ale nie uda mi się teraz przylecieć... - i już wiedziałam co mam zrobić. - Martyna, muszę kończyć.
- Dobrze... ale proszę cię, zrób z tym coś. Od tego zależy wasza znajomość...
- Tak, wiem. Mam pewien pomysł. Trzymaj kciuki, że się uda i... może niedługo się zobaczymy. Tylko nic...
- Mam mu nic nie mówić, jasne – wpadła mi w słowo, doskonale wiedząc co mam na myśli.
- Dziękuję. Jeśli mi się nie uda... przekonaj go by poczekał.
- Oczywiście. Powodzenia – pożegnała się, a ja się rozłączyłam.
Od razu wybrałam numer na infolinie. Nie mogę tego tak zostawić, mimo że nawet nie wiem jaka jest moja decyzja.
- Tu infolinia, w czym mogę pomóc?
- Proszę mnie połączyć z lotniskiem w Warszawie.
- Już łączę, proszę poczekać – usłyszałam w tym samym czasie, w którym podeszła do mnie matka.
- Co tak długo? Zbladłaś, wszystko w porządku? - dopytywała.
Zakryłam ręką głośnik i przytaknęłam.
- Wszystko dobrze. Muszę teraz lecieć do Londynu.
- Co?! Nie możesz! Polecisz jutro...
- Nie! Muszę teraz, przepraszam. Dziękuję, że to dla mnie zorganizowałaś, ale naprawdę muszę iść. Zadzwonię później – odeszłam od niej w tym samym czasie, w którym usłyszałam przywitanie po drugiej stronie słuchawki.
- Proszę o zabukowanie biletu na najbliższy lot do Anglii...


Północ zbliżała się nieubłaganie. Kiedy taksówka zatrzymała się pod willą One Direction, zostały 2 minuty. Zostawiłam należność taksówkarzowi z wysokim napiwkiem za pośpiech i wybiegłam z taksówki. Szybko udałam się do domu. Całe szczęście, że drzwi były otwarte, to oznacza, że są w domu. Weszłam na korytarz i zrzuciłam z siebie płaszcz, nie interesując się butami i weszłam go salonu, który okazał się pusty. Jako kolejny cel obrałam kuchnię oraz jadalnię. Gdy nikogo nie znalazłam w domu, dotarło do mnie, że mogą być na tarasie. Do północy zostało 10 sekund, więc ruszyłam biegiem w stronę szklanych drzwi prowadzących na taras.

Liam

Kiedy zostały 2 minuty do północy, straciłem wszelkie nadzieje. Paula ani nie przyjechała, ani nie zadzwoniła. Chociaż druga opcja jest wykluczona, ponieważ odkąd wróciłem ze świąt do domu, mój telefon leżał wyłączony w szufladzie w szafce nocnej. Mogłem go włączyć ze względu na Nią, ale stwierdziłem, że raczej będzie chciała o tym porozmawiać twarzą w twarz.
Zaczęło się odliczanie do północy. Przez dosłownie chwilę zacząłem rozważać czy by może nie poczekać jeszcze jednego dnia, lecz moje myśli rozproszyły się gdy gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwiami.
- Liam! - usłyszałem najcudowniejszy głos na świecie.
Bez wahania, odwróciłem się w stronę domu, a czas zwolnił. Ujrzałem mojego aniołka, który podążał w moją stronę, ubrany w prześliczną czarną sukienkę, która idealnie opinała jej talię oraz podkreślającą jej wszystkie atuty, a włosy opadały na ramiona delikatnymi falami. Ale to teraz nie istotne. Ważne, że tu jest. Dziewczyna szybko ruszyła w moją stronę podczas gdy nasi znajomi kończyli odliczanie do północy jakby jej nie zauważyli. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc czekałem aż brunetka zrobi pierwszy ruch. W chwili, w której wybiła równo północ, Paula połączyła swoje usta z moimi. Bez wahania oddałem jej pocałunek, który był pełen niewypowiedzianych uczuć oraz przepełniony tęsknotą. Dziewczyna zarzuciła mi ręce na szyję, splatając je na karku, na co ja odpowiedziałem obejmując ją w tali i przyciągając jeszcze bardziej do siebie. Brunetka wplotła swoje palce w moje włosy, a ja korzystając z okazji, pogłębiłem pocałunek jeszcze bardziej. Po kilku chwilach odsunęliśmy się od siebie z powodu braku powietrza. Spojrzeliśmy sobie w oczy, a na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy. Paula przygryzła dolną wargę, co pokazywało, że jest zdenerwowana, więc postanowiłem przejąć stery.
- Czy to oznacza, że dasz nam jeszcze jedną szansę? - zapytałem z nadzieją, której nawet nie próbowałem ukryć.
- Wyrwałam się z przyjęcia zrobionego specjalnie dla mnie, przyleciałam tu aż z Polski, a ty się jeszcze pytasz, czy do ciebie wrócę? - zapytała zaskoczona. Spojrzałem na nią zdezorientowany, na co tylko się zaśmiała i chwyciła moje policzki w swoje dłonie. - Jasne, że tak.
Gdy tylko te słowa wyszły z jej ust, również objąłem jej policzki dłońmi i tym razem to ja połączyłem nasze wargi w pocałunku. W tym momencie byłem tak szczęśliwy, że aż całkowicie zapomniałem, że nie jesteśmy tu sami i pogłębiłem pocałunek najbardziej jak się dało. Paula od razu oddała pocałunek z identyczną pasją. Gdyby to było możliwe, już nigdy byśmy nie przerwali, ale... niestety tak nie jest.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem – westchnąłem opierając czoło o jej.
- Ja także tęskniłam – musnęła lekko moje usta.
- Przepraszam, że musiałaś przeze mnie urywać się z tego przyjęcia... - skrzywiłem się odsuwając się lekko.
- Nic się nie stało – posłała mi pocieszający uśmiech. - Moja mama mówiła, że i tak mam już załatwiony jakiś kontrakt, więc to, że bym tam została, nic by nie zmieniło.
- Kamień z serca – również się uśmiechnąłem. - Ale i tak przepraszam, że musiałaś tłuc się tutaj samolotem...
- Już przestań – przyłożyła mi palec wskazujący do ust, by mnie uciszyć. - Ciesze się, że to zrobiłam. W sumie, to pewnie gdybym nie pędziła tu, nie podjęłabym decyzji... chociaż podjęłam ją z chwilą gdy cię zobaczyłam.
- Myślę, że nawet gdybyś się nie zgodziła, to i tak bym cię sobie nie odpuścił, nie wytrzymałbym.
- Czyli co? Jeszcze mogę zmienić zdanie?
- Nie! - zaprzeczyłem gwałtownie, mimo że wiedziałem, że tylko żartowała.
- Okej, okej – uniosła ręce w geście poddania. - Ale wiesz, że i tak będziemy musieli obgadać wszystko? Nie chcę znów cierpieć...
- Przysięgam, że nie będziesz, a już na pewno nie przeze mnie – przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
Paula wtuliła się w moją klatę i również mnie objęła. Zmieniam zdanie. To w TEJ chwili jestem najszczęśliwszy. Trzymam w rękach najważniejszy dla mnie skarb na całym świecie i nigdy, ale to nigdy nie mam zamiaru go wypuścić.
- Nie chcemy przerywać momentu, ale my też się stęskniliśmy za Paulą – wtrącił się Niall, na co posłałem mu wrogie spojrzenie. Paula dopiero co wróciła i na dodatek znów jest moja po tak długim czasie czekania, a oni chcą już mi ją odebrać? Nie. Ma. Mowy.
- No dobra, chcieliśmy wam przerwać i wciąż chcemy – odezwał się Louis całkowicie rozbawiony. - Podziel się nią z nami. Nacieszysz się nią w nocy.
Paula zachichotała w moją klatkę i delikatnie zaczęła się ode mnie odsuwać. Jęknąłem niezadowolony, ale również ją wypuściłem z uścisku. Nie chcę być zaborczy czy coś... ale naprawdę za nią tęskniłem, więc by mieć z nią jakikolwiek kontakt, objąłem ją w tali ramieniem.
- Naprawdę się za mną stęskniliście? - zapytała zmieszana.
- No jasne, że tak! Nie widzieliśmy cię od tygodnia – stwierdził Zayn.
- Zdążyliśmy się już do ciebie przyzwyczaić – dodał Harry.
- No ja cię nie widziałam przez 3 dni, ale niech będzie – westchnęła Julka. - Co tam u mamy?
- Oj, założę się, że jest teraz na mnie nieźle wkurzona. W końcu wybiegłam od tak z przyjęcia. Pewnie wymyśla jakieś powody mojej nieobecności lub załatwia mi kontrakt.
- Przepraszam – wyszeptałem jej do ucha, za co zostałem zdzielony w ramię.
- Mówiłam ci coś o tym – posłała mi groźne spojrzenie.
- Już sobie nagrabiłeś? - zakpił Zayn.
- Stary, dopiero co przyleciała, daj jej odpocząć. Później będziesz mógł się z nią zabawić – roześmiał się Louis, na co tylko pokręciłem głową, a chłopak dostał kuksańca w bok od Eleanor oraz po ramieniu od Pauli.
- To wcale nie jest śmieszne – warknęła Paula. - Nie o to chodzi. Liam jest po prostu idiotą.
- Nie jestem – mocniej ją do siebie przyciągnąłem. - Mówię prawdę, a ty mi nie wierzysz.
- Już się kłócicie? - wtrąciła się Martyna. - O co chodzi?
- To nie istotne. Musimy o tym pogadać – stwierdziła moja ukochana brunetka.
- Więc... jesteście razem? - zapytała Julka z nadzieją?
- Tak – przytaknąłem.
- Nie – zaprzeczyła w tym samym czasie Paula.
Jak tylko dotarły do mnie jej słowa, spojrzałem na nią skonsternowany.
- Jak to „nie”? - podkreśliłem ostatnie słowo. - Myślałem, że...
- Liam, mówiłam ci, że musimy jeszcze o tym pogadać – skrzywiła się.
- No tak, ale myślałem, że to, że jesteśmy już razem jest jasne – oburzyłem się.
Paula jedynie jęknęła i odciągnęła mnie z dala od naszych znajomych.
- To nie tak jak myślisz... - zaczęła, ale jej przerwałem.
- A jak? Znów robisz mi nadzieję, a później wszystko niszczysz – spojrzałem na nią niezadowolony.
- Nie! - zaprzeczyła gwałtownie i chwyciła mnie za rękę. - Chce znów z tobą być, ale oficjalnie nie możemy być teraz razem...
- Dlaczego? - zmarszczyłem brwi. Nie rozumiem z tego ani słowa.
- Słuchaj, ty masz dziewczynę, a ja chłopaka. Dopóki z nimi nie zerwiemy, nie możemy być oficjalnie razem, nie jestem taka.
- Masz rację, tyle, że Aurore nie jest moją dziewczyną. Nigdy nie była – wzruszyłem ramionami, a ulga rozlała się po moim całym ciele.
- Ona chyba myśli inaczej... - skrzywiła się, a ja się zaśmiałem.
- Okej, daj mi na chwilę telefon – dziewczyna zawahała się, ale podała mi urządzenie. - Masz numer Aurore?
- Tak, ale co ty... - uciszyłem ją wybierając numer Aurore.
- Halo? Paula?
- Hej Aurore, tu Liam, słuchaj, myślę, że musimy zakończyć naszą znajomość.
- Zrywasz ze mną? - zapytała zaskoczona, no proszę was.
- Nawet nie byliśmy razem. Po prostu kocham kogoś innego, sorki.
- Jesteś okropny – rzuciła i się rozłączyła.
- Sprawa załatwiona – stwierdziłem i zacząłem przeglądać kontakty brązowookiej w poszukiwaniu pewnej osoby.
- To było trochę chamskie.
- Przeżyje. Zostało jeszcze tylko jedno – wcisnąłem numer do odpowiedniej osoby, która od razu odebrała.
- Paula? - usłyszałem głos Alexa.
- Nie, Liam. Słuchaj Paula chce z tobą ze... - nie zdążyłem odebrać, dziewczyna zabrała mi telefon i posłała groźne spojrzenie. Założę się, że gdyby spojrzenie mogło zabić, już bym nie żył.
- Alex? Hej – Paula odwróciła się do mnie plecami i kontynuowała rozmowę z chłopakiem. - Przepraszam za Liama, jest pijany – serio? Pijany? Nic lepszego nie mogła wymyślić? - Tak... Możemy się jutro spotkać? Musimy porozmawiać... Okej, to jutro w Starbucksie o 16?.. Tak, tam gdzie zawsze... Okej, pa – rozłączyła się. - Co to było? - odwróciła się do mnie.
- A to, to co? Miałaś z nim zerwać, a nie umówić! - podniosłem głos.
- Zerwę z nim, jutro. Alex zasłużył na coś więcej niż zerwanie przez telefon. Byliśmy wcześniej przyjaciółmi...
- Niech ci będzie, nie chcę się kłócić, ale masz to jutro załatwić – objąłem ją w tali i przyciągnąłem do siebie.
- Dobrze – uśmiechnęła się.
- Ale to, że oficjalnie nie jesteśmy razem, nie oznacza, że nie mogę cię całować, przytulać i tak dalej? - zapytałem z cwaniackim uśmieszkiem.
- Tak, możesz to robić – wywróciła oczami i uroczo zachichotała.
- Kocham cię – musnąłem jej wargi swoimi.
- Ja też cię kocham – wtuliła się we mnie, a ja już wiedziałem, że będzie dobrze.


Hej :)
No i mamy już cały 54 rozdział. Chciałam wam powiedzieć, że to jeszcze nie koniec opowiadania, ale zbliżamy się do niego coraz większymi krokami. Mam nadzieję, że dotrwacie do końca tej historii.
UWAGA! Pod postem pojawiło się coś takiego jak „Reakcja: Czytam”. Bardzo was proszę, żebyście to zaznaczyli, nawet jeśli nie skomentujecie bloga. W ten sposób będę mogła stwierdzić ile osób wciąż tu jest.
Proszę też o KOMENTARZE i... do zobaczenia mam nadzieję niedługo.
Całuski xx


PS. Zaznaczcie przynajmniej, że czytacie, to dla mnie bardzo ważne. Sorki za błędy jeśli jakieś są.

wtorek, 24 grudnia 2013

Mery Christmas


Święta, święta 
i po świetach
Nikt już o nich nie pamięta,
bo SYLWESTER już zapasem,
bawmy OSTRO się w tym czasie!!


Mam nadzieję, że spędzicie święta w miłym, rodzinnym gronie oraz żeby podobały się wam moje rozdziały :)
Całuski xx

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 53

Dziś Wigilia. Paula, Julia i Martyna wróciły do Polski, aby spędzić święta wraz z rodzinami, tak samo jak i One Direction, które udało się do rodzinnych miejscowości. Wszyscy spędzają święta w rodzinnej, radosnej atmosferze... Prawie wszyscy. Jedynie Liam nie jest przepełniony przyjemnymi emocjami. W jego głowie wciąż siedzi Paula i jej decyzja. Od tego co zadecyduje, według Liama, zależy wszystko. Jeśli odmówi, nie będą w stanie się przyjaźnić, bo to kosztowało by bruneta zbyt wiele. Jeśli się zgodzi, będzie go czekała masa pracy, by odbudować w Pauli zaufanie do siebie, a także zrobić wszystko by nie żałowała swojej decyzji. Te całe nerwy spowodowane oczekiwaniem, nie dają mu żyć. Najbardziej jednak martwi go to, że dziewczyna obiecała zadzwonić, ale tego nie zrobiła. Praktycznie co chwilę, Liam, sięga po telefon i wybiera jej numer, jednak ani razu nie dzwoni. Obiecał brunetce, że da jej przestrzeń i to ona miała się odezwać, jako pierwsza, ale on już tego nie wytrzymuje. Chłopak lekko się poddaje, ale przed depresją chroni go jeszcze odrobina nadziei, którą zapewniła mu Paula przed wyjazdem...
~Flashback~
- Osoby lecące do Polski, zapraszam do podejścia do wejścia numer 3 – w głośnikach dało się słyszeć komunikat.
Wszyscy od razu oklapli. Każdy miał świadomość, że ta rozłąka nie potrwa długo, ale mimo to był smutny. One Direction bardzo zżyło się z dziewczynami i nie chcieli ich opuszczać choćby na chwilę, a co dopiero na kilka dni.
- Czas na nas – uśmiechnęła się Paula.
Wszyscy zaczęli się przytulać z dziewczynami i z nimi żegnać. Gdy przyszedł czas na Paule i Liama, zrobiło się trochę niezręcznie.
- Wesołych świąt – posłał dziewczynie szczery uśmiech chłopak.
- Nawzajem – oddała uśmiech i została przyciągnięta przez chłopaka do uścisku.
- Kocham cię – wyznał Liam patrząc brunetce w oczy.
- Ja ciebie też – wyszeptała spuszczając wzrok nie chcąc by chłopak to usłyszał, jednak było odwrotnie. - Zadzwonię – spojrzała mu w oczy posyłając uśmiech.
- Proszę cię, pomyśl nad wszystkim, nie chcę by to było nasze pożegnanie – spuścił wzrok.
- Dobrze – Paula wyszeptała mu do ucha i gdy spojrzeli sobie w oczy, pocałowała go w policzek. - Pa – wyswobodziła się z jego objęć i udała do wyjścia bez słowa.
~Flashback end~
Ja ciebie też” te słowa ciągle krążą mu po głowie i tylko one trzymają go przy zdrowych zmysłach.
- Liam, skarbie, wszystko okej? - do pokoju chłopaka zagląda jego matka.
- Tak mamo, wszystko w porządku – odpowiedział otrząsając się ze wspomnień.
- Kochanie, przecież widzę, że coś cię trapi... Co się stało? - kobieta weszła do środka i usiadła na łóżku obok syna.
- To... skomplikowane – westchnął poddany.
Liam doskonale wie, że jego matka łatwo nie odpuści i nie ma co próbować ukryć przed nią prawdę.
- Chodzi o tą dziewczynę, Paule? - zapytała nim chłopak zdążył jej cokolwiek wyjaśnić.
- Co? Skąd o niej wiesz? - zmarszczył brwi.
- Liam, trąbili o tym wszędzie. Ja i twoje siostry oglądamy telewizję, a także przeglądamy strony internetowe, zwłaszcza gdy chodzi o ciebie i twój zespół. Jak mogłam się więc o tym nie dowiedzieć?
- Masz rację, przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć, ale w sumie nie było kiedy. Nasze chodzenie nie trwało zbyt długo...
- Wiem skarbie – westchnęła. - Dlatego też nie mam do ciebie pretensji, tak samo i twoje siostry. Wiemy, że jesteś zapracowany i mogłeś nie znaleźć chwili by nam to powiedzieć lub chciałeś sprawdzić czy to nie była ściema...
- To nie była ściema! - przerwał matce. - Zależy jej na mnie, tak samo jak mi na niej.
- Więc dlaczego zerwaliście? Przecież widać, że dla obojga z was było to bardzo ciężkie.
- Wciąż jest... Rozstaliśmy się, bo... bardzo ją skrzywdziłem...
- Nie możesz się obwiniać. Może wina leży pośrodku?
- Nie mamo, nie leży. To ja wszystko zepsułem. Nasz związek...ją... przeze mnie się zmieniła, na gorsze.
- Cokolwiek się stało, na pewno da się to naprawić.
- Da, jeśli tylko Paula tak postanowi – chłopak wzruszył ramionami.
- Liam, to nie zależy tylko od niej, a od was obojga..
- Nie mamo, to zależy tylko i wyłącznie od niej. Paula wie czego chcę ja, teraz musi się tylko dowiedzieć, czego pragnie ona sama.
- W takim razie... musisz dać jej czas do namysłu i być dobrej myśli. Nie możesz się tak zadręczać, bo to do niczego cię nie zaprowadzi, a jedynie zdołuje.
- Wiem... - westchnął.


Liam
~2 dni później~

Dziś 2 dzień świąt. Całą piątką udaliśmy się na lotnisko by odebrać dziewczyny. Wszyscy jesteśmy zniecierpliwieni, ale ja chyba najbardziej. Mam ogromną nadzieję, że Paula już zadecydowała... Chociaż ważniejsze jest to, że będę blisko niej i może będę miał szansę by jakoś na nią wpłynąć.
- Samolot z Polski wylądował... - usłyszałem z głośników komunikat.
Napięcie i radość wzrosły. Po kilku chwilach do sali przylotów zaczęli wchodzić ludzie. Wszyscy zaczęliśmy się rozglądać, aż w końcu dostrzegliśmy znajome twarze..
- Martyna! - krzyknął Harry i po chwili miał już dziewczynę w swoich ramionach, tak samo jak Niall swoją.
Wciąż rozglądałem się za brunetką, którą tak bardzo pragnąłem teraz ujrzeć, jednak nigdzie jej nie zauważyłem.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale gdzie Paula? - odezwałem się zdesperowany.
Ta niecierpliwość mnie wykończy. Dziewczyny oderwały się od chłopaków i spojrzały na siebie. Wszyscy się im przyglądaliśmy. Każdy jest ciekawy gdzie podziała się brązowooka.
- Nie przyleciała – odpowiedziała mi Julka.
- Okej... A kiedy przyleci? Dziś? Jutro? - wypytywałem.
- Liam... ona nie przyjedzie – skrzywiła się Martyna.
- Ale jak to? - zapytał Zayn.
W sumie powinienem mu podziękować za to pytanie, bo sam nie byłem w stanie się odezwać, gdy dotarły do mnie słowa Martyny.
- Paula ma dużo spraw do załatwienia w Polsce. Wiesz, nasza mama chce ją wkręcić w jakiś tam pokaz by odbudować jej karierę – Julka się skrzywiła.
- Jej mama rozmawiała z naszym szefostwem o jej karierze i wyszło na to, że jeśli się teraz postara, to uda im się wszystko naprawić.
- I Paula się na to zgodziła? - zapytał zaskoczony Harry.
- Nie zbyt, ale matka ją zmusiła – westchnęła Julka.
- Poza tym, to nie tak, że nie wróci. Załatwi co ma załatwić i przyleci. Nie zostawi szkoły i was – stwierdziła Martyna.
Przyznam, że na te słowa, trochę mi się polepszyło, ale to nie oznacza, że już jest dobrze. To całe „załatwianie spraw” może trwać dość długo. Nie dość, że przez długi czas jej nie zobaczę, to jeszcze nie wiadomo kiedy dokładnie wróci. Może nie przejmowałbym się tym tak bardzo, gdyby w końcu dała mi odpowiedź. Pewnie wtedy tylko bym za nią tęsknił lub pojechał do niej, a tak to nie wiem co robić.
- W takim razie, powinniśmy się zbierać, pewnie jesteście wykończone podróżą – stwierdził Louis, który dotychczas ani razu się nie odezwał.
- Raczej wątpię czy Niall i Harry im na to pozwolą – stwierdził Zayn. - Pewnie będą chcieli się nimi nacieszyć na osobności...
- Czyli raczej nie odpoczną – westchnął szatyn z udawaną rozpaczą.
- Po prostu już chodźmy – rzuciłem wnerwiony i ruszyłem w stronę wyjścia by udać się do czekającego na nas vana.
Reszta podążyła za mną i już po chwili jechaliśmy do domu. Przez całą podróż zastanawiałem się co teraz będzie. Martyna siedzi wtulona w Harrego, tak samo Julka w Nialla, natomiast Zayn i Louis rozprawiali na przeróżne tematy, w tym także o osobie, o której myślałem ja. Czy tak to będzie wyglądać? Oni będą szczęśliwi, a ja będę się zamartwiał co z Paulą i czy ją kiedykolwiek jeszcze zobaczę? To się nie może tak skończyć. Naprawdę nie jest nam pisany ten tak zwany Happy End? A może za bardzo panikuję? Może ona wróci i jednak będzie tak jak kiedyś? Aby się o tym przekonać, pozostaje mi tylko czekać...
- Jesteśmy – odezwał się Preston – nasz kierowca.
Przez to całe zamartwianie, nawet nie zauważyłem kiedy dojechaliśmy. Czas tak szybko mi leci na zamartwianiu się. Może powinienem przestać, by nic mi nie uciekło? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi... oby na długo.
Kiedy już znaleźliśmy się w apartamencie, od razu udałem się do swojego pokoju. Oczywiście nie uśmiecha mi się siedzieć w nim sam na sam z myślami, ale nie chcę również zepsuć humoru pozostałym domownikom. Dlatego też pierwsze co zrobiłem, to walnąłem się na łóżko i zacząłem wpatrywać się w sufit. Może jak się zdrzemnę to wszystko będzie okej? Nikt nie będzie musiał się mną przejmować i uwolnię się od niepotrzebnych myśli... Gdy już miałem zasypiać, usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
- Proszę – rzuciłem, żeby osoba po drugiej stronie drzwi usłyszała, ale sam się nie podniosłem.
Mam nadzieję, że osoba, która mi przeszkodziła, szybko sobie pójdzie i będę mógł odpocząć.
- Hej Liam. Nie przeszkadzam? - do pokoju zajrzała Martyna.
- Nie, wchodź – westchnąłem i usadowiłem się na łóżku tak by dziewczyna miała gdzie usiąść, a także żeby dobrze ją widzieć.
Gdyby to był któryś z chłopaków, pewnie bym go stąd wyrzucił, ale jej tego nie zrobię.
- Nie powinnaś czasem być teraz z Harrym? - zapytałem, gdy zajęła miejsce obok mnie.
- Jeszcze zdążę się nim nacieszyć... Bardziej zastanawia mnie co z tobą?
- A co ma być? - wzruszyłem ramionami.
- Liam... nie przejmuj się tak, przecież ona przyjedzie – wiedziałem, że dlatego tu przyszła.
- Słuchaj, tobie łatwo to mówić, bo to nie dotyczy ciebie. Ja mam już dosyć czekania. To mnie dobija – wyżaliłem się. - Mówiła ci coś może?
- Nic mi nie mówiła... przykro mi – na jej twarzy pojawił się grymas.
Wiem, że naprawdę jej przykro, ale to nic nie zmieni... Nagle coś sobie uświadomiłem i wiedziałem, że tylko Martyna może mi to wyjaśnić.
- Mówiłaś, że Paula musiała zostać w Polsce by załatwić sobie jakiś pokaz by odbudować swoją karierę... - zmarszczyłem brwi.
- Tak? - odpowiedziała niepewnie.
- Dlaczego musi naprawiać swoją karierę? Coś się stało? - zapytałem.
Od początku mnie to dręczyło, ale bardziej zamartwiałem się tym, że jej tu nie ma.
- Wiesz... - zmieszała się. - Były małe... komplikacje – spojrzałem na nią pytająco z uniesioną prawą brwią. - Dowiedzieli się i... chcieli z niej zrezygnować – westchnęła poddana.
- Możesz jaśniej? - zmarszczyłem brwi.
- Okej. Do sieci trafiły zdjęcia Pauli i jej poranionych nadgarstków i się zrobiła afera – patrzyłem na nią zaskoczony. Czemu ja do cholery o tym nie wiedziałem?!
- I co dalej? - zapytałem jeszcze spokojny... jeszcze.
- Szefostwo się tym zainteresowało i przy okazji odkryli dlaczego Paula traciła do szpitala. Na szczęście postanowili to utajnić żeby nic nie wyszło na jaw... jednak ludzie coś sobie ubzdurali i zaczęli snuć niestworzone historie o tym dlaczego trafiła do szpitala.
- Kiedy to się działo? Czemu nic o tym nie wiedziałem?
- Zdjęcia wyciekły jak jeszcze Paula była w Polsce, po... no wiesz, ale wszyscy zwrócili na to uwagę po jej wyjściu ze szpitala. A nie dowiedziałeś się tego, bo nikt o tym nie mówił. Tylko Paula o tym wiedziała, ja też się dowiedziałam niedawno.
- Okej... A co stało się później?
- Stwierdzili, że nikt nie będzie jej teraz chciał, a jak jej matka się o tym dowiedziała, obiecała jej, że coś na to poradzi, no i mimo że Paula miała to gdzieś, poszła na to i została w Polsce. Koniec historii.
- Czemu mi o tym nie powiedziała? Przecież bym jej z tym pomógł.
- Nie pamiętasz, że byliście na wojennej ścieżce? Poza tym Paula się poddała i nie chciała tego naprawiać. Ty najlepiej wiesz dlaczego...
Martyna ma rację, doskonale wiem dlaczego. Paula nie czuła się za dobrze ze sobą, a to, że choruje na anoreksje-bulimiczną, wcale jej nie pomagało.
~Flashback~
- Czy tylko odwodnienie było przyczyną mojego zemdlenia? - zapytała szeptem.
- Nie – odpowiedziałem zrozpaczony. - To też przez twoją... chorobę.
- Rozmawiałeś z lekarzami? - zapytała z nadzieją.
- Tak.
- I wiesz co mi jest?
- Tak.
Wciąż nie docierają do mnie słowa lekarza, ale muszę jej o tym powiedzieć... Może dowiem się prawdy.
- Jesteś chora na anoreksję bulimiczną – odpowiedziałem, a Paula zachłysnęła się powietrzem.
- To nie prawda. Nie mam problemu z odżywianiem się... - zaprzeczyła automatycznie się tłumaczyć.
- Nie musisz kłamać. Dlaczego wmawiasz sobie, że jesteś gruba? Jesteś przecież idealna, mówiłem ci to!
- Ale ci nie wystarczyłam... - wyszeptała najciszej jak się dało.
- To głupie! Kocham cię taką jaką jesteś i zawsze cię taką kochałem! - zacząłem się bronić.
- Zdradziłeś mnie... Nie wystarczałam ci...
- To nie prawda! Ja tego nie chciałem.
- Ale to zrobiłeś. Mogliśmy być razem, ale ty to zniszczyłeś!
Myśl, że to przeze mnie, mnie dobijała.
- Paula... - jęknąłem i spuściłem głowę. - Więc to przeze mnie? - spojrzałem na nią by zobaczyć jej reakcję. - Przeze mnie leżysz w szpitalu?
- Nie! - pisnęła spanikowana. - Liam... to nie twoja wina! Nawet tak nie myśl!
~Flashback end~
To wszystko jest po prostu niemożliwe... Teoretycznie, całe jej życie zostało przeze mnie zniszczone. Jej kariera... zdrowie fizyczne... i psychiczne też... Po tym wszystkim, nie dziwię się, że nie chce do mnie wrócić, ale co ja na to poradzę? Zależy mi tylko na tym by tu wróciła, niezależnie od jej decyzji. Ważne, że będę mógł ją codziennie widzieć i będę miał pewność, że nic jej nie jest, a także że jest szczęśliwa... Jestem egoistą.


__________________________________________________________________________

Hej :)
Miało być w piątek wieczorem, a jest po północy... Przepraszam za spóźnienie, ale naprawdę, siedziałam nad tym rozdziałem spory kawał czasu i się udało.

Mamy trochę zdarzeń z perspektywy Liama i trochę zamieszania co do Pauli...
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i, że skomentujecie, bo ostatnio coś kiepsko z tymi komentarzami... naprawdę, zbliżamy się do końca opowiadania coraz większymi krokami i liczyłam, że może jednak wytrwacie do końca...
Więc PROSZĘ, KOMENTUJCIE!!
Jeśli będzie minimum 5 komentarzy, to rozdział dodam jeszcze przed Wigilią lub w Wigilie.
Całuję xx

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Informacja

Hej
Wiem, że dawno nic nie dodawałam, ale nie za bardzo miałam kiedy.
Postaram się to nadrobić w przyszłości. 
Kolejny rozdział pojawi się w piątek pod wieczór.
Mam nadzieję, że wytrzymacie do tego czasu i mnie nie zabijecie :)
Pozdrawiam i do zobaczenia
Całuski xx

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 52


Liam

Paula nacisnęła na klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- Zamknięte – warknęła sama do siebie i zaczęła w nie walić. - Louis! Otwórz!
Nie wiem czemu myślała, że to on, ale tak po dłuższym zastanowieniu, miało to sens. On jest do tego zdolny.
- Wypuścimy was stamtąd jak się już pogodzicie – usłyszeliśmy zza drzwi jego głos. - Skąd wiedziałaś, że to ja?
- To było logiczne – jęknęła. - Otwórz te drzwi.
- Nie! - odpowiedział, a ja postanowiłem wkroczyć.
- Stary, nie wygłupiaj się i je otwórz!
- Chyba już powiedziałem, że nie – rzucił rozbawiony.
- A niby dlaczego nie? - zapytała Paula.
- Bo musicie pogadać, a po dobroci nie chcieliście tego zrobić – zapewne wywrócił oczami.
To dziwne, że znam go aż tak dobrze... Chociaż nie za bardzo. Mieszkamy razem od jakiegoś czasu, więc to chyba samo wyszło.
- Nie mam zamiaru się do niego odezwać – od razu zaprzeczyła.
- Tym bardziej ja się nie odezwę do niej – zaplotłem ramiona na piersi.
- Jeszcze przed chwilą się do siebie odzywaliście – zauważył Tommo.
- Nie będę rozmawiać z nadętymi gwiazdorzynami – oburzyła się brunetka.
- A ja nie mam zamiaru powiedzieć choć słowa do zakłamanej egoistki.
- Nie jestem egoistką – warknęła na mnie.
- A ja gwiazdorzyną – fuknąłem.
- Otwórz te drzwi – zawołaliśmy w tym samym czasie.
- Widzicie? Właśnie się do siebie odezwaliście. I na dodatek mówicie równocześnie – zagruchał za drzwiami.
Na pewno świetnie się bawi.
- Wcale nie – znów powiedzieliśmy to w tym samym czasie.
- Jakie to słodkie – przeciągał. - Jesteście na dobrej drodze to pojednania.
- Świetnie się bawisz, prawda? - westchnąłem.
- Jak najbardziej – zaśmiał się. - Wiecie co? Zostawię was tu samych...
- Nie – zawołaliśmy razem.
- I znowu to samo – zaśmiał się. - To tak urocze. Ale okej, zasługujecie na trochę prywatność. Możecie tam siedzieć ile chcecie, a nami się nie przejmujcie.
- Zamierzasz nas w ogóle stąd wypuścić? – jęknąłem.
- Nie jest tyranem – westchnęła Paula. - Będzie nas tu trzymał tak długo, aż pogadamy.
- Masz rację.
- Tylko dlaczego ci tak zależy? - zapytałem. - Reszta o tym wie?
- Martyna i Harry, a reszta pewnie już też. Zresztą to nie istotne. Po prostu pogadajcie, wyjaśnijcie wszystko sobie, pogódźcie się i tak dalej. Wtedy was stąd wypuszczę. A teraz pa.
Po chwili usłyszeliśmy stukot kroków. Faktycznie nas zostawił.
- Jeśli to twój kolejny cudowny plan bym do ciebie wróciła, to na nic nie licz i mnie stąd wypuść! - Paula wydarła się na mnie.
- Skąd pomysł, że ja to wymyśliłem? Ja też nie chcę tu być – nie zostawię tak tego.
- Kiedy to w końcu do ciebie dotrze? Nie wrócę do ciebie!
- Skoro już przy tym jesteśmy, to oświeć mnie, dlaczego nie? - zapytałem spokojnie.
Od dawna nurtuje mnie to pytanie i jeszcze nigdy nie dostałem na nie konkretnej odpowiedzi.
- Ponieważ nigdy ci nie wybaczę...
- Wydawało mi się, że już to do ciebie dotarło. Nie zrobiłem tego celowo! Nie chciałem cię zdradzić! Danielle mnie czymś nafaszerowała! W ogóle tamtego nie pamiętam!
- Tu nie chodzi o to! - zamurowało mnie.
- Więc wyjaśnij mi o co? - domagałem się odpowiedzi. - Co znów źle zrobiłem?
- Wszystko! To przez ciebie taka jestem! To twoja wina!
- Jasne, tak sobie wmawiaj. Sama się stoczyłaś – zacząłem się bronić.
Z tym akurat nie mam nic wspólnego.
- Chciałam jedynie by ktoś ze mną pogadał, jak przyjaciel, ale nie. Wszyscy jedynie namawiali mnie bym do ciebie wróciła.
- Więc to wszystko przez to, że nie miałaś z kim pogadać?!
- Oczywiście, że nie! Zacząłeś mi mieszać w głowie. Jedyną odskocznią były używki, wtedy miałam kontrolę, robiłam się odporniejsza na twoje wpływy... Wszyscy widzieli co się dzieje, ale nikt nie zareagował. Żadnemu z was na mnie tak naprawdę nie zależy. Myśleliście, że jak wyślecie mnie do psychologa, to wszystko się polepszy, gówno prawda!
- Wiedziałaś jak to się wszystko może skończyć, a i tak to ciągnęłaś. Może trafienie do szpitala też było specjalnie? Jesteś żałosna. Powinnaś była martwić się o swoje zdrowie!
- To, że trafiłam do szpitala to był zwykły wypadek. Nie planowałam tego. Gdy myślałam, że już wszystko będzie okej, znów to zniszczyłeś! Zabrałeś mi wszystko przyjaciół, chłopaka... A to wszystko dla własnej radości.
- To nie prawda! Zaprzeczałaś swoim uczuciom i to sprowadziło cię tu gdzie teraz jesteś!
- Jesteś zwykłym egoistą! Myślałeś tylko o sobie. Nie interesowało cię co czuję ja lub jak mnie tym ranisz! Chciałeś mnie jedynie zdobyć, jak jakieś trofeum! Uczucia się nie liczyły! Przez to wszystko... przez ciebie zaczęłam...
- Się puszczać? Tego słowa szukasz? Liżesz się ze mną, z Alexem i pewnie z całą szkołą! Twoja przeszłość podrzuca tylko to określenie! Już wtedy byłaś zepsuta. To nie moja wina, że jesteś dziwką!! - wrzasnąłem i gdy tylko te słowa wyszły z moich ust, poczułem mocne pieczenie na twarzy.
Spoliczkowała mnie! Spojrzałem na nią z niedowierzaniem i zobaczyłem, że siedzi skulona na łóżku z twarzą w dłoniach. Przyjrzałem się jej i okazało się, że się trzęsie, płacze. Przez moją głowę zaczęły przepływać przeróżne emocje. Jednak najbardziej czułem złość zarówno na Paule jak i na siebie. Poniosło mnie... Nie wiedziałem co mam zrobić. Wziąłem kilka głębokich oddechów i niepewnie podszedłem do Pauli. Usiadłem obok niej na łóżku i pogłaskałem ją po ramieniu.
- Przepraszam... naprawdę przepraszam. Nie chciałem tego mówić, sprowokowałaś mnie, a moje zapory puściły i... powiedziałem to czego nie chciałem. Przepraszam – westchnąłem. - Zasłużyłem sobie na ten policzek, a nawet na więcej.
W odpowiedzi dostałem tylko głośniejszy szloch.
- Paula, przepraszam. Naprawdę mi przykro... - spróbowałem jeszcze raz i objąłem ją ramieniem.
- Nie... masz rację. Jestem... dziwką – zacięła się przy ostatnim słowie i znów zaniosła się płaczem.
- Nie jesteś! Pogubiłaś się i ja to rozumiem.
- Kogo próbujesz oszukać? Sam to przed chwilą powiedziałeś – spojrzała na mnie i od razu spuściła głowę. - Wszyscy tak myślą i mają rację, zeszmaciłam się...
- Nie mów tak! To wszystko moja wina. Prowokowałem cię i nie docierało do mnie, że może ty tego nie chcesz... Próbowałaś mi to pokazać na różne sposoby, ale nie pozwoliłem temu do mnie dotrzeć. Przepraszam – przyciągnąłem ją do siebie i tym razem mi na to pozwoliła.
Wtuliła się we mnie i wypłakiwała się w moje ramię. Stwierdziłem, że powinienem jej na to pozwolić, ponieważ jest to jej pierwsza tak wrażliwa emocja od dawna...

Harry

- Jak myślicie, długo to jeszcze potrwa? - zapytała zniecierpliwiona Martyna. - Chyba się nie zabili nie?
- Na pewno nie, skarbie – przytuliłem ją. - Liam nie jest damskim bokserem ani mordercą, nic jej nie zrobi.
- Ale mówimy o Pauli, ona jest do wszystkiego zdolna – zauważył Niall.
- Nie róbcie z niej potwora – stanął w jej obronie Zayn. - Nic im nie będzie, obojgu, ewentualnie się pogodzą.
Kiedy tak o tym myślałem, coś przykuło moją uwagę. Przez cały czas było słychać z góry jakieś odgłosy, a teraz cisza... niepokojąca cisza.
- Słyszycie to? - zapytałem, a wszyscy zaczęli nasłuchiwać.
- Ja nic nie słyszę – stwierdził Louis.
- No właśnie – odezwałem się. - Cisza. Nie słychać żadnych krzyków.
- W tym pokoju nie było żadnych nożyczek i tym podobnych, tak? - upewniał się Niall.
- Coś jest nie tak. Nie słychać krzyków czy miłosnych pojękiwań... Trzeba sprawdzić co się tam dzieje – od razu po wypowiedzianych słowach Zayn wstał z kanapy.
- Może lepiej ja tam pójdę – zgłosiłem się. - Bez obrazy, ale Liam nie za bardzo jest zadowolony z twojej obecności w pobliżu Pauli.
Mulat pokręci oczami i z powrotem opadł na kanapę, a ja udałem się do schodów po drodze zgarniając klucze do pokoju. Kiedy dostałem się na górę, również nic nie usłyszałem. Nie powiem, ale zacząłem się lekko martwić. Co jeśli faktycznie się pozabijali? Podszedłem do drzwi i jak najciszej się dało, otworzyłem drzwi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i mój wzrok padł łóżko, na którym siedział Liam z Paulą na kolanach. Od razu domyśliłem się co jest grane i opuściłem pokój, nie zamykając drzwi na klucz. Szybko zszedłem na dół i wpadłem do salonu.
- Nie uwierzycie co się tam dzieje... - uśmiechnąłem się.
- Siedzą po dwóch stronach pokoju i liczą na zbawienie? - zaśmiał się Louis.
- Wręcz przeciwnie. Siedzą bardzo, bardzo blisko siebie, a mianowicie Paula siedzi na jego kolanach – znów się wyszczerzyłem.
- I dusi go własnymi rękami – podrzucił Niall.
- Co ty tak w kółko gadasz o morderstwie? Ona go nie zamorduje... Nawet ona nie jest do tego zdolna – pokręcił głową Zayn. - Co żeś narobił?
- Ja? Nic – gwałtownie zaprzeczył.
To jasne, że coś ukrywa, ale teraz to nie istotne.
- Wracając do naszych więźniów. Oni się chyba obściskują...
- Że co? - szybko zareagował Lou. - Przecież dziś są moje urodziny. Działa kodeks, a to wbrew regułom.
- Nie sam zaproponowałeś ten cały plan? To było logiczne, że mogą tak skończyć.
- Nie mają mojej zgody. Mimo że nie mam nic przeciwko, to powinni przestrzegać reguł! - wykłócał się.
- To napisz liścik i wsunie się go pod drzwiami. Jak na razie się tylko całują, tak? - wtrącił się Zayn.
- Chyba tak... - mruknąłem.
- No to żaden problem. Pisz ten liścik – zarządził Zayn, a Tommo wykonał jego polecenie.

Liam

Paula zaczęła się uspokajać, co wziąłem za dobry znak. Udało mi się wzbudzić w niej jakieś emocje, co jest ogromnym postępem. Oby teraz wszystko się zmieniło na lepsze.
- Już lepiej? - zapytałem odsuwając ją lekko od siebie, tak by nie spadła z moich kolan, na których siedziała.
- Lepiej – wyszeptała.
Pewnie chciała sprawdzić czy jej głos nie drży i o dziwo nie.
- Jeszcze raz przepraszam, za wszystko co ci zrobiłem. Powinienem był cię wysłuchać...
- Ja też przepraszam. Mogłam dać szansę byś wyjaśnił mi co zaszło tamtej nocy... Gdyby nie to, może nic by nie miało miejsca.
- Nie. Gdybym się dowiedział, że mnie zdradziłaś, a przez chwilę tak myślałem, to pewnie też bym tak zareagował... To naturalna reakcja.
- Zdecydowanie mogłam to inaczej rozegrać. Mogłam z tobą pogadać po powrocie z Polski.
- Nie dałem ci dojść do słowa. Po prostu się na ciebie rzuciłem – westchnąłem. - To nie ma sensu. Uznajmy, że wina leży pośrodku.
- Okej, niech będzie.
Między nami zapanowała cisza. Była ona niezwykle krępująca, więc postanowiłem ją przerwać.
- Co teraz będzie... z nami? - Paula posłała mi dziwne spojrzenie, którego nie byłem w stanie odczytać.
- Co masz przez to na myśli? - odpowiedziała pytaniem.
- Dobrze wiesz co. Musimy o tym pogadać, to nas nie ominie. Co nas łączy?
Nim zdążyła odpowiedzieć, ktoś zapukał do drzwi i gdy spojrzeliśmy w ich kierunku nasze oczy padły na białą kartkę leżącą na podłodze Paula niczym poparzona wstała z moich kolan i podniosła kartkę. Myślę, że ucieszyła się, że coś, a raczej ktoś, nam przerwał i nie dał jej odpowiedzieć. Usiadła obok mnie na łóżku i podała mi kartkę.
- Wrócimy do tego – westchnąłem spoglądając jej w oczy i rozwinąłem kartkę, na której znajdowało się pismo Louisa. - Niniejszym ogłaszam, że jako iż dziś są moje urodziny, teoretycznie, wyrażam pisemną zgodę na seks na zgodę. Z poważaniem Louis – przeczytałem na głos i spojrzałem zdziwiony na Paule.
Oboje jak na zawołanie wybuchliśmy śmiechem i zaczęliśmy przyglądać się kartce.
- Tak, zdecydowanie Louis był do tego zdolny – stwierdziła brunetka.
- Czy oni myślą, że my... - nie wiedziałem jak to określić.
- Myślą, że rżniemy się jak króliki i to, że zamknęli nas w jednym pomieszczeniu spowoduje nie wiadomo co – podsumowała dziewczyna.
- Taa, chyba masz rację, choć ja bym tak tego nie powiedział.
- Wiesz, trzeba by ich oświecić, że to nie prawda. Pewnie drzwi są otwarte – gdy to powiedziała, podeszła do nich i gdy już miała nacisnąć na klamkę, złapałem ją za nadgarstek.
- Zastanów się nad moim pytaniem. Będę czekał na odpowiedź do nowego roku. Potem... - pokręciłem głową.
- Dobrze – pokiwała głową i znów chciała otworzyć drzwi, jednak ja jeszcze nie skończyłem.
- Wiesz na jaką odpowiedź liczę... - spojrzałem jej w oczy, a ona pokiwała głową również zatopiona w moim spojrzeniu.
Przysunąłem się do niej i musnąłem wargami jej czoło. Sięgnąłem po klamkę i otworzyłem drzwi. Przepuściłem ją przodem w drzwiach i razem zeszliśmy na dół i całkowitej leczy tym razem wygodnej ciszy.
- I jak tam gołąbeczki? - zagruchał Louis. - Już po bzykanku?
- Pewnie ich spłoszyłeś tą wiadomością – zaśmiał się Hazza.
- Co to w ogóle miało być? - zapytała Paula. - Za kogo wy nas macie?
- Nie wierzę, że serio myśleliście, że tak to się skończy – pokręciłem głową. - Jesteście kretynami, czy jak?
- Pogodziliście się? - zapytała Martyna z nadzieją.
- Pogadaliśmy trochę i wszystko sobie wyjaśniliśmy – odpowiedziała jej Paula.
- I co teraz jest między wami? - zapytała Julka.
- Powiedzmy, że jesteśmy na pokojowej drodze – wyprzedziłem brunetkę z odpowiedzią.
- Dobry początek – podsumował Niall.
- Ale spodziewaliśmy się czegoś więcej – dorzucił Louis.
- Musimy poczekać na to co przyniesie nam przyszłość – mówiąc to skierowałem swój wzrok na Paule i posłałem jej uśmiech pełen nadziei.
- Okej, to co teraz robimy? - wtrąciła Martyna.
- Idziemy do klubu świętować urodziny Louisa – odpowiedziała Paula, na co wszyscy jej przytaknęliśmy i udaliśmy się do wyjścia.
Mam nadzieję, że Paula nie karze mi długo czekać na odpowiedź oraz, że pozwoli mi ze sobą zatańczyć.

Hejka :D
Na reszcie skończyłam. Bardzo się starałam by napisać ten rozdział i dodać go w tym tygodniu i mi się udało. Jak widzicie wszystko powoli się prostuje między Piamem. Jak myślicie, co się dalej stanie? Pogodzą się, czy nie?
Dziękuję za cierpliwość i wejścia. Czekam na KOMENTARZE i cóż... do zobaczenia przy następnym rozdziale.
Całuski xx

PS. Co sądzicie o Story of My Life? Bo ja uważam, że ta piosenka jest BOSKA tak jak i teledysk. A także, że to niezły wyciskacz łez.

sobota, 5 października 2013

Rozdział 51

Narrator

Harry wraz z Louisem wyszli na miasto się przejść. Była to przykrywka do pozbycia się Lou z domu, by pozostali przyjaciele byli w stanie przygotować dla niego przyjęcie niespodziankę. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że Hazza najlepiej wywiąże się z tego zadania i jak na razie szło mu dobrze.
- Więc o której mamy wrócić? - zapytał nagle Louis.
- Co masz przez to na myśli? - zdziwił się młodszy chłopak.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Wszyscy wiemy, że szykujecie dla mnie przyjęcie urodzinowe.
- Skąd taki pomysł? - próbował nic nie zdradzić.
- A stąd, że 2 razy w ciągu 2 tygodni wyciągałeś mnie na spacer oraz często się naradzacie za moimi plecami plus zbliżają się moje urodziny. To raczej logiczne.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Ta, jasne. A ja jestem królową Elżbietą – zakpił szatyn. - Wszyscy wiemy, że przede mną nie da się nic ukryć. Jestem spostrzegawczy.
- To jest nie fair! - warknął lokowany. - Nie mogę ci przyznać racji.
- Nikomu nie powiem i będę nawet udawał zaskoczonego – posła mu uśmiech.
- Okej. Masz rację – westchnął. - Ale więcej nie powiem.
- Zgaduję, że impreza będzie spokojna w gronie najbliższych przyjaciół oraz u nas w domu – Harry nie odpowiedział mu wiedząc, że nie może zdradzić żadnych szczegółów, w ogóle nie powinien był nic mówić. - Nie zamierzasz mi odpowiedzieć, nie?
Harry w odpowiedzi pokiwał głową, jednak starszy chłopak nie dawał za wygraną.
- Jestem przekonany, że Liam jest organizatorem. To do niego bardzo podobne.
- Niby dlaczego? - zainteresował się brunet. Po jego głowie latało tylko pytanie 'skąd on to wie?'.
- Po pierwsze do roli organizatora pasuje tylko Liam i Paula, ale Paula jest ostatnio w kiepskim humorze, więc ona odpada.
- A ja? Ja nie mógłbym tego zorganizować? - zapytał zaskoczony.
- Nie do końca. Zrobili z ciebie kozła ofiarnego. Gdybyś był organizatorem to byłbyś na miejscu by wszystkiego dopilnować – wyjaśnił jakby to była najbardziej oczywista odpowiedź. - Paula dodatkowo odpada, bo zamknęła się w sobie i wydaje się, że jest na wszystkich obrażona, a zwłaszcza na Li, a gdyby to była ona, musiałaby się z nim komunikować, a tego nie robi w ogóle... Tak więc to Payne.
Hazza znów postanowił nie odpowiadać. Nie może mu wszystkiego zdradzić, mimo iż sam się tego domyślił.
- Uznam twoje milczenie jako potwierdzenie.
- Dlaczego tak bardzo zależy ci by poznać szczegóły? Czemu nie chcesz mieć niespodzianki? To bez sensu.
- Lubię wszystko wiedzieć wcześniej. Nie lubię być zaskakiwany – stwierdził.
- Wiesz co? - zapytał, na co niższy chłopak kiwnął głową by kontynuował. - Jesteś idiotą i nigdy cię nie zrozumiem – westchnął.
- Nie musisz, kocie – objął go ramieniem. - Ale i tak do tego przywykniesz – poczochrał jego włosy i się zaśmiał.
- Będą mi wisieli sporą przysługę za to co dla nich robię. Nie dość, że muszę chodzić po mieście nie wiadomo ile, w tym zimnie, to jeszcze muszę to robić z tobą, a serio jest ostatnią osobą, z którą chciałbym tu marznąć.
- Dlatego powiedziałem, że zrobili z ciebie kozła ofiarnego. Ale nie martw się, miło spędzimy ten czas – posłał mu uśmiech. - Tak w ogóle, to ile jeszcze musimy być poza domem?
- Mają mi dać znać jak wszystko będzie gotowe. Możemy zmienić temat? W ogóle nie powinniśmy o tym gadać, a ty nie powinieneś nic wiedzieć.
- Okej – westchnął. - A będzie Eleonor?
- Koniec tematu! - warknął ostrzegawczo Harry. - Formalnie nie masz dziś urodzin, więc mogę ci z czystym sumieniem przywalić. Uważaj! Chyba nie chcesz iść na własne przyjęcie urodzinowe z poobijaną mordą, nie?
- Dobra, uspokój się. Już nie będę – odsunął się od niego Lou. - Jak tam z Martyną?
- Dobrze – uciął krótko.
- Jakieś problemy w raju?
- Nie, okej? Wszystko jest w porządku. Po prostu Martyna jest taka... taka trochę dziwna...
- Dlaczego tak mówisz? - zmarszczył brwi nie rozumiejąc.
- Nie wiem jak to wyjaśnić. Jest strasznie spięta, denerwuje się o wszystko, zamartwia...
- Może jest w ciąży? - rzucił żartobliwie, ale z lekką nutką niepokoju Louis. Dziecko to ostatnia rzecz, która jest im wszystkim potrzebna.
- Nie, nie jest – wywrócił oczami. - Ona się strasznie martwi o Paule. Zresztą nie tylko ona. Wszyscy to robimy. Tylko pytanie, dlaczego się martwimy, a nic nie usiłujemy zdziałać?
- Doskonale wiesz dlaczego – stwierdził. - Liam próbował coś zrobić i zmarnował szansę. Jeśli my też popełnimy błąd, możemy ją stracić na zawsze... Na razie pozostaje nam czekać. Jeśli stanie się coś naprawdę poważnego... nie pozostanie nam nic do stracenia.
- Jak możesz tak myśleć? Co jeśli będzie już za późno? Co jeśli już jest?
- Już sam nie wiem co o tym myśleć... Wiem tylko tyle, że trzeba ich pogodzić.
- Masz na myśli Liama i Paule?
- Nie, Świętego Mikołaja i Zająca Wielkanocnego, oczywiście, że Paule i Liama.
- Coś dzisiaj dużo ironizujesz...
- Dlatego, że zadajesz dziwne pytania.
- Jak chcesz to zrobić? - postanowił przejść do rzeczy Styles.
- Mam pewien pomysł... I będę potrzebował do niego pomocy, ale opowiem ci o nim później.
- Okej. Myślisz, że to zadziała? - zapytał niepewnie brunet.
- Mam taką nadzieję... - westchnął Tommo.

~*~

Przez następną godzinę spacerowali po mieście bez jakiegoś konkretnego celu. Zrobiło im się zimno, więc postanowili wstąpić do Starbucksa aby się ogrzać. Złożyli swoje zamówienia i zajęli miejsca przy stoliku w kącie pomieszczenia. Jako iż na dworze jest zimno, liczyli, że nie spotkają żadnych fanów i dużo się nie pomylili, bo spotkali ich niewielką ilość. Mogli więc swobodnie się poruszać. Kiedy kelnerka przyniosła im ich zamówienie, Harry dostał SMS-a, że już mogą wracać. Wzięli swoje gorące napoje i ruszyli w drogę powrotną do domu.
- Pamiętaj, że masz być zaskoczony. Oni się starali – przypomniał Louisowi, Harry.
- Spoko, jestem dobrym aktorem – żachnął się.
Loczek tylko pokręcił głową i więcej się już nie odezwał.
 
~*~

- Wszystko już gotowe? - pyta Liam.
Jest lekko podenerwowany, ale nie z powodu przyjęcia...
- Tak, gotowe – westchnął Zayn.
- Gdzie jest Paula? - Payne spytał szeptem Martynę, która akurat obok niego przechodziła.
- Jest w kuchni. Nie martw się...
- Nie martwię się! Wiem, że wszystko się uda – oburzył się mając na myśli przyjęcie.
- Nie mam na myśli przyjęcia. Przejdzie jej – próbowała go przekonać.
- Nie jestem tego taki pewien – westchnął. - Dostałem od niej wiele szans zarówno na związek, jak i na przyjaźń, ale wszystkie zmarnowałem.
- Da ci kolejną szansę...
- Nie, nie da – przerwał jej. - Każda dana mi przez nią szansa, powoduje, że ona cierpi. Paula nie zniesie więcej bólu.
- Nie znasz jej – stwierdziła. - Ona daje ci szansę, bo liczy, że może wam się w końcu uda. Gdyby tak nie było, dałaby sobie z tym spokój. I wiesz co? Masz rację, ją to boli. Boli, ale nie to, że daje ci szansę, a to, że oboje ją marnujecie. Jest w stanie znieść ten ból, bo cię kocha i chce być znowu tobą.
- Skąd możesz to wiedzieć? - zapytał niepewnie brunet.
- A stąd, że z nią rozmawiam. Co prawda nie powiedziała mi tego tak wprost, ale to się da zauważyć. Oczywiście tym swoim popisowym numerem z wygadaniem wszystkiego Alexowi nawaliłeś, ale to nie oznacza koniec. Nie da się odkochać z dnia na dzień, zwłaszcza, że ciągle cię widzi.
- Więc co twoim zdaniem mam zrobić by to naprawić?
- Szczerze? Nic. Musisz dać jej czas na przemyślenia i gdy już to zrobi, powinieneś przedstawić jej motywy tego co zrobiłeś. A później znów czekać.
- Mam zwyczajnie czekać? Jak długo? Ile to może jej zająć?
- Tyle ile jej potrzeba. Może rok, a może kilka dni. Tego się nie da przewidzieć. Po prostu nie możesz na nią naciskać. To dla niej trudna sytuacja.
- Ja tego nie wytrzymam. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy by ją odzyskać, a ona to wszystko niszczyła. Czemu to ja jestem temu winien? Ona myśli, że ja nie cierpię?
- Liam... - prosiła Martyna. Nie miała pojęcia, że ta rozmowa zmieni się w coś takiego.
- Nie. Ja też jestem zraniony, chociaż tego nie pokazuję. Mam swoją dumę i nie muszę błagać o litość innych, tak jak ona. Wiesz co? Niech sobie myśli i focha się na mnie tyle ile chce, ja mam to gdzieś. Robi mi tylko złudne nadzieje, których mam już dosyć. Jeśli jej zależy, to niech sama zawalczy – westchnął poirytowany i odszedł od zaszokowanej dziewczyny.
- Co to było? - zapytał Niall podchodząc do brunetki.
- Chyba wszystko zniszczyłam – westchnęła.
- A może to naprawiłaś? - zaproponował.
- Jak to?
- Oboje teraz wiedzą co czuje druga strona, nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy.
- Mam już tego dość, wiesz? Ta ich ciągła walka.
- W ten sposób okazują sobie miłość. Zanim się zeszli, też się ciągle kłócili.
- Jak możemy im pomóc?
- Nie mam pojęcia... - westchnął i wyciągnął telefon, który poinformował go, że ma nową wiadomość. - To Harry, mówi, że są już blisko.
- To zaczynamy – Martyna wymusiła uśmiech i ruszyła do salonu by powiedzieć, że czas zacząć.

~*~

Kiedy Louis wraz z Harrym wchodzą do domu, wszyscy wyskakują z salonu.
- Niespodzianka! - krzyknęli. - Wszystkiego najlepszego.
- Zupełnie się tego nie spodziewałem – udaje zaskoczonego, jubilat.
- Marny z ciebie aktor – westchnęła Paula. - My wiemy, że ty wiedziałeś – zaśmiała się. - Przewidzieliśmy to.
- Co? - zdziwił się szatyn.
- Proszę cię, Louis. Masz do czynienia z zawodowcem – żachnęła się. - Chcieliśmy byś myślał, że nas przejrzałeś. To taki prezencik urodzinowy – wyszczerzyła się.
- Jak to? - wciąż to do niego nie docierało.
- Myślisz, że gdybym ja była organizatorem głównym, zrobiłabym to tak do przewidzenia?
- No raczej nie. Kurczę, zniszczyłaś moją iluzję!
- Wiem o tym – uśmiechnęła się szeroko. - W zamian za to po tym co zostało tu przygotowane, przenosimy się do jakiegoś klubu, na prawdziwą imprezę, więc nie schlejcie się tu za bardzo. Ps. Jeśli planujecie grać w jakąś butelkę, czy tym podobne, ja odpadam.
- Jeśli o mnie chodzi, to przyznam, że trochę mi się znudziło – stwierdził szatyn. - Chociaż obiecałaś nam, że kiedyś się rozbierzesz – poruszył znacząco brwiami.
- Z tego co pamiętam, powiedziałam również żebyście na to raczej nie liczyli – pokręciła głową rozbawiona.
- Ale dodałaś słowo raczej oraz może – zauważył Zayn. - To oznacza, że mogłaś zmienić zdanie.
- Ale go nie zmieniłam – westchnęła. - Dlaczego to was tak interesuje? Macie dziewczyny.
- Bo jesteś laską – poruszył brwiami Louis.
- Poza tym czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – zaśmiał się Niall.
- A ja to niby co? Ja tu jestem – obruszyła się Julka.
- Przepraszam kotku. To było z myślą o chłopakach – przyciągnął ją do swojego boku i objął w tali.
- Powiedzmy, że ci wierzę – westchnęła blondynka.
- Louis, miałeś coś zrobić – przypomniał koledze Harry.
- A tak! Martyna, chodź ze mną po jakiś alkohol. Trzeba oblać moje urodzinki – złapał dziewczynę za rękę i pociągnął w stronę kuchni.
- Okej? O co chodzi? - zapytała brunetka, kiedy już byli sami. - Alkohol jest w salonie...
- Nie chodzi o procenty. Mam dla ciebie misje... – wyjaśnił szatyn.
Wedle ustaleń z Louisem, Martyna, o ustalonej wcześniej godzinie, podeszła do Pauli.
- Hej kochana – posłała jej uśmiech brunetka.
- Hej – przywitała się. - Mogłabyś mi w czymś pomóc?
- Jasne, o co chodzi? - zgodziła się Paula.
- W pokoju gościnnym jest prezent dla Louisa od Eleanor. Mogłabyś go tu przynieść?
- Żaden problem, ale czemu ty tego nie zrobisz?
- Ponieważ... Nie będę ci kłamać – westchnęła. - Obiecałam Harremu, że z nim zatańczę. Zamówił dla nas piosenkę. Rozumiesz – posłała jej błagające spojrzenie.
- Okej – zaśmiała się. - Miłego gruchania gołąbki – pokręciła rozbawiona głową i ruszyła w stronę schodów.

~*~

Chwilę wcześniej...
- Ej, Liam – Louis zawołał Payne'a.
- Co tam? - odwrócił się do niego.
- Słuchaj, chciałem z tobą pogadać... - zawahał się szatyn.
- No problem. Mów o co chodzi – uśmiechnął się do niego brunet.
- W cztery oczy – zrobił zniesmaczoną minę. - Idź do pokoju gościnnego i tam na mnie poczekaj, za chwilę przyjdę, okej?
- Spoczko, tylko nie każ mi długo czekać – zaśmiał się i ruszył do odpowiedniego pokoju.

~*~

Paula weszła do pokoju i zaczęła się rozglądać za czymś co mogło być prezentem od Eleanor. Kiedy zwróciła wzrok na łóżko, przeżyła szok. Na meblu siedział Liam, który patrzył się na nią również zaskoczony.
- Co ty tu robisz? - zapytała Paula.
- Czekam na Louisa. Chciał ze mną pogadać, czy coś... A ty? - odpowiedział jej Li.
- Przyszłam po jakiś prezent dla Louisa, Martyna mi... - nagle urwała i wytrzeszczyła oczy.
- Co się stało? - zapytał zaalarmowany brunet i wstał z łóżka.
- Nie wierze – westchnęła. - Wrobili nas – jęknęła i gdy już zmierzała w stronę drzwi, zamknęły się one z hukiem. - Tylko nie to! - rzuciła i szybko do nich podeszła.
Nacisnęła na klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- Zamknięte – Paula warknęła sama do siebie i zaczęła walić w drzwi. - Louis! Otwórz!
- Wypuścimy was stamtąd jak się już pogodzicie – usłyszeli zza drzwi głos chłopaka. - Skąd wiedziałaś, że to ja?
- To było logiczne – jęknęła. - Otwórz te drzwi.
- Nie! - odpowiedział zza drzwi Louis.
- Stary, nie wygłupiaj się i je otwórz! - wtrącił się Liam.



Hejka :)

W końcu udało mi się coś dodać. Przyznam, że trwało to tak długo, ponieważ nie umiem pisać narracji trzecioosobowej. Nie mogłam tego inaczej napisać, bo nie wiedziałam z czyjej perspektywy ma się to odbywać, więc wybrałam wersję narratora.

Liczę, że rozdział się wam spodobał i, że SKOMENTUJECIE. Nie jest to co prawda najlepszy rozdział jaki napisałam, ale najgorszy chyba też nie. Dodam też, że wasze komentarze niezwykle motywują mnie do pisania, na które teraz mam coraz mniej czasu. Mimo to staram się coś dodać rzadko, bo rzadko, ale przynajmniej nie zawiesiłam bloga.

No więc nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział. Musicie cierpliwie czekać.

Pozdrawiam i całuje xx