niedziela, 1 września 2013

Versatile Blogger Award


Hejka :)
Chciałam Wam oznajmić, że zostałam nominowana do The Versatile Blogger przez Molly z bloga Niezwykła Codzienność. Na początek bardzo dziękuję za nominację. Serio się nie spodziewałam i jestem bardzo mile zaskoczona, że doceniłaś moją pracę. To wiele dla mnie znaczy.




Zasady:
1. Podziękować za nominację osobie, przez którą zostałeś włączony do gry.
2. Pokazać na blogu nagrodę Versatile Blogger Award
3. Ujawnić 7 faktów dotyczących własnej osoby.
4. Nominować 15 blogów, które według nominowanego na to zasługują.
5. Poinformować o fakcie nominowania autorów blogów.      



Informacje o mnie:
1. Mam na imię Paulina.
2. 13 stycznia skończę 17 lat.
3. Jestem fanką One Direction, Justina Biebera, Ed'a Sheerana,
Macklemora, Enrique Iglesiasa, Olly'ego Mursa, Big Time Rush
i Justina Timberlake.
4. Moim ulubieńcem wśród One Direction jest Liam.
5. Directioner jestem od prawie 2 lat.
6. Lubię słuchać muzyki, czytać książki, grać w kosza, oglądać
piłkę nożną (kibicuję FC Barcelonie),
jeździć konno i pisać blogi oraz je czytać.
7. Byłam kiedyś fanką RBD i przyznam, że wciąż czekam na ich powrót.



Moje nominacje:
 
 
PS. Niedługo pojawi się rozdział na http://theydontknowabouttheiloveyouss.blogspot.com/. Natomiast tutaj w niedalekiej przyszłości (postaram się w tym tygodniu).

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 50

- Długo mamy tu jeszcze tak siedzieć? - po raz setny tego dnia Paula zadała to pytanie.
- Jeśli się zamkniesz to może szybciej – wywróciłem oczami. - Przestań w końcu esemesować.
- A co, zabronisz mi? - podniosła jedną brew do góry.
- Nie, ale mogę zabrać ci telefon – kiedy tylko skończyłem, po domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi.
- Otworze – pisnęła brunetka zeskakując z fotela i biegnąc do drzwi.
- Co tym razem? - westchnąłem, a wszyscy zgromadzeni wzruszyli ramionami.
Na swoją odpowiedź nie musiałem czekać długo, bo do pokoju wróciła Paula ciągnąca za rękę Alexa.
- No bez jaj, co on tu robi? - zapytałem wkurzony. Teraz to już przesadziła. - Jesteśmy zajęci. Niedługo urodziny Louisa i musimy wszystko zorganizować...
- Uspokój się – westchnęła i kazała chłopakowi usiąść na fotelu, a potem usiadła na jego kolanach. - Alex jest tu bym nie usnęła, bo zacząłeś z lekka przynudzać – skrzywiła się dla podkreślenia swoich słów. - Nie zwracaj na niego uwagi – uśmiechnęła się i wtuliła w swojego chłopaka, a mnie aż krew zawrzała.
- Ale jeśli znów nam przerwiesz, to pożegnasz się z kolegą.
- A co ty, moja matka?
- Nie, ale jestem przekonany, że wszyscy się ze mną zgodzą – stwierdziłem krótko, na co Paula tylko westchnęła poirytowana i wywróciła oczami.
- Dobra, kontynuuj. Im szybciej skończysz, tym szybciej będę mogła przestać na ciebie patrzeć – westchnęła i oparła się na jego klatce, a chłopak pocałował ją we włosy i położył rękę na jej udzie, lizus.
- Czekam na ten moment z niecierpliwością – burknąłem. - Tak jak mówiłem, nie wiadomo czy Eleonor uda się przyjechać, bo następnego dnia ma jakieś egzaminy czy coś, więc musimy opracować plan awaryjny. Pomyślałem, że może Harry – spojrzałem na lokowanego – może ty go gdzieś zabierzesz?
- Jasne, ale tak w sumie... Nie wiem czy Louis nie będzie wolał takiej cichej imprezy... - odpowiedział.
- Doskonale o tym wiem. Impreza jest tylko dla najbliższych, co oznacza, że Paula... - spojrzałem w jej stronę i zobaczyłem jak obściskuje się ze swoim chłopakiem. - To chyba jakiś żart! - warknąłem w ich kierunku, ale oni wciąż nie reagowali.
Westchnąłem rozdrażniony i spojrzałem w sufit by się uspokoić. Znów na nich spojrzałem i gdy wszyscy zauważyli, że jestem mega wkurwiony, Martyna szturchnęła Paule, która łaskawie odkleiła się od swojego chłoptasia.
- Czego? - wywróciła oczami.
- Co to ma kurwa być? - warknąłem.
- To co widziałeś. Zacząłeś się powtarzać, co jest mega nudne. Poza tym mam podzielność uwagi.
- A wiesz przynajmniej co mówiłem?
- Taa, coś tam, że może nie być Elki i Harry ma ją zastąpić. I, że to będzie spokojna impreza, a potem zdaje się, że miałeś coś powiedzieć do mnie. Coś jeszcze?
- Tak, tylko najbliżsi. Co oznacza, że twój chłopak nie będzie mógł przyjść – westchnąłem i spojrzałem na niego. - Bez urazy.
- Spoko, ro... - zaczął, ale Paula mu przerwała.
- A co z twoją lubą? Jeśli ona będzie to Alex też.
- Nie będzie jej. Ktoś ma jeszcze jakieś pytania? - zwróciłem się do wszystkich obecnych. - Skoro nie, to...
- To my idziemy na górę. Nie przeszkadzajcie nam – przerwała mi Paula i wstała z kolan Alexa, cały czas trzymając go za rękę.
- Gdzie idziecie? - oburzyłem się. Jeszcze nie skończyliśmy...
- Do mnie? - zapytała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. - Muszę się zająć moim chłopakiem i vice versa – uśmiechnęła się do niego i przygryzła dolną wargę.
- Nie musieliśmy znać szczegółów... - mruknął zniesmaczony Niall.
- To lepiej nie wchodźcie na górę, bo jeszcze za dużo usłyszycie – wystawiła język i udała się w stronę schodów.
- Nie mogę uwierzyć, że idą TO teraz robić – szepnął Zayn.
- Nigdy by czegoś takiego nie powiedziała... To nie w jej stylu – zauważyła Martyna. - Zmieniła się.
- I to na gorsze – przytaknął jej Harry. - Chociaż wciąż jest seksowna i nieźle pociągająca, a zwłaszcza w niektórych ciuchach, to i tak wolałbym żeby wróciła dawna ona.
- Ta, ja też – mruknąłem, a wszyscy na mnie spojrzeli. - To wszystko przeze mnie... Jestem kretynem – westchnąłem i nim ktokolwiek zdążyłby zaprzeczyć, opuściłem salon i wyszedłem do ogrodu.
To jedyne miejsce, w którym będę mógł posiedzieć w ciszy i spokoju oraz przemyśleć kilka ważnych spraw. To wszystko zaczyna się coraz bardziej psuć. Paula jest w stanie krytycznym i chyba ona sama nie wie co mówi i robi. Może to wina skrętów, które pali? Ostatnio zauważyłem, że nie pali już fajek, a coś mocniejszego. Zawsze ma po tym niezły odjazd. Zdecydowanie trzeba to przerwać nim zrobi się jeszcze gorzej... Skoro to wszystko to moja wina, ja muszę to naprawić i już nawet wiem od czego mam zacząć...

To jest do bani. Muszę siedzieć na dole na kanapie i łaskawie czekać aż Paula i jej chłoptaś skończą robić to co robią. W sumie to mogłem zrobić tak jak reszta, czyli po prostu wyjść z domu i załatwić to co mam do załatwienia innym razem, ale niestety to nie może czekać. Im wcześniej się za to zabiorę, tym wcześniej uda mi się to zakończyć lub ewentualnie zatrzymać przed pogorszeniem się. Znalazłem w telewizji jakiś mecz, co przynajmniej pomaga mi przetrwać. Nie jestem jednak w stanie za bardzo się na nim skupić, bo cały czas myślę o tym co ma się niedługo stać. Wszystko mam już doskonale ułożone w głowie i teraz trzeba to jedynie powiedzieć.
Moje rozmyślenia przerwał dźwięk kroków na schodach. Dyskretnie odwróciłem się i zobaczyłem Paule w koszuli Alexa, która sięgała jej do połowy ud, i najprawdopodobniej w samej bieliźnie z potarganymi włosami i szerokim uśmiechem na twarzy oraz Alexa z również nieułożoną fryzurą w jego dżinsach i białym podkoszulku na ramiączka. Usiadłem tak by mieć na nich dobry widok i jednocześnie by nie zauważyli, że ich obserwuję. Podeszli do drzwi i nim Alex wyszedł, Paula pociągnęła go za kark i złączyła ich usta w pocałunek, na co wywróciłem oczami, a następnie chłopak opuścił nasz dom. Poczekałem chwilę, żeby Paula zdążyła się oddalić, i niezauważalnie wymknąłem się z domu. Czas wcielić mój plan w życie.
- Alex! - krzyknąłem za chłopakiem, na co się zatrzymał.
- Co jest? - zapytał gdy do niego podszedłem.
- Mam do ciebie sprawę. Bardzo ważną – podkreśliłem.
- Okej, o co chodzi? - zapytał ewidentnie znudzony.
- Chodzi o Paule – gdy wypowiedziałem jej imię, od razu zainteresował się moimi słowami. - Tylko proszę, wysłuchaj mnie do końca, bo to ważne. Robię to dla jej dobra...
- Okej, słucham – przytaknął.
- Dobra, więc zacznijmy od tego, że Paula strasznie się zmieniła. Martwimy się o nią i chcemy jej pomóc, jednak ona nas nie słucha. Może byś nam pomógł?
- Najpierw powiedz mi co się dzieje, a na pewno pomogę, tyle, że jeśli to jakiś podstęp bym z nią zerwał lub odwrotnie, to nie masz co liczyć i nawet nie próbuj.
- Nie – od razu zaprzeczyłem. - Zależy nam wszystkim tylko na jej dobrze. Jeśli chce z tobą być, okej, ale sądzę, że nim się w to bardziej zaangażujecie, powinieneś wiedzieć, że z nią jest kiepsko i, że cię okłamuje.
- Co masz na myśli? - zmarszczył brwi. Okej, czyli przyszedł czas na wyjawienie wszystkiego. Mam nadzieję, że Paula mnie za to nie znienawidzi... kogo ja chcę okłamać? Znienawidzi najbardziej jak się da.
- To może zabrzmieć absurdalnie, ale... Ona się tnie, upija, ćpa, jara oraz choruje na anoreksje-bulimiczną. Przykro mi...
- Że co?! Jak to? - zapytał nie dowierzając.
- Na imprezie urodzinowej Nialla zauważyłem ślady na jej rękach i... To nie był jej pierwszy raz, to już się zdarzało.
- Nic nie zauważyłem... A co zresztą?
- Jakiś czas temu Zayn zabrał ją na imprezę, na której się totalnie upiła i przyznała się nam, że zdarza jej się brać oraz zaczęła palić skręty. Prawie codziennie jest na haju.
- To nie możliwe...
- Ale tak! A jak trafiła do szpitala okazało się, że to nie tylko z powodu odwodnienia się, tak jak ci powiedziała, a także dlatego, że ma problemy z żywieniem... dlatego tak bardzo schudła. - przyznam, że zobaczenie tak zdziwionego chłopaka, spowodowało, że coś ukuło mnie w serce. Może nie powinienem był tego robić, ale to dla dobra Pauli. - Wiem jak to wszystko brzmi, ale to cała prawda... Wszyscy ci mogą to potwierdzić, chociaż... nie do końca. Louis wie o cięciu się, Zayn o ćpaniu i piciu, a tylko ja wiem o chorobie. Chciała to zachować w tajemnicy, nawet przed tobą.
- Dlaczego? - zapytał ewidentnie zaszokowany i zmartwiony.
- Nie chciała żebyś się o nią martwił i bała się, że ją zostawisz, bo nie jest idealna...
- Jak mogła mi to zrobić? Nie zostawiłbym jej samej... A teraz...
- Tylko nie rób nic pochopnie... Pogadaj z nią lub coś, ale na pewno z nią nie zrywaj. Nie wierzę, że to mówię, ale serio, nie rób tego. To ją wykończy, a już ledwo dajemy sobie z nią radę. Zrób to dla niej...
- Muszę to... przemyśleć na osobności... Okłamała mnie.
- Wiem o tym, ale pamiętaj, że wybaczyłeś jej zdradę... To chyba też dasz radę. Ona cię potrzebuje.
- Dlaczego ty się nią nie zajmiesz? Podobno ci na niej zależy.
- Zależało i robię co mogę, ale ona się do mnie nie odzywa.
- Okej, pogadam z nią i nie zerwę z nią, ale żeby nie było, robię to dla niej. Muszę iść, ale załatwię to z nią jeszcze dziś.
- Trzymam cię za słowo – posłałem mu wdzięczny uśmiech i wróciłem z powrotem do domu.
Kiedy się tam już znalazłem, od razu wszedłem do salonu. Mam nadzieję, że Alex niczego nie schrzani i nam pomoże, a nie pogorszy sprawę.
- Siema stary, gdzie byłeś? - odezwał się Zayn. A już myślałem, że będę sam...
- Musiałem coś... załatwić? - zaproponowałem.
- A konkretnie, to pogadać z Alexem? - zapytał, a ja spojrzałem na niego zaskoczony. Skąd to wiedział. - Widziałem was – odpowiedział na moje nieme pytanie. Nie pomyślałem o tym, że ktoś może to zobaczyć... - Więc o czym z nim gadałeś? Bo oboje wiemy, że chodziło o Paule.
- Taa... Powiedziałem mu o wszystkim.
- Jak to? - zapytał niepewnie.
- Powiedziałem mu o wszystkim co się dzieje z Paulą. O tym, że ćpa, dlaczego trafiła do szpitala i innych rzeczach, o których nie wiesz, a ja nie mogę ci powiedzieć. Okłamywała go, a on teraz o tym wie.
- Po co mu to powiedziałeś? Wiesz, że posunąłeś się za daleko? On może z nią zerwać. Może tego nie wytrzymać.
- Nie zrobiłem tego dla siebie, a dla niej. Jest coraz gorzej, a my sobie nie radzimy. Tak dalej być nie może...
- Skąd możesz mieć pewność, że nie pogorszyłeś sprawy? Ona coś do niego czuje, mimo iż nam się to nie podoba.
- Wiem o tym. Obiecał, że jej nie zostawi, bo mimo iż źle się czuje z tym, że go oszukała, kocha ją i nie chce jej widzieć w szpitalu psychiatrycznym.
- Miejmy nadzieję, że nie schrzani tego...
- Też mam taką nadzieję. To ostatnie czego nam trzeba...
- Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę – krzyknęła Paula zakładając jeansową kurtkę.
- Gdzie idziesz? - zapytał Zayn nie odrywając ode mnie wzroku. Obaj wiedzieliśmy, że zaraz się zacznie.
- Umówiłam się z Alexem – weszła do salonu z szerokim uśmiechem. - Wiem, że nie chcecie żebym wychodziła, ale tak będzie lepiej, poza tym jestem z nim bezpieczna.
- W porządku – odpowiedział jej czarnuszek. Nie o to się martwiliśmy, ale niech myśli, że tak jest. Przynajmniej na razie... - Odezwij się, jeśli nie będziesz miała zamiaru wrócić na noc.
- Jasne – uśmiechnęła się i wyszła z domu.
- Jak myślisz, powie jej? - zapytał mnie kumpel.
- Oby zrobił to delikatnie.
Oboje stwierdziliśmy, że nie ma co tak siedzieć i rozmyślać, więc włączyliśmy telewizor i natrafiliśmy na jakiś mecz nożnej, którego jeszcze nie oglądaliśmy. Po jakimś czasie dołączyli do nas Niall, Harry i Louis, i ze spokojnego meczyku we dwójkę, wyszedł męski wieczór.
- A gdzie Paula? - zapytał Louis.
- Poszła do Alexa – spojrzał na mnie niepewnie Zayn.
- Wiadomo chociaż o której wróci? - dopytywał się szatyn i jak na komendę trzasnęły drzwi wejściowe.
- O wilku mowa – zaśmiał się Harry.
- Liam!! - po domu rozniósł się wrzask brunetki. To nie wróży nic dobrego...
Stwierdziłem, że olewanie jej nic nie da i wszedłem na korytarz, gdzie ujrzałem, jak się spodziewałem, wkurwioną dziewczynę.
- Jak mogłeś mi to zrobić?! - wrzasnęła na mnie.
- Zrobiłem to dla twojego dobra... - zacząłem spokojnie.
- Dla mojego dobra?! - zapytała z niedowierzaniem. - Jak to mogło być dobre dla mojego związku?!
- Raczej chodziło mi o twoje zdrowie. Nie chciałem zniszczyć ci związku!
- Wiesz? Jesteś żałosny. Obiecałeś, że nikomu nie powiesz, a zwłaszcza jemu!
- Musiałem to zrobić!
- Nic nie musiałeś – wrzasnęła. - Jesteś najgorszym dupkiem jakiego kiedykolwiek widziałam – podeszła do mnie i zaczęła walić mnie pięściami w klatkę. Nie były to jakieś bolesne ciosy, mimo że wkładała w nie całą swoją siłę. - Jesteś frajerem, bo spadłeś tak nisko by podkopywać mój związek!
- Nie dlatego mu powiedziałem. Chciałem byś wyzdrowiała...
- Nie jestem na nic chora! Kiedy to do ciebie dotrze? Zawsze gdy chcesz coś naprawić, niszczysz to!
- Co się tu dzieje? - do pokoju weszła reszta domowników.
- To nie wasz zasrany interes! - krzyknęła na nich i wciąż się ze mną przepychała.
- Owszem jeśli dzieje się w naszym domu – oburzył się Harry.
- Uspokój się i wyjaśnij o co chodzi – odezwał się spokojnie Louis.
- Ten kutas niszczy mi życie! - po raz kolejny zaczęła mnie uderzać.
- Ej, spokojnie – podszedł do niej Niall z Louisem i odciągnęli ją ode mnie, mimo że tego nie chciała.
- Puśćcie mnie! Mam ochotę go zabić – próbowała się im wyrwać, ale nie dali jej takiej możliwości.
- Paula, uspokój się – tym razem spróbowałem ja. - Nie zrobiłem tego dla siebie.
- Musiałeś powiedzieć mu wszystko? Okej, dragi, picie, jaranie, kaleczenie się, spoko, ale o mojej anoreksji? Mógł pomyśleć, że jestem niedoskonała... Do tego chciałeś doprowadzić? By mnie rzucił?
- Już ci mówiłem, że nie o to mi chodziło!
- I tak ci się nie udało, bo ze mną nie zerwał – odpowiedziała już cichszym głosem, jednak wciąż przesiąkniętym jadem.
- Więc o co chodzi? Wciąż masz chłopaka i tym razem nie masz przed nim tajemnic.
- Tak, ale to, że o wszystkim mu powiedziałeś, spowodowało, że teraz najważniejsze jest dla niego to jak się czuję i czy nie zrobię nic głupiego, a ile spędziliśmy czasu? GODZINĘ!!
- Martwi się o ciebie, to normalne...
- On chce mnie wysłać do kliniki by mnie wyleczyli. Czy ty wiesz co to oznacza? Chce się mnie pozbyć, ale boi się ze mną zerwać...
- To nie prawda – od razu zaprzeczyłem. - On cię kocha i chce dla ciebie jak najlepiej. Spróbuj z nim pogadać, wyjaśnij wszystko i może wymyślicie jak sobie poradzić z tym wszystkim. Na pewno nie chce cię stracić...
- Myśli, że jestem niedoskonała... Tak długo na to pracowałam, a teraz wszystko legnie w gruzach...
- Nie rzucił cię! Sama tak powiedziałaś.
- Teraz, ale nie wiadomo co zrobi później... zresztą to nie o to chodzi! Zdradziłeś mnie! Powierzyłam ci moje sekrety, a ty je wydałeś. Jak mogłeś? - po jej policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy, a mnie zrobiło się jej żal.
- Ja... - zatkało mnie. Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć.
- Jesteś żałosny – odezwała się i było widać, że zamknęła w sobie władające nią emocje. Nie cierpię tej jej cholernej zmiany nastrojów. - Już nigdy się do ciebie nie odezwę... Nienawidzę cię z całego serca
- Daj spokój – westchnął Zayn. - On to zrobił dla twojego dobra... - zaprzestał tłumaczenia mnie, gdy dostrzegł, że Paula nie zwraca na niego w ogóle uwagi.
- Od dziś jesteś dla mnie nikim – syknęła.
Wyrwała się z poluzowanego uścisku zaskoczonych chłopaków i mijając mnie, największym łukiem jaki się dało, weszła na górę.
Nie sądziłem, że tak to się wszystko potoczy....




Hej :)
Na początek chciałam was przeprosić za długą nieobecność, ale miałam sporo spraw na głowie i zero czasu na pisanie. Najpierw poprawa ocen, potem wyjazd na wakacje... To wszystko spowodowało, że straciłam rachubę czasu i nawet lekko zapomniałam o moich blogach.
Jednak teraz postaram się to jakoś nadrobić.
Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli i, że nie zniechęciłam was do moich opowiadań.
Tak więc proszę was o KOMENTARZE i wybaczenie z powodu nieobecności. Każdego dnia chciałam tu wejść i napisać, że zawierzam bloga, ale wtedy od razu myślałam, że was zawiodę i, że może uda mi się coś napisać kiedy indziej. Stąd głównie brak odzewu.

Co do historii, mamy kolejną dramę, jednak coś mi się widzi (wiem to z tajnego źródła), że niedługo coś się zmieni... I myślę, że wam się to spodoba. Musicie być cierpliwi, bo tylko cierpliwi zostaną nagrodzeni :)

Kolejny rozdział pokaże się prawdopodobnie dopiero po 10 sierpnia, bo wyjeżdżam na obóz i nie będę miała możliwości nic dodać. Jeśli chodzi o mój drugi blog, nie wiem kiedy coś dodam, ale mam nadzieję, że jak wrócę, uda mi się tam dodać chociaż jeden rozdział.
Na koniec, jeszcze raz bardzo was PRZEPRASZAM.
Kocham was wszystkich xx


PS. Pisałam ten rozdział do późna i nie zdążyłam go za bardzo sprawdzić, więc przepraszam za ewentualne błędy :)

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział 49

Nie wiem dlaczego, ale takie imprezy jak ta, która się odbędzie dziś, są moimi ulubionymi. Może to dlatego, że można się przebrać za kogo się chce? A może dlatego, że nikt nie zauważy dziwnego zachowania? Zawsze można wszystkim wmówić, że to na potrzeby przebrania, a nie na serio. Tak, więc sumując to wszystko, jestem bardzo szczęśliwa, że chłopaki zgodzili się mnie puścić na tą imprezę Halloweenową. W tym roku, udało mi się zachować w tajemnicy za co, a raczej kogo się przebiorę. Zawsze w Polsce Julka zakradała się do mojego pokoju, gdy mnie nie było i rozpowiadała wszystkim co przygotowałam. Nie było to za fajne, zważywszy na to, że zawsze miała to być niespodzianka. Teraz jest inaczej. Z domu praktycznie nie wychodzę, no chyba, że do szkoły, a Julka tu nie mieszka, więc nie muszę się o nic martwić. Do imprezy zostały 2 godziny, więc czas najwyższy się już szykować. Na początku wzięłam prysznic i umyłam włosy. Kolejnym krokiem, jest ubranie bielizny, która składa się z obcisłego gorsetu z bladoróżowej satyny, pasa do podwiązek, koronkowych majteczek i białych jedwabnych pończoch. Kiedy już byłam ubrana, podeszłam do toaletki i wzięłam z niej specjalny krem, który na dziś kupiłam. Jest on zmieszany z białą farbą, co powoduje, że gdy się go naniesie na ciało, robi się ona blada, prawie biała. Kiedy posmarowałam część odsłoniętą nóg, zorientowałam się, że ktoś musi my pomóc w pomalowaniu karku. Podeszłam więc do drzwi i lekko je uchyliłam. Akurat w tym samym momencie po korytarzu przechodził Liam. Czy to jakiś zbieg okoliczności? Nie, to raczej szansa na zemstę...
- Liam? Mógłbyś mi pomóc? - pytał z miną proszącego szczeniaka.
- Czemu akurat ja mam ci pomóc? - popatrzył na mnie. Nie dostrzegł nic, bo zza drzwi wystaje tylko moja głowa.
- Bo jak widzisz, jesteś pod ręką, a poza tym, tylko ty widziałeś mnie w samej bieliźnie...
- Niech ci będzie – udawał niechętnego. Najwyraźniej moje ostatnie słowa zmieniły jego nastawienie.
Otworzyłam szerzej drzwi, wciąż stojąc za nimi. Chłopak wszedł do pokoju, a ja zamknęłam drzwi, podeszłam do toaletki, wzięłam balsam i usiadłam na krańcu łóżka.
- Posmaruj mi tym kark i ramiona. Sama nie dosięgam – spojrzałam na niego. Przez cały czas mnie obserwował.
- Ja... jasne – zająknął się.
Podałam mu krem i szybko upięłam włosy w koka, by mu nie przeszkadzały. Liam usiadł tuż za mną i po chwili poczułam jego zimne ręce na swoim karku.
- Po co ci to? - zapytał. Ewidentnie chciał odwrócić swoją uwagę od tego co robi, bądź jak wyglądam.
- Dzięki temu będę blada, a to potrzebne do kostiumu.
- Za co się przebierasz?
- W sumie... To miała być niespodzianka, ale skoro i tak tu jesteś... Będę straszną panną młodą.
- Ciekawy pomysł – uśmiechnął się. - A jest jakiś konkretny powód dlaczego taki strój?
- Raczej nie – wzruszyłam ramionami. - Przepraszam.
- Nic się nie stało – zapewne się uśmiechnął. - Przód też?
- Poproszę – odwróciłam się do niego przodem i przenieśliśmy się na środek łóżka. - A ty za kogo się przebierasz? - spojrzałam mu w oczy, gdy ten wyciskał krem na ręce.
- Miałem być Batman'em, ale postanowiłem, że przebiorę się za zombiaka. Podnieść brodę – mruknął, a ja wykonałam jego polecenie. Po chwili jego ręce znalazły się na mojej szyi.
- Dlaczego zmieniłeś zdanie? - wymruczałam.
To, że dotykał mojej szyi, powodowało, że się pod nim rozpływałam. Nie przewidziałam tego, że może się ta sytuacja obrócić przeciwko mnie.
- Uznałem, że tak będzie lepiej – uśmiechnął się widząc jak na mnie działa. - Zobacz, oboje będziemy zombi. Czy to nie przeznaczenie? - jego ręce znalazły się na moim dekolcie.
- Raczej zbieg okoliczności – mruknęłam opuszczając głowę, tak, że patrzyliśmy sobie prosto w oczy.
- Czemu się tak przed tym opierasz? Oboje wiemy, że coś do mnie czujesz...
- Skąd taka pewność? – wyszeptałam, bo jego dłonie znalazły się na górnej części moim piersi, które są opięte przez materiał.
- Bo widzę jak na ciebie działam... Na przykład teraz...
- To nie moja wina, że dawno nikt mnie nie dotykał – mruknęłam otwierając oczy. Nawet nie wiedziałam, że je zamknęłam. - Wiesz, że z Alexem muszę być ostrożna, bo nie chcę by coś zauważył...
- To czemu ja wiem o wszystkim?
- Ponieważ mieszkamy pod jednym dachem i niechcący się dowiedziałeś podczas urodzin Nialla, nie pamiętasz? - teraz kiedy jego dłonie przeniosły się na moje ręce, mogę się w końcu skupić.
- Czemu mu nie powiesz?
- Bo mi na nim zależy i nie chcę by się martwił...
- To dlaczego pozwalasz mi się dotykać? Myślisz, że przez to nie zranisz go?
- Nie, bo dla mnie to nic nie znaczy. Wie, że go kocham. Ufa mi.
- Ja na jego miejscu byłbym zazdrosny. Chłopak dotykający swoją ex, a moją obecną dziewczynę?Robiący to, na co ona mi nie pozwoliła? - pokręcił głową i przeniósł się na drugą rękę.
- Skoro wiesz, co on mógłby czuć, to dlaczego się na to godzisz? Mogłeś powiedzieć bym zadzwoniła po Alexa lub zawołała, któregoś z chłopaków.
- Zgodziłem się, bo tak wypada, poza tym, nie powiedziałem, że mi to jakoś przeszkadza...
- Jesteś egoistą.
- Nie zamieniajmy tej rozmowy w kłótnie. Nie chcę się z tobą wiecznie kłócić – odpowiedział spokojnie.
- A to dlaczego? Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało, gwiazdorze – przekrzywiłam lekko głowę.
- To nie moja wina, – naśladował mnie – że jedyne na co mam ochotę to zedrzeć z ciebie to co masz na sobie...
- To możesz sobie pomarzyć – warknęłam i wstałam z łóżka.
- Czemu taka jesteś? Alex nie musi wiedzieć... w końcu i tak już masz przed nim sekrety. Jeden więcej, to żadna różnica – również wstał.
- Wiem co usiłujesz zrobić i uwierz, nie uda ci się – usiadłam przy toaletce by pomalować twarz.
- Niby co takiego?

- Chcesz wzbudzić we mnie poczucie winy, bym poleciała w twoje ramiona. Jesteś zbyt przewidywalny.
- Ja? Przewidywalny? Może mi nie o to chodziło? A, sorry, na pewno. Gdybym chciał cię mieć, zrobiłbym to samo co na balu. Pamiętasz? Zdradziłaś wtedy swojego chłopaka...
- Nie sil się, on o tym wie. Powiedziałam mu.
- I mimo to wciąż z tobą jest? On ma nie po kolei w głowie?
- Jak widać na szczęście nie jest taki jak ty. Wie, że się upiłam i dałam ponieść chwili – wzruszyłam ramionami.
- Czyli, że tak mała ilość alkoholu, pozwoliła ci to zrobić? Już samo to nie trzyma się kupy, bo jakoś z Alexem jeszcze nie spałaś, a chodzisz z nim na imprezy.
- Bo Alex wie, że tego nie chcę i trzyma ręce przy sobie. A no i wtedy to nie była wina alkoholu, tylko ekstazy.
- Brałaś? - zaskoczyłam go tym. - Ja nie...
- Wiem, że nie wiedziałeś. Wzięłam 2 porcje, dlatego moje zapory puściły. Przestań myśleć, że to przez ciebie – wywróciłam oczami i wróciłam do malowania.
- Czyli, że... Na serio nic do mnie nie czujesz? - zapytał z nadzieją, że zaprzeczę.
- Może i czuję, ale to nic nie zmienia.
- To ja już pójdę – odezwał się po kilku minutowej ciszy.

Zdążyłam się w międzyczasie umalować, uczesać i włożyć sukienkę.
- Poczekaj jeszcze chwilę – zatrzymałam go gdy już wychodził. - Zapniesz mi suwak?
Odwróciłam się do niego plecami.
- Okej – mruknął i podszedł do mnie.
- Liam... nie mów Alexowi o naszej rozmowie... ani o tym, że biorę. On myśli, że to było jednorazowe...
- Dobrze – westchnął. - Ale robię to tylko dla ciebie.
- Dziękuję – dałam mu buziaka w policzek, a chłopak wyszedł.
Nie wiem czy zrobiłam dobrze, że go okłamałam. Podczas tego balu byłam całkowicie świadoma swoich czynów, a odrobina alkoholu, pomogła mi jedynie odpuścić i poddać się uczuciu... Od dnia, w którym Liam i Zayn dowiedzieli się, że biorę, nie miałam kontaktu z żadnym narkotykiem. Co prawda mam mini zapasik na czarną godzinę, ale jak na razie taka nie nadeszła...
Podeszłam do dużego lustra stojącego niedaleko szafy i zaczęłam „poprawiać” włosy. Nie wiem czy można to tak nazwać, skoro są całe natapirowane i sterczą na wszystkie strony, ale właśnie o to chodzi. Kiedy je utrwaliłam lakierem do włosów, Wpięłam w nie podarty welon. Oczywiście taki był zamiar. Zarówno welon, jak i moja sukienka, która jest poobdzierana tak, że z przodu nie sięga nawet połowy ud, a z tyłu miejscami długa aż do kostek, są miejscami szare, a nawet czarne i dodatkowo pokryte „krwią”. Wszystko powoduje, że wyglądam upiornie, ale jednocześnie bardzo seksownie. Jeśli chodzi o makijaż, to mam niesamowicie wielkie worki pod oczami, krwiście czerwone usta oraz namalowaną krew spływającą od kącika ust aż na dekolt. Moja szyja również jest „pocięta” i miejscami „leje” się z ran krew. Efekt jest idealny, a zwłaszcza fakt, że jestem niesamowicie blada.
Gdy już byłam gotowa, zeszłam na dół, gdzie już zbierali się chłopaki.
- Niezły strój – obczaił mnie od góry do dołu Zayn.
- Twój także – uśmiechnęłam się. - Jesteś wampirem?
- No co ty – prychnął. - Jestem najprzystojniejszym wampirem jakiego świat kiedykolwiek widział.
- Spierałbym się z tym. Edwarda nigdy nie pokonasz – z salonu wyszedł Louis. - Jesteś panną młodą? - zwrócił się do mnie.
- Straszną panną młodą – poprawiłam go.
- Raczej upiorną – przysunął się do mnie Zayn. - Te worki pod oczami są straszne!
- Taki był cel – uśmiechnęłam się.
- Idziemy? - ze schodów zszedł Liam. - Martyna i Julka już czekają.
- Jasne – odpowiedzieli chłopcy i już po chwili jechaliśmy całą 8 do szkoły, gdzie miała się odbyć impreza.
Dyrektor definitywnie zabronił alkoholu na imprezie, więc zapowiada się trochę nudy. Na szczęście Alex obiecał załatwić trochę procentów plus zabrałam z domu małą saszetkę z białym proszkiem...
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, od razu ruszyłam w poszukiwaniu Alexa. Umówiliśmy się przy wejściu na salę i jak się okazało już tam na mnie czekał w stroju anioła ciemności, oczywiście pozbawionego skrzydeł, co mnie strasznie ucieszyło.
- Witaj aniołku – mruknęłam zadziornie.
- Witaj straszna – musnął mój policzek. - Wyglądasz upiornie.
- Ty również – zaśmialiśmy się. - Masz to na co się umawialiśmy?
- No jasne, że tak – uśmiechnął się. - Ale to trochę później. Na razie sprawdzają.
- Szkoda – skrzywiłam się. - Mam do ciebie sprawę.
- Jaką?
- Liam przegiął i nawymyślał sobie parę rzeczy, dlatego chcę żebyś pomógł mi się na nim odgryźć.
- Jak? - zapytał zainteresowany. Dobrze wie, że będzie to dla niego korzystne.
- Wystarczy, że trochę się przy nim będziemy całować i... po dotykasz gdzie nie gdzie...
- Wiesz, że to się robi trochę dziwne? Nie to żebym miał coś przeciwko.
- Zrozum, Liam powiedział, że robił to czego ty nie możesz... Rozumiesz?
- Okej – uśmiechnął się i ugryzł mnie w ucho. - Czasami takie sytuacje mi się podobają.
- Mi także – uśmiechnęłam się i go pocałowałam.

Liam
 
To zaczyna się robić strasznie dziwne. Mam wrażenie, że jestem jakimś bohaterem opery mydlanej. Raz się dogadujemy, a po chwili już nie. A najbardziej wkurzające jest to, że pozwala mi się do siebie zbliżyć i nawet sama to prowokuje, a zaraz po, obściskuje się z tym swoim Alexem, tak jak teraz. Może nie miałem racji mówiąc, że na mało mu pozwala? Przecież oni prawie uprawiają seks na parkiecie!
- Przydałoby się im załatwić jakieś ustronne gniazdko – zaśmiał się Harry.
- To i tak by nic nie dało. Dalej nie zajdą – mruknąłem.
- Jesteś pewien? Widać mu pozwoliła... - wzruszył ramionami i ruszył z Martyną w stronę parkietu.

Po 2 godzinach, postanowiliśmy przenieść się do nas. Impreza bez alkoholu, czasami jest bardzo nudna, a zwłaszcza w szkole. No okej, mieliśmy alkohol i prawie zostaliśmy przyłapani, dlatego się przenieśliśmy. Tym razem zabraliśmy ze sobą kilka innych osób by rozkręcić się trochę. Jak to zwykle bywa zaczęliśmy grać w butelkę, ale to zdecydowanie było zbyt dziecinne. Postanowiliśmy więc zagrać w „Neva eva”.
- Więc tak – zaczął Louis. - Gra polega na tym, że po kolei ktoś mówi czego nigdy nie robił. Jeśli jest osoba, która to robiła, musi wypić kolejkę.
- A żeby dodać pikanterii, jeśli ktoś będzie pił 2 kolejki z rzędu, musi pocałować osobę wybraną przez pozostałych – wyszczerzył się Harry.
- A jeśli ktoś się na to nie zgadza? - odezwała się Paula.
- Ty się nigdy nie zgadzasz – zaśmiał się Zayn.
- To wtedy musisz zdjąć fanta – odpowiedział jej Lou.
- Dobra – westchnęła. - Idę po wódkę i kieliszki – wstała z podłogi i udała się do kuchni.
Natomiast my wszyscy usadowiliśmy się w kółku i na nią czekaliśmy.
- Pomogę jej – rzuciłem i ruszyłem do kuchni.
Kiedy wszedłem do pomieszczenia, zobaczyłem Paule pochylającą się nad stołem.
- Co robisz?
Podniosła głowę i wytarła nos dłonią.
- Nic – mruknęła. - Dam sobie radę.
Podszedłem do niej i spojrzałem na blat stołu, gdzie leżał rozsypany biały proszek.
- To są narkotyki?! - zapytałem zaskoczony.
- Nie, mąka – wywróciła oczami. - Daj spokój...
- Jak mam dać spokój? Bierzesz narkotyki i to u nas w domu! Chyba już ci mówiłem co o tym myślimy!
- Sorry – westchnęła. To nie było nawet odrobinę prawdziwe. - Chcesz trochę?
- Nie! Oczywiście, że nie! Ty też nie powinnaś.
- Dobra, więcej nie wezmę – chwyciła przezroczystą torebkę i wsypała do niej to co znajdowało się na stole.
Nim jednak ją zamknęła, oblizała palec i wsadziła go do środka, po czym potarła sobie dziąsła, a torebkę wsadziła między piersi.
- Dlaczego to robisz?
- Dlaczego wzięłam? Bo chcę się rozluźnić. Znając życie będą nam kazali się całować.
- Skąd taki pomysł? Może ja nie robiłem aż tak dużo rzeczy...
- Ale ja robiłam, to wystarczy – chwyciła wódkę i zaczęła iść w stronę drzwi. - Weź kieliszki.
Zrobiłem jak poprosiła i udałem się za nią do salonu. Zdecydowanie nie zostawię tak tego.
Kiedy zajęliśmy swoje miejsca i napełniliśmy każdemu po kielichu, Zayn postanowił zacząć.
- To na początek coś łatwego. Nigdy nie całowałem się z osobą tej samej płci.
Spojrzałem na koło i zobaczyłem, że swoje kolejki pije Harry, Louis i Paula. Jeśli chodzi o pocałunek Larrego, to wszyscy go doskonale pamiętamy, ale Paula?
- Serio? - zapytał Zayn patrząc na nią. - Nic nie mówiłaś.
- Jestem pewna, że wam wspominałam... Poza tym na pewno się tego spodziewaliście.
- Coś czuję, że ty pierwsza będziesz musiała wykonać zadanie – droczył się z nią.
- Zobaczymy – zaśmiała się, a Louis uzupełnił ich kieliszki.
- Teraz ja – uśmiechnął się Hazza. - Sorry Paula, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Nigdy nikomu nie obciągałem.
Na twarzach wszystkich chłopaków, włącznie ze mną, pokazał się uśmiech, gdy co druga dziewczyna wypiła kolejkę. Oczywiście wśród nich była też Paula.
- Czemu mi to robicie? - skrzywiła się. - I w ogóle skąd ta pewność, że to robiłam?
- Strzelałem – wystawił mi język loczek.
- To nie nasza wina – wzruszył ramionami Zayn, a Paula wywróciła oczami.
- Moja kolej – uśmiechnął się Louis. - Nigdy nikt mi nie zrobił minetki.
Wszyscy popatrzyliśmy na niego niepewnie, a dziewczyny znów pociągnęły kielicha, poza Paulą.
- To jest nie fair! Jesteś facetem. To logiczne, że nie miałeś minetki, poza tym gra polega na tym, że mówisz czego ty nie robiłeś, a nie ktoś – oburzyła się.
- Jak zwykle szukasz drugiego dnia. Po prostu wypij kielicha i przyjmij to na klatę – wywrócił oczami.
- Jesteś niewiarygodny! Nie dość, że zrobiłeś to specjalnie, to jeszcze wbrew zasadom.
- Oj daruj. Jakoś innym to nie przeszkadza – mruknął Zayn.
- Psujesz zabawę – pokręcił głową Harry.
- Niech wam będzie – rzuciła poddana i wypiła kielicha. - Ale nie to co zawsze, to już się robi nudne.
- Całowanie się jest twoim zdaniem nudne? - odezwał się zaskoczony Niall.
- Nie. Raczej to, że na siłę chcecie bym do niego wróciła – pokazała na mnie.
- W sumie i tak planowaliśmy coś innego... - rzucił podejrzliwie Lou. - Zdejmij sukienkę, jako fant.
- Co? - zaśmiała się. - Oszalałeś? W życiu.
- Według zasad, fant to jedna część ubrania, a akurat sukienka, to jedna część – zauważył Zayn.
- To już wolę przelizać się z każdym obecnym tutaj chłopakiem – zakpiła, a niektórzy chłopacy poprawili się na miejscach ewidentnie zainteresowani. Co za bałwany? Po co my ich w ogóle zapraszaliśmy?
- Dzięki, nie skorzystamy, mamy dziewczyny – rzucił Lou.
- A ja chłopaka, więc odpuść.
- Okej, niech ci będzie – jęknął. - Powiedź o sobie jaką prawdę, którą można potwierdzić.
- Jestem dziewczyną – uśmiechnęła się triumfalnie. - To też muszę udowodnić?
- Z przyjemnością, to potwierdzimy – wyszczerzył się cwaniacko. - Jednak wracamy do rozbierania?
- Nie, jest pewien ktoś, który może to potwierdzić – wskazała na Alexa.
- Jemu nie wierzymy – wystawił język Zayn.
- Hym.... - zamyśliła się.
- Jest dziewczyną, darujcie i gramy dalej – nie wytrzymałem.
- Swojemu koledze chyba wierzycie? - podłapała.
- Ta... - mruknęli niezadowoleni.
- Liczyliśmy, że się jednak rozbierzesz... - mruknął rozczarowany Zayn.
- Może innym razem... - zastanowiła się. - Abo raczej nie liczcie – uśmiechnęła się zadziornie. - No i teraz moja kolej. Nigdy nie uprawiałam stosunku analnego.
Wszyscy na nią popatrzyliśmy, a ta podniosła kieliszek i go wypiła.
- To tak można? - zapytał zaskoczony Niall.
- A ktoś mówił, że nie? - odpowiedziała pytaniem i zdecydowaliśmy zostawić to w spokoju.

Po jakimś czasie gra się nam znudziła, więc postanowiliśmy trochę potańczyć. Przez cały czas po głowie latały mi dziwne myśli. Wszystkie wokół Pauli... Kiedy połączyłem wszystko w całość zdałem sobie sprawę, że mnie oszukała. Wszystko co mi powiedziała, było kłamstwem. Miałem ochotę z nią to wszystko wyjaśnić, ale to zdecydowanie nie jest rozmowa możliwa do przeprowadzenia na forum. Dlatego, gdy tylko wyszła na taras, od razu poszedłem za nią.
- Hej, co tam? - przywitałem się jakby nic się nie stało.
- Dobrze – uśmiechnęła się i wypuściła dym papierosowy z ust. - Właśnie, zapomniałam. Dzięki za pomoc, jak Louis się uchleje jest nie do zniesienia...
- Spoko – przysiadłem obok niej na leżaku stojącym nad basenem. - Dlaczego mnie okłamałaś?
- Co masz przez to na myśli?
- A na przykład to, że wtedy na balu zrobiłaś to pod wpływem narkotyków.
- A skąd wiesz, że to nie była prawda?
- Bo dziś jakoś ani na chwilę nie upuściłaś gardy, no i nie wzięłabyś 2 tabletek.

- To były inne narkotyki, i może racja, może wzięłam jedną... - zaczęła się łamać.
- Poszperałem trochę w necie i dowiedziałem się, że narkotyki nie odciągają cię od świadomości, jako takiej. Nie powodują tego, że robisz coś czego byś nie chciała gdybyś ich nie wzięła.
- No i co? Teraz liczysz, że ci przytaknę, ekspercie?
- Nie musisz – pochyliłem się w jej stronę. - Wiem, że tak jest i... wiem, że wciąż mnie pragniesz – pochyliłem się jeszcze bliżej. Nasze usta dzieliły centymetry.
- Dziwne... To bardziej wygląda jakbyś to ty mnie pragnął. Ciągle wmawiasz mi moje kłamstwa – przysunęła się bliżej, tak, że nasze usta prawie się stykały.
- Skoro ty twierdzisz, że ja pragnę ciebie, a ja, że ty mnie, to może to jakoś rozstrzygniemy?
- Co proponujesz? - przez cały czas wpatrywaliśmy się sobie w oczy.
- Pocałunek, nic więcej. To które jako pierwsze dotknie drugiego, pokazuje, że to pierwsze miało rację, stoi?
- Okej, a co jeśli jedno się podda?
- Jeśli nie będziemy chcieli tego kontynuować to możemy przerwać lub nie.
- Pasuje – uśmiechnęła się zadziornie.
Przybliżyliśmy się do siebie i złączyliśmy nasze usta. Paula wiedziała, że ma być fair, więc lekko uchyliła usta dając mi dostęp do środka. Toczyliśmy niesamowity bój, zarówno językami, jak i z naszymi ciałami by się nie poddać. Mimo iż naprawdę jej pragnę, nie mogę tego tak zostawić. Jeśli bym ją dotknął, odsunęłaby się triumfująco i nie dowiedziałbym się co do mnie czuje. Postanowiłem, więc zagrać nieczysto. Przejechałem językiem po jej podniebieniu, a ta jęknęła w moje usta, to dobry początek. Natarłem, więc na nią intensywniej i przygryzłem jej dolną wargę. Chyba zauważyła, że coś kombinuję, bo również zaczęła mnie prowokować. W pewnym momencie, oboje pomyśleliśmy o tym samym i zaczęliśmy się od siebie odsuwać, co spowodowało, że przestaliśmy się całować. Nasze spojrzenia się spotkały i jakby nam ktoś rozkazał, przyciągnęliśmy siebie nawzajem do pocałunku. Każde z nas się poddało, w tym samym czasie. Paula wplątała swoje palce w moje włosy, a ja przyciągnąłem ją za biodra, do siebie tak, że stykaliśmy się całymi ciałami. Z każdą chwilą całowaliśmy się coraz bardziej, przekazując sobie nawzajem namiętność oraz tęsknotę.
- Co tak długo tutaj sied... - usłyszeliśmy czyjś głos i od razu się od siebie oderwaliśmy.
Przed nami stał Zayn. Spojrzeliśmy na siebie, a potem na chłopaka.
- To nie tak jak myślisz – powiedzieliśmy równo, co wywołało u niego salwę śmiechu.
- Nie ważne – odpowiedział wciąż się śmiejąc. - Wasze drugie połówki nie muszą się o tym dowiedzieć. Spoko, więc nie przeszkadzajcie sobie. Dopilnuję by nikt wam więcej nie przerwał – rzucił nie dając nam nic powiedzieć i wrócił do wnętrza domu.
Zapadła pomiędzy nami cisza. Żadne z nas nie wiedziało co ma powiedzieć...
- Miałam rację, pragniesz mnie – rzuciła w pewnym momencie Paula.
- A ty pragniesz mnie – odpowiedziałem z uśmieszkiem. - Poddaliśmy się w tym samym momencie...
- Ale to się więcej nie powtórzy – oburzyła się. - I masz dopilnować by Zayn nikomu nic nie powiedział.
- Dlaczego miałbym to zrobić? Jeśli Alex się dowie, to cię rzuci i będę mógł cię zdobyć.
- Nie, bo wtedy cię znienawidzę – warknęła i weszła do wnętrza posiadłości, a ja zaraz za nią...



Hej, hej, hej :D
Na początek chciałam was przeprosić, że nie dodałam rozdziału tydzień temu, ale złapała mnie taka jakby blokada i w ogóle ten rozdzialik nie chciał się jakoś tak ani napisać, ani skleić w całość. Ale się udało!!
Kolejny rozdzialik nie wiem kiedy się pojawi, może za tydzień... Albo później.
A no i 10 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ
Jeśli chodzi o moje drugiego bloga, to nie wiem kiedy dodam, ale mam szczerą nadzieję, że w tym tygodniu.
Liczę, że rozdział się wam spodobał i, że go skomentujecie. To dla mnie bardzo ważne!!

A tak na marginesie...
Tak sobie wyobrażam suknię Pauli w tym rozdziale:
 
(to mój własnoręczny rysunek, więc proszę się nie czepiać szczegółów, nie umiem rysować postaci)

sobota, 11 maja 2013

Rozdział 48


PRZECZYTAJ NOTATKĘ!
TO PILNE!!

- To jak, idziemy? - zapytałam schodząc na dół, jak zwykle jestem ostatnia.
- Nie idziemy dziś do szkoły – odezwał się Liam.
- Co? Dlaczego? - zapytałam zaskoczona. - Gdzie reszta?
Przez te kilka dni zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, ale nie jakoś tak bardzo. Od mojego pobytu w szpitalu, nie rozmawialiśmy o „nas”. Ale nie to żebym zaprzepaściła moje wcześniejsze postanowienia. Wciąż staram się go prowokować i drażnić i często mi to wychodzi. Raz jest to bardziej widoczne, a raz mniej, ale wiem, że to na niego działa. Alex domyślił się, że to na Liamie chcę się zemścić i... postanowił mi pomóc. Często w towarzystwie Payne'a odstawiamy jakieś scenki, a ten aż zaczyna kipieć. Przyznam, że... świetnie się przy tym bawię. Może to nie moralne, ale tak jest.
- Masz dziś wizytę u psychologa, zapomniałaś? - zapytał. - Już pojechali.
- O boże – jęknęłam. - Serio muszę tam iść?
- Tak – odpowiedział.
- Idę się przebrać – warknęłam i zwróciłam w stronę schodów.
- Po co, wyglądasz dobrze – uśmiechnął się.
- Ale ten strój nie pasuje na taką wizytę. Muszę zrobić wrażenie, dobre – wyjaśniłam i wróciłam na górę do swojego pokoju.
Zdjęłam strój, który miałam na sobie, i zostałam w samej bieliźnie. Już chciałam podejść do szafy, gdy usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Westchnęłam sfrustrowana i spojrzałam na wyświetlacz, Alex.
- Hej, skarbie – usiadłam na łóżku.
- Cześć śliczna. Czemu nie przyjechałaś z resztą do szkoły?
- Och, zapomniałam ci powiedzieć. Mam dziś wizytę kontrolną i nie będzie mnie w szkole. Przepraszam...
- Nie musisz kochanie. Twoje zdrowie jest najważniejsze.
- Ale to nie zmienia faktu, że powinnam była ci powiedzieć. Zresztą... sama o tym całkowicie zapomniałam. Gdyby nie Liam, pewnie bym nie poszła.
- Chociaż raz się na coś przydał – zaśmiał się. - A właśnie, gdzie on jest? Nie widziałem go z pozostałymi.
- Jest ze mną. Lekarka chciała by ktoś ze znajomych ze mną przyszedł, by mogła spojrzeć na moją sytuację z dwóch stron...
- Ale czemu akurat on?
- Doskonale wiesz, że podczas pobytu w szpitalu, to on spędzał ze mną całe dnie oraz czasami zachowywaliśmy się jak para. Z tego powodu zaproponowała, żeby to był on.
- To bez sensu. On po prostu chciał z tobą spędzić czas.
- Tylko nie rób się zazdrosny. Napomknę coś o tobie w trakcie rozmowy. Może wcześniej się odwdzięczę – Alex nie wie jak dokładnie chcę się zemścić na Liamie ani za co.
Za każdym razem gdy schodzimy na ten temat, staram się odwrócić jego uwagę...
- O niego? W życiu.
- To dobrze. A teraz muszę już kończyć, bo muszę się ubrać.
- Moment! To oznacza, że..? - nie dokończył, nie musiał.
- Jestem w samej bieliźnie – zaśmiałam się.
- I ty mi to dopiero teraz mówisz?! Byłbym już dawno u ciebie.
- Och, jaki chętny. Jestem przekonana, że nim byś tu dotarł, już bym się ubrała.
- Szkoda... Poczekaj. Masz rację, ubierz się.
- Co ci tak nagle odbiło? Jeszcze przed chwilą... Och – już wiem o co chodzi. - Boisz się, że Liam tu wejdzie?
- Ej, jesteście tam sami. Wszystko się może wydarzyć...
- Proszę cię – wywróciłam oczami. - Przesadzasz.
- Wcale nie! Nie chcę by widział to co jest moje – zapewne się wyszczerzył.
- Dwie sprawy. Nie jestem twoja i... przykro mi, ale on już widział mnie w samej bieliźnie... i bez niej zresztą też.
- Wiem co usiłujesz zrobić i... udaje ci się. I choć teoretycznie nie jesteśmy razem, to w praktyce jesteś moja.
- Niech ci będzie. Nie chcę dalej o tym dyskutować. Ej, czy nie było już czasem dzwonka?
- Może był...
- Zasuwaj na lekcje! Musisz zrobić dla mnie notatki, bo pamiętaj, że już w weekend mamy imprezę Halloweenową – zauważyłam.
- Pamiętam, a notatki weźmiemy od kogoś innego...
- Marsz na zajęcia! - rozkazałam. Mimo wszystko nie chcę by się przeze mnie opuścił w nauce.
- Dobrze, nie denerwuj się. Pamiętaj, zadzwoń do mnie po badaniach. Kocham cię.
- Dobrze, ja ciebie też – rozłączyłam się i podeszłam do szafy.
Zaczęłam szperać po półkach, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Liam.
- Proszę – krzyknęłam nie przerywając swoich czynności.
- Hej, chciałem powiedzieć, że... - przerwał, a ja odwróciłam się do niego przodem.
- Co chciałeś powiedzieć? - podpowiedziałam mu.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że... - machnął na mnie ręką starając się na mnie nie patrzeć. - się przebierasz.
- To żaden problem. Gdyby mi to przeszkadzało, nie pozwoliłabym ci tu wejść – wzruszyłam ramionami i przeniosłam cały ciężar na jedną nogę. - Co chciałeś?
- A tak... Niedługo wychodzimy, więc mogłabyś się pośpieszyć?
- Jestem pewna, że jeśli mi pomożesz przy wyborze, to szybciej mi pójdzie – posłałam mu proszącą minkę i z powrotem odwróciłam się do szafy.
Usłyszałam jak zamyka drzwi i siada na łóżku. Został. Przez chwilę przeglądałam wszystkie sukienki i analizowałam w czym wyglądałabym najniewinniej. Przez cały czas czułam na sobie spojrzenie Liama. Może to brzmi narcystycznie, ale moje przeczucia potwierdzało jego odbicie w lusterku. Uśmiechnęłam się pod nosem i stanęłam na palcach, wyciągając się jak najbardziej w górę, by ściągnąć wieszak z odpowiednią sukienką. Ten ruch spowodował, że Liamowi aż pociemniały oczy. Zawsze mi mówił, że mam niezły tyłek i, że lubi na niego patrzeć. A skoro teraz mam okazję, to mogę mu na to pozwolić, tylko po to by go podniecić, a potem zgasić. Odwróciłam się do niego przodem przykładając do siebie sukienkę, a jego spojrzenie momentalnie przeskoczyło z okolic mojego dołu, na twarz.
- Co myślisz o tej? - uśmiechnęłam się. Szczerze, to od początku o niej myślałam.
- Bardzo ładna – uśmiechnął się patrząc na mnie od góry do dołu i z powrotem na twarz.
- No dobra – zdjęłam ją z wieszaka i w ogóle nie patrząc na chłopaka, zaczęłam ją zakładać.
Kiedy skończyłam, spojrzałam na Liama prosząco.
- Pomożesz mi? - zapytałam odwracając się do niego tyłem i zgarniając włosy na bok.
- Jasne – rzucił i już po chwili czułam jego ręce na sobie.
Jedną ręką trzymał mnie tuż nad tyłkiem, a drugą powoli zapinał suwak. Chłopak był bardzo blisko mnie.
- Dzięki – odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam na szafę. Na najwyższej półce leżała kopertówka, która idealnie pasowała do sukienki. - A podasz mi jeszcze tą czarną torebeczkę, bo nie dosięgam do niej.
Stając centralnie za mną, wyciągnął się i spojrzał na mnie w dół pokazując na jedną z torebek.
- Ta?
- Nie, ta z koronką – wyjaśniłam, a on jeszcze bardziej się do mnie przysunął.
Jego tors dotykał moich pleców. Wiem co usiłuje zrobić... Żeby znów obrócić to na moją stronę, lekko się pochyliłam do przodu, co spowodowało, że mój tyłek dotknął jego krocza. Ściągnął odpowiednią kopertówkę i położył dłonie na moich plecach, tak by kciukami dotykać moich pośladków.
- Proszę bardzo – pochylił się nade mną i wyszeptał do ucha. Praktycznie na mnie leżał.
- Dziękuję – wyprostowałam się, a on razem ze mną. Nie odsunął się jednak ani na krok. - Jeszcze tylko biżuteria i będę gotowa – wyminęłam go jakby nic się nie stało, podeszłam do toaletki i zaczęłam szperać w szkatułce.
Wyciągnęłam z niej 2 bransoletki oraz srebrny naszyjnik z sercem, jednak nie ten sam co dostałam od Liama. Wciąż go mam, ale... nie noszę go. Dostarcza smutne wspomnienia, dlatego zamknięty jest w małym pudełeczku i leży na dnie szufladki.
- Pomóc ci? - zapytał Liam.
Jak się okazało stał tuż obok mnie i miał na myśli naszyjnik.
- Co ja bym bez ciebie zrobiła? - podałam mu łańcuszek.
- Na pewno sporo, ale po co masz się męczyć? Zawsze mogę ci pomóc – uśmiechnął się zapinając wisiorek.
- To może następnym razem poproszę cię żebyś mnie rozebrał, wykąpał i z powrotem ubrał – zakpiłam, a chłopak położył dłonie na moich ramionach i pochylił się nad moim uchem.
- Z przyjemnością – wymruczał i pocałował za uchem.
- Co ty robisz? - zapytałam zaskoczona, gdy zaczął całować mnie po szyi i ramieniu.
- Słyszałem, że jesteś z Alexem w wolnym związku... - mruknął.
- Och, więc o to chodzi – odepchnęłam go od siebie, założyłam bransoletki i podeszłam do dużego lustra by ułożyć włosy. - Źle słyszałeś. Chodzę z Alexem i jestem z nim szczęśliwa.
- I to dlatego jeszcze się z nim nie przespałaś? - rzucił, a po jego minie zrozumiałam, że nie chciał tego powiedzieć. - Przepraszam...
- Spoko, teoretycznie jesteś moim byłym więc nie powinieneś się mieszać w moje prywatne sprawy, ale jako, że sporo nas łączyło, oświecę cię. Zgadza się, nie spałam z nim jeszcze. Ostatnio za bardzo się pośpieszyłam i... żałuję tego – wzruszyłam ramionami zakładając buty. Strój wyglądał idealnie.
- Wcale tak nie myślisz. Byłaś ze mną szczęśliwa.
- Może wtedy tak, ale teraz, żałuję, że cokolwiek nas łączyło, chociaż... W sumie to nie. Dzięki temu poznałam Alexa, no i ty też masz korzyści, poznałeś Aurore. Wydaje się, że jesteście szczęśliwą parą.
- Jesteśmy w wolnym związku, od samego początku. Nie chcę się z nią wiązać, to tylko zabawka.
- Och, jakie to głębokie – zakpiłam. - Jesteś beznadziejny.
- Bo mnie zniszczyłaś – odwrócił mnie przodem do siebie i przyznam, że zaskoczyła mnie jego stanowczość oraz użycie siły. - Ty jesteś tego powodem.
- Taa, to ja cię zdradziłam z moją ex, a nie, czekaj. Ty to zrobiłeś. Hmm... Jakiż ten świat jest pokręcony – przekrzywiłam głowę nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego.
- Jesteś hipokrytką – pokręcił głową. - Nie zrobiłem tego specjalnie!
- Tak, wiem. To nie była twoja wina i patrz, jakimś dziwnym trafem to ja zniszczyłam ciebie, a nie na odwrót. To ja powinnam się tak czuć, ale tak nie jest. Jestem w końcu szczęśliwa! - podniosłam głos. Nie panowałam już nad sobą.
- Czemu to do ciebie nie dociera? Byłaś ze mną szczęśliwa! Kiedy byłaś ze mną, nie miałaś ani myśli, ani prób samobójczych. Jakoś miłość do Alexa cię przed tym nie powstrzymywała.
- Skąd możesz to wiedzieć? Nasz związek opierał się tylko i wyłącznie na seksie! Nie zależało ci na mnie!
- Zależało! Kochałem cię i chciałem byś zawsze była blisko mnie – uspokoił się trochę. - Może faktycznie trochę się wtedy zagalopowałem, ale... sam nie wiem. Mogłaś powiedzieć, że ci to nie pasuje.
- O, to teraz to jest moja wina? Mówiłam ci o tym! Ale ty oczywiście musiałeś mnie zahipnotyzować tymi czułymi słówkami i delikatnymi pieszczotami.
- Lubiłaś to...
- Zgadza się, ale nie w chwilach, gdy chciałam z tobą o czymś ważnym porozmawiać lub udoskonalić nasz związek. Niszczyłeś to... twoja zdrada tylko potwierdziła, że nie powinniśmy być razem.
- Znów do tego wracasz!
- Bo to nas nie ominie! Może i ci to wybaczyłam, ale nie zapomnę o tym!
- Tylko dziwne, że jakoś zapomniałaś o tych chwilach, gdy byliśmy szczęśliwi. Nie widzisz tego? Przeznaczenie pcha nas ku sobie – złapał mnie za ramiona. - Powinniśmy być razem.
- Sranie w banie. Taki kit to nie mi wciskaj. A teraz musimy iść na moją wizytę.
- To jeszcze nie koniec tej rozmowy...
- Owszem, koniec – wyminęłam go.
Westchnęłam rozdrażniona i zeszłam na dół do samochodu Liama. Chłopak podążał tuż za mną. Po 30 minutach ciszy, zajechaliśmy do kliniki, do której mnie „przenieśli”. Udaliśmy się do odpowiedniego oddziału, a mianowicie poświęconemu anoreksji i bulimii. Recepcjonistka poinstruowała nas, do którego gabinetu mamy się udać. Nie powiem, trochę się stresuję. Od tej rozmowy, zależy czy będę zamknięta na tym oddziale 24/7, czy będę mogła normalnie funkcjonować. A najbardziej martwię się tym co powie Liam. Wystarczy tylko jedno słowo i zostanę tu zamknięta lub będę musiała przychodzić na spotkania praktycznie codziennie. Nie potrzebnie chciałam by ze mną poszedł... wróć. Niepotrzebnie się na to zgodziłam. Jakbym się uparła, to może przyszedłby ze mną ktoś inny. Weszliśmy do odpowiedniej sali, w której przywitała nas psycholog Stone.
- Usiądźcie – wskazała dwa fotele skierowane w stronę jej biurka.
To, na którym usiadłam ja, było bardziej na wprost kobiety, co powodowało, że zarówno ona, jak i Liam mają na mnie dobry widok. To drugie trochę mnie ucieszyło, bo będę mogła się z nim trochę podrażnić.
- Paula, jesteś gotowa? Chciałabym zacząć od ciebie – wyrwała mnie z zamyślenia.
- Oczywiście – posłałam jej uśmiech.
- Jak się czujesz, moja droga? - zapytała chwytając długopis w rękę.
- Dużo lepiej – odpowiedziałam na luzie.
- Wszystko układa ci się dobrze?
- Tak, jestem zadowolona z tego co się dzieje – kobieta po każdej mojej wypowiedzi oraz w jej trakcie coś notowała.
- Co robisz w ciągu dnia?
- Chodzę do szkoły, spotykam się z chłopakiem – uśmiechnęłam się szerzej na te słowa. - Odrabiam lekcje i itp.
- A jak z posiłkami? Często jadasz?
- Na początku trudno mi było wrócić do wcześniejszych przyzwyczajeń, ale jadam już śniadania i obiady. Do kolacji jeszcze nie mogę się przekonać, ale się staram.
- To dobrze. Zdarza ci się coś zwracać?
- Czasami mam taką ochotę, ale staram się wtedy robić wszystko by to się nie stało. Często zajmuję się czymś innym by odwrócić swoją uwagę, jednak rzadko mi nie wychodzi.
- Kiedy ostatni raz zwymiotowałaś?
- Zdaje się, że jakiś tydzień temu? Zjadłam bardzo duży obiad i nie byłam w stanie tego przyswoić.
- Okej, a masz czasem ochotę wymusić wymioty?
- Nie.
- To bardzo dobrze. Przybrałaś na wadze?
- Ymm... - nie sądziłam, że mnie o to zapyta. Nie lubię o tym mówić. Za każdym razem gdy widzę swoją wagę, chce mi się wymiotować. - Nie lubię o tym mówić na głos... To wciąż dla mnie trudne.
- Rozumiem, ale muszę to wiedzieć. Wolisz mi powiedzieć, czy mam cię tu zważyć?
- Nie ważyłam się, ale mam wrażenie, że przybyło mi trochę ciała. Chłopaki mówią, że już nie wyglądam jak upiór.
- Dobrze, a dasz się zważyć?
- Proszę, nie. Jestem przekonana, że wszystko idzie tak jak powinno. Liam może potwierdzić – spojrzałam na chłopaka przygryzając wargę.
Popatrzył na mnie niepewnie i gdy dostrzegł w moich oczach błaganie, jego zapory puściły.
- Ma rację. Nie wygląda już tak jak kiedyś, wygląda lepiej – odpowiedział, a ja w ramach podziękowania posłałam mu uśmiech.
Jestem mu naprawdę wdzięczna za pomoc, ale to nie powoduje, że się nad nim zlituję i przestanę go drażnić.
- A jak z posiłkami? To prawda? - zapytała pani doktor, a ja „niechcący” zahaczyłam o kraniec sukienki, która prze owym ruch się podwinęła do góry.
- Tak. Wciąż z nią walczymy o jedzenie na wieczór i przyznam, że coraz częściej się nam udaje.
- Jak się zachowuje podczas posiłków? Jest swobodna? - mój palec wskazujący zaczął jeździć po gołym udzie z chwili na chwilę ukazując więcej.
- Jest wciąż trochę speszona i nie za bardzo lubi gdy się na nią patrzy jak je, ale to też się powoli zmienia – przełknął ślinę zerkając na moje poczynania.
- To wręcz rewelacyjnie – uśmiechnęła się do mnie doktor Stone. Ani na chwilę nie spuściłam z niej wzroku, no chyba, że mówił Liam. Mogłam się wtedy cieszyć z jego podniecenia. - To bardzo dobrze, że masz wsparcie w przyjaciołach i chłopaku.
- Tak, szkoda, że go tutaj ze mną nie ma – posłałam jej smutne spojrzenie.
- Rozumiem... - zmarszczyła brwi. Czy ona myślała, że Liam jest moim chłopakiem? - Może następnym razem przyjdziesz razem z nim? Chciałabym usłyszeć też jego opinię.
- Czyli nie muszę tu zostawać?
- Nie. Dobrze sobie radzisz, masz opiekę i nie spełniasz wymagań, które kazałyby mi cię tu zatrzymać. Jednak jeśli zechcesz, możesz tu zostać.
- Nie sądzę by mój chłopak był tym zadowolony... no i przyjaciele też oczywiście – uśmiechnęłam się.
- W takim razie widzimy się za 3 miesiące. Jednak w razie potrzeby pamiętaj, że możesz tu przyjść w każdej chwili.
- Dobrze – przytaknęłam i wstałam z fotela, a w moje ślady poszedł Liam.
- Jeszcze nim pójdziesz, chciałabym byś wypełniała ten kalendarzyk raz na tydzień i przyszła z nim na następną wizytę. Jeśli wszystko będzie dobrze szło, to będzie twoja ostatnia wizyta.
- Oczywiście, dziękuję i do widzenia.
- Do widzenia – posłała mi uśmiech.
Wstępnie wiedziałam, że to będzie taki jakby wywiad. Oto w tym chodziło. Lekarka miała dowiedzieć się czy sobie radzę i w razie czego dostrzec kiedy kłamię. Dlatego też przygotowałam się na to dużo wcześniej. Kiedy opuściliśmy klinikę, udaliśmy się do samochodu.
- Dzięki, że mi pomogłeś. Ostatnie czego bym chciała, to zostać tam zamkniętą – odezwałam się patrząc przez szybę.
- Wbrew wszystkiemu nie zrobiłbym ci tego. Jednak mimo to powinnaś zacząć robić to co wymienialiśmy.
- Taa... Może kiedyś zacznę jeść śniadania, ale i tak nie zamierzam przytyć. Taka się sobie podobam.
- To jest nie zdrowe – spojrzeliśmy na siebie. - Alex wie? - cały czas się mi przyglądał, gdy ja odwróciłam wzrok. Staliśmy na światłach.
- Niewiele... Wie, że byłam w szpitalu, bo się odwodniłam oraz, że trochę schudłam. Nie musi wiedzieć więcej.
- Dlaczego mu nie powiesz? Może ci pomóc.
- Nie chcę by się jeszcze bardziej o mnie martwił. Nie musi wiedzieć.
- Śladów też nie widział, nie? - ruszył patrząc na drogę
- Nie dałam mu takiej swobody... Dlatego wszystko odwlekam – mruknęłam.
- Oł – przeciągnął jakby zdał sobie z czegoś sprawę.
- A myślałeś, że dlaczego? - spojrzałam na niego. - Ze względu na ciebie?
- Trochę – przyznał niechętnie.
- Nie cały świat kręci się wokół ciebie, gwiazdorze.
- Miałaś mnie tak nie nazywać!
- Och przepraszam, gwiazdorze, zapomniałam.
- Znów się wykłócamy. Pamiętasz jak się skończyła nasza poprzednia kłótnia? Zaczęliśmy się spotykać.
- Tym razem tak nie będzie. Dlaczego aż tak bardzo chcesz bym do ciebie wróciła? Jesteś z Aurore i możesz mieć każdą, czemu akurat ja.
- Bo zależy ci na mnie...
- Och, czyli robisz to dla mnie? Muszę cię zmartwić, będąc z Alexem jest mi lepiej.
- To dlatego go oszukujesz?
- Nie oszukuję! Po prostu nie wszystko mu mówię. Poza tym to nie twój biznes. Nie jesteś nawet moim kolegą.
- To kim dla ciebie jestem?
- Moim ex, nic więcej.
- Skoro tak twierdzisz... - odparł ponuro i zaparkował przed domem.
Weszłam do środka i udałam się do swojego pokoju. Miałam zamiar zadzwonić do Alexa, bo mu to obiecałam oraz zastanowić się nad czymś...



Witam :)
Mam 2 sprawy.
Sprawa numer 1: Tydzień temu nie dodałam rozdziału, ponieważ nie było 10 komentarzy, a chyba wyraźnie się określiłam, że dodam jeśli będzie 10 komentarzy. Napisałam: 10 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ. To tak trudne do zrozumienia?
Sprawa numer 2: Słusznie, może i teraz nic ciekawego się nie dzieje (chociaż moim zdaniem tak, ale to już zależy od osoby), ale... Nie zamierzam zmieniać planu. Nie wiem czy wszyscy wiedzą, ale ja mam ten blog, tą historię zaplanowaną od początku do końca. Czasami wprowadzam jakieś tam drobne zmiany, ale staram się ścisło trzymać planu. Bardzo się nad nim napracowałam i nie chcę go zmieniać. Zaplanowałam bardzo fajne zakończenie (i nie tylko ja tak myślę, bo kilka osób, które wie co się święci, też tak twierdzi). Musicie być szczęśliwi.
A teraz coś równie ważnego.
Nie chciałam nikogo uradzić moimi słowami, to tylko moja opinia. Nie zmuszam was do czytania i jestem bardzo wdzięczna, że jednak to robicie. Na serio potrafię przyjąć krytykę tyle, że... pod tym względem nie zamierzam zmieniać historii. Dziękuję też, że informujecie mnie o tym, że przestajecie czytać mojego bloga. To pozwala mi zastanowić się jak ulepszyć następne historie, gdzie nie mam jeszcze zaplanowanej przyszłości. Blog o Vanessie, będzie całkowitym przeciwieństwem tego, więc jeśli chcecie więcej akcji czy więcej bycia „parą”, zapraszam do czytania go.
Jeśli jeszcze chodzi o dodawanie rozdziałów, jestem w 3 gimnazjum. To mój ostatni rok. Niedawno pisałam egzaminy, a teraz muszę walczyć o jak najlepsze oceny, bo od tego zależy czy przyjmą mnie do moich wymarzonych szkół. Spróbujcie postawić się na moim miejscu. I tak robię wszystko co mogę.
Trochę się rozpisałam...
Więc kolejny rozdział zapewne pojawi się za tydzień. Jedyne o co proszę to 8 komentarzy. Jesteście w stanie to zrobić?
8 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ.
Jeśli kogoś uraziłam, to jeszcze raz przepraszam.
Pozdrawiam :)


Kontakt:
TT: @Love_Paula1D
GG: 7534371

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział 47

- Jesteś pewna, że chcesz iść do szkoły? - zapytał mnie już chyba po raz setny Louis.
- Tak, jestem pewna. Jedźmy już – warknęłam i wyszłam przed dom, gdzie czekał na nas samochód.
Chłopaki poszli w moje ślady. Oni są tak nieziemsko wkurzający, że szok. Co chwilę pytają mnie jak się czuję, czy nie jestem głodna, czy coś zjadłam, a teraz dodatkowo, czy na pewno wiem co robię. Rozmawiałam już z nimi kilka razy i wyjaśniłam im, że lekarze pozwolili mi wrócić do szkoły i ja sama też tego chcę, ale do nich to nie dociera. W końcu po wielu kłótniach, ulegli mi i właśnie teraz jesteśmy w drodze do szkoły. Po drodze zgarnęliśmy Julkę i Martynę. Tą pierwszą podrzuciliśmy do szkoły, która nawiasem mówiąc, faktycznie nie była daleko od domu i wydawała się być spoko. Następnie udaliśmy się do swojej szkoły. Kiedy już byliśmy na miejscu i chciałam wysiąść z auta, Harry przytrzymał drzwi, tak bym nie mogła wyjść. Z westchnieniem odwróciłam się przodem do pozostałych.
- Co tym razem? - rzuciłam obojętnie. Wiedziałam, że będzie jakieś „ale”.
- Obiecaj, że będziesz grzeczna – pogroził mi palcem Louis.
- Nie jestem dzieckiem! Nie traktuj mnie tak – oburzyłam się. - Będę robiła co będę chciała, jak zawsze.
- Na przerwach masz się nam meldować i jeżeli się źle poczujesz, to masz nam powiedzieć, to zabierzemy cię do domu – kontynuował.
- Och, no proszę cię. Jesteś gorszy od moich rodziców. Nie jestem śmiertelnie chora – zauważyłam.
- Ale mogłaś umrzeć – wtrącił Zayn. - Dostosuj się do naszych próśb, bo inaczej wrócisz do domu i zrobimy wszystko byś z niego nie wyszła.
Westchnęłam rozdrażniona i wywróciłam oczami. Z dwojga złego wolę to.
- No, więc dodatkowo, po zakończonych lekcjach nie wolno ci wracać samej, a jako, że kończysz równo z Liamem, to to z nim masz wrócić.
- Że co?! - zapytaliśmy równocześnie.
Spojrzałam na chłopaka i przysięgam, gdyby spojrzenie mogło zabijać, już by nie żył. W szpitalu robił wszystko co mógł bym mu wybaczyła, a kiedy to zrobiłam, on postanowił, że po spotyka się z Aurore. Żal mi go. Ale żeby nie było, nie zostawię tak tego. A właściwie, to już zaczęłam. Pogoda dzisiaj sprzyjała, dzięki czemu mogłam założyć ten zestaw. Wiem, że go pociągam i... postanowiłam, że się nim trochę pobawię. Niech żałuje tego co stracił.
- Dobrze słyszeliście – spojrzałam na Louisa, którego też postanowiłam zabić wzrokiem. - Nie chcę słyszeć żadnych wymówek i tym podobne. Zdania nie zmienimy.
- A jeżeli ja nie chcę z nim wracać? - zapytałam z cichą nadzieją. - Pamiętaj, że mam chłopaka, z którym prawdopodobnie będę chciała spędzać trochę czasu.
- To niech przychodzi do ciebie. Nie zamierzamy cię spuszczać ani na krok – odpowiedział mi Zayn. - Tylko no wiesz...
- Macie nie być za głośno – dokończył za niego Harry.
- Dla ciebie mogę zrobić wyjątek – wysłałam mu kokieteryjny uśmiech.
- Jestem o tym przekonany – puścił do mnie oczko, za co dostał z łokcia od Martyny, która nawiasem mówiąc posłała mi wrogie spojrzenie.
- Przestań flirtować z moim chłopakiem – mruknęła.
- Ja nic nie robię. Zapewniam go jedynie, że będzie tak jak sobie książę żywnie podoba – wzruszyłam ramionami. - Idziemy?
- Tak – rzucił Niall, a ja zostałam wypuszczona z samochodu.
Zaraz za mną wysiedli pozostali i każde z nas rozeszło się w swoją stronę. Przez chwilę mogłam zostać sama. Tak, przez chwilę, bo zaraz będzie dzwonek i przez następne godziny będę teoretycznie pilnowana przez Liama.
Ze swojej szafki wyciągnęłam potrzebne książki i udałam się do klasy. Zajęłam swoje miejsce, posyłając przy okazji uśmiech Alexowi i zaczęłam się zastanawiać jak mam mu powiedzieć to co wymyśliłam...
Kiedy lekcja się skończyła, szybko z niej wyszłam i poszłam do swojej szafki by wziąć inne książki. Przez te 2 tygodnie narobiło mi się sporo zaległości, ale dzięki pomocy chłopaków, wszystko miałam uzupełnione i w miarę kojarzyłam co robimy. A tak na serio, to chciałam szybko się ulotnić, by jeszcze przez chwilę zastanowić się nad moim postanowieniem.
- Witamy z powrotem w szkole - usłyszałam głos Aurore, która stała tuż obok mnie w towarzystwie Liama.
- Hej – mruknęłam. - Ty w jakiej sprawie?
- Bądź milsza, chciałam się przywitać i zapytać jak się masz.
- Och, jestem pewna, że twój chłopak mógłby ci powiedzieć za mnie. Nie musiałaś się fatygować.
- Chciałam się tego dowiedzieć od ciebie oraz przy okazji powiedzieć ci, że jutro mamy trening czirliderek.
- Jak to miło z twojej strony – posłałam jej sztuczny uśmiech. - Czuję się dobrze oraz odchodzę z drużyny.
- Co? - zapytał Liam. To chyba pierwszy raz kiedy się do mnie odezwał.
- To co słyszałeś. Odchodzę. Nie mam już ochoty się w to bawić. To, że jestem całkiem nieźle rozciągnięta, nie oznacza, że muszę należeć do drużyny... Co ja gadam. Wolę to wykorzystać do innych celów - mrugnęłam do niego i przygryzłam wargę.
- Paula – usłyszałam głos Alexa i już po chwili poczułam jego usta na swoich.
Czyżby chciał coś udowodnić? Nie zważając na nic, oddałam pocałunek i nawet go pogłębiłam. Chłopak przejechał językiem po mojej wardze prosząc o pozwolenie, a ja się zgodziłam i już po chwili szaleńczo się całowaliśmy. Moje ręce krążyły po jego plecach, a jego znajdowały się na moim tyłku. Ładnie... Jak tak dalej pójdzie, to Liam szybko zrobi się zazdrosny. Po chwili dotarło do nas odchrząknięcie. Niechętnie oderwałam się od chłopaka i spojrzałam w stronę parki.
- Nie ładnie tak przerywać w trakcie rozmowy – zauważyła Aurore.
- Nie ładnie tak przerywać w całowaniu – zadrwił z niej Alex.
- Jeszcze coś? - zapytałam jak gdyby nic i spojrzałam na Liama, któremu oczy świeciły się ze złości. Mój plan działa.
- To chyba już wszystko co chcieliśmy wiedzieć – zmarszczyła brwi blondynka.
- To dobrze – posłał jej uśmiech Alex i musnął moje wargi. - Ślicznie dziś wyglądasz – zamruczał mi nad uchem, ale na tyle głośno by parka, która jeszcze nie odeszła, to usłyszała.
W odpowiedzi zachichotałam i przyciągnęłam twarz Alexa do swojej tak, byśmy znów mogli się całować. Jeśli Alex wciąż ma taki być, to myślę, że nie będę się musiała dużo wysilać by Liaś był zazdrosny. Zasłużył na to. Nie to żebym była oziębła i nic nie czuła w związku z wykorzystywaniem Alexa. On mnie kocha, a ja wykorzystuję go do zemsty. Oboje coś z tego mamy. Jednak żeby pozbyć się wyrzutów sumienia,wymyśliłam co mogę zrobić, tak by było tak jak teraz, ale jednocześnie żebyśmy oboje zdawali sobie z tego sprawę... Rzecz jasna Alex w mniejszym stopniu...
Całowaliśmy się tak przez całą przerwę i jestem pewna, że chłopak będzie chciał więcej. Kiedy zadzwonił dzwonek, odsunęliśmy się od siebie, a nasze oddechy były strasznie płytkie.
- Jeszcze nigdy mnie tak nie całowałeś – zauważyłam, gdy mój oddech się w miarę uspokoił, w drodze do mojej klasy.
- Tęskniłem za tobą – zamruczał, całując mnie we włosy. - Przeszkadza ci to?
- Że mnie tak całowałeś? - zapytałam dla pewności, a on pokiwał głową. - Oczywiście, że nie! A zwłaszcza w towarzystwie moich znajomych – posłałam mu promienny uśmiech.
Stanęliśmy przed moją klasą i znów się pocałowaliśmy, ale tym razem spokojniej.
- Do zobaczenia później - odezwał się chłopak i klepnął mnie w tyłek, śmiejąc się przy tym.
- Jesteś zbyt pobudzony - udawałam obrażoną stojąc w progu. Kątem oka widziałam, że nauczyciela jeszcze nie ma i, że kilka osób, a raczej chłopaków, się temu przyglądało, łącznie z Liamem.
- Wiem, że sobie z tym poradzisz – uśmiechnął się kusząco. - To tylko radość.
- Wieżę, że tak jest – podeszłam do niego, musnęłam jego wargi swoimi i weszłam do klasy zająć swoje miejsce.
Trzeba go będzie bardziej pobudzić, żeby cały czas był taki jak teraz. I nawet wiem jak...

Kiedy lekcja dobiegła końca, jak zwykle udałam się do swojej szafki, przy której czekał już na mnie Alex. Odłożyłam książki i spojrzałam na niego. Uznałam, że czas mu powiedzieć.
- Muszę ci coś powiedzieć, tylko nie zrozum mnie źle...
- Mam się bać? - zapytał z uśmiechem. Oby mu ten humor został.
- Raczej nie. Nie wiem jak to powiedzieć... - skrzywiłam się.
- Normalnie.
- Okej. Tylko nie zrozum mnie źle. Nie chcę z tobą zerwać. Chodzi o to, że... Ostatnio wiele się działo i... Potrzebuję trochę luzu.
- Co masz przez to na myśli? - spoważniał.
- Chodzi o to, że przez cały tydzień ktoś nade mną siedział i byłam od tego kogoś uzależniona. Muszę mieć trochę swobody no i... chcę się na kimś zemścić, a do tego potrzebuję zarówno ciebie jak i twojego braku. Rozumiesz?
- Chcesz żebyśmy byli w wolnym związku... - podsumował.
- Tak, dokładnie to miałam na myśli.
- Zgadzasz się?
- Sam nie wiem...
- To teoretycznie nie będzie się różnic od tego co jest teraz. Będę do twojej dyspozycji w każdej możliwej chwili i ty w mojej, w ramach przyzwoitości. Jednak jeśli zobaczysz, że coś robię lub jeśli będę z kimś innym, nie będziesz wnikał w to co robiłam...
- Czyli mam być obojętny, gdy będziesz przyprawiać mnie o rogi?
- Nie będę cię zdradzać! Muszę się na kimś odegrać i żeby to się udało, muszę mieć swobodę działania. Proszę, spróbuj zrozumieć...
- Postaram się - westchnął.
- Czyli... Zgadzasz się? - zapytałam z nadzieją.
- Tak - przytaknął, a ja nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego złączając nasze usta w pocałunku.
- Jesteś cudowny - zaśmiałam się. - Myślałam, że się nie zgodzisz...
- Dla ciebie jestem w stanie zrobić wszystko.
Znów się pocałowaliśmy i już byłam pewna, że mi się uda. Alex jest boski, ale... nie sądzę bym zdołała zapomnieć o Liamie... przynajmniej tak szybko. Liczę, że Alex mi w tym pomoże.
- Tak na marginesie. Teraz mieszkam z chłopakami i... powiedzieli, że nie mogę nigdzie wychodzić, ale zgodzili się byś mógł do mnie przychodzić kiedy tylko będziesz chciał - posłałam mu uśmiech, a on go oddał.

- Z przyjemnością skorzystam z tego pozwolenia - musnął moje usta.
Tak, Liam będzie zazdrosny.
Przez kolejne lekcje nic się nie działo. Chemię jakoś przetrwałam, niestety w towarzystwie Liama, ale na szczęście nie musieliśmy pracować w parach i mogłam się do niego nie odzywać. Jeśli chodzi o WF, to całą lekcję przesiedziałam na trybunach, ponieważ moja lekarka zdecydowała, że na razie wysiłek fizyczny jest dla mnie nie wskazany i napisała mi z niego zwolnienie. Tak, więc przez najbliższy czas będę się tam na maksa nudzić. Dobrze, że przynajmniej Alex ma teraz historię i może ze mną pisać pod ławką. Farcik.
Kiedy lekcja się skończyła, udałam się do stołówki, gdzie przy naszym stoliku byli już prawie wszyscy łącznie z Alexem. Przywitałam się z nim buziakiem i usiadłam obok niego. Chłopak objął mnie ramieniem, a ja się w niego wtuliłam.
- Czemu się nie odzywałaś? Miałaś nam się meldować – odezwał się z wyrzutem Louis.
- Oj daj spokój. Liam widział mnie na każdej lekcji, a przerwy spędzałam z Alexem, możesz go zapytać – posłałam mu niewinny uśmieszek.
- To prawda, była ze mną – pocałował mnie w czubek głowy.
- To nie zmienia faktu, że powinnaś mnie posłuchać – obruszył się.
- W takim razie zmieńmy zasady? - zaproponowałam. - Może będę się tobie meldować podczas lunchu, a przez resztę czasu oko będzie miał na mnie Alex... No i Liam podczas lekcji – na to ostatnie się skrzywiłam.
- Okej – przytaknął. - Ale nie powiem żebym był z tego zadowolony.
- Przestań. Aż tak bardzo się nudzisz?
- Nie, jedynie się o ciebie troszczę. Jako, że Liam się do ciebie nie odzywa i z wzajemnością, wszystko spadło na mnie. Będziesz coś jadła, prawda?
- Tak, przecież byście mi nie odpuścili – wywróciłam oczami.
- To dobrze – uśmiechnął się i chyba to już był koniec naszej rozmowy.
- On się o ciebie martwi – usłyszałam cichy szept Alexa.
- Louis? Jest moim przyjacielem, więc się troszczy o mnie – odszepnęłam.
- Mam na myśli Liama – spojrzałam na niego zaskoczona, po czym rozejrzałam się i dostrzegłam, że Payne się do nas dosiadł i, że zerka w naszą stronę.
- Wydaje ci się. Nie zależy mu...
- Zależy, ale nie umie ci tego pokazać... Co w sumie mi się podoba. Dzięki temu jesteś ze mną.
- Masz rację – uśmiechnęłam się. - A właśnie. Dziś rano miałam wrażenie, że chciałeś mu pokazać, że jestem twoja.
- A jesteś? - drażnił się ze mną.
- Jestem – musnęłam jego usta.
- I... tak, chciałem mu to pokazać.
- To bardzo dobrze – uśmiechnęłam się. - Możesz to robić tak często jak tylko chcesz.
- Na przykład teraz? - upewnił się.
- Owszem – uśmiechnęłam się i zaczęliśmy się całować, a jego ręce zjechały na mój tyłek.
- Ma to swojej plusy – szepnął mi w usta i lekko ścisnął moje pośladki.
- Też tak myślę – przygryzłam jego wargę.




Cześć :D
Dawno nic tu nie wstawiałam, no ale wiedzieliście, że tak będzie. Mam nadzieję, że się nie zawiedliście na mnie i, że rozdział się wam spodoba. No i jeśli nie za bardzo załapaliście o co chodzi w tym rozdziale, to śmiało piszcie, a ja wam wyjaśnię.

Kolejny rozdział powinnam dodać za tydzień, ale jak zwykle nic nie obiecuję.
Chciałam wam jeszcze serdecznie podziękować za komentarze oraz wejścia na moje blogi i przeprosić za tak krótki rozdział... Nie wiedziałam co mogę tu jeszcze napisać.

10 KOMENTARZY=NOWY ROZDZIAŁ
PS. Na 2 bloga rozdział dodam nie wiem kiedy, ale mam nadzieję, że niedługo. Chwilowo mam blokadę jeśli chodzi o tamtą historię.

Kontakt:
Twitter: @Love_Paula1D
GG: 7534371 (piszcie nawet jeśli jestem na 'nie przeszkadzać' bądź 'niedostępny')

Całuski xx

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 46

Nareszcie się wyspałam. Szpitalne łóżko nie należy do najwygodniejszych, więc może dlatego spałam kamień? Możliwe. Niechętnie wstałam z łóżka, związałam włosy w luźnego koka i z nadzieją, że nikogo nie zastanę, zeszłam na dół. Jest 10, więc może nikogo nie będzie... Jednak się pomyliłam. Wszyscy byli w kuchni i na szczęście mnie nie zauważyli. Chciałam już wrócić na górę by się jakoś ogarnąć, gdy dostrzegł mnie Liam.
- Hej Paula. Chodź tu do nas – uśmiechnął się.
Niechętnie weszłam do kuchni.
- Boże! Jaka ty jesteś chuda – wytrzeszczył oczy Harry.
Wiedziałam, że tak będzie. Na moją piżamę składa się obcisła bluzeczka na cienkie ramiączka oraz długie kraciaste spodnie, a to wszystko w odcieniach szarości, czerni i czerwieni. W tym stroju bardzo widać jak schudłam...
Spuściłam głowę i już miałam wychodzić, ale Liam mnie zatrzymał.
- Co chcesz zjeść? - zapytał z poważną miną, patrząc mi w oczy.
- Tak naprawdę to nic, ale wiem, że coś wymyślisz – posłałam mu lekki uśmiech.
- Musisz jeść i musisz tego chcieć – upomniał mnie.
- Wiem, ale nie sądzę bym prędko rano stawała się głodna...
- Naleśniki? - zapytał olewając moją wypowiedź.
Przytaknęłam i usadowiłam się przy stole, gdzie siedzieli pozostali.
- Chyba musisz spędzić kilka dni z Niallem – stwierdził Louis. - On ci pomoże przytyć.
- Przecież ja tak dużo nie jem! - zaprzeczył blondasek.
- Nie, wcale – zaśmiała się pozostała trójka.
- Odpuśćcie – skrzywił się Liam patrząc na mnie.
W jego oczach malował się smutek. O nie...
- Już to przerabialiśmy – mruknęłam do niego. Doskonale wie co mam na myśli. - To nie twoja wina.
- Taa – mruknął, przytakując mi.
Wiem, że się o to obwinia, a nie powinien. Może prawda, to przez niego byłam smutna i w sumie, to dlatego jadałam coraz mniej, ale nie chcę by się o to obwiniał... Tak nie musi być. Kiedy wrócimy do siebie, wszystko wróci do normy i oboje będziemy szczęśliwi.
Zjadłam swojego naleśnika, mimo iż Liam zmuszał mnie do zjedzenia większej ilości, i udałam się do swojego pokoju. Kiedy się już w nim znalazłam, usiadłam na łóżku i zaczęłam się zastanawiać, co mogę robić aż do wieczora. Moje przemyślenia przerwał dzwoniący telefon.
- Halo? - przyłożyłam telefon do ucha.
- Paula? - usłyszałam głos Alexa. - Możemy się spotkać? Chciałbym z tobą porozmawiać...
- Mogłeś przyjść do szpitala... - rzuciłam zniesmaczona.
Wielokrotnie mówił mi, że mnie kocha, a nawet nie wpadł na chwilę.
- To nie jest rozmowa na telefon. Proszę, spotkajmy się...
- No dobrze, ale nie wiem czy mi się uda... Chłopaki są strasznie opiekuńczy.
- Postaraj się... Za 2 godziny w Starbucksie, tam gdzie zawsze?
- Okej. Zobaczę co da się zrobić.
- Już się nie mogę doczekać... Tęskniłem.
- Pa – rozłączyłam się.
Jestem przekonana, że trzeba będzie strasznie długo przekonywać chłopaków, by mnie puścili, ale może się uda?
Postanowiłam, że najpierw się wyszykuję, a dopiero potem powiem im o swoich planach. Udałam się do łazienki by wziąć prysznic. Ubrana w czarną, koronkową bieliznę, zrobiłam makijaż, czyli pomalowałam rzęsy tuszem, zrobiłam cienkie kreski czarną kredką, nałożyłam odrobinę pudru na twarz oraz różu na policzki i usta musnęłam błyszczykiem, i wzięłam się za układanie włosów. Postanowiłam zostawić je rozpuszczone, tak by falami opadały na moje ramiona oraz plecy. Następnie zaczęłam przeglądać zawartość szafy i zdecydowałam się, że założę sukienkę przed kolana, bez ramiączek, w malachitowo-czarną kratę z ćwiekami na biuście. Do sukienki wybrałam czarne szpilki oraz czarną kopertówkę, do której wsadziłam telefon oraz inne niezbędne rzeczy. Przejrzałam się jeszcze w lustrze i zeszłam na dół. Całe szykowanie się zajęło mi godzinkę. Dobrze, że umówiłam się z Alexem z 2 godzinnym uprzedzeniem. Wiem, że przekonywanie chłopaków trochę zajmie...
- Długo cię nie był... WOW – odezwał się Harry.
- Hej – uśmiechnęłam się. - Co myślicie? - okręciłam się wokół własnej osi.
- Wyglądasz bajecznie – odezwał się Louis.
- Cudownie – stwierdził Zayn.
- Smakowicie – przytaknął Niall.
- Liam, a ty co myślisz? - uśmiechnęłam się do niego prowokacyjnie.
- Idealnie. Jak zawsze wyglądasz idealnie – uważnie się we mnie wpatrywał.
- Dokąd się wybierasz, że się tak wystroiłaś? - zapytał Lou.
- No właśnie... Umówiłam się? - zapytałam niepewnie.
- Nie wiem czy możesz iść sama – stwierdził Zayn.
- Oj odpuście, okej? Nie jestem dzieckiem. Wrócę na noc – wywróciłam oczami.
- Z kim idziesz? - zapytał Harry.
- Z Alexem... - przymrużyłam oczy. Wiem, że nie za bardzo za nim przepadają.
- Chyba sobie żartujesz – podniósł głos Louis. - Nie zostawimy cię samej z nim. To wszystko przez niego!
- Wcale nie – mruknęłam. - Zresztą mam to gdzieś. Przyszłam się was zapytać, czy uważanie, że mu się spodoba, a nie by pytać was o zgodę.
- Nie wydaje mi się by to był dobry pomysł – dodał Zayn.
- Ej, ja z nim chcę tylko pogadać! Liam, powiedz coś – warknęłam na bruneta, który wydawał się być nieobecny.
- Niech robi co chce – mruknął obojętnie. - Ja muszę lecieć – wstał z kanapy.
- A ty dokąd? - zaciekawił się Niall.
- Umówiłem się z Aurore. Nie czekajcie na mnie. Nie wiem kiedy wrócę – posłał chłopakom lekki uśmiech, po czym wyszedł z domu, nawet na mnie nie patrząc.
- Uu... Pewnie nie wróci na noc – zaśmiał się Harry i dostał za to od Louisa po głowie.
Nie mogę uwierzyć... Jaki z Liama kretyn. Jak on tak śmie? Najpierw mi obiecuje, że po powrocie ze szpitala, będę mogła zadecydować czy coś będzie między nami, czy nie, a teraz sam zadecydował.
- Wychodzę. Dam wam znać jak już będę na miejscu i o której planuję wrócić żebyście się nie martwili, pasuje? - spojrzałam na wpatrujące się we mnie z napięciem miny.
- Tak – przytaknęli.
- Weź jakieś okrycie – zawołał Louis, gdy już miałam wychodzić.
Wzięłam, więc czarną skórę i wyszłam z domu. Zostało mi jakieś 40 minut, więc postanowiłam, że się przejdę. Kiedy znalazłam się już na miejscu, wysłałam esemesa chłopakom, że już dotarłam na miejsce, i zaczęłam się rozglądać, aż w końcu mój wzrok padł na siedzącego przy stoliku Alexa. Podeszłam do niego i usiadłam naprzeciwko chłopaka.
- Hej – przywitałam się.
- Hej. Tęskniłem za tobą – posłał mi promienny uśmiech. - Jak się czujesz?
- Jak widać lepiej, skoro wypisali mnie ze szpitala – mruknęłam.
- Masz rację... Jesteś na mnie zła? - zapytał niepewnie.
- A dlaczego mam nie być? Zerwałeś ze mną bez powodu i jeszcze mnie nie odwiedziłeś w szpitalu! A potrzebowałam towarzystwa...
- Tak, wiem... Tyle, że ja chciałem cię odwiedzić, ale twoi przyjaciele mi nie pozwolili – zrobił smutną minkę.
- O czym ty mówisz?
- Zaczepiłem ich raz w szkole by zapytać czy wszystko z tobą okej, a oni powiedzieli, że to nie mój biznes i, że mam się z tobą nie kontaktować. Próbowałem się do ciebie dodzwonić, ale miałaś wyłączony telefon.
- Tak, Liam mówił, że nie będzie mi potrzebny w szpitalu, więc go wyłączył i zostawił w domu. Ja... nie wiedziałam...
- Wiem. Może mieli racje nie chcąc bym miał z tobą kontakt. Zostawiłem cię samą i...
- To nie przez ciebie trafiłam do szpitala. Ani przez Liama. Niech to do was w końcu dotrze. Zasłużyłam sobie na to i koniec gadania.
- Okej – uśmiechnął się lekko. - Mam do ciebie pytanie, tylko nie reaguj zbyt nachalnie – przytaknęłam. - Czy jest szansa, że do mnie wrócisz?
Zaskoczył mnie tym pytaniem, nie powiem. Co ja mam zrobić? Miałam wrócić do Liama... tyle, że on wybrał Aurore.
- Nie wiem – przyznałam.
- Nie wróciłaś do Liama, prawda? - zapytał z nadzieją.
- Nie – zasmuciłam się.
- Ale na to liczyłaś – to nie było pytanie.
- Alex, zrozum. Ja go kocham i... chciałam mu wybaczyć, ale on jak zwykle spartolił.
- Może mu nie zależy. Gdyby było inaczej, robiłby wszystko byś do niego wróciła. Ja jestem w stanie o ciebie walczyć.
- Zależy... a raczej zależało mu... Kurcze, nie wiem co mam zrobić. Muszę pomyśleć...
- Rozumiem. Pamiętaj jednak, że się nie poddam. Kocham cię.
- Wiem – uśmiechnęłam się.
Po tej męczącej rozmowie, zmieniliśmy temat. Alex opowiadał mi co działo się w szkole, a ja o tym jak bardzo nudziłam się w szpitalu. Chłopak mówił, że często do szkoły przychodziły jakieś Directioners z prośbą przekazania mi życzeń, do niego, jak i do moich znajomych. Nie sądziłam, że wiedzą gdzie chodzę do szkoły... Podczas całej rozmowy, rozmyślałam o tym, jak to rozegrać. Kiedy byłam w szpitalu, Liam mówił mi jak bardzo mnie kocha i chce żebym dała mu drugą szansę, a teraz... mizia się gdzieś ze swoją czirlidereczką. Żałosny jest. Nie wiem czy jestem w stanie mu zaufać... Ale jednego jestem pewna. Nie pozwolę mu się tak traktować. Kiedy chodziłam z Alexem, podchodził mnie na różne sposoby, i się mu poddałam, jednak teraz tak nie będzie.
W trakcie rozmowy, zadzwonił do mnie Louis, że powinnam już wracać. Alex zaproponował, że mnie odprowadzi. Nie chcąc się z nim kłócić, zgodziłam się. Gdy znaleźliśmy się już przed domem chłopaków, Alex chciał odejść, ale go zatrzymałam.
- Wiesz... Myślałam trochę nad tym wszystkim – zaczęłam niepewnie.
- I? Co zadecydowałaś? - zapytał ze zniecierpliwieniem.
- Liam mnie zranił, i to nie raz, ale mu wybaczyłam. Zmarnował jednak drugą szansę...
- Czyli wybierasz mnie? - zapytał dla pewności.
- Nim odpowiem, muszę ci coś wyznać. Nie wiem czy będziesz chciał ze mną być, gdy się dowiesz.
- Sprawdźmy – posłał mi pokrzepiający uśmiech.
- Zdradziłam cię – przymrużyłam oczy.
- Co? - zapytał zaskoczony i jakby nie zrozumiał.
- Na balu, w pokoju nauczycielskim. To dlatego zachowywałam się dziwnie. Nie miałam serca ci o tym powiedzieć, więc zaczęłam cię olewać.
- Nie wierzę – wyszeptał.
- Wiem, że to żadna wymówka, ale... byłam pijana no i wzięłam coś przed balem. Dodatkowo Liam mnie prowokował, a wiesz, że go także kocham... Nie umiałam się oprzeć. Więc teoretycznie to słusznie zrobiłeś zrywając ze mną.
- Czyli to przez niego trafiłaś do szpitala? Przez Liama?
- Nie! - zaprzeczyłam od razu. - To była moja wina. Poczułam się strasznie z myślą, że zrobiłam ci to, co zrobił mi Liam i Maciek. Zrozumiałam, że jestem taka sama jak oni... Przepraszam...
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś...
- Ja też nie – westchnęłam. - Popełniłam błąd i... zrozumiem jeśli to dla ciebie zbyt wiele i mi nie wybaczysz...
- Ja... nie mogę – skrzywił się, po czym wyciągnął rękę z mojej i zaczął iść w drogę powrotną.
Spuściłam głowę i weszłam na posesję One Direction.
- Walić to – usłyszałam głos Alexa, więc się odwróciłam i już po chwili staliśmy całując się na środku podjazdu chłopaków.
- Czyli... wybaczasz mi zdradę? - zapytałam dla pewności, gdy się od siebie odsunęliśmy.
- Tak – uśmiechnął się i musnął moje usta. - A ty zgadzasz się do mnie wrócić?
- Tak – uśmiechnęłam się promiennie i znów złączyłam nasze usta w pocałunku.
Kiedy skończyliśmy się całować, pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. W progu dostrzegłam, że Zayn, Louis, Harry i Niall siedzą w kuchni i udają, że coś robią. Czyżby mnie podglądali?
- Wróciłam – posłałam im uśmiech, jak gdyby, nigdy, nic.
- Hej – przywitał się Louis. - Jadłaś coś?
- Nie – uśmiechnęłam się niewinnie.
- A jesteś głodna?
- Raczej nie, ale skoro się tak upominasz, to mogę coś zjeść.
- To dobrze – uśmiechnął się i podał mi obiad.
Zdjęłam kurtkę oraz buty, i usiadłam przy stole.
- Jak tam randka? - zapytał Harry.
- To nie była randka – wywróciłam oczami. - Alex chciał jedynie porozmawiać.
- Widzieliśmy – wystawił mi język.
- Mniejsza o to. Dlaczego nie pozwoliliście mu mnie odwiedzić?
- Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej – odezwał się Niall.
- Następnym razem zapytajcie mnie o zdanie.
- Wróciliście do siebie? - zapytał Zayn.
- Tak i dla waszej informacji, powiedziałam mu, że go zdradziłam z Liamem. A jako, że raczej nie wiecie, to zrobiliśmy to na balu.
- Po co nam o tym mówisz? - zainteresował się Louis.
- Ponieważ chcę żebyście wiedzieli, że to Liam spowodował, że to się stało i między innymi dlatego trafiłam do szpitala oraz, że nie zamierzam wybaczyć Liamowi i nie będę się z nim nawet przyjaźnić.
Odstawiłam w połowie pełny talerz i udałam się do swojego pokoju. Może i zachowałam się dziecinnie, ale to już zaczęło mnie drażnić. Liam mnie wystawił i... to boli. Nie mogę pozwolić by znów mi namieszał w głowie. Tym razem się nie dam i zrobię wszystko by cierpiał na myśl, że nie będzie mnie miał.



Heja :D
Wiem, że nie tego się spodziewaliście, ale ostrzegałam, że Alex wróci i, że coś się stanie. Liam i Paula źle się zrozumieli i przez to znów się od siebie oddalili, ale... jeszcze się będzie dużo dziać i może coś się zmieni...?
No poza faktem, że pewnie będziecie na mnie źle, mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał i, że będziecie komentować.
NOWY ROZDZIAŁ dodam za 2 tygodnie, bo mam za tydzień egzaminy i muszę się do nich trochę przygotować i czekam na KOMENATARZE.
10 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ

Jeśli chodzi o mojego drugiego bloga, to raczej jutro nie dodam nowego rozdziału, ale postaram się to jakoś naprawić w tygodniu. Mam teraz niezłe urwanie głowy i nie nadążam. Dlatego bądźcie czujni.
Jeszcze chciałabym dodać, że bardzo wam dziękuję za wejścia oraz za komentarze xx

Kontakt:
Twitter: @Love_Paula1D
GG: 7534371

Całuski xx